Strach zajrzał w oczy? „To najbardziej pracowite dni w karierze Trzaskowskiego”
Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: W ramach akcji Stołecznej Operacji Referendalnej, której pan przewodniczy, udało się zebrać dopiero 40 tys. podpisów, z wymaganych 132 tys., aby uruchomić procedurę referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy. Konsultował się pan z Piotrem Guziałem, który dwukrotnie próbował w ten sposób usunąć z Ratusza Hannę Gronkiewicz-Waltz?
Maciej Wilk: Poznaliśmy się z panem Guziałem i wymieniliśmy doświadczeniami z zakresu akcji społecznych – on w temacie zbiórki podpisów sprzed lat, ja z kolei na bazie obywatelskiego projektu ustawy TAK dla CPK. Obecnie, z tego co wiem, realizuje się w roli biznesmena i dobrze mu idzie.
W 2013 roku w trzy tygodnie udało mu się zebrać 100 tys. podpisów, a łącznie około 230 tys. Choć zbiórka zakończyła się sukcesem i do głosowania doszło, ostatecznie prezydent miasta i tak nie udało się odwołać ze względu na zbyt niską frekwencję. Czy podzielił się z panem jakimiś tajnymi metodami, jak sprawnie pozyskać tyle głosów?
Praktyka i nasze wspólne obserwacje pokazują jedno: to żmudny proces, który wymaga ogromnej determinacji i konsekwencji. Żeby w ciągu całej akcji zebrać 120 czy 150 tys. podpisów, trzeba pozyskiwać około 2,5 tys. głosów dzień w dzień. Przy średniej wydajności jednego stanowiska na poziomie około 20 podpisów na godzinę, łatwo policzyć, że trzeba wygenerować kilkaset (jedno stanowisko to 2-3 osoby) godzin pracy ludzkiej dziennie, rozsianych po całym mieście.
To jest ogromne przedsięwzięcie logistyczne i podwójnie trudne, jeśli robi się to na zasadzie wolontariatu.
Gdyby zatrudnił pan pracowników, poszłoby łatwiej?
Od samego początku staję na stanowisku, że jeśli to całe przedsięwzięcie ma się udać i ma dojść do referendum, które ma szansę się powieść, to musi być autentyczny, oddolny zryw obywatelski. Musi być napędzany przez wolontariuszy, a nie przez najętych zbieraczy z agencji pracy tymczasowej. Uważam, że to wielka wartość naszej akcji – stoją za nią czyste intencje, a nie czyjeś interesy finansowe.
Z czego wynika dysproporcja między obecną zbiórką a tą z 2013 roku? Macie mniej ludzi?
Mamy w tej chwili ponad 200 osób aktywnie zbierających podpisy na zasadzie wolontariatu. To jest mega budujące i każdego dnia dołączają nowe zgłoszenia. Tym, co mieli organizatorzy poprzednich referendów – nie tylko w Warszawie – a czego my nie mamy i nie chcemy mieć, był właśnie zaciąg pracowników tymczasowych.
Zbiórka potrwa do 28 września. Ile podpisów uda się finalnie zebrać?
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.