"Antek Usypiacz" skazany na 15 lat więzienia

Dodano:
Na karę 15 lat więzienia częstochowski sąd okręgowy skazał jednego z najbardziej znanych w Polsce notorycznych przestępców. Antoni O. - nazwany przez śledczych i media "Antkiem Usypiaczem" - odpowiadał m.in. za siedem popełnionych w 2007 r. rozbojów.

Jak mówił przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Grzegorz Wątroba, sąd - orzekając maksymalną możliwą karę za popełnione przez Antoniego O. przestępstwa - wziął pod uwagę m.in. jego sposób działania, znaczną społeczną szkodliwość czynów, wartość kradzionego przezeń mienia (od kilkudziesięciu złotych do ok. 3,8 tys. zł), a także fakt że działał on w warunkach wielokrotnej recydywy.

Antoni O. od ponad 35 lat w przerwach między odbywaniem wyroków usypiał i  okradał przygodnie poznane osoby, najczęściej pasażerów pociągów.

Czwartkowy wyrok jest kolejnym w jego przestępczej karierze. Po raz pierwszy został skazany za kradzieże i rozboje w 1973 r., ostatnią karę więzienia zaczął odbywać w 1992 r.

"Co do wymierzenia kary sąd nie miał dużego manewru. (...) Oskarżony jest sprawcą wyjątkowo niepoprawnym - od 1973 r., kiedy zapadł przeciw niemu pierwszy wyrok, tych skazań miał bardzo dużo" - uzasadniał kolejny wyrok przeciw niemu sędzia Wątroba. Dodał, że np. poznański sąd w 1996 r. - kiedy oskarżony siedział już w więzieniu po jednym z poprzednich procesów - skazał go za 26 popełnionych przestępstw.

Urodzony w 1948 r., pochodzący z Kalet Antoni O. - z zawodu laborant chemiczny - podczas ostatniego procesu nie przyznawał się do winy. Potwierdzał jedynie spotkania z pokrzywdzonymi, zaprzeczając jakoby miał ich usypiać i  okradać.

W czwartek, po wysłuchaniu sentencji wyroku, poprosił sąd o  wyprowadzenie z sali, nie czekając na uzasadnienie.

"Zostałem pomówiony. (...) Zbrodnia na mnie została popełniona, bo wiem że  tego nie zrobiłem. Wiadomo, że nie ma rozbojów żadnych - ktoś usypiał, a ja nagle za półtora godziny mam rozbój. Mam wyrok, wystarczy" - komentował w  głośno w sali sądowej wyrok Antoni O.

Skierowany do sądu w maju 2008 r. akt oskarżenia przeciw niemu obejmował m.in. kradzież, oszustwo i paserstwo, a także siedem rozbojów - część ze  spowodowaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W toku rozpoczętego latem ub. roku procesu sąd uznał m.in., że mimo podawania poszkodowanym "środka obezwładniającego", nie doznali oni uszczerbku na zdrowiu.

Antoni O. okradał swe ofiary - przeważnie mężczyzn w różnym wieku - zwykle w  dalekobieżnych pociągach. Wykorzystywał wizerunek miłego starszego pana, swój dar zjednywania sobie ludzi, a także zbieżność nazwiska ze znanym tenorem Wiesławem Ochmanem.

Często podawał się za brata lub kuzyna śpiewaka, próbował też czasem wzbudzać zaufanie jako oficer Urzędu Ochrony Państwa czy wracający z  rejsu do domu marynarz.

Po nawiązaniu znajomości ze swymi ofiarami zwykle częstował je alkoholem lub  - w razie odmowy - innymi napojami, które zawierały środki usypiające, np. barbiturany. Jeśli osoby, które chciał okraść, odmawiały picia jego trunków, czasem dodawał swe specyfiki do ich własnych pozostawionych na chwilę butelek.

Niektóre z okradanych przez niego osób w przeszłości doznawały zatruć, trafiając np. na szpitalne oddziały intensywnej opieki.

W jednym z procesów "Antek Usypiacz" był m.in. oskarżony o zabójstwa - dwaj otruci przez niego mężczyźni nie obudzili się. Zabójstw mu jednak nie udowodniono - za 26 napadów rabunkowych dostał wówczas 15 lat więzienia.

Ostatnią karę zaczął odbywać w 1992 r. Wyszedł warunkowo po 14 latach i 4 miesiącach, jesienią 2006 r. Ponownie został zatrzymany w czerwcu 2007 r., po co najmniej kilku kolejnych rozbojach popełnionych już kilka tygodni po opuszczeniu więzienia. "Absolutnie proces resocjalizacyjny nie osiągnął skutków" -  podkreślił sędzia Wątroba.

W kwietniu 2007 r. na policję zgłosili się dwaj mężczyźni okradzeni identyczną metodą w pobliżu dworca w Częstochowie na kwoty 300 zł i 1 tys. euro. Obaj rozpoznali na zdjęciach Antoniego O. W reakcji na medialne apele po jego zatrzymaniu 5 czerwca 2007 r., do częstochowskiej prokuratury zgłosiły się kolejne osoby, w tym m.in. pracownik wrocławskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który stracił służbowy telefon.

Wśród okradzionych były też mieszkanki Warszawy - jednej, która zaprosiła oszusta do mieszkania, ukradł kilka tysięcy złotych oraz perły. Od drugiej, poznanej w hotelu, pożyczył pieniądze, podając swe prawdziwe nazwisko i adres w  rodzinnych Kaletach. Gdy wierzycielka zapytała tam o pieniądze rodzinę O., usłyszała, że trafiła na notorycznego oszusta - później jednak przed sądem mówiła, że nie została przez niego pokrzywdzona.

Dlatego częstochowski sąd uniewinnił Antoniego O. od zarzutów oszustwa, a  także paserstwa - z powodu zbyt niskiej wartości telefonu, który "Usypiacz" kupił wiedząc że jest kradziony. Ogłoszony wyrok nie jest prawomocny, stronom przysługuje prawo do apelacji.

ND, PAP

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...