Jak mówił przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Grzegorz Wątroba, sąd - orzekając maksymalną możliwą karę za popełnione przez Antoniego O. przestępstwa - wziął pod uwagę m.in. jego sposób działania, znaczną społeczną szkodliwość czynów, wartość kradzionego przezeń mienia (od kilkudziesięciu złotych do ok. 3,8 tys. zł), a także fakt że działał on w warunkach wielokrotnej recydywy.
Antoni O. od ponad 35 lat w przerwach między odbywaniem wyroków usypiał i okradał przygodnie poznane osoby, najczęściej pasażerów pociągów.
Czwartkowy wyrok jest kolejnym w jego przestępczej karierze. Po raz pierwszy został skazany za kradzieże i rozboje w 1973 r., ostatnią karę więzienia zaczął odbywać w 1992 r.
"Co do wymierzenia kary sąd nie miał dużego manewru. (...) Oskarżony jest sprawcą wyjątkowo niepoprawnym - od 1973 r., kiedy zapadł przeciw niemu pierwszy wyrok, tych skazań miał bardzo dużo" - uzasadniał kolejny wyrok przeciw niemu sędzia Wątroba. Dodał, że np. poznański sąd w 1996 r. - kiedy oskarżony siedział już w więzieniu po jednym z poprzednich procesów - skazał go za 26 popełnionych przestępstw.
Urodzony w 1948 r., pochodzący z Kalet Antoni O. - z zawodu laborant chemiczny - podczas ostatniego procesu nie przyznawał się do winy. Potwierdzał jedynie spotkania z pokrzywdzonymi, zaprzeczając jakoby miał ich usypiać i okradać.
W czwartek, po wysłuchaniu sentencji wyroku, poprosił sąd o wyprowadzenie z sali, nie czekając na uzasadnienie.
"Zostałem pomówiony. (...) Zbrodnia na mnie została popełniona, bo wiem że tego nie zrobiłem. Wiadomo, że nie ma rozbojów żadnych - ktoś usypiał, a ja nagle za półtora godziny mam rozbój. Mam wyrok, wystarczy" - komentował w głośno w sali sądowej wyrok Antoni O.
Skierowany do sądu w maju 2008 r. akt oskarżenia przeciw niemu obejmował m.in. kradzież, oszustwo i paserstwo, a także siedem rozbojów - część ze spowodowaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W toku rozpoczętego latem ub. roku procesu sąd uznał m.in., że mimo podawania poszkodowanym "środka obezwładniającego", nie doznali oni uszczerbku na zdrowiu.
Antoni O. okradał swe ofiary - przeważnie mężczyzn w różnym wieku - zwykle w dalekobieżnych pociągach. Wykorzystywał wizerunek miłego starszego pana, swój dar zjednywania sobie ludzi, a także zbieżność nazwiska ze znanym tenorem Wiesławem Ochmanem.
Często podawał się za brata lub kuzyna śpiewaka, próbował też czasem wzbudzać zaufanie jako oficer Urzędu Ochrony Państwa czy wracający z rejsu do domu marynarz.
Po nawiązaniu znajomości ze swymi ofiarami zwykle częstował je alkoholem lub - w razie odmowy - innymi napojami, które zawierały środki usypiające, np. barbiturany. Jeśli osoby, które chciał okraść, odmawiały picia jego trunków, czasem dodawał swe specyfiki do ich własnych pozostawionych na chwilę butelek.
Niektóre z okradanych przez niego osób w przeszłości doznawały zatruć, trafiając np. na szpitalne oddziały intensywnej opieki.
W jednym z procesów "Antek Usypiacz" był m.in. oskarżony o zabójstwa - dwaj otruci przez niego mężczyźni nie obudzili się. Zabójstw mu jednak nie udowodniono - za 26 napadów rabunkowych dostał wówczas 15 lat więzienia.
Ostatnią karę zaczął odbywać w 1992 r. Wyszedł warunkowo po 14 latach i 4 miesiącach, jesienią 2006 r. Ponownie został zatrzymany w czerwcu 2007 r., po co najmniej kilku kolejnych rozbojach popełnionych już kilka tygodni po opuszczeniu więzienia. "Absolutnie proces resocjalizacyjny nie osiągnął skutków" - podkreślił sędzia Wątroba.
W kwietniu 2007 r. na policję zgłosili się dwaj mężczyźni okradzeni identyczną metodą w pobliżu dworca w Częstochowie na kwoty 300 zł i 1 tys. euro. Obaj rozpoznali na zdjęciach Antoniego O. W reakcji na medialne apele po jego zatrzymaniu 5 czerwca 2007 r., do częstochowskiej prokuratury zgłosiły się kolejne osoby, w tym m.in. pracownik wrocławskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który stracił służbowy telefon.
Wśród okradzionych były też mieszkanki Warszawy - jednej, która zaprosiła oszusta do mieszkania, ukradł kilka tysięcy złotych oraz perły. Od drugiej, poznanej w hotelu, pożyczył pieniądze, podając swe prawdziwe nazwisko i adres w rodzinnych Kaletach. Gdy wierzycielka zapytała tam o pieniądze rodzinę O., usłyszała, że trafiła na notorycznego oszusta - później jednak przed sądem mówiła, że nie została przez niego pokrzywdzona.
Dlatego częstochowski sąd uniewinnił Antoniego O. od zarzutów oszustwa, a także paserstwa - z powodu zbyt niskiej wartości telefonu, który "Usypiacz" kupił wiedząc że jest kradziony. Ogłoszony wyrok nie jest prawomocny, stronom przysługuje prawo do apelacji.
ND, PAP