O włos, ale wygrał

Dodano:
Dotychczasowy prezydent Tajwanu, Chen Shui-bian zatrzyma fotel głowy państwa na następne cztery lata. O jego zwycięstwie nad przeciwnikiem, Lien Chanem zdecydowała przewaga zaledwie 30 tysięcy głosów.
Chen Shui-bian, niegroźnie ranny w piątek w zamachu, zdobył 6 472 510 głosów, natomiast stojący na czele opozycyjnego Partii Nacjonalistycznej (Kuomintangu) Lien Chan - 6 441 912 głosów. 337 297 głosów było nieważnych.

Bezpośrednio po ogłoszeniu oficjalnych wyników Lien oświadczył, że wybory nie były uczciwe i zażądał ponownego przeliczenia głosów. "Ten wynik wyborów nie jest uczciwy. Chcemy wszcząć postępowanie w sprawie ogłoszenia wyborów za nieważne. Zwracamy się do Centralnej Komisji Wyborczej o zabezpieczenie i  opieczętowanie wszystkich urn" - oświadczył wiwatującemu na jego cześć tłumowi w swej głównej kwaterze wyborczej.

Podkreślił, że należy również dokładnie wyświetlić okoliczności piątkowego zamachu na Chen Shui-biana i kandydującą wraz z nim na  wiceprezydenta Annette Lu. Policja nie aresztowała żadnego sprawcy incydentu, w którym do Chena i Lu oddano co najmniej dwa strzały. Oboje odnieśli tylko lekkie obrażenia.

"Do tej pory nie mamy wyraźnego przedstawienia prawdy o  wczorajszej strzelaninie. W jej wpływie na te wybory nie ma co mówić, a wpływ ten był bezpośredni. Towarzyszące temu wątpliwości pozostawiają nam jedno wspólne wrażenie - to są nieuczciwe wybory" - oświadczył Lien.

Chen Shui-bian, przywódca Demokratycznej Partii Postępowej, prowadził swoją kampanię wyborczą pod kategorycznym hasłem państwowej odrębności Tajwanu i Chin. Sprzeciwia się temu zarówno Pekin, uważający Tajwan za swą zbuntowaną prowincję, jak i  Kuomintang, nadal obstający przy statusie "rządu Republiki Chińskiej" dla tajwańskich władz.

Sprawa ta ma jednak charakter głównie prestiżowy i dlatego Lien starał się nie wysuwać jej na pierwszy plan, by nie zrażać do  siebie rdzennie tajwańskiego elektoratu.

oj, pap

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...