Love Story

Dodano:
Atmosfera dwuznaczności, jaka towarzyszy "Tajemnicy Brokeback Mountain", jawi tę produkcję jako skandalistę numer jeden tego sezonu kinowego. Tymczasem jest to zwyczajny film o miłości - może tylko z nietypowymi bohaterami.
O Angu Lee, reżyserze "Tajemnicy...", można powiedzieć, że jest Leonardem da Vinci współczesnego kina. Właściwie każdy jego film powstał w innej konwencji, ale każdy jest perfekcyjnie zrealizowany i każdy zbierał świetne recenzje. Począwszy od "Przyjęcia weselnego" z 1993 roku (główny bohater tego filmu też jest gejem), za który dostał pierwszą nominację do Oscara, jego karierze reżyserskiej towarzyszy szmer uznania dla jego twórczości. I nie ma tu znaczenia, czy Ang przenosi na ekran brytyjską klasykę literacką ("Rozważna i romantyczna"), sięga do korzeni dalekowschodniej kultury ("Przyczajony tygrys, ukryty smok"), czy bawi się komiksowymi superbohaterami ("Hulk") - za każdym razem jego filmy wzbudzają żywą dyskusję i są chętnie oglądane.

Jednak do tej pory żaden film Anga nie wzbudził tylu polemik, co "Tajemnica Brokeback Mountain". Ale też w żadnym filmie geniusz pochodzącego z Tajwanu reżysera nie objawił się dotąd w całej pełni. Ang sięgnął po sprawdzony, ale jednocześnie mocno ograny schemat romansu w stylu "Love Story". Jednak wprowadzając na pierwszy plan parę gejów, którzy wcielają się w rolę odwiecznych kochanków, dokonał bardzo radykalnego odświeżenia znanej konwencji. I to wystarczyło, aby nudnawy wyciskacz łez stał się mocnym i głębokim filmem o miłości i tolerancji.

"Tajemnica..." to w pewien sposób film biograficzny. Nie znaczy to, że Ang jest homoseksualistą. Jest natomiast Tajwańczykiem, który większość życia spędził w Nowym Jorku i z pewnością nie raz na własnej skórze odczuł, co to znaczy być przedstawicielem mniejszości, w jego przypadku etnicznej, tylko on wie, ile projektów jego filmów zostało na początku odrzuconych tylko dlatego, że ma skośne oczy. Echa tych doświadczeń odzywają się w "Tajemnicy...". To nie jest film o zakazanej miłości. To film o miłości wyklętej, przeklinanej przez otoczenie, ale także przez samych bohaterów. Miotają się oni między chęcią jej pełnego zrealizowania i strachem przed reakcją świata zewnętrznego, co chwila obaj odbijają się od zimnego muru niezrozumienia i niechęci. To wszystko jest świetnie pokazane - zbyt świetnie, aby stwierdzić, że to tylko zasługa dobrych scenarzystów. Tym bardziej, że wątek niezrozumienia i odrzucenia jednostki przez społeczeństwo przewija się przez całą twórczość Anga. I kolejny raz się potwierdza, że przez cierpienia do gwiazd - pewnie gdyby reżyser miał życie usłane różami, nie kręciłby tak dobrych filmów.

Agaton Koziński

"Tajemnica Brokeback Mountain" ("Brokeback Mountain"), reż. Ang Lee, USA, 2005

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...