Jednak do tej pory żaden film Anga nie wzbudził tylu polemik, co "Tajemnica Brokeback Mountain". Ale też w żadnym filmie geniusz pochodzącego z Tajwanu reżysera nie objawił się dotąd w całej pełni. Ang sięgnął po sprawdzony, ale jednocześnie mocno ograny schemat romansu w stylu "Love Story". Jednak wprowadzając na pierwszy plan parę gejów, którzy wcielają się w rolę odwiecznych kochanków, dokonał bardzo radykalnego odświeżenia znanej konwencji. I to wystarczyło, aby nudnawy wyciskacz łez stał się mocnym i głębokim filmem o miłości i tolerancji.
"Tajemnica..." to w pewien sposób film biograficzny. Nie znaczy to, że Ang jest homoseksualistą. Jest natomiast Tajwańczykiem, który większość życia spędził w Nowym Jorku i z pewnością nie raz na własnej skórze odczuł, co to znaczy być przedstawicielem mniejszości, w jego przypadku etnicznej, tylko on wie, ile projektów jego filmów zostało na początku odrzuconych tylko dlatego, że ma skośne oczy. Echa tych doświadczeń odzywają się w "Tajemnicy...". To nie jest film o zakazanej miłości. To film o miłości wyklętej, przeklinanej przez otoczenie, ale także przez samych bohaterów. Miotają się oni między chęcią jej pełnego zrealizowania i strachem przed reakcją świata zewnętrznego, co chwila obaj odbijają się od zimnego muru niezrozumienia i niechęci. To wszystko jest świetnie pokazane - zbyt świetnie, aby stwierdzić, że to tylko zasługa dobrych scenarzystów. Tym bardziej, że wątek niezrozumienia i odrzucenia jednostki przez społeczeństwo przewija się przez całą twórczość Anga. I kolejny raz się potwierdza, że przez cierpienia do gwiazd - pewnie gdyby reżyser miał życie usłane różami, nie kręciłby tak dobrych filmów.
Agaton Koziński
"Tajemnica Brokeback Mountain" ("Brokeback Mountain"), reż. Ang Lee, USA, 2005