"Tylko świnie siedzą w kinie". Film narzędziem propagandy III Rzeszy

"Tylko świnie siedzą w kinie". Film narzędziem propagandy III Rzeszy

Hans Frank (fot. Bundesarchiv, Bild 146-1989-011-13 / CC-BY-SA [CC BY-SA 3.0 de], via Wikimedia Commons)
Od momentu przejęcia władzy w Niemczech przez Adolfa Hitlera, całokształt funkcjonowania państwa i życie obywateli w każdym jego aspekcie było ściśle podporządkowane zbrodniczej ideologii narodowego socjalizmu. Również w sferze kultury wykorzystywano wszelkie zjawiska mogące przyczynić się do realizacji nazistowskich celów.
Autorką tego artykułu jest Katarzyna Kotula. Tekst "Tylko świnie siedzą w kinie. Film jako narzędzie propagandy niemieckiej w Generalnym Gubernatorstwie" ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Szczególnie mass media znalazły się na usługach prowadzonej z całą bezwzględnością propagandy i indoktrynacji. Niebotyczna rola przypadła tu filmowi. Jako „duchowa potęga” kreował rzeczywistość taką, jaką chciała ją widzieć III Rzesza. Zwłaszcza na terenach okupowanych władze nazistowskich Niemiec zmuszone były „urobić” umysły miejscowej ludności poprzez działalność propagandową. Dlatego też, na tych terenach w dziedzinie polityki kulturalnej tak dużo miejsca poświęcano sprawie kinematografii.

Generalne Gubernatorstwo i polityka kulturalna okupanta na tym terenie

12 października 1939 roku w dzienniku urzędowym III Rzeszy ukazało się rozporządzenie o stworzeniu Generalnego Gubernatorstwa na okupowanych ziemiach polskich. Dzieliło się ono na cztery dystrykty: warszawski, radomski, krakowski oraz lubelski1. Według niemieckich statystyk zamieszkiwało ją powyżej 19 mln ludzi, w tym 14 mln Polaków2. Na czele administracji stał Generalny Gubernator jako wyłączny ośrodek władzy. Urząd ten niezmiennie przez całą okupację piastował dr Hans Frank3. Na „stolicę” GG oraz siedzibę „rządu” obrano Kraków.

Po niemieckim zwycięstwie na Zachodzie dokonano zmiany w nomenklaturze – nie było już konieczności prowadzenia dalszej zabawy w subtelności, usunięto więc dodatek o „terenach okupowanych”. Odtąd nowy twór zaczęto nazywać po prostu Generalną Gubernią. Chciano w ten sposób dać polskiej ludności do zrozumienia, że zarządzeniom wojennym nadaje się cechy trwałości. Sam Frank wyjaśniał to słowami: nowa nazwa ma wyrazić, że Generalna Gubernia jest istotną częścią składową Rzeszy Niemieckiej i na zawsze nią pozostanie. Owo „zawsze” dobiegło końca w styczniu 1945 roku, kiedy gubernator ze swoją świtą wycofywał się pospiesznie z zamku królewskiego na Wawelu, uciekając na zachód.

Już od pierwszych miesięcy wojny władze hitlerowskie stawiały ostre veto w sprawie organizowania polskiego publicznego życia kulturalnego. Wielokrotnie stwierdzały, że Polacy jako podludzie, naród prymitywny nie wniósł w przeszłości nic wartościowego do skarbnicy światowej kultury, nie ma w tej dziedzinie potrzeb wyższego rzędu i stąd też nie ma konieczności tworzenia nowych, bądź dalszego utrzymania już istniejących, instytucji służących ich zaspokajaniu. Ponadto, niektórzy hitlerowscy politycy stali na stanowisku, że kultura polska bardzo często stanowiła narzędzie walki z Niemcami i aby zapobiec spełnianiu przez nią owej roli w przyszłości, należało bezzwłocznie się z nią rozprawić.

Całkowita kasacja polskiego życia kulturalnego była jednym z bazowych założeń niemieckiej polityki prowadzonej w Generalnym Gubernatorstwie. W swoich wypowiedziach Hans Frank niejednokrotnie podkreślał, że polski kraj powinien obrócić się w intelektualną pustynię. W październiku 1939 roku w Łodzi doszło do spotkania Generalnego Gubernatora z ministrem propagandy, podczas którego Goebbels zarysował przyszłość kulturalną okupowanego kraju. W rozmowie z Frankiem opowiedział się za rozwiązaniem, w którym Polakom w zasadzie nie powinno się […] zezwolić na teatry, kina i kabarety, aby nie przypominali sobie stale o tym, co utracili. Jeśli w wielkich miastach, np. Warszawie, zajdzie konieczność odciągnięcia Polaków z ulic za pomocą wyświetlania filmów, powinno się wówczas każdorazowo podejmować specjalne postanowienia.

Koncepcję „krzewienia kultury” rozszerzał okólnik wystosowany do szefów administracji terenowej. Zawierał on dyrektywy zakazujące Żydom wszelkiej działalności w sferze sztuki. Określał również dokładnie, na co zezwalało się w tej dziedzinie Polakom. Stwierdzano w nim, że ludności polskiej należy dać możliwość prowadzenia pewnej działalności na polu kultury. Musiała się ona jednak zamykać w granicach prymitywnych, prostackich potrzeb rozrywkowych ludności. Stąd też niezwykle ostro należało sprzeciwiać się jakimkolwiek nawiązaniom do niedawnej przeszłości oraz „nalotowi” patriotyzmu w powstających dziełach. Wszelkiego rodzaju imprezy widowiskowe (w tym pokazy filmowe) musiały otrzymywać zezwolenie cenzury. Na terenach okupowanych sprawowana była przez Hauptabteilung Propaganda w Krakowie. Części polskich artystów przyznano placet na zatrudnienie w instytucjach kulturalnych. Kryły się za tym specyficzne intencje okupanta. Próbowano dzięki temu odciągnąć twórców kultury od angażowania się w konspirację oraz od czynnego udziału w dysputach politycznych.

Hitlerowskie władze systematycznie więc spychały kulturę polską na margines życia społecznego, nie rezygnowały jednak z używania jej jako istotnego narzędzia propagandy kształtującego świadomość zniewolonej ludności. Dostarczało ono również informacji pożądanych przez okupanta, wspierało propagandę i oddziaływało ideologicznie na masy. Wilhelm Ohlenbusch szybko doszedł do wniosku, że film może być idealnym instrumentem do propagowania chwały niemieckiej armii oraz krzewienia rasistowskich idei. Co więcej, działające kina na korespondentach prasy zagranicznej miały sprawiać wrażenie „normalności” życia w Generalnym Gubernatorstwie.

Kinematografia na terenie Generalnego Gubernatorstwa

Prowadzony przez okupanta plan eksterminacji kultury nie oszczędził polskiej kinematografii. W wyniku hitlerowskiej inwazji nie tyle został zahamowany jej rozwój, ile wręcz rozpadła się ona w gruzy. Więzy zawodowe, którymi połączone było środowisko pracowników kinematografii, praktycznie przestały istnieć. Wszystkie wytwórnie filmowe zostały unieruchomione, a rzesze czołowych twórców opuściło granice kraju; niejeden z nich zmuszony był ukrywać się lub znalazł się w obozie.

Pierwszy cios zadano już w połowie listopada 1939 roku. Zarządzono wówczas konfiskatę wszelkich kin i biur wynajmu, a następnie uzależniono je od placówki powierniczej. Kierownikami kin zostali wyłącznie Niemcy lub Volksdeutsche. Organizacyjnie na szczeblu dystryktów kinoteatry podlegały tzw. Betriebstellen, w których kluczową figurą był dysponent filmowy ustanawiający „właściwy” repertuar.

Pierwsze trzy kina w Warszawie oddano do użytku publiczności już 11 listopada 1939 roku. Dwa dni później jedno z nich („Hollywood”) zostało przemianowane na „Deutsches Lichtspielhaus”. Wkrótce swoją działalność podjęły kolejne kina warszawskie: „Napoleon” przy placu Trzech Krzyży oraz „Popularny” na Pradze. Już pod koniec 1939 roku w Warszawie oddano Niemcom pierwsze kino dla ich wyłącznego użytku (dawne kino „Palladium” przemianowane na „Helgoland”). Od tego momentu nastąpił podział kinoteatrów na te nur fur Deutsche oraz te przeznaczone dla „niższej rasy”. W Krakowie z kolei udostępniono Polakom kina: „Apollo” (ul. Świętego Tomasza), „Atlantic” (ul. Stradom), „Stella” (ul. Lubicz), „Sztuka” (ul. Św. Jana), „Uciecha” (ul. Starowiślna), „Wanda” (ul. Św. Gertrudy).

Ogólnie rzecz biorąc, w 1943 roku na terenie całej Generalnej Guberni miało się znajdować: 25 kin przeznaczonych wyłącznie dla Niemców, 61 wyłącznie dla Polaków oraz 4 kina przeznaczone dla ludności ukraińskiej. Co ciekawe, ludności polskiej zakazano oglądania niemieckich tygodników aktualności oraz filmów oświatowych, natomiast Niemcy nie mieli prawa wstępu na seanse opracowywane dla przedstawicieli „niższej rasy”.

Kinoteatry rozmieszczone były w większych miastach czy ośrodkach przemysłowych Generalnego Gubernatorstwa. Oczywiście okupantom zależało, aby swoją filmową akcją propagandową objąć możliwie najszersze kręgi polskiego społeczeństwa, stąd więc w poszczególnych miastach powiatowych przy Oddziałach Propagandy utworzone zostały specjalne jednostki. Miały one nieść ludziom kinową rozrywkę tam, gdzie nie było to możliwe ze względów technicznych. Jednostki te do swej dyspozycji miały specjalne samochody wyposażone w przenośną aparaturę projekcyjną i nieustannie objeżdżały z tym sprzętem wsie i miasteczka danego okręgu. Przykładowo w 1943 roku w okręgu radomskim znajdowało się pięć kin objazdowych. Każdy z samochodów w przeciągu tygodnia pokonywał średnio trasę 1000 kilometrów, gromadząc łącznie podczas seansów ok. 14 000 widzów.

Produkcja filmów w zasadzie została całkowicie wstrzymana. Hans Frank uważał, że w ramach realizowanej polityki kulturalnej w Generalnym Gubernatorstwie wykazałby się niekonsekwencją, obdarzając naród Polski własną twórczością filmową. Utrzymywał ponadto, że jako strawa rozrywkowa w zupełności wystarczą „resztki” przedwojennych polskich produkcji oraz dozowany odpowiednio import zagraniczny. Pomimo różnorodnych trudności, okupacyjna administracja GG zdołała założyć swoją pierwszą produkcyjną placówkę filmową – Film und Propagandamittel Vertriebsgesellschaft (w skrócie zwana FIP). Wszystkie funkcje kierownicze w jej ramach przejęli Niemcy oraz Volksdeutsche. Współwłaściciel „Falangi”, Stefan Dękierowski, zmuszony został do uruchomienia laboratorium na potrzeby FIP-a. Jednym z pierwszych zadań „Falangi” było dostarczanie niemieckim produkcjom polskich napisów oraz dokończenie przedwojennych filmów polskich, których produkcję przerwał wybuch wojny.

Repertuar kin opracowywany był według sprecyzowanych dyrektyw hitlerowskiego Urzędu Propagandy. Zgodnie z wymogiem Franka wyświetlane były wyłącznie „filmy złe” tj. te pozbawione jakichkolwiek artystycznych walorów (operetki, farsy, melodramaty drugo i trzeciorzędnej produkcji). Oczywiście wyświetlano prawie wyłącznie obrazy niemieckie, sporadycznie zdarzały się również filmy hiszpańskie lub włoskie. Na duży ekran dopuszczono ponadto 33 odpowiednio ocenzurowane i wyselekcjonowane przedwojenne polskie ekranizacje. Reżyser Jan Fethke, z pochodzenia Niemiec, po otrzymaniu papierów Reichsdeutscha ukończył na polecenie władz okupacyjnych swoje filmy „Złota maska” oraz „Przez łzy do szczęścia”. Według niemieckich danych, w przeciągu pierwszych trzech lat okupacji w kinach Generalnej Guberni wyświetlono 147 filmów niemieckich w wersji oryginalnej (dla Niemców), 109 filmów niemieckich z napisami polskimi, 33 filmy polskie oraz pojedyncze tytuły włoskie i hiszpańskie.

Doceniając w pełni polityczną przydatność kronik filmowych, Niemcy poświęcali im najwięcej uwagi. 1940 roku miał miejsce pokaz pierwszego numeru Wiadomości Filmowych Generalnej Guberni. „Nowy Kurjer Warszawski” tak opisywał tą swoistą premierę: W kinach warszawskich zaczęto wyświetlać […] „Wiadomości Filmowe Generalnej Guberni”. W pierwszym numerze mamy piękne zdjęcia Zamku Wawelskiego i przemówienie Generalnego Gubernatora dr Franka. Reportaż filmowy z życia religijnego Polski. Inwestycje i odbudowa Warszawy […] Tekst Tygodnika mówiony jest po polsku. Zdjęcia, montaż i ujęcie tematów bardzo interesujące. Przez cztery lata kronika dostarczana była do wszystkich kin dla Polaków.

Szef Urzędu Propagandy, Hans Guttenberger, twierdził, że najważniejszym elementem działalności filmowej w Generalnej Guberni jest kronika filmowa dla ludności polskiej […] O podjęciu realizacji sprawozdania filmowego z tutejszych obszarów zadecydowały względy polityczne […] W ciągu 10 minut, jakie kronika zajmuje w całym programie filmowym, przesuwają się przed oczami widzów sceny, które szczególnie u prymitywnych ludzi przewyższają oddziaływanie słowa drukowanego. To, czego nie był w stanie dopowiedzieć obraz, uzupełniał głos komentarza chwalący triumfy, zdobycze, osiągnięcia „gospodarzy” z III Rzeszy. Głównym więc zadaniem Tygodnika Dźwiękowego było ukazanie, jak szczęśliwie, bogobojnie żyje i pracuje ludność GG znajdująca się pod płaszczem troskliwej opieki władz niemieckich.

Identyczne zadania stały przed filmami „dokumentalnymi” (jeśli możemy je tak nazwać, ponieważ z wierną rejestracją rzeczywistości miały mało wspólnego). Te propagandowe krótkometrażówki ukazywały w sposób niezwykle tendencyjny i zafałszowany bieżące wydarzenia polityczne oraz sceny z życia okupowanych terenów Polski. Chyba najbardziej cynicznym obrazem z całej serii tych filmów był ten o wiele mówiącym tytule „Żydzi, wszy, tyfus”. Realizatorzy filmu uzasadniali potrzebę zakładania zamkniętych dzielnic dla Żydów koniecznością zwalczania epidemii tyfusu. Wzbudzali w ten sposób wrogość, odrazę do niearyjskich podludzi roznoszących zabójcze zarazki.

Innym przykładem może być film „Lepsze jutro”. Nakręcony w formie fabularyzowanego dokumentu, nakłaniał chłopów do terminowego oddawania kontyngentów władzom niemieckim. Jerzy Teoplitz zauważa, że gadzinówka „Goniec Krakowski” przedstawiała sens owego apelu stwierdzając, że Lepsze jutro uśmiecha się do wieśniaka Wojciecha, wtedy, gdy uświadomiony, racjonalnie gospodarujący, zrozumie swój obowiązek wobec współrodaków i społeczeństwa. Łącznie w latach okupacji zostało wyprodukowanych kilkanaście filmów „dokumentalnych”. Stanowiły one szczególnie groźną broń w rękach okupanta. Ich głównym zadaniem było bowiem fałszowanie rzeczywistości – ukazywały rzekomą normalność życia w Generalnym Gubernatorstwie, a okupanta przedstawiały jako „dobrego gospodarza”. Obrazy te produkowali Niemcy, oni również zajmowali się opracowywaniem scenariuszy oraz kierowali całym procesem realizacji. Polacy odgrywali drugoplanową rolę, należy jednak zaznaczyć, że nie obce im było zjawisko kolaboracji w dziedzinie filmu.

Kinematograficzna kolaboracja

Istotnym jest fakt, że nie funkcjonował żaden przepis prawny zmuszający byłych pracowników przedwojennego filmu polskiego do podejmowania pracy w „niemieckich” przedsiębiorstwach i produkcjach FIP-u. Decyzję o zatrudnieniu się tam podejmowano z własnej nieprzymuszonej woli, na zasadzie suwerennego wyboru, tylko w rzadkich wypadkach sankcjonowanego przez organizacje Polski Podziemnej. W czasie trwania okupacji prasa polska wielokrotnie sygnalizowała, że kolaboracja jest procederem szkodliwym dla narodu. Stanisław Ozimek przytacza np. fragment noty („Nowa podłość”) zamieszczonej w czasopiśmie „Jutro” (15 lutego 1941 r.). Czytamy w niej, że w najbliższym czasie zamierzają Niemcy uruchomić atelier filmowe Falanga w Warszawie przy ulicy Chopina. Atelier to już w lutym przystępuje do nagrywania „polskich” filmów. [...] Nie potrzebuję chyba dodawać, że w tym zespole Falangi nie ma miejsca dla artystów polskich szanujących wielkość swojego powołania scenicznego i rozumiejących misje polskiej sztuki. Do zespołu tego pójdą tylko ci, którym pieniądz nie śmierdzi...

Po zakończeniu wojny zostało wszczęte postępowanie weryfikacyjne w stosunku do osób biorących udział w niemieckiej produkcji filmowej. W tym celu reaktywowano Stowarzyszenie Realizatorów i Techników Filmowych. Komisja ta przebadała wszystkie zachowane dokumenty (szczątki filmów, wycinki z prasy) oraz przeprowadziła rozmowy z realizatorami, którzy przeżyli okupację. Na podstawie zebranych materiałów około dwudziestu osób uznano za kolaborantów. Jednak w większości wypadków trudno było udowodnić świadome działanie na niekorzyść polskiego narodu.

Najbardziej wymownym symbolem istnienia „kinematograficznej kolaboracji” był udział polskich aktorów w obrazie Gustava Ucicky'ego „Powrót” („Heimkehr”). Był to utwór o wyraźnym zabarwieniu propagandowym, a jego głównym celem było zniesławienie narodu polskiego. Wszyscy jego członkowie zostali przedstawieni jako bezwzględni, zwyrodniali sadyści. Był to niezwykle kłamliwy i prowokacyjny paszkwil. Ukazana w nim rzekoma ciemnota oraz okrucieństwo z natury cechujące Polaków miały być powodem bezwzględnych prześladowań niemieckich kolonistów. Jak bardzo film ten musiał oddziaływać na najniższe instynkty szowinistycznych mas, świadczą wypadki samosądów dokonywane na Polakach będących w kinie wyświetlającym owo „dzieło”.

Do roli niewinnie prześladowanych Niemców wołyńskich zwerbowani zostali aktorzy niemieccy, zaś w postacie brutalnych oprawców wcielili się Polacy. I właśnie w tym celu w Warszawie zjawił się sam reżyser. Swoją pomocą przy rekrutacji służył mu Igo Sym, po wielokroć używający argumentów nie do odrzucenia. Mimo to wielu znanych aktorów teatralnych oraz filmowych nie przyjęło oferty Syma. Ostatecznie Ucicky'emu udało się podpisać kontrakty z ponad dziesięcioma polskimi wykonawcami. Jedną z głównych ról przy boku m.in. Attili Horbigera zagrał Bogusław Samborski. Udział pozostałych Polaków w tej produkcji ograniczył się do epizodycznych ról, niemniej były one bardzo wymowne. Sam Igo Sym szybko stał się persona non grata. Za całokształt swojej działalności, wyrokiem sądu polskich władz podziemnych skazany został na karę śmierci. Zabójstwo jednego z bożyszczy przedwojennego ekranu odbiło się echem nie tylko w polskim społeczeństwie. Fakt ten był szeroko komentowany również w Berlinie i daleko poza granicą. Po wykonaniu wyroku zastraszony Samborski wyjechał do Wiednia i występował odtąd pod scenicznym pseudonimem Gottlieba Sambora.

Jednak czy publiczne występy polskich artystów w niemieckich produkcjach powinniśmy z całą bezwzględnością traktować jako kolaborację z wrogiem? W swojej istocie kolaboracja polega na działalności przeciwko swojemu narodowi, uczestnictwie w akcjach propagandowych oraz nawiązywaniu kontaktów, które przekraczają dozwolone minimum. Spora większość filmowców traktowała swoją obecność w niemieckich ekranizacjach jako niegroźny epizod. Często ich udział w produkcji filmu ograniczał się do aktorskiego minimum. Nie traktowali przeto swojej roli jako zdradzieckiego występku przeciwko polskiemu narodowi. Za okoliczności łagodzące uważali także potrzebę uzyskania niezbędnych środków do życia.

Postawa społeczeństwa polskiego wobec kinematografii lat okupacji. Akcja antykinowa

Polska Podziemna prowadziła ciągłą, konsekwentną akcję nie tylko przeciwko kolaborantom kulturalnym. Starała się doprowadzić do maksymalnego sparaliżowania hitlerowskiej propagandy filmowej. Zamierzenia te znalazły swe odbicie w akcji bojkotowania kin, do których, o dziwo, uczęszczała relatywnie duża liczba osób. Precyzyjne określenie frekwencji nie jest jednak łatwym zadaniem, w tym zakresie posiadamy bowiem jedynie szczątkowe, wyrywkowe dane. Na ich podstawie możemy ustalić, że np. w 1941 roku na terenie Generalnego Gubernatorstwa wyświetlane filmy obejrzało 15 mln widzów, w tym 9 mln Polaków. Z kolei konspiracyjny biuletyn „Informacja Bieżąca” zamieścił dane dotyczące widzów warszawskich: w styczniu 1940 roku ich liczba wynosiła 116 tys., w styczniu 1941 roku 235 tys. a w styczniu 1942 roku już 501 tys.

Analizując powyższe dane możemy dojść do wniosku, że prowadzona akcja bojkotu kin zupełnie się nie udała. Nie było to jednak winą środków zastosowanych w celu jej realizacji. Źródłem jej niepowodzenia była specyficzna sytuacja, kondycja społeczeństwa polskiego. W warunkach okupacyjnych kino było jedną z nielicznych dostępnych form rozrywki, brak było innych, konkurencyjnych wydarzeń kulturalnych. Ponadto część wojennych dorobkiewiczów traktowała wyjście do kina czy teatru jako jawną oznakę swojego społecznego awansu. Na wysoką frekwencję duży wpływ miał także proces materialnego usamodzielnienia się młodzieży. W niezwykle brutalnej i ciężkiej okupacyjnej rzeczywistości, właśnie na młodsze pokolenie szczególnie działało zjawisko tzw. magii srebrnego ekranu. W czasie okupacji dorastały przecież roczniki młodzieży, które kina prawie nie znały. Hans Frank podaje na kartach swojego dziennika, że znaczna część spośród 10 czy 12-milionowej ludności polskiej odnosi się oczywiście najzupełniej obojętnie do wydarzeń politycznych obecnej doby […] i nie ma ochoty zajmować się działalnością polityczną w jakiejkolwiek formie. Ta część społeczeństwa starała się nadawać swojej okupacyjnej egzystencji cechy najbardziej zwyczajnej codzienności. Wyjście do kina dawało możliwość choćby chwilowego zapomnienia o tragicznej sytuacji.

Polski ruch oporu doskonale zdawał sobie sprawę, jaką niezwykle sugestywną potęgą dysponuje film w ideologicznej walce. Dlatego też w zakrojoną na szeroką skalę akcję bojkotu kin starano się angażować wszelkie dostępne wówczas środki i siły. Podziemna prasa bezustannie biła na alarm. Na swoich łamach przypominała, że każdy grosz wydany na bilet wędruje wprost do hitlerowskiej kieszeni i pomaga tym samym w uzbrajaniu wroga. „Biuletyn Informacyjny” pisał, że każdy dobry Polak powinien pamiętać, że dziś każde kino jest placówką niemiecką. Bezwzględnym obowiązkiem każdego Polaka jest zupełny bojkot kin. Warszawska gazeta „Rzeczpospolita Polska” zachęcała, aby otoczyć atmosferą potępienia i wzgardy [...] tę część polskiej publiczności, która odwiedza teatrzyki i kina. To nie Polacy prawdziwi, to ludzie mali i marni, których nie mierzi cała ohyda teatralnych i kinowych błazeństw, rzucanych na grotterowskie tło skrwawionej i deptanej przez wroga Polski Jedna z konspiracyjnych ulotek tłumaczyła społeczeństwu wagę prowadzenia bojkotu kin. Wymieniała kilka przyczyn, dla których włączenie się w owa kampanię było koniecznością:

  • Pieniądze: dochód z kin nie idzie do kieszeni właścicieli, lecz do kas Urzędu Propagandy;
  • Propaganda: każdy program kinowy zawiera dodatki – przegląd wydarzeń wojennych i politycznych, przegląd z życia GG. W dodatkach tych stale i systematycznie podkreśla się niezwyciężoność armii niemieckiej i słabość przeciwników Rzeszy;
  • Walka: nie wystarczy być patriotą – trzeba być patriotą czynnym. Trzeba co dzień szukać sposobności do zatrudniania życia szwabom i kanaliom spośród własnego społeczeństwa, a skoro tak, to stawiamy pytanie, czy bojkot kin nie jest doskonałą zaprawą do walki.

Kiedy jednak słowa nie skutkowały, należało przejść do czynów. Swojego rodzaju krucjatę przeciwko kinom z całą bezwzględnością prowadziła organizacja „Wawer”. Pod koniec 1940 roku jej dowództwo sprecyzowało główne kierunki działalności organizacyjnej. W czołówce najważniejszych zadań znalazło się właśnie prowadzenie kampania antykinowej. Już zimą „Wawerczycy” rozpoczęli gazowanie kinowych lokali (w sprawozdaniach organizacyjnych określano to mianem „smrodów dmuchanych”). Ponadto w ich „repertuarze” znajdowało się również rozlepianie satyrycznych nalepek czy rozlewanie żrących chemikaliów i farb w salach kinowych.

Na terenie Warszawy akcja antykinowa prowadzona była permanentnie aż do wybuchu Powstania Warszawskiego. Organizowana z rożnym natężeniem i pod różnymi formami, zawsze cechowała się błyskawiczną ripostą. Przykładem może być obwieszczenie o egzekucji kilkudziesięciu Polaków w ramach odwetu za zabójstwo aktora filmowego Igo Syma. „Wawerczycy” błyskawicznie na setkach plakatów przekształcili podpis dowódcy SS i policji Dystryktu Warszawskiego Modera na „Moerdera”. Jesienią 1941 roku nastąpiło nasilenie akcji antykinowej. Z balkonów kinowych rozrzucano wówczas ulotki, ciskano petardy, gazowane sale. Podczas pokazów kronik pod gołym niebe, działacze „Wawra” umyślnie siali panikę m.in. poprzez okrzyki „łapanka!”. Wśród stosowanych przez nich środków znajdowały się także podpalenia sal kinowych oraz kabin projekcyjnych.

Z biegiem czasu, kina stały się nie tylko obszarem działań tzw. małego sabotażu. Polskie podziemie upatrzyło w nich obiekt działań odwetowych, np. za publiczne egzekucje prowadzone przez okupanta. Do jednej z najgłośniejszych akcji tego typu należała ta przeprowadzona przez Grupę Specjalną Sztabu Głównego Gwardii Ludowej pod dowództwem Jana Strzeszewskiego „Wiktora”. Gwardziści zaatakowali równocześnie najpopularniejsze kina warszawskie nur fur Deutsche. Najbardziej dramatyczny przebieg miał zamach w kinie „Apollo”. Odbywała się tam akurat ceremonialna premiera filmowa. Wśród zaproszonych gości obecny był m.in. gubernator Dystryktu Warszawskiego Ludwig Fisher oraz słynna szwedzka aktorka Zarah Leander. Zamachowiec (Ładysław Buczyński) został wyśledzony na widowni przed uruchomieniem zapalnika bomby. Po krótkiej walce w foyer kina, zmarł wskutek odniesionych ran.

Należy zaznaczyć, że liczne zamachy na budynki i sale kinowe nie ograniczały się wyłącznie do terenów stolicy naszego kraju. Znanych jest wiele przykładów akcji antykinowych w innych miejscowościach Generalnej Guberni. I tak na przykład, niecodzienne zakończenie miała akcja w kinie „As” w Piotrkowie Trybunalskim. Otóż tamtejsza grupa dywersyjna zniszczyła ekran i aparaturę projekcyjną, skutecznie przerywając seans. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że udało się następnie puścić z głośników żołnierskie pieśni, m.in. „Pierwszą Brygadę”.

Również „stolica” Generalnego Gubernatorstwa była częstym teatrem licznych działań mających na celu paraliż kinematograficznego życia Krakowa. W Kronice okupowanego Krakowa niejednokrotnie można natknąć się na notę typu: w kinie „Apollo” oblano widzów kwasem solnym. Publiczność w popłochu opuszczała seans. Patrole Kedywu (AK) wznieciły w kinach Uciecha, Atlantic, Apollo i Sztuka pożary wypłaszając widzów, którzy mimo zarządzenia Kierownictwa Walki Społecznej o bojkocie kin uczęszczali na filmy szkalujące Polskę i filmy niemieckie. Akcja antykinowa oraz spowodowany przez nią rezonans w narodowej świadomości stanowi niespotykany precedens. W żadnym z krajów okupowanej Europy nie doszło do takiej akcji bojkotu kin – ani pod względem nasilenia działań, ani pod względem czasu ich trwania.

W świadomości ówczesnego polskiego społeczeństwa niezwykle mocno ugruntowała się idea wojny totalnej oraz jej specyficznych prawideł. Okupowany naród prowadził wojnę nie tylko w oparciu o wojsko czy rząd na emigracji. Czynny udział w walce był obowiązkiem każdego Polaka. Opór winien objąć całe społeczeństwo w ramach tzw. wojny cywilnej. Jej istotę oraz główne cele możemy określić następująco:

  •         cały zjednoczony naród musi prowadzić tę wojnę aż do zwycięskiego końca;
  •         wspólna odpowiedzialność każdego z Polaków jest istotą zjednoczenia w walce z okupantem;
  •         należy utrzymać w społeczeństwie ducha walki i postawy moralnej godnej narodu polskiego;
  •         utrudnianie grabieży dóbr kultury;
  •         żadne okoliczności życiowe nie mogą osłabić zasadniczego stanowiska oporu.

Środkami wojny cywilnej była głównie walka z propagandą okupanta, bojkot wszystkiego co niemieckie i od Niemców pochodzące. Szczególny wymiar miało również potępianie w formie moralnych represji winnych naruszenia godności narodowej. Gwarancją skuteczności owej wojny była całkowita integracja zachowań i postaw społeczeństwa.

Walka z negatywnymi zachowaniami części obywateli była jednym z istotniejszych zadań dyscyplinujących oraz wychowawczych państwa podziemnego. Władze konspiracyjne aż nazbyt wyraźnie dostrzegały niepokojące rozmiary owego problemu. Dlatego też wszelkie przejawy niesubordynacji w szeregach społeczeństwa wymagały bezwzględnego napiętnowania i karania. Perspektywa utrwalenia tych negatywnych zachowań stanowiła bowiem zagrożenie dla przyszłych powojennych losów polskiej społeczności. Prowadzona akcja bojkotu kin była więc tylko częścią zakrojonych na szeroką skalę działań. Miały one na celu „wyćwiczenie” (wychowanie) społeczeństwa w posłusznej realizacji poleceń legalnej władzy podziemnej.

Wydaje się, że w mniejszym stopniu chodziło o szkodliwość treści propagandowych, którymi podszyte były ówczesne produkcje kinowe. W końcu ludność polska nieustannie znajdowała się pod ostrzałem propagandy płynącej z przeróżnych źródeł (gadzinówki, megafony miejskie...). Wśród nich kino wcale nie stanowiło najważniejszego ogniwa. Dzięki swoim akcjom państwo podziemne było uosobieniem ładu społecznego. Wymuszało na jednostce przestrzeganie i uznawanie norm społecznych właściwych dla okupacyjnej egzystencji. Państwo przede wszystkim wychowywało, egzekwowało i w ostateczności karało. W miarę swoich możliwości oraz ekstremalnych warunków wojennych starało się, aby stan anomii ograniczony został do minimum. Chciano, by społeczne koszty okupacji były jak najniższe.

Autorką tego artykułu jest Katarzyna Kotula. Tekst "Tylko świnie siedzą w kinie. Film jako narzędzie propagandy niemieckiej w Generalnym Gubernatorstwie" ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Czytaj także

 2
  • skalpel IP
    a nasze władze co robią puszczają jakąś "Idę" w kinie film o złych polaczkach i biednych żydach którego nikt nie chce oglądać a wszystkim na siłe narzucają jaki to piękny i wspaniały film i że nby za granicą ma wielką oglądalność tylko my jesteśmy buraki i nie oglądamy no i tak właśnie działa propaganda ...
    • janek IP
      Polscy stosowali identyczny klucz do otwierania podświadomości ludzkiej stosując rożnego rodzaju naciski propagandy.
      Tak jest do chwili obecnej .
      W Polsce mamy więcej utalentowanych propagandzistów i zdolniejszych jaki był Goebbels.
      propaganda jest była i będzie groźniejszą bronią jak uzbrojenie wojskowe .
      Słowem można zabić zniszczyć .i.t.p
      Żołnierze wyklęci/ ile powstało filmów dokumentalnych ?
      Wajda nakręcał bajki i pana to nie razi

      Czytaj także