Bunt przedsiębiorców

Bunt przedsiębiorców

Nie może być tak, że Polacy mają nas za krwiopijców, a rząd za maszynkę do zarabiania pieniędzy – uważają właściciele rodzimych firm. I zamierzają doprowadzić do poprawy klimatu do robienia interesów w kraju.

RYSZARD FLOREK

firma:

FAKRO

przychody 2014:

1,2 mld zł

branża:

producent okien dachowych

główny postulat:

,,Polski rząd nie powinien wspierać zagranicznych koncernów działających w specjalnych strefach ekonomicznych. Polscy i zagraniczni przedsiębiorcy muszą mieć równe prawa do uczciwej konkurencji w kraju”.


SOLANGE OLSZEWSKA

firma:

SOLARIS

przychody 2014:

1,6 mld zł

branża:

produkcja autobusów

główny postulat: ,,Zmienić sposób myślenia o polskich przedsiębiorcach. Właściciel firmy to nie krwiopijca, ale koło zamachowe dla gospodarki. Powinniśmy myśleć tak jak na Zachodzie, gdzie przedsiębiorcy to najbardziej szanowana grupa społeczna”.

ADAM I JERZY KRZANOWSCY

firma:

GRUPA NOWY STYL

przychody 2014:

1,2 mld zł

branża:

produkcja mebli

główny postulat:

,,Przyspieszyć działanie polskich sądów. Postępowania w sądach administracyjnych, które rozpatrują sprawy przedsiębiorców, potrafią trwać nawet kilka lat. Zanim sąd wyda wyrok, firma potrafi zbankrutować”.

KAZIMIERZ PAZGAN

firma:

KONSPOL

przychody: 1 mld zł branża:

przetwórstwo drobiu

główny postulat:

,,Państwo i polskie banki powinny bardziej wspierać przedsiębiorców, którzy chcą inwestować za granicą. Nasza dyplomacja musi przestawić się na gospodarkę, a banki śmielej udzielać kredytów rodzimym firmom, które mają odwagę wychodzić poza polski rynek”.

WIESŁAW WOJAS

firma:

GRUPA WOJAS

przychody 2014:

215 mln zł

branża:

producent obuwia

główny postulat:

,,System podatkowy powinien być logiczny i czytelny. Dlaczego nie może być tak jak w USA? Konsumujesz – płacisz większy podatek. Inwestujesz w swój rozwój, dom, samochód, mieszkanie, zdrowie, firmę – płacisz mniej. Pomógłby na pewno jednolity 15-proc. podatek VAT”.

W Niemczech przed wyborami do Bundestagu na spotkanie z przedsiębiorcami przychodzą szefowie wszystkich partii. Angela Merkel potrafi poświęcić wolną sobotę, wstać o 9 rano i tłumaczyć się godzinami właścicielom niemieckich firm, co zrobi dla nich w kolejnej kadencji. – Dla odmiany proszę popatrzeć na nasze kampanie wyborcze. Większość kandydatów raczej nie spotyka się z polskimi przedsiębiorcami – mówi Solange Olszewska, współwłaścicielka Solarisa, największej polskiej fabryki autobusów. – W Niemczech przedsiębiorcy są najbardziej szanowaną grupą społeczną, bo to oni tworzą siłę gospodarki i państwa. A u nas prywaciarze często mają łatkę kombinatorów – dodaje.

Takie podejście boli czołówkę polskich przedsiębiorców: Michała Sołowowa (trzeci najbogatszy Polak), Jerzego i Adama Krzanowskich (założyciele producenta mebli Grupy Nowy Styl), Kazimierza Pazgana z nowosądeckiego Konspolu, Tomasza Zaboklickiego z bydgoskiej Pesy czy producenta obuwia Wiesława Wojasa. Buntują się też młodzi, którzy mają dość warunków, w jakich przyszło im rozwijać firmy. Dość niejasnego prawa, dość podatków, które potrafią zjeść im nawet połowę dochodów, dość faworyzowania przez rząd zagranicznych koncernów. I dość polityków, dla których polscy przedsiębiorcy stali się wyłącznie źródłem dochodu. Postanowili działać – ogłosili 21 postulatów i chcą m.in. poprzez działalność edukacyjną zmieniać mentalność Polaków oraz klimat do prowadzenia biznesu.

PRZEPRASZAM WAS, MISIACZKI

Pod koniec 2014 r. mieliśmy w Warszawie inaugurację Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości. To największe na świecie wydarzeniepromujące prowadzenie działalności gospodarczej, zwłaszcza wśród młodych. Podobne imprezy mają miejsce w 143 krajach. Przy tym Polska jest ewenementem – to u nas odbywa się najwięcej wydarzeń promujących przedsiębiorczość. W sumie w zeszłym roku wzięło w nich udział 100 tys. osób. Inauguracja przyciągnęła kilkudziesięciu właścicieli młodych polskich firm. Miała się pojawić na niej również Hanna Gronkiewicz-Waltz, ale w zastępstwie wysłała wiceprezydenta stolicy. Inny ważny gość, wicepremier Janusz Piechociński, który dwukrotnie zapewniał organizatorów, że przybędzie, nie tylko nie dotarł, ale nawet nie wydelegował zaufanego człowieka z Ministerstwa Gospodarki.

„Misiaczki, w tym czasie miałem rozmowy z General Motors Europa w sprawie inwestycji w Tychach. Do tego jeszcze zakończone sukcesem. GM Gliwice zatrudni dodatkowo 400 osób przy montażu Opla Astra 5” – tak tłumaczył się na Facebooku. To pokazuje, jakie zdanie o polskich przedsiębiorcach ma rząd. Piechociński nazywa ich „misiaczkami”, były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz operował dosadniejszym określeniem: „tłusty miś”. Wicepremier z młodymi spotkać się nie mógł, bo rozmawiał z Amerykanami z GM, którzy dadzą pracę 400 pracownikom przy linii montażowej. Nie pomyślał, że szefowie polskich firm, którzy czekali na jego przybycie, zatrudniają o wiele więcej osób.

KOGO KOCHA RZĄD

– Kiedy w Polsce pojawi się wielki zagraniczny inwestor, to politycy ekscytują się tym tygodniami. Wiara w to, że produkty zagraniczne są lepsze od polskich, to jakaś zaszłość z czasów komunizmu – wytyka Solange Olszewska. Jak bardzo płomienne jest uczucie polskich polityków do zagranicznych inwestorów, widać na przykładzie specjalnych stref ekonomicznych. To 14 rajów podatkowych rozsianych po naszym kraju. – 80 proc. firm zgromadzonych w strefach ekonomicznych to przedsiębiorstwa z zagranicznym kapitałem. Pochodzą głównie z Włoch, Niemiec, Japonii, Stanów Zjednoczonych. Załóżmy, że w okolice Nowego Sącza, gdzie działa moja firma, wchodzi zagraniczny konkurent. Zaczyna w specjalnej strefie ekonomicznej: dostaje darmowy grunt pod inwestycje, jest zwolniony z płatności podatków. W jaki sposób mam z nim konkurować na uczciwych zasadach? – pyta Ryszard Florek, prezes firmy Fakro.

Przykładów obsypywania zagranicznych koncernów prezentami od rządu jest sporo. Włoski Fiat nie płacił w Polsce podatku dochodowego przez 20 ostatnich lat. Mało? Rząd wysłał go na kolejne 12 lat podatkowych wakacji. Francuzi z Michelina zagrozili władzom Olsztyna, że nową fabrykę opon postawią gdzie indziej, chyba że samorządowcy zwolnią ich z podatku od nieruchomości. Wrocławski oddział Nokii obiecał zatrudnić dodatkowe kilkaset osób, ale do zrealizowania tej obietnicy przydałaby się jakaś zachęta finansowa od miasta. To samo w przypadku Credit Suisse. Nieważne, że drugi największy bank w Szwajcarii zarabia rocznie miliardy dolarów. Kilka milionów złotych wsparcia od Polski też się przyda. Rząd oczywiście zaprzecza, jakoby faworyzował zagranicznych inwestorów. Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych zapewnia nas, że z rządowego wsparcia może korzystać każdy. – Instrumenty wsparcia (zwolnienia podatkowe, granty, fundusze, preferencyjna cena działki) dostępne są dla wszystkich przedsiębiorców, niezależnie od kraju pochodzenia kapitału. Rodzaj i wysokość wsparcia zależą wyłącznie od parametrów projektu – pisze PAIiIZ.

Co na to polscy przedsiębiorcy? – Nigdy nie dostaliśmy od państwa żadnej pomocy w jakiejkolwiek formie. To skandal, że inwestorzy spoza kraju otrzymują u nas preferencje! – pisze do „Wprost” Rafał Brzoska z InPostu. Największy prywatny listonosz w Polsce zatrudnia ponad 10 tys. osób. – Jak możemy mówić w Polsce o wolnym handlu, gdy ten handel jest nieuczciwy? Jak mówić o wolnej konkurencji, kiedy jej nie ma? Jak mogę na równych prawach konkurować z firmą, która kilka kilometrów ode mnie działa w specjalnej strefie ekonomicznej? Nie płaci podatków, dostaje grunty, hale, ma preferencyjne warunki do prowadzenia biznesu. Niestety, ale poszczególne rządy dbają w szczególności o inwestorów zagranicznych, nie wspomagając polskich firm rodzinnych – oburza się Kazimierz Pazgan z Konspolu, gdzie pracuje ponad 6 tys. osób. – Staliśmy się jakąś odmianą kolonializmu. Może nie tego brutalnego sprzed wieków, ale też dajemy się wykorzystywać. Zagraniczna firma da nam pracę, ale zysków nie zainwestuje w kraju, tylko zabierze je do swojej ojczyzny – dodaje Wiesław Wojas.

START BEZ PRZEBACZENIA

Nic więc dziwnego, że w lutym polski biznes ucieszyła informacja o tym, że Mlekovita jako pierwsza rodzima firma produkcyjna otrzymała od państwa dofinansowanie. Niewiele ponad 30 mln zł, czyli jedną dziesiątą kosztów budowy fabryki proszków mlecznych niedaleko centrali firmy w Wysokiem Mazowieckiem. Chociaż rządowy program wsparcia działa w kraju od 2005 r., to przez ostatnie dziesięć lat granty na inwestycje trafiały głównie do zagranicznych koncernów. Zdaniem prof. Jerzego Hausnera, byłego ministra gospodarki, Polska z jednej strony wisi na wielkim kapitale zagranicznym, czyli montowniach pralek i samochodów należących do zachodnich koncernów, a z drugiej na nieprawdopodobnej aktywności Polaków, przejawiającej się w drobnej i średniej przedsiębiorczości. Problem w tym, że rząd ma więcej pomysłów na to, jak tę drobną przedsiębiorczość zgasić, niż rozpalić.

Artur Fizynger, 25-latek z Poznania, stworzył pierwszą polską fotobudkę. Jego małe automaty, które w kilka minut zrobią i wydrukują zdjęcia, stoją już w dużych galeriach handlowych. – Największym problemem jest dla mnie finansowanie. Banki boją się udzielać kredytów młodym. Wymagają dużych zabezpieczeń albo wkładu własnego – wskazuje. Katarzyna Stańczak, 27-latka z Płocka, dostała 40 tys. zł unijnej dotacji na maszynę do haftowania pluszowych zabawek. – Firmę zarejestrowałam na początku zeszłego roku, ale pierwszą zabawkę uszyłam dopiero w połowie 2014 r. Przez te kilka miesięcy nie zarobiliśmy nawet złotówki, ale ZUS musiałam płacić regularnie. Dla małej firmy, która jeszcze nie działa, te kilkaset złotych miesięcznie to bardzo dużo – podkreśla. Tymczasem w Anglii młody człowiek może prowadzić trzy miesiące działalność gospodarczą, w ogóle jej nie rejestrując i nie płacąc ani pensa tamtejszej skarbówce. W Niemczech jeżeli młody przedsiębiorca nie zarobi w ciągu pierwszego roku więcej niż 17,5 tys. euro, a w drugim nie przekroczy 50 tys. euro dochodu, to jest całkowicie zwolniony z płacenia państwu VAT. Czechy stały się rajem dla jednoosobowych firm. Przykładowo jeżeli ktoś zarabia tam 10 tys. zł, w koszty może sobie wrzucić aż 60 proc. dochodu. W Polsce tylko to, na co ma fakturę. Z tego, co pozostało po odliczeniu w Czechach, trzeba odprowadzić 15-proc. podatek dochodowy. W Polsce wynosi on co najmniej 18 proc. – Gdyby młodzi przedsiębiorcy działający w Polsce mieli komfort, że chociaż przez kilka pierwszych lat państwo da im jakąś taryfę ulgową, to na pewno więcej osób próbowałoby sił w biznesie i mniej przedsiębiorców wygaszałoby działalność po kilku miesiącach od założenia – mówi Justyna Politańska, główna koordynatorka polskiej edycji Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości.

OBIECANKI Z ZAKOPIANKI

Problem w tym, że polskim politykom nie za bardzo opłaca się przedsiębiorcom pomagać. – Żyją głównie w czteroletnim cyklu wyborczym. Nie mają tego samego celu co my, bo mało z nich było w przeszłości przedsiębiorcami. Dla polityka liczy się wygrać kolejne wybory, a jego elektoratu nie stanowią właściciele firm, ale ogół społeczeństwa – mówi Jerzy Krzanowski, wiceprezes Grupy Nowy Styl, która ma fabryki mebli w pięciu państwach: Rosji, Turcji, Ukrainie, Polsce i Niemczech.

Na pytanie, gdzie najlepiej prowadzi się biznes, wskazuje ten ostatni kraj. – Działa prawo, działają sądy, politycy mają bardzo dobry kontakt z biznesem i wiedzą, jakie biznes ma potrzeby. Kontrole skarbowe są prowadzone bardzo merytorycznie. Tam to normalne – opowiada Krzanowski. – Kto to jest polityk? To osoba, która dba o to, by wygrać w następnych wyborach. Pytają nas w każdej kampanii, co trzeba zmienić w polskim biznesie. Mówimy im o problemach, a potem nic się nie dzieje – dodaje Wojas. Według niego ze wspieraniem polskiego biznesu przez rząd jest jak z budową zakopianki. – Kolejne rządy obiecują przebudowę i nic się nie zmienia. Niedawno czytałem, że do 2020 r. może wybudują kawałek odcinka do Rabki – komentuje.

LEKCJA OD BIZNESMENA

Przedsiębiorcy mówią, że rozmawiają z politykami. Tematy od dziesięciu lat te same. Absurdalny system podatkowy, który zmienia się w Polsce średnio dwa razy dziennie. Wolna praca sądów, które sprawę zwrotu niesłusznie naliczonego podatku potrafią analizować latami, doprowadzając firmę do bankructwa. Brak edukacji ekonomicznej, przez co mało kto wie, że małe i średnie firmy tworzą prawie połowę polskiego PKB i dają dwie trzecie miejsc pracy w sektorze przedsiębiorstw. – Albo zaczniemy mówić o tym wszystkim Polakom i przedsiębiorcom, albo będziemy musieli się pogodzić z tym, że już na zawsze pozostaniemy europejskimi średniakami – uważa Florek. Sam przygotował raport o kondycji polskiej przedsiębiorczości po ćwierćwieczu od transformacji. Jest w nim 21 powodów, przez które zarabiamy czterokrotnie mniej niż nasi zachodni sąsiedzi. Wokół inicjatywy Florka zebrała się czołówka polskich firm. Chcą pokazać politykom, jakie reformy są najpilniejsze. Jerzy Krzanowski postawił na finansową edukację najmłodszych. Książka współautorstwa jego córki Patrycji ma trafić do szkół podstawowych. Z przystępnego podręcznika dzieci będą się uczyć m.in. tego, dlaczego bezrobotni nie mogą znaleźć pracy albo jak państwo zabiera obywatelom pieniądze.

Olszewska chce propagować rodzinny biznes. Dwa tygodnie temu przy Konfederacji Lewiatan została powołana Rada Firm Rodzinnych, która ma je wspierać. – Chcemy uświadomić decydentom znaczenie polskich firm rodzinnych dla gospodarki. Jako ostatnie zwalniają pracowników w czasach dekoniunktury. Czasem nawet kosztem wyniku finansowego robi się wszystko, żeby zatrzymać najlepszych ludzi. A w wielu koncernach cięcia kosztów zaczyna się od zwolnień– mówi Olszewska. Taka edukacyjna działalność przedsiębiorców to bunt wobec tego, jak rząd traktuje polski biznes. Jakie mają inne wyjście? W proteście nie płacić podatków, wyprowadzić się za granicę, wyjść na ulice? Ich zdaniem tylko uczenie młodych i starszych, że przedsiębiorcy są kołem zamachowym gospodarki, może w końcu zmienić myślenie kilku panów na górze. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 19/2015
Więcej możesz przeczytać w 19/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także