Sterniczka

Sterniczka

Christine Lagarde ogłosiła, że będzie się starała o kolejną kadencję na fotelu szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Pod jej rządami fundusz przestał być tak dogmatyczny i przyznał się, że popełniał błędy. Pytanie, czy nie popełni kolejnych.

Wspaniale” – tak Jeroen Dijsselbloem, szef Eurogrupy, skomentował decyzję Christine Lagarde, szefowej MFW, że będzie się ubiegać o drugą kadencję. Brytyjski minister finansów George Osborne napisał na Twitterze, że Lagarde jest „liderką z wizją zdolną utrzymać ster światowych finansów”.


Kiedy przychodziła do MFW, fundusz tonął w skandalu obyczajowym jej poprzednika i rodaka. Dominique Strauss-Kahn oskarżony został o gwałt. Charyzmatyczna i potrafiąca rozmawiać z mediami Lagarde była wybawieniem dla tej instytucji. I choć w mediach nie uratowała wizerunku kapitalizmu, to przy stole negocjacyjnym potrafi być niezwykle twarda, zwłaszcza jeśli chodzi o rynkowe reformy, których MFW często wymaga od krajów. – Cokolwiek by robiła, chce, by zawsze jej zdanie się liczyło – mówił Robert Zoellick, poprzedni prezes Banku Światowego. Co nie znaczy, że nie ma swoich wielkich wrogów. W Grecji Lagarde porównywana jest do nielubianej Angeli Merkel. Media wyciągają jej zarobki, a kolejną kadencję w MFW opisują jako trampolinę do wygrania wyborów prezydenckich we Francji. Na popularnego polityka z pewnością ma dobre zadatki. Doprowadziła do spektakularnego manifestu – bicia się w piersi MFW za błędy i nadmierne zaciskanie pasa w Grecji. W 2015 r. wbrew stanowisku Niemiec namawiała do restrukturyzacji długu. – Lagarde zależało na kompromisie. Grecy przeprowadzają reformy, w zamian dostają chociaż częściowe umorzenie długu – mówi Shawn Donnan, dziennikarz „Financial Times”.

Dziś Lagarde walczy o kolejną kadencję. Jeśli uda jej się zdobyć ten mandat, będzie rządzić zreformowanym funduszem: z większym budżetem, ale i większymi wpływami krajów wschodzących.

SPRAWA BERNARDA TAPIE

Na razie największe przeszkody napotkała w rodzinnej Francji. Pod koniec 2015 r. sąd nakazał Lagarde stawienie się na procesie w sprawie Bernarda Tapie, byłego polityka i biznesmena. W 2008 r. dostał on 400 mln euro odszkodowania za to, że wchodząc do polityki, został zmuszony do pozbycia się akcji Adidasa po zaniżonej cenie. Tanie akcje kupił od niego bank Credit Lyonnais, który szybko sprzedał je z ogromnym zyskiem. Lagarde będąca wtedy ministrem zarządziła, by sprawa toczyła się w sądzie arbitrażowym, a nie gospodarczym. Ten szybko przyznał odszkodowanie Tapiemu. Wybuchł skandal. Socjaliści oskarżyli ją, że tą decyzją doprowadziła do defraudacji państwowego majątku i uratowała bankrutującego biznesmena, który nie poradziłby sobie w sądzie gospodarczym. – Robiłam to, co dla państwa było najkorzystniejsze i zgodne z prawem. Mam nadzieję, że sąd się ze mną zgodzi – powiedziała Lagarde kilka dni temu. Według prof. Edwina Trumana z Instytutu Gospodarki Międzynarodowej im. Petersona w Waszyngtonie ta sprawa nie powinna wpłynąć na jej wybór. – Jeśli proces będzie się ciągnął przez dłuższy czas i pojawią się dodatkowe wątki dotyczące Lagarde, to oczywiście może mieć problem. Jednak zapowiada się, że wiszące nad nią chmury szybko się rozejdą – mówi. Proces może być jednak wykorzystany, by osłabić wpływy Francji w MFW. Francuzi kierowali tą instytucją przez 40 z 70 lat jej istnienia. Pojawiają się zarzuty, że fundusz jest zbyt europocentryczny i kolejny jego szef powinien pochodzić spoza Europy.

Zresztą siatka wpływów w funduszu będzie się zmieniać. Pod koniec grudnia Kongres USA zaakceptował zasady reformy MFW. W jej wyniku całe grono 24 dyrektorów rady funduszu będzie po raz pierwszy wybierane przez 188 państw wchodzących w skład MFW. Wcześniej pięciu dyrektorów wywodzących się z państw o największej kwocie udziałów w funduszu wyłaniano na zasadzie nominacji. W dodatku zwiększy się budżet organizacji, stąd i wojna o wpływy będzie większa.

DOMINA Z BATEM

Lagarde skutecznie buduje sobie poparcie. Przez lata MFW krytykowany był za to, że spiesząc na ratunek państwom w kryzysie, tylko pogłębiał ich problemy. Tak miało się stać w przypadku Indonezji, Rosji czy Argentyny, gdzie fundusz zbyt skupiał się na inflacji i naciskał na zacieśnienie polityki pieniężnej. Grecja miała być końcem złej passy i naginania zasad przy przyznawaniu pożyczek. Upublicznienie raportu o zaszłościach to też gest polityczny i uderzenie w pozycje kanclerz Angeli Merkel i ministra Wolfganga Schauble. – Później powstał jeszcze jeden, bardziej alarmistyczny raport. Lagarde rozesłała go do wszystkich ministrów eurostrefy – mówi Shawn Donnan z „FT”.

Te działania już zapewniły Lagarde przychylność i poparcie krajów wschodzących. Popierają ją dziś też Chiny, które pod jej rządami doczekały się włączenia juana do koszyka walut rezerwowych świata. Z kolei w Europie Zachodniej lewicującym ekonomistom podoba się jej krytyka kapitalizmu i nawoływanie do zmniejszenia nierówności. Ponoć na jednej ze ścian jej gabinetu wisi karykatura przedstawiająca ją w stroju dominy, okładającą batem krnąbrnych bankierów.�

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 6/2016
Więcej możesz przeczytać w 6/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0