Europejskie Chiny

Europejskie Chiny

Zniesienie sankcji wobec Białorusi raczej nie wróży politycznego otwarcia, ale polscy przedsiębiorcy liczą, że rozkręci się tam biznes. Już teraz działa tam 400 polskich firm.

Aleksandr Łukaszenka i 170 osób z jego najbliższego otoczenia od kilku tygodni mogą swobodnie podróżować po Europie i cieszyć się z odmrożonych kont bankowych. Białoruski prezydent nie zmienił stylu swoich autorytarnych rządów, ale na tle swojego wschodniego sąsiada wygląda o niebo lepiej. Na „nowe biznesowe otwarcie” liczą przede wszystkim przedsiębiorcy z Polski, bo Białoruś jest dziś tania, nieskorumpowana, bardzo liberalna i pod kilkoma względami przypomina Chiny.

Polski biznes na Białorusi


Białoruś jest przykładem tego, że polityczne sankcje nijak się mają do biznesu. W latach 2008-2011, czyli w okresie największego ochłodzenia relacji między Mińskiem a Brukselą, Białorusini odnotowali imponujący wzrost liczby przedsiębiorstw z zagranicznym kapitałem, w tym polskim. Dziś na Białorusi działa ponad 400 spółek z udziałem polskiego kapitału. Większość naszych firm zdecydowała się na otworzenie zakładów produkcyjnych w jednej z sześciu wolnych stref ekonomicznych (WSE).

– Wszystko nam tam odpowiada – nie kryje zachwytu Białorusią Henryk Siodmok, prezes Grupy Atlas. Ten jeden z największych polskich producentów chemii budowlanej sześć lat temu kupił większościowe udziały w białoruskiej spółce Tajfun w Grodnie. Dziś Atlas jest liderem na rynku. Ma pięć fabryk. Ostatnią uruchomiono w zeszłym roku. – Białoruś jest dziś trochę jak Chiny, oczywiście w innej skali – mówi Siodmok. Nie ma wolności politycznej, jest za to wolność gospodarcza. Prawo tu jest szanowane i przestrzegane. W połowie zeszłego roku decyzję o budowie fabryki na Białorusi podjęła też polska spółka Com40. W wolnej strefie ekonomicznej Gomel-Raton na zachodzie kraju firma chce produkować materace i materiały obiciowe, które najprawdopodobniej wylądują później w sklepach Ikea. Inwestycja ma kosztować 18 mln dolarów. Zatrudnienie znajdzie pół tysiąca osób. Od lat na Białorusi swoją fabrykę prowadzi też Piotr Voelkel, właściciel znanej spółki meblarskiej VOX z Poznania. Jak mu się robi interesy z Białorusinami? ,,Dobrze. Pracuje się mniej więcej tak, jak u nas za Gomułki. Znam to z dzieciństwa, więc dla mnie to nic nowego. W sumie jest bezpiecznie. Działamy w strefie ekonomicznej” – mówił w jednym z wywiadów. Według niego na Białorusi biznes robi się nawet lepiej niż na Ukrainie. Panuje tam większy porządek. Nie ma też takiej korupcji.

Brama do Wschodu

Polscy przedsiębiorcy, z którymi rozmawialiśmy na potrzeby tego materiału, potwierdzają, że na Białorusi nie zetknęli się z sytuacją, żeby któryś z lokalnych partnerów próbował ukryć zyski czy prowadzić biznes na boku. Większość chwali Białoruś również za to, że zachodnich inwestorów stawia się tu w uprzywilejowanej pozycji. Daje się im spokojnie pracować. Nie tak jak w przypadku rodzimych prywatnych firm, które muszą udostępniać państwu swoich pracowników do zamiatania ulic przed ważnym świętem narodowym.

Główny minus robienia biznesu u naszego wschodniego sąsiada to przede wszystkim potężna biurokracja. Przedsiębiorców rozlicza się tam co do grosza. Fiskusowi trzeba przedstawiać tony papierów, dokumentując każdą wydaną złotówkę. W 2014 r. na horyzoncie pojawiły się jednak znacznie poważniejsze kłopoty niż białoruska skarbówka. Większość zagranicznych firm działających w tym kraju traktowało go jak bramę do rynków wschodnich. Wyprodukowane towary udaje się znacznie łatwiej popchnąć dalej na Wschód – do Rosji czy innych krajów z byłego ZSRR, jeśli są one produkowane właśnie na Białorusi, a nie w Polsce. Ale ten eksportowy fortel skończył się wraz z nałożeniem sankcji na Rosję, upadkiem rubla i skurczeniem się rynku. Białoruska brama do Wschodu się zamknęła. I w tym momencie wielu zagranicznych przedsiębiorców przypomniało sobie, że prowadzi biznes w kraju z ręcznie sterowaną gospodarką.

W ciągu ubiegłego roku białoruski rząd dwukrotnie dopuścił się dewaluacji własnej waluty, żeby zachować konkurencyjność w stosunku do rubla rosyjskiego. Przychody więc automatycznie zmalały, a rachunki za kupowane w walutach obcych surowce znacząco wzrosły. Wystarczy, że w Rosji pojawi się kryzys, a na Białorusi wszystko staje w miejscu.

Otworzyć rynek

W poprzednich latach obroty handlowe między Polską a Białorusią stale rosły, ale w 2015 r. odnotowano już spadek o połowę. Inwestorzy zaczęli poważnie myśleć o wychodzeniu z Białorusi. Zniesienie europejskich sankcji jest jakimś światełkiem w tunelu. – Przede wszystkim chodzi o to, aby Białoruś otworzyła się na zachodnie rynki i zaczęła eksportować swoje towary – tłumaczy Siodmok. Oprócz tego, jak zaznacza w rozmowie z „Wprost” białoruski dziennikarz i politolog Andriej Jegorow, odwilż w relacjach Zachodu i Białorusi może sprawić, że międzynarodowe instytucje finansowe będą chętniej udzielać pożyczek. Do tej pory na Białorusi operował tylko Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, ale dostępne fundusze i tak były bardzo małe.

Na początku roku okazało się, że Łukaszenka ubiega się też o 3 mld dolarów kredytu z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. – Będziemy realizować postulaty MFW, choćby było to bardzo trudne – stwierdził ostatnio prezydent Białorusi. Co do tego Jegorow akurat ma duże wątpliwości. Jednym z głównym wymagań Zachodu jest zmniejszenie sektora publicznego. Ale wielka prywatyzacja jest mało prawdopodobna, bo utrata kontroli nad dużymi przedsiębiorstwami oznacza dla Łukaszenki faktyczną utratę kontroli nad społeczeństwem. – A to już nie wchodzi w rachubę – mówi Andriej Jegorow. Nie wyklucza jednak, że Łukaszenka będzie szukał kompromisu, gdyż znalazł się pod ścianą. ■

Współpraca Szymon Krawiec

©℗ Wszelkie PRAWA ZAStrzeżone

Spółka w jeden dzień

edług raportu Doing Business 2013 Białoruś zajmuje dziewiąte Wmiejsce na świecie pod względem szybkości zakładania działalności gospodarczej. Dla porównania Polska w tym rankingu jest dopiero na 124. pozycji. Jeśli chodzi o łatwość prowadzenia biznesu, to Białoruś znalazła się na 58. miejscu (Polska na 55.). Uproszczone procedury pozwalają założyć firmę na Białorusi w jeden dzień, a polskie dokumenty nie wymagają dodatkowej legalizacji. Żeby zarejestrować spółkę, trzeba uzyskać na to zgodę ministerstwa sprawiedliwości, co zajmuje około 30 minut. Następnym krokiem jest jej rejestracja w lokalnym urzędzie, co zazwyczaj trwa kilka godzin. Jeszcze łatwiej jest założyć biznes w wolnych strefach ekonomicznych, gdzie wszystkie formalności można załatwić na miejscu w jednym okienku. Polscy przedsiębiorcy mogą również skorzystać z ulg, które dają WSE. Oferują one zerowy podatek dochodowy przez pięć lat (od momentu pojawienia się dochodu), VAT na poziomie 10 proc. (przy tym producent nie płaci tego podatku od surowców i urządzeń wykorzystywanych do produkcji eksportowej) oraz zwolnienie z ceł, podatku od nieruchomości i innych miejscowych danin.

Okładka tygodnika WPROST: 10/2016
Więcej możesz przeczytać w 10/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także