Koszty pomocy ukraińskim uchodźcom? „Poniesiemy je, bo tak trzeba”

Dodano:
Uchodźcy na przejściu w Medyce Źródło: Shutterstock / Damian Pankowiec
Trzeba sobie powiedzieć jasno: tak, zapłacimy jako Polacy cenę za pomoc naszym ukraińskim gościom. Będzie trudniej dostać się do lekarza, w szkołach pojawi się więcej rzeczy. Poniesiemy te koszty i zmierzymy się z tymi niedogodnościami, bo tak trzeba – pisze dla „Wprost” Jan Artymowski.

Rosyjska napaść na Ukrainę i związana z tym fala uchodźców, która ciągle napływa do Polski, wyzwoliła w nas ogromne pokłady solidarności, współczucia i wsparcia dla uciekających przed ruskimi zbrodniarzami Ukraińców. Skala pomocy, jaką niosą zwykli, czy też należałoby raczej powiedzieć niezwykli Polacy, przeszła chyba najśmielsze oczekiwania nas samych. Wielu z nas otworzyło swoje domy dla ukraińskich kobiet i dzieci, wielu pomaga w innych sposób.

Niestety, niektórzy wykorzystują tę tragedię, by rozprawiać o rzekomych przywilejach, jakie mają jakoby ukraińscy uciekinierzy w naszym kraju. Solą w ich oku są drobne świadczenia pieniężne dla przybyłych, w większości z jedną walizką, rodzin (300 złotych jednorazowej zapomogi i 500+), darmowe szkoły i opieka medyczna, a nawet darmowy transport publiczny w niektórych polskich miastach. „Ktoś będzie musiał za to zapłacić” – biją na alarm. I natychmiast dopowiadają: „Zapłacimy my, polscy podatnicy”.

Zapłacimy także poprzez mniejszą dostępność do usług medycznych dla Polaków czy przepełnionymi klasami w szkołach. Wszystko to skończy się, ich zdaniem, wzrostem nastrojów antyukraińskich. Dlatego mówią: „pomagajmy, ale z głową”.

Jak by miała ta „pomoc z głową wyglądać”, mówił na konferencji prasowej poseł Grzegorz Braun, który zaproponował, żeby uciekającym Ukraińcom pomagać… na miejscu, czyli w ogarniętej wojną Ukrainie. Wyraził przy tym obawę, że nadanie Ukraińcom numerów PESEL oznacza ich trwałe osiedlenie się w Polsce, co będzie dla Polski „katastrofą”.

Można byłoby oczywiście zbyć te wynurzenia wzruszeniem ramionami, gdyby nie to, że takie wystąpienia polityków Konfederacji (bo o nich tu przede wszystkim chodzi) z całą pewnością będą znajdować posłuch w jakiejś części społeczeństwa i u niektórych mogą rzeczywiście nakręcać antyukraińskie nastroje. Mogą się one nasilać z czasem, kiedy pierwsza fala „pomocowego entuzjazmu” opadnie.

Dlatego trzeba sobie powiedzieć jasno: Tak zapłacimy jako Polacy cenę za pomoc naszym ukraińskim gościom. Pomagający ludzie, samorządy i agencję rządowe wydadzą na to pieniądze, pewnie niemałe. Będzie trudniej dostać się do lekarza, bo system i tak już niewydolny będzie musiał obsłużyć więcej osób, a w szkołach pojawi się więcej dzieci, na co nie byliśmy przygotowani. Poniesiemy te koszty i zmierzymy się z tymi niedogodnościami, bo tak trzeba.

Kiedy przyjaciołom spalił się dom przyjmujemy ich do siebie, dzielimy jedzeniem i ubraniem. Na tym właśnie polega solidarność.

Niesienie pomocy kosztuje: czas, pieniądze, wysiłek. To oczywiste. Ale tak trzeba. Trzeba dzielić się tym, co mamy, bo to dowód naszego człowieczeństwa.

Pomoc, która nie wymaga wysiłku i nic nie kosztuje jest luksusem nielicznych. Większość z nas odczuje tę wojnę także tu, na polskiej ziemi. Pamiętajmy jednak, że ojcowie, mężowie, synowie i bracia tych kobiet i dzieci, którymi się opiekujemy, oddają swoje życie kilkaset kilometrów od naszych bezpiecznych domów także po to, żebyśmy nadal mogli żyć bezpiecznie.

Слава Україні!

Źródło: Wprost
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...