Kopiści dopisali zakończenie Ewangelii? Ekspert: Pojawił się Jezus zmartwychwstały
W pierwszej części rozmowy ekspert – prof. Majewski – zmierzył się z powielanymi przez wiernych i duchownych przekonaniami, dotyczącymi biblijnych postaci: Judasza, Barabasza czy Piłata. Skonfrontował powtarzane mity także o ostatniej wieczerzy, drodze krzyżowej czy śmierci Jezusa z ustaleniami współczesnej nauki. W drugiej części pytania redakcji WPROST skupiają się na scenach opisanych w Ewangeliach, które odnoszą się do wydarzeń po zmartwychwstaniu Chrystusa.
Pierwsze, które skierowaliśmy do popularnego biblisty – na co dzień wykładowcy na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II oraz Uniwersytecie Jagiellońskim – dotyczy dobrze znanego wiernym motywu – „trzech dni i trzech nocy”, po których Mesjasz miał zmartwychwstać. Każdy, kto choć raz uczestniczył w mszy, kojarzy słowa Składu Apostolskiego, a konkretnie fragment: „Wierzę w (…) Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jedynego, Pana naszego, który (…) ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł, a trzeciego dnia zmartwychwstał i wstąpił na niebiosa”. Jednocześnie nietrudno zauważyć, że – licząc od piątkowego wieczora do porannej, niedzielnej Rezurekcja – tak naprawdę nie mijają trzy pełne doby, a co najwyżej półtora dnia.
Rozmówca portalu WPROST przyznaje, że jest to trafna obserwacja.
Problematyczne „trzy dni i trzy noce” i zakończenie ewangelii, które powoduje ciarki na plecach
– Od piątkowego popołudnia do poranku w niedzielę żadnym sposobem nie doliczymy się trzech nocy, a i z trzema dniami będziemy mieli problem. Ale to my, ludzie XXI wieku. W starożytnym judaizmie funkcjonowała tzw. rachuba inkluzywna: każda rozpoczęta część dnia była liczona jako dzień czy wręcz doba – stąd piątek, sobota i niedziela dają trzy dni, trzy doby. Poza tym, fraza „trzy dni i trzy noce” jest idiomem semickim, a nie precyzyjnym zapisem oznaczającym pełne 72 godziny. Nawiązuje on do kilku formuł w Starym Testamencie, gdzie właśnie na trzeci dzień przychodzi jakiś przełom – wyjaśnia.
Przechodzimy do analizy konkretnych fragmentów.
Gdy ciało Jezusa zostało złożone w grobie, namaścić przyszły je kobiety, chociaż pogrzeb Chrystusa już się odbył. Czy to oznacza, że niewiasty nie wierzyły w zapowiedź zmartwychwstania? A może nigdy o niej nie słyszały? – We wszystkich ewangeliach kobiety szły do grobu z intencją czynności pogrzebowych – namaszczenia lub przynajmniej odwiedzenia zmarłego. To zakłada, że nie oczekiwały zmartwychwstania. Co ciekawe, zgodnie z ewangeliami także mężczyźni nie rozumieli zapowiedzi zmartwychwstania i nie spodziewali się go zupełnie. Wracamy tu do pierwszego poruszonego wątku, że zapowiedzi zmartwychwstania chyba nie mogły być tak ewidentne za działalności Jezusa – zachowanie uczennic i uczniów sugeruje, że niczego takiego się nie spodziewali. Pojawia się tu ważne kryterium świadectwa kobiet – w kulturze I wieku nie miało ono wysokiej wartości prawnej, więc trudno zakładać, że zostało „wymyślone” dla urozmaicenia przekazu. To często wskazuje się jako za argument na rzecz historycznego rdzenia tradycji o pustym grobie – wskazuje prof. Majewski.
Kolejne wątpliwości pojawiają się, gdy czytamy o opuszczeniu grobu przez Jezusa w kolejnych ewangeliach. Za każdym razem to, co działo się po zmartwychwstaniu, przedstawione zostało nieco inaczej – wymieniani są inni świadkowie, inni aniołowie, inne reakcje. Który z tych opisów jest dla biblisty najbardziej problematyczny i czy te rozbieżności podważają wiarygodność całej opowieści?
– Który opis jest najbardziej problematyczny? Chyba oryginalne zakończenie Ewangelii Marka. Najstarsze rękopisy kończą się zdaniem o tym, że kobiety na widok pustego grobu przestraszyły się, a powróciwszy, nikomu nic nie powiedziały, bo się bały. Kropka, koniec Ewangelii. Żadnych spotkań z Jezusem, tylko pusty grób. To zakończenie jest tak surowe, że późniejsi kopiści poczuli potrzebę dopisania tzw. „dłuższego zakończenia”, które znamy z dzisiejszych Biblii – a w którym pojawia się już Jezus zmartwychwstały – zaznacza ekspert w rozmowie z portalem WPROST.
Czym różni się zmartwychwstanie Jezusa od wskrzeszenia Łazarza? I hipoteza o halucynacjach, których doświadczyli uczniowie Chrystusa
Samo zmartwychwstanie też może wydawać się laikowi bardzo problematyczne. W końcu każdy kojarzy scenę wskrzeszenia Łazarza. Czy to, czego doświadczył Jezus, było czymś innym? Czy możliwe, że pierwsi uczniowie doświadczyli czegoś innego niż fizyczne spotkanie ze zmartwychwstałym ciałem swojego nauczyciela? Czy istnieje naukowy (teologiczny) konsensus ws. tego, co wydarzyło się po śmierci Jezusa?
– Słuszna refleksja, wielu chrześcijan rozumie zmartwychwstanie jako fizyczny powrót do pierwotnego ciała, ożywienie, wskrzeszenie trupa. Tymczasem wszystkie najstarsze świadectwa chrześcijańskie o zmartwychwstaniu nie opisują go jako powrotu do zwykłego życia biologicznego. Najwcześniejszy tekst pochodzi od apostoła Pawła, jest to 1 List do Koryntian. Tam Paweł mówi nie o„spotkaniach” z Jezusem – jak spotyka się kogoś na ulicy – ale o „ukazaniach” się Jezusa. Używa języka, jakim opisuje własne mistyczno-fizyczne doświadczenie Jezusa pod Damaszkiem. Tym samym językiem w Starym i Nowym Testamencie opisuje się różnego rodzaju objawienia się Boga, wizje i inne doświadczenia świata nadprzyrodzonego.Także w ewangeliach zmartwychwstały Jezus przechodzi przez zaryglowane drzwi, pojawia się i znika, a uczniowie – Maria Magdalena czy uczniowie uciekający do Emaus – nie rozpoznają go, choć z nim rozmawiają. Teksty te mówią zatem o zupełnie nowej formie bytowania, przemienionym sposobie istnienia. Jezus nie wraca do starego życia czy starego ciała, on przechodzi przez śmierć, do życia, nad którym śmierć nie ma już władzy.
– Dopiero później pojawi się nacisk ewangelii na fizyczność ciała Jezusa – je rybę, pozwala się dotknąć, pokazuje rany. Wydaje się, że nacisk ten ma związek z zarzutem o jedynie duchowym, wewnętrznym czy wizyjnym charakterze doświadczenia pierwszych uczniów. W historii badań nad Biblią ciągle wraca koncepcja, że uczniowie doświadczyli po prostu subiektywnych wizji, wywołanych żałobą i silnym poczuciem winy (opuścili przecież Mistrza w najgorszym momencie). Tym niemniej, tradycyjni badacze podnoszą tu kilka poważnych zastrzeżeń. Po pierwsze, halucynacje żałobne są zazwyczaj indywidualne (a Nowy Testament mówi o spotkaniach grupowych i doświadczeniu intersubiektywnym). Po drugie, wizja nie wyjaśnia pustego grobu, dlaczego ciało zniknęło. I po trzecie, wizja nie wyjaśni głębokiej przemiany moralnej i życiowej apostołów. Z grupy przerażonych rybaków stają się – po dłużnym raczej niż krótszym czasie – wspólnotą odważnych męczenników, gotowych zginąć za to, czego doświadczyli – zauważa prof. Majewski.
„Wielkanoc nie jest tylko opowieścią o tym, co stało się kiedyś, ale pytaniem o sens”
I na koniec pytanie, które ma pobudzić do refleksji: Czy po tym całym naukowym „odczarowaniu” biblijnych przekazów, w pustym grobie zostaje jeszcze coś dla współczesnego człowieka?
Tak odpowiada wykładowca krakowskich szkół wyższych UPJPII i UJ. – Zostaje to, co najważniejsze – zdumienie i zapatrzenie w Tajemnicę. Jako badacze możemy analizować idiomy semickie, wytykać Piłatowi brutalność czy spierać się o chronologię Paschy u Jana. Ale na końcu zawsze zostajemy z faktem, który wymyka się szkiełku i oku – z tajemnicą. Wielkanoc nie jest tylko opowieścią o tym, co stało się kiedyś, ale pytaniem o sens: Czy śmierć ma ostatnie słowo, czy w moim życiu jest jeszcze miejsce na nadzieję? Ewangeliści odpowiadają obrazowym językiem swojej epoki. My możemy go przełożyć na własne doświadczenie – podsumował ekspert.
Tu link do pierwszej części rozmowy z prof. Marcinem Majewskim.