Wystrzelą szampany, a z nimi złoty

Wystrzelą szampany, a z nimi złoty

Thinkstock
Złoty jest niedowartościowany. Czeka go umocnienie przekonuje prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka. To nieuniknione uważają również analitycy. Ich zdaniem w przyszłym roku kurs europejskiej waluty spadnie do poziomu około 4,2 zł. Wczoraj za jedno euro trzeba było zapłacić około 4,45 zł.
? Koniec roku na rynku złotego powinien być spokojny, bo to już ostatnia prosta. Widać też, że w ostatnim tygodniu inwestorzy się zreflektowali, dostrzegli, że stan polskiej gospodarki jest naprawdę całkiem niezły i zaczęli zamykać swoje pozycje na spadek polskiej waluty ? mówi nam Karolina Kamińska, specjalistka City Index. Jej zdaniem od początku przyszłego roku powinno się rozpocząć stopniowe umacnianie złotego. ? Wiele oczywiście zależeć będzie od sytuacji w Europie, a szczególnie w Niemczech, ale myślę, że zapowiedziane na marzec podpisanie europejskiego Paktu Fiskalnego powinno jeszcze bardziej uspokoić rynki walutowe ? przekonuje analityczka.

Karolina Kamińska uważa, że w optymistycznym scenariuszu w pierwszym półroczu, a być może już pod koniec pierwszego kwartału, kurs polskiej waluty powinien się ustabilizować w granicach 4,15-4,20 za euro.

Piotr Soroczyński, główny ekonomista Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych jest jeszcze większym optymistą. Jego zdaniem, znaczące umocnienie polskiej waluty zacznie się zaraz po Nowym Roku i już po pierwszych dwóch miesiącach kurs złotego powinien się ustabilizować w okolicach 4,15 za euro.

? Moim zdaniem, początek roku będzie pod tym względem bardzo dynamiczny, potem nastąpi stabilizacja, a jesienią możliwe jest nawet osiągnięcie poziomu około 4 zł ? deklaruje.

Sam Marek Belka nie określa, kiedy miałoby nastąpić umocnienie naszej waluty ani jaka może być jego skala. ? Nie zajmujemy się prognozami, ale mogę powiedzieć, że złoty jest słabszy niż poziom fundamentów ? podkreśla jedynie. Nie tylko on zwraca na uwagę na ten fakt. O możliwym umocnieniu polskiej waluty, i to w niedługim czasie, mówi również Anna Zielińska-Głębocka z Rady Polityki Pieniężnej. Już w połowie grudnia mówił zaś o tym Jan Krzysztof Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy premierze.

Analitycy uważają, że tak zgodne wypowiedzi przedstawicieli polskich władz można traktować jako pewnego rodzaju 'interwencję słowną'. ? Być może chodzi o to, by taka prewencja ostatecznie zabezpieczyła kurs złotego przed niespodziewanymi nagłymi zmianami pod koniec roku. Jego zbytnie wahania mogą mieć negatywny wpływ na wyliczanie poziomu długu publicznego ? zwraca uwagę Karolina Kamińska.

W ocenie Marka Belki złotemu w ostatnim czasie pomogły jednak nie tyle wypowiedzi przedstawicieli władz, co interwencje banku centralnego.

? Widać, że obecność NBP na rynku pomaga naszej walucie ? podkreśla Belka. I dodaje, iż gracze wiedzą już, że na rynku jest poważna siła, z którą mogą się zderzyć. W dodatku muszą się liczyć z możliwością kolejnych tego typu działań. Szef NBP stanowczo dementuje przy tym informacje, jakoby bank centralny wydał na ostatnie interwencje około 5 mld euro. ? Gazety pisały, że na trzy interwencje wrześniowo-październikowe wydaliśmy około 1 mld euro. I tyle mogę powiedzieć ? podsumowuje. Dodaje przy tym, że dzięki tym operacjom NBP zwiększył swój roczny zysk o około 700 mln zł. W sumie koszt interwencji był więc jeszcze niższy.

Czytaj także

 0