Jesteśmy skolonizowani

Jesteśmy skolonizowani

Staliśmy się odmianą kolonializmu, dajemy się wykorzystywać. Zagraniczna firma da nam pracę, ale zysków nie zainwestuje w kraju, tylko zabierze je do swojej ojczyzny – mówi Wiesław Wojas, jeden z największych producentów obuwia w Polsce.

Szymon Krawiec: Polityk to w Polsce wróg czy przyjaciel przedsiębiorców?

Wiesław Wojas: Kto to jest polityk? To osoba, która dba o to, żeby wygrać w następnych wyborach. Pytają nas w każdej kampanii, co trzeba zmienić w polskim biznesie. Mówimy im o problemach, swoich spostrzeżeniach, a potem nic się nie dzieje.

Przykład?

Chociażby Zakopianka, która ciągnie się niedaleko mojej firmy. Od kilkunastu lat kolejne rządy obiecują przebudowę i nic się nie zmienia. Dzisiaj przeczytałem w gazecie, że jakieś prace mają ruszyć i do 2020 r. ma być gotowy odcinek do Rabki.

Przebudowa tej drogi to jak poprawianie warunków do prowadzenia biznesu w Polsce.

A po co niby politycy mieliby sprzyjać przedsiębiorcom? Nie jest ich w Polsce przecież aż tak dużo. Mamy więcej urzędników, emerytów, rencistów, bezrobotnych. To tam się szuka głosów.

U pana żaden z polityków głosów nie szukał?

Spotykamy się z samorządowcami, posłami z regionu. W miarę swoich możliwości starają się nam pomóc.

A z kimś z tej góry próbował pan kiedyś się spotkać? Z jakimś wiceministrem chociaż?

Oni są ostrożni. Nie spotykają się z przedsiębiorcami, bo połączenie biznesu i polityki wciąż źle się kojarzy.

A jakby się pan z takim wicepremierem Piechocińskim spotkał, to co by mu pan powiedział?

Że państwo nie chroni przedsiębiorców, którzy prowadzą legalnie swój biznes. Jest wiele miejsc w Polsce, Europie, gdzie kwitnie nielegalny handel. Przykład ostatniej akcji służb celnych w okolicach Warszawy, kiedy to zarekwirowano nielegalny towar o wartości 22 mln zł. A stanowi to ułamek tego procederu –nie tylko u nas. To samo z podatkami. Dlaczego nie może być tak jak w USA, gdzie podatki są proste i czytelne. Konsumujesz – płacisz większy podatek. Inwestujesz w swój rozwój, w dom, w mieszkanie, zdrowie w firmę – płacisz mniej. Również podatek VAT, który stanowi około 60 proc. budżetu państwa, jest tak skonstruowany, że daje możliwości do wielkich oszustw. Łańcuch transakcji, w których jak „pęknie” jedno ogniwo (firma słup), to strata dla budżetu jest ogromna, a można by było tylko wprowadzić system płacenia tego podatku przez końcowego odbiorcę (konsumenta), przez co uniknęłoby się tych nadużyć. Państwo miałoby pewne dochody, a podatnicy mogliby angażować mniejsze środki obrotowe dla bieżącej działalności. Jestem przekonany, że wprowadzenie ujednoliconego dla wszystkich podatku VAT w wysokości ok. 15 proc. zapewniłoby podobne jak obecnie wpływy do budżetu. To takie trudne, żeby to zmienić?

To do ministra finansów trzeba by się zwrócić.

Jemu powiedziałbym o tym, jak nieprzyjazne są polskie urzędy skarbowe. Urzędnicy dbają o interes Skarbu Państwa, ale podcinają gałąź, na której siedzą, bo to my ich utrzymujemy. Powinni współdziałać z przedsiębiorcami, a nie utrudniać im życie. Czasem nawet rozłożenie płatności podatku na raty pomogłoby firmie w kłopotach. Ale zanim urzędnik się namyśli, czy pomagać, to firma może znaleźć się na skraju bankructwa.

Zna pan takie przypadki?

Sam jestem takim przypadkiem. Kilka lat temu miałem poważne problemy w firmie. Załamała się sytuacja na rynku i było ciężko. Miałem do zapłaty „ podatek dochodowy. Zwróciłem się więc do skarbówki z prośbą o rozłożenie zapłaty na raty. Ustawowo urzędnikma aż 60 dni na rozpatrzenie takiego podania. Dla firmy, która ma kłopoty finansowe jeden dzień czekania to wieczność, a co dopiero dwa miesiące. Fiskus odpisał mi w ostatnim momencie, że jednak nie pomoże. Musiałem radzić sobie sam. Firmę udało się uratować. Od tamtego czasu podwoiliśmy przychody.

A zagranicznym inwestorom funduje się podatkowe wakacje. Włoski Fiat nie płacił u nas podatku przez ostatnie 20 lat. Nie zapłaci też przez kolejne.

Jak słyszę, że jakaś firma ma dostać z kasy państwa miliony złotych grantu czy zwolnień, to mogę tylko pomarzyć i pozazdrościć. Staliśmy się jakąś odmianą kolonializmu. Może nie tego brutalnego sprzed wieków, ale też dajemy się wykorzystywać. Zagraniczna firma da nam pracę, ale zysków nie zainwestuje w kraju, tylko zabierze je do swojej ojczyzny.

I politycy tego nie widzą?

Być może nie widzą i nie wiedzą, że produkt wyprodukowany w Polsce przez polskiego przedsiębiorcę daje gospodarce sto razy więcej niż ten od zagranicznego inwestora z publiczną dotacją. Zyski zostają w kraju, a rodzimy przedsiębiorca nie chowa ich w kieszeń, tylko inwestuje. Rozwija się. Daje nowe miejsca pracy, stawia kolejne hale produkcyjne, opracowuje innowacyjne technologie.

Klienci to rozumieją?

Też nie, bo nie patrzą na to, jaki produkt wybierają w sklepach. We Francji czy w Niemczech to wygląda zupełnie inaczej. Kiedy Niemiec idzie na zakupy, bierze z półki w pierwszej kolejności produkt niemiecki. Tak się buduje jakość i zaufanie. Polak patrzy na drugiego Polaka z zazdrością. Jak się temu udało i ma pieniądze, to po co mam go jeszcze wspierać i kupować od niego? Nie rozumie, że nie wspiera tylko mnie, ale też pracowników. Powiększa PKB – ogólnonarodowe dobro, które wróci też do niego w postaci większej pensji, lepszej pracy, nowej jakości życia.

No to może trzeba się przenieść gdzie indziej. Do kraju, gdzie podatki lepsze, klienci patriotyczni.

Ale ja chcę mieć to tutaj. Nie zamierzam sięnigdzie wyprowadzać. Zresztą w całej Unii Europejskiej też nie jest tak kolorowo. Europa otworzyła się bez ograniczeń na cały świat. A my w starciu z Chińczykami czy Hindusami nie mamy po prostu szans. Oni nie mają unijnych regulacji, wysokich składek odprowadzanych do kasy państwa, ograniczeń środowiskowych. Powinniśmy się bronić, wprowadzając cła na niektóre produkty spoza wspólnoty, uelastycznić prawo pracy, obniżyć podatki. Stalibyśmy się wówczas bardziej konkurencyjni. Wtedy odżyłyby niektóre gałęzie przemysłu, które uciekły z Unii do Azji.

Rozumiem, że pan się na to wkurzył i dlatego dołączył do inicjatywy Florka.

Jak na razie kibicuję jego działaniom. Obserwuję sytuację. Do tego trzeba polityki, nowelizacji ustaw. Inaczej na poprawę naszej sytuacji trzeba będzie czekać latami, aż w końcu młode pokolenie wychowane w duchu kapitalizmu zrozumie, na czym polega gospodarka i dokona zmian. Ale wtedy będę już pewnie na emeryturze.

Okładka tygodnika WPROST: 46/2014
Więcej możesz przeczytać w 46/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0