„Non possumus”. Kościół mówi komunistom: nie!

„Non possumus”. Kościół mówi komunistom: nie!

Kardynał Stefan Wyszyński
Kardynał Stefan Wyszyński / Źródło: Wikimedia Commons / Janusz Trocha/domena publiczna
8 maja 1953 roku polski episkopat odpowiedział na represyjną politykę prowadzoną przez komunistów. W przyjętym w Krakowie liście „Non possumus” (łac. nie możemy) biskupi sprzeciwili się prześladowaniu i szykanom. Kościół stał się ostatnią ostoją niezależności wobec władz PRL.

Polski komunizm miał aż do roku 1989 r. swoje cechy specyficzne, których nie udało się zmienić pomimo terroru i wielkiego zaangażowania propagandowego. W Polsce nigdy nie udało się w pełni skolektywizować rolnictwa, ani złamać potęgi i niezależności Kościoła katolickiego. Wielu historyków gotowych jest przyznać, że to właśnie dzięki Kościołowi nigdy nie udało się w Polsce zbudować systemu w pełni totalitarnego. A nawet jeżeli polski komunizm nazwać totalitarnym, to i tak był on mniej opresyjny niż w pozostałych krajach komunistycznych.

Sytuacja byłaby jednak zupełnie inna gdyby nie walka Episkopatu Polski przeciwko próbom podporządkowania hierarchii kościelnej władzom partyjnym i państwowym. Jednym z najbardziej heroicznych momentów w tych zmaganiach było wystosowanie listu do władz państwowych, zwanego powszechnie non possumus (łac. nie możemy). Doszło do tego 8 maja 1953 r.

Kościół w nowej rzeczywistości

Kościół katolicki, osadzony w tradycji blisko dwóch tysiącleci, był siłą skrajnie odległą od komunizmu. Reprezentował wartości pod każdym względem sprzeczne ze światopoglądem marksistowskim, jaki leżał u podstaw komunizmu sowieckiego. Gdy Armia Czerwona przyniosła na swoich bagnetach nowy ustrój, Kościół musiał jednak przystosować się do nowej rzeczywistości. Nie było to łatwe, bowiem dotychczasowe doświadczenia kontaktów na linii Kościół katolicki – Związek Radziecki były jak najgorsze.

Watykan jednoznacznie określał komunistów jako „sługi szatana” i bezbożników, natomiast duchowni padali ofiarą aresztowań i morderstw z rąk komunistów podczas wojny polsko-bolszewickiej, wojny domowej w Hiszpanii, a także podczas II wojny światowej.

Do roku 1947 nie było jeszcze do końca jasne jaki będzie ustrojowy kształt powojennej Polski. Istniał Rząd Tymczasowy, któremu przewodził Edward Osóbka-Morawski, bezbarwny, anonimowy socjalista, ale ważną pozycję w rządzie zajmował również ludowiec, Stanisław Mikołajczyk. Ogromne i stale rosnące wpływy komunistów spod znaku Polskiej Partii Robotniczej były oczywiście zauważalne, ale lewicy daleko było jeszcze do jednolitości, ponieważ bardzo liczną i aktywną partią pozostawała Polska Partia Socjalistyczna. W końcu, dopóki istniało niezależne Polskie Stronnictwo Ludowe, a wybory parlamentarne miały się dopiero odbyć, wszystko wydawało się możliwe.

Polski Kościół nie angażował się bezpośrednio w politykę, ale dla wszystkich obserwatorów jasne było, że jego sympatie lokowały się po stronie Mikołajczyka i jego partii. Dowodzą tego nie tylko szczegółowy raporty Urzędu Bezpieczeństwa dotyczące zachowań księży w poszczególnych parafiach, ale również gesty bardziej generalne. Jednym z nich była m.in. świadoma rezygnacja z kościelnego wsparcia dla budowy partii katolickiej w Polsce, do czego dążyli przedwojenni działacze Stronnictwa Pracy.

Sytuacja zmieniła się jednak diametralnie w ciągu roku 1947. 19 stycznia odbyły się wybory do Sejmu, które zostały sfałszowane w sposób zupełnie bezprecedensowy. Władzę objął rząd „Bloku Demokratycznego” pod kierownictwem Józefa Cyrankiewicza, absolutnie powolny komunistom. W połowie roku ogłoszono amnestię, która zachęciła do ujawnienia się „chłopców z lasu”, przez co skutecznie przetrąciła kręgosłup podziemiu niepodległościowemu. Gdy okazało się, że akcja ta miała na celu przede wszystkim rozbicie struktur podziemnych było już zbyt późno na ich odtworzenie.

W końcu, jesienią 1947 r. z kraju uciekł sam Mikołajczyk – świadom swojej klęski, a także poważnie zagrożony aresztowaniem. W ciągu roku 1948 kontynuowany był proces umacniania władzy komunistów: dokonały się czystki w PPR, a w grudniu powołana została Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Sowietyzacja Polski mogła ruszyć pełną parą.

W tym okresie na czele polskiego Kościoła stał prymas kardynał August Hlond. Był on osobą o dużym autorytecie, lecz niejednoznaczną. Dość powszechnie oskarżano go o antysemityzm, a także wytykano mu opuszczenie polskiego Kościoła w czasie II wojny światowej (Hlond przebywał w Watykanie, a następnie we Francji i Niemczech, gdzie internowano go). Tym niemniej stanowił on symbol Kościoła katolickiego, powszechnie uważanego za siłę, która pomogła przetrwać Polakom tragiczne lata II wojny światowej.

Gdy dotychczasowy prymas zmarł w październiku 1948 r., na jego następcę typowano biskupa Stanisława Kostkę Łukomskiego, lecz jeszcze w tym samym miesiącu poniósł on tragiczną śmierć w wypadku samochodowym. Okoliczności jego śmierci pozostały zresztą owiane tajemnicą, co rodzi podejrzenia, iż za wypadek odpowiedzialni byli funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. W takich okolicznościach, nieoczekiwanym następcą Hlonda został biskup lubelski Stefan Wyszyński.

Uniki

Dotychczasowe kroki władz wobec Kościoła katolickiego były wyraźnie nieprzychylne, daleko jednak było od wypowiedzenia otwartej wojny. W oficjalnej propagandzie pojawiały się już w owym czasie pod jego adresem rozmaite oskarżenia głoszące m.in., że Kościół polski nie jest zainteresowany trwałym przyłączeniem do Polski Ziem Zachodnich. Wszystko ze względu na fakt, iż Watykan wstrzymywał się od nadania tymczasowym administratorom dawnych niemieckich diecezji miana biskupów ordynariuszy.

Z biegiem czasu sytuacja systematycznie się jednak pogarszała. W lipcu 1949 r. Pius XII wydał dekret grożący ekskomuniką wszystkim tym katolikom, którzy należą do partii komunistycznej lub z nią współpracują. W tym samym czasie w Lublinie doszło do tzw. „cudu lubelskiego”, gdy w dniu ingresu biskupa Piotra Kałwy wierni dostrzegli krwawe łzy na obrazie Matki Bożej. Oba te wydarzenia wywołały wściekłość władz komunistycznych.

19 lipca 1949 r. na posiedzeniu jednego z wysokich gremiów partyjnych Hilary Minc, ówczesny silny człowiek reżimu, przedstawił rozwinięty plan akcji antyklerykalnej. Niedługo później prezydent Bolesław Bierut otrzymał wytyczne od samego Józefa Stalina:

„(…) nie zrobicie nic, dopóki nie dokonacie rozłamu na dwie odrębne i przeciwstawne sobie grupy, propaganda masowa to rzecz konieczna, ale samą propagandą nie zrobi się tego co potrzeba… nie nastawiacie się na rozłam… bez rozłamu wśród kleru nic nie wyjdzie… prawa karne potrzebne, ale nie one rozstrzygają”.

Hasło do ofensywy przyszło więc prosto z Moskwy. Oprócz restrykcji miały zostać zastosowane bardziej subtelne metody, potęgujące rozłamy w Kościele i jednocześnie wszechstronnie go osłabiające. Na skutek działań administracyjnych władz, już jesienią 1949 r. episkopat został zmuszony do zawieszenia działalności katolickich stowarzyszeń w Polsce. Wcześniej miały jednak miejsce dwa wydarzenia brzemienne w skutki.

Otóż w sierpniu 1949 r. zainaugurowana została Komisja Mieszana rządu i episkopatu, w której skład weszli ze strony władz min. Władysław Wolski, zastępca członka Biura Politycznego Franciszek Mazur oraz wiceszef MON Edward Ochab, a ze strony kościelnej biskupi Zygmunt Choromański, Michał Klepacz i Tadeusz Zakrzewski. Jej celem miało być wypracowanie trwałego modus vivendi między państwem a Kościołem, a także budowa gremium dzięki któremu episkopat mógł skuteczniej bronić własnych interesów.

Szybko okazało się, że obrona Kościoła będzie prawdziwą „obroną Częstochowy”. Oto już bowiem we wrześniu 1949 r. władze przystąpiły do organizacji tzw. Komisji Księży organizowanych przy ogniwach Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Ruch ten, zwany ruchem „księży patriotów”, miał się stać koniem trojańskim komunistów w łonie Kościoła i stanowić poręczny środek nacisku na Wyszyńskiego, aby skłonić go do jak najdalej idących ustępstw. W konsekwencji zaś – do podporządkowania Kościoła władzom. Episkopat zareagował na ten wrogi gest dość powściągliwie, pragnąc uniknąć zaostrzenia polityki władz.

Szybko okazało się, że intencje komunistów nie były czyste. Negocjacje w ramach Komisji Mieszanej przybrały brutalny charakter, a dodatkową presję wywoływali oni poprzez skrajnie represyjne kroki i nieustanną napastliwą propagandę antykościelną. W styczniu 1950 r. władze państwowe odebrały episkopatowi zarząd nad charytatywną organizacją Caritas pod pozorem nadużyć finansowych i nieprawidłowości w prowadzeniu ksiąg. W lutym tego roku w areszcie umieszczono ordynariusza chełmińskiego Kazimierza Józefa Kowalskiego, w wyniku kłamliwych zarzutów współpracy z Niemcami i malwersacji finansowych.

Czytaj także

 5
  • Interes polskiego kościoła katolickiego rzadko kiedy jest również interesem Polski i Polaków. Wyjątek stanowi kilka lat okupacji rosyjskiej po 45 roku. Wskazywanie dzisiaj jakoby było to bohaterstwo ze strony kleru jest dużym nadużyciem, kler zawsze bronił własnego interesu i to był i jest jego priorytet. Nikt rozsądny nie wierzył i nie wierzy w  głoszone intencje kleru, za tym zawsze stoi ich interes, mamona, dobra doczesne, blichtr, zależność wiernych, bycie ponad prawem . Bóg dla kleru jest tylko narzędziem a nie celem. Tak zawsze było i jest, cała Europa to doświadczyła i  pogoniła czarne sukienki , jedynie polski suweren stoi za nimi murem nawet jak gwałcą ich dzieci. Pozdrawiam
    • Chwała tym ludziom za to co zrobili dla Polski. Niestety ich następcy zniweczyli zarówno ich niepodważalny dorobek moralny oraz patriotyczny jak i dobre imię Kościoła Polskiego.

      Trzeba pamiętać o wielkich patriotach i przeciwstawiać ich wizerunek dzisiejszym karierowiczom i kolesiom.

      To ci patrioci księża z lat stalinizmu wytyczają ścieżkę moralną swoim następcom, którzy dziś nie sa w stanie osiągnąć takiego oddania i poświęcenia wiernym i Polsce.

      Ale mają do czego dążyć..oby tyko chcieli to robić.
      •  
        napisać, że Kościół reprezentował wartości skrajnie odmienne od marksistowskich - to potrafi każdy, nawet najmarniejszy gryzipiórek. Ale już wymienić te, podobno odmienne, wartości - umie bardzo niewielu...
        •  
          kiedys klechy wierzyly w boga
          dzis bronia mamony
          • No i historia zatoczyla kolo. Dzisiaj komunisci rowniez podniesli glowy.