Czarnobyl 30 lat wcześniej. Katastrofa kysztymska na Uralu

Czarnobyl 30 lat wcześniej. Katastrofa kysztymska na Uralu

29 września 1957 roku o godzinie 16:20 doszło do eksplozji z siłą 75 ton trotylu - betonowa pokrywa zbiornika została odrzucona na odległość ponad 25 metrów.

Bezpośrednią przyczyną wybuchu okazała się awaria systemu chłodzenia. Urządzenia pomiarowe po czterech latach pracy w takim środowisku nadawały się do wymiany. Ich odczyty były błędne. Poza tym doszło do wyparowania czynnika chłodzącego: w jednym z sedymentów pękła rura systemu chłodzenia, co spowodowało wyparowanie chłodziwa. Od tej pory chłodzenie sedymentów przeszło na reżim periodyczny, który okazał się nieefektywny. Temperatura w bunkrze – w wyniku samonagrzewania się odpadów – wzrastała stopniowo do wartości 350 stopni Celsjusza, co ostatecznie doprowadziło do katastrofy. Eksplozja nie miała bynajmniej charakteru nuklearnej. Przypominała raczej detonację tzw. „brudnej bomby atomowej”.

Tragiczne konsekwencje

Następstwa należy rozpatrywać na kilku płaszczyznach:

Obszar – w wyniku eksplozji doszło do uwolnienia nukleoidów do atmosfery. Większość (prawie 90% opadu) wylądowała w okolicy zbiorników. Skażone zostały regiony: Czelabiński, Swierdłowski i Tiumeński. To łącznie obszar o powierzchni około 23 tys. km2. Skażony region zwany jest w nomenklaturze fachowej jako Wschodnio-Uralski Szlak Radioaktywny.

Ludność – skażony obszar zamieszkiwała w tym czasie populacja około 270 tys. osób. Po eksplozji szpitale w Czelabińsku zapełniły się chorymi na zespół popromienny. W ciągu kilku lat po katastrofie 200 osób zmarło na chorobę popromienną, setki objęto przymusowymi badaniami na kolejnych kilka lat.

Aleksander Zaitchik w swoim artykule pt. „Inside the zone” opublikowanym w na stronie internetowego magazynu freezerbox.com przytacza relacje świadków, którzy pamiętają tamte dni. Jedną z nich jest Gulchara Ismagilova. Opisuje ona, że jako dziecko była całą klasą zaangażowana do pomocy przy pracach rozbiórkowych opuszczonych i ewakuowanych domostw. Pamięta też osobę zajętą pracami likwidacyjnymi, która w ciągu jednego dnia straciła wszystkie włosy. Kolejne lata z jej klasy przeżyło zaledwie kila osób. Po 1993 roku władza ujawniła informację, że do takich prac zaangażowano około 1800 dzieci z pobliskich szkół.

Gulchara Ismagilova współtworzyła stowarzyszenie „Mali likwidatorzy”, które wywalczyło odszkodowania dla osób, które przeżyły tę katastrofę. Kilka lat temu sąd przyznał im zapomogę wysokości zaledwie 11 dolarów miesięcznie.

Gleba – ze względu na skażenie, ziemi nie uprawiano aż do 1976 roku. Najbardziej napromieniowane były produkty mleczne, w związku z tym istniało bardzo duże ryzyko zachorowania po ich spożyciu przez dzieci. Wszystkie uprawy, które zgromadzono w wioskach na zimę, oraz wszystkie płody rolne, zostały spalone w specjalnych glinianych dołach, a napromieniowane zwierzęta wybite i również spalone. Zdjęto także wierzchnią warstwę gleby, która później została zakopana w specjalnie do tego przeznaczonych miejscach.

Szacunki uczonych podają, że w wyniku skażenia przez ostatnich 45 lat w tym rejonie ucierpiało pół miliona osób – co siódma zamieszkująca rejon Czelabińska. Mieszkańcy bardzo często nie zdawali sobie sprawy z tego, co się dzieje. Mimo rodzących się zdeformowanych dzieci, wielu osób cierpiących na nowotwory, nie wiedziano o zagrożeniu. Władze nie przyjmowały do wiadomości istnienia takiej choroby jak chroniczny zespół popromienny. Jakakolwiek wiedza o skażeniu pochodziła od organizacji pozarządowych.

Ewakuacja – akcja ratunkowa była prowadzona nieregularnie i w ścisłej tajemnicy. Przesiedleńcom nie podano prawdziwego powodu całej operacji. Objęła ponad 10 tys. osób zamieszkujących najbardziej skażoną strefę. Rozpoczęła się tydzień po katastrofie i trwała przez dwa lata.

Nie wszyscy jednak zostali ewakuowani. Za przykład niech posłuży licząca 5 tys. mieszkańców wioska o nazwie Korabolka. Kiedy miejscowi zaczęli chorować, władze zdecydowały się ewakuować z niej jedynie rdzennych Rosjan. Pozostali, Tatarzy, zostali pozostawieni sami sobie. Objęto ich jedynie systematycznymi badaniami krwi i szpiku kostnego. Gulchara Ismagilova twierdzi, że stali się oni częścią ogromnego medycznego eksperymentu.

Jedna z najbardziej zniszczonych wiosek – Muslimovo – po wybuchu z 1957 roku została ewakuowana dopiero w 2005 roku.

W latach późniejszych miał jeszcze miejsce szereg kolejnych niekontrolowanych uwolnień radiacji. Katastrofa kysztymska była jednak najtragiczniejsza i dosięgła największej ilości ofiar. Do tragedii na podobną skalę doszło w 1967 roku, kiedy fala upałów spowodowała obfite parowanie wody z jeziora Karaczaj, tak, że później silne wiatry zaczęły rozwiewać odpady radioaktywne z wyschniętego dna jeziora.

Sytuacja obecna

W 2012 roku w Rio de Janeiro odbył się szczyt dotyczący ochrony środowiska. Na konferencji „Przyszłość jaka nastąpi” nie poruszono problemu Majaku, mimo że portal internetowy Bellona.ru, zajmujący się tematem ochrony środowiska w krajach byłego ZSRR, od niemal 20 lat zwraca uwagę na tę kwestię.

Nadzieżda Kuźniecowa z organizacji „Przyszłość planety” działającej w Oziorsku twierdzi, że winna jest dezinfromacja. Władze regionu czelabińskiego wydały 13 tys. dolarów na działania mające na celu wymazanie słów powiązanych z zanieczyszczeniem środowiska w tym obszarze oraz samym Majakiem w wyszukiwarkach internetowych podobnych do Google oraz w rosyjskim Yanex.

Majak jest obecnie jedynym zakładem w Rosji przetwarzającym zużyte paliwo nuklearne z reaktorów atomowych, w tym także z Polski. Rosyjska Państwowa Korporacja Energii Jądrowej (Rosatom) zapewnia, że kompleks jeszcze przez lata będzie operował na sprzęcie powstałym w latach 50. i 60. ubiegłego wieku. Dopiero w 2018 roku mają zostać unowocześnione linie przerobowe, które w efekcie będą bardziej przyjazne dla środowiska. Niestety, zrzuty odpadów radioaktywnych do Teczy odbywają się w dalszym ciągu. W 2011 roku wlano ich do rzeki około 40mln m3. Pomiary rzeki we wsi Muslimowo zaklasyfikują ją jako radioaktywny ściek. Przebywanie w takim miejscu dłużej niż 2 lata powoduje choroby krwi, a dłużej – różne formy raka.

Kompleks Majak zapłacił w latach 2001-2004 łącznie 174,2 mln dolarów kary za skażenie środowiska. W 2010 roku pojawił się pomysł, by pokryć cały kompleks betonowym sarkofagiem, jednak – wg. Rosatomu – operacja jest nieopłacalna. Nie tylko ze względu na wysokie koszty, ale również zakończenie prac Majaka. Oficjalnie mówi się jednak: zbyt drogo. Rosyjska strona proatomowa atomic-energy.ru podaje, że wprowadzono program oczyszczania rzeki i już za 174 lata, rzeka będzie czysta.

Artykuł zatytułowany Katastrofa kysztymska – tragedia na Uralu napisał Mateusz Raj. Materiał został opublikowany na licencji CC BY-SA 3.0.

Czytaj także:
Czarnobyl – historia. Jak doszło do największej katastrofy elektrowni atomowej?
Czytaj także:
Czarnobyl i Prypeć można zwiedzać. Jak zorganizować wycieczkę i ile ona kosztuje?
Czytaj także:
Serial „Czarnobyl”. Aktorzy vs prawdziwe postacie

Czytaj także

 0