Kto napisał pamiętniki Anne Frank?

Kto napisał pamiętniki Anne Frank?

Awantura o prawa do słynnych dzienników, uważanych za jedno z najważniejszych świadectw Holocaustu, odgrzewa najgorsze antysemickie teorie spiskowe.

Po tych latach spędzonych w ciemności, która tak ciąży nad twoimi pamiętnikami, droga Anne Frank, mamy odwagę oferować ci światło, na które zasługujesz, na które zasługują twoje pamiętniki, to światło domeny publicznej – to pełne egzaltacji oświadczenie napisane przez Oliviera Ertzscheida najlepiej świadczy o emocjach wokół słynnych pamiętników. Wykładowca francuskiego uniwersytetu w Nantes umieścił w internecie tekst uważany za kanoniczne świadectwo czasów Holocaustu. Poza „światłem domeny publicznej” Ertzscheid chciał też stawić opór niszczącej sile „Mein Kampf” Adolfa Hitlera, które zostało uwolnione spod rygorów praw autorskich z tych samych powodów co pamiętniki Anne Frank: od śmierci autora upłynęło wymagane prawem europejskim 70 lat.

KLEJ I NOŻYCZKI


Na straży spuścizny po Anne Frank stoi jednak działająca w Szwajcarii fundacja jej imienia, założona jeszcze w latach 60. przez jej ojca Ottona Franka, jedynego członka rodziny, który przeżył wojnę. Pomysł udostępnienia za darmo książki, która po wojnie stała się światowym bestsellerem, sprzedanym w 30 mln egzemplarzy w prawie 70 językach świata, oburzył przedstawicieli Anne Frank Fonds (AFF) z Bazylei. – To jest kontynuacja ataków dokonywanych przez populistów, którzy zaczęli swoje wybryki od kwestionowania autentyczności pamiętników – oświadczył Yves Kugelmann, przedstawiciel AFF. Fundacja uruchomiła całą machinę prawną, zmierzającą do zablokowania darmowego dostępu do tekstu książki. Ertzscheidowi zagrożono sądem, domagając się 1 tys. euro za każdy dzień bezpłatnego dostępu do pamiętników na jego stronie. Prawnicy AFF zakwestionowali zasadność wygaśnięcia praw autorskich.

Argumentacja użyta w tej sprawie wywołała zdumienie, bo pobrzmiewały w niej argumenty, sugerujące, że rację mają ludzie kwestionujący autentyczność pamiętników. Stwierdzili mianowicie, że prawa autorskie przysługują nie tylko zamęczonej w Bergen- -Belsen nastolatce. – Otto Frank powinien być postrzegany jako autor, któremu przysługują wszystkie należne prawa – oświadczył Yves Kugelmann. Takie postawienie sprawy sugeruje, że udział ojca Anne Frank w publikacji jej wspomnień nie ograniczał się do czysto edytorskich zabiegów. Kugelmann barwnie opowiadał w mediach, jak to Otto Frank zabrał się do porządkowania ocalonych zapisków, jak przepisywał rękopisy na maszynie, a potem za pomocą nożyczek i kleju dosłownie skleił z nich wersję, która nadawała się do pierwszej publikacji.

W oświadczeniu fundacja wymieniła także nazwisko Mirjam Pressler, która pracowała przy późniejszych edycjach pamiętników i której wkład, zdaniem dotychczasowego wydawcy, również zasługuje na objęcie prawami autorskimi. – Mówienie teraz, że książka nie została napisana wyłącznie przez Anne, osłabia wagę tego świadectwa – oświadczyła rzeczniczka Isabelle Attard, francuskiej parlamentarzystki, która również opublikowała holenderski oryginał online. Zaraz też pojawiło się znane od dziesięcioleci pytanie: kto tak naprawdę napisał pamiętniki Anne Frank?

POŻYWKA DLA ANTYSEMITÓW

Słynny pamiętnik składa się z około 300 kartek, zapisanych między 12 czerwca 1942 r. a 1 sierpnia 1944 r. Rodzina Franków, którzy uciekli z III Rzeszy do Amsterdamu, ukrywała się wówczas w schowku na strychu magazynu w firmie Ottona Franka, korzystając z pomocy przyjaciół i dawnych pracowników. 4 sierpnia 1944 r., zdradzona przez holenderskich sąsiadów, żydowska rodzina wpadła w ręce Niemców. Zapiski zostały odnalezione w opustoszałej kryjówce przez Austriaczkę Miep Gies, która pomagała się Frankom ukrywać. Po wojnie przekazała pamiętniki ojcu Anny. Przygotowując tekst do druku, Otto usunął fragmenty obraźliwe wobec matki oraz te dotyczące kwestii seksualnych (przede wszystkim relacji z Peterem van Pelsem). – Praca, którą Otto Frank wykonał nad zapiskami córki, wprowadziła sporo zamieszania – uważa Gerben Zaagsma, wykładający współczesną historię Żydów na uniwersytecie w Getyndze w Niemczech. Nie była ona jednak nigdy tajemnicą. Otto Frank opatrzył pierwsze wydanie pamiętników przedmową, w której zastrzegał, że wiernie oddał to, co spisała jego córka. Dla wielbicieli Adolfa Hitlera, których nie brakowało w powojennej Europie, fakt ten stał się koronnym dowodem na syjonistyczną manipulację. Już od lat 50. Otto Frank wytaczał i wygrywał niezliczone procesy w Niemczech, Danii i innych krajach przeciwko autorom publikacji, kwestionującym nie tylko autentyczność pamiętników, ale wręcz fakt istnienia osoby o nazwisku Anne Frank. Mimo to ingerencja ojca w zapiski córki inspirowała kolejnych sceptyków. W latach 70. głos zabrał znany z nazistowskich sympatii historyk brytyjski David Irving. Dziwił się, że nastolatka mogła pisać tak dojrzałe teksty, i z uporem nazywał pamiętniki Anne Frank fikcją literacką. Zwracał też uwagę na zyski z ich sprzedaży. – Pamiętniki stały się źródłem znaczących dochodów dla jej pogrążonego w żalu ojca – mówił Irving jeszcze w połowie lat 90.

W reakcji na te oszczerstwa znany łowca nazistów Szymon Wiesenthal rozpoczął śledztwo, mające udowodnić, że cała historia jest prawdziwa. Chodziło też o doprowadzenie do schwytania człowieka, który wydał rodzinę Franków Niemcom. W tej ostatniej kwestii Wiesenthal nic nie wskórał. Udało mu się za to znaleźć Karla Silberbauera, esesmana, który aresztował Franków i którego zeznania z likwidacji kryjówki Żydów w centrum okupowanego przez Niemców Amsterdamu pokrywały się z relacją Ottona Franka. Silberbauer pamiętał nawet, jak wyrzucał na podłogę jakieś zeszyty z walizki jednej z aresztowanych dziewcząt – te same, które potem znalazła i przechowała Miep Gies.

Przełom nastąpił po śmierci Ottona Franka w 1980 r., gdy powołana przez niego fundacja udostępniła oryginały zapisków badaczom z Holenderskiego Instytutu Dokumentacji Wojny (NIOD). Zeszyty przebadano laboratoryjnie, potwierdzając ich autentyczność. Przygotowano też 700-stronicowe wydanie krytyczne oryginalnych zapisków, które miało rozwiewać wątpliwości dotyczące pamiętników. Nie zniechęciło to jednak krytyków. W 1998 r. sąd w Amsterdamie zakazał rozpowszechniania pracy historyka Roberta Faurissona, który twierdził, że to Otto Frank jest autorem pamiętników. Dziś fundacja, która podała go do sądu, sama chce przyznania ojcu praw autorskich do wspomnień córki.

W OBRONIE TANTIEM

Opublikowane online wersje pamiętników Anne Frank, o które toczy się cała batalia, oparte są na wydaniu zredagowanym albo – jak chcą rewizjoniści, a ostatnio także wydawca – stworzonym przez jej ojca. – Musimy dokonać rozróżnienia między oryginalnym pamiętnikiem a opublikowanymi po wojnie książkami – oświadczył Emanuel Meyer ze szwajcarskiego Federalnego Instytutu Własności Intelektualnej, Rzeczywiście, obecnie na rynku są dwie wersje słynnych pamiętników. Jedna, nazwijmy ją klasyczną, przygotowana została do druku jeszcze w latach 40. przez ojca Anne Frank, który usunął z tekstu skandalizujące fragmenty obyczajowe. Drugą opublikowano w latach 90., po opracowaniu krytycznego wydania przez historyków z holenderskiego instytutu NIOD. Mirjam Pressler uzupełniła je o to, co usunął wcześniej Otto Frank. Było tego sporo – w nowym wydaniu przybyła jedna czwarta tekstu.

Dziś wydawca oboje uznaje za współautorów, bo to gwarantuje AFF przedłużenie prawnej kontroli nad pamiętnikami. Otto Frank zmarł w 1980 r., co przesuwa ochronę autorską tekstu do roku 2050. Mirjam Pressler zaś jeszcze żyje i cieszy się dobrym zdrowiem. Obydwoje przekazali zresztą swoje prawa autorskie fundacji. Jej prawnicy zabezpieczają się także na inne sposoby na wypadek, gdyby sądy nie uznały autorskich praw ojca Anny Frank i zatrudnionej tłumaczki. Pamiętniki zakwalifikowano jako dzieło wydane pośmiertnie, które podlega ochronie prawnej przez 50 lat od pierwszego wydania. To krócej niż 70 lat od śmierci autora, ale i na to znalazło się rozwiązanie. AFF za datę pierwszego wydania pośmiertnego uznało nie rok 1947, tylko 1986, gdy holenderski NIOD opublikował pełną edycję krytyczną.

Skrupulatność, z jaką fundacja z Bazylei dba o zabezpieczenie swoich interesów, sugeruje z kolei, że gra nie toczy się wyłącznie o pamięć Holocaustu. 40 lat temu przypisywanie Ottonowi Frankowi motywacji finansowych było obrzydliwą antysemicką insynuacją historyka znanego z sympatii do Adolfa Hitlera. Dziś w podobnym tonie wypowiada się związana z socjalistami deputowana do parlamentu francuskiego Isabelle Attard, jedna z osób, które umieściły pamiętniki w internecie.

Anne Frank Fond nie upublicznia swoich sprawozdań finansowych, jednak to do fundacji należy wydawanie zgody nie tylko na publikacje pamiętników, ale także na adaptacje sceniczne i filmowe, korzystanie z dokumentacji i nadzór nad niezliczonymi projektami edukacyjnymi na całym świecie. Dobrze zazwyczaj poinformowana w sprawach związanych ze spuścizną Zagłady prasa nowojorska już kilka lat temu pisała, że małe biuro w Bazylei wydaje rocznie około 1,5 mln dolarów na projekty związane z Anne Frank. Przedstawiciele fundacji twierdzą, że dochody z praw autorskich używane są wyłącznie w celach charytatywnych. Mają także żelazne wyjaśnienie dla swoich działań. – Mamy do czynienia z różnymi niedokończonymi tekstami, które potrzebują ekspertyzy i nadzoru wydawcy – twierdzi Yves Kugelmann. Tylko czy w przypadku tekstu, który został skrupulatnie opracowany i uznany za część zbiorowej pamięci o zbrodniach III Rzeszy, taki nadzór jest jeszcze konieczny? �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

KTO ZDRADZIŁ?

o dziś nie wiadomo, kto zadzwonił na Dpolicję z informacją, że przy Prinsengracht 263 w Amsterdamie ukrywają się dwie żydowskie rodziny. W kręgu podejrzanych był pracujący w magazynie Willem van Maren, ale także ludzie zaangażowani w pomoc Frankom. Przeprowadzone w 1948 r. pobieżne śledztwo zakończyło się umorzeniem sprawy. Wznowiono je w latach 60., po aresztowaniu w Wiedniu esesmana Silberbauera, który odpowiadał za tę akcję. Wtedy też poszlaki wskazywały na van Marena, ale sprawy znów nie kontynuowano. Willem van Maren umarł w 1971 r. W latach 90. pojawili się nowi podejrzani: Lena Hartog, której mąż pracował w magazynie i wiedział o ukrywających się Żydach, oraz Tonny Ahlers, holenderski nazista, który szantażował Ottona Franka, żądając pieniędzy. Żadna z tych poszlak nie doprowadziła do znalezienia winnych.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2016
Więcej możesz przeczytać w 6/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0