Zrezygnowała z pracy notariusza, została house-coachem. „Empatyczne projektowanie”

Zrezygnowała z pracy notariusza, została house-coachem. „Empatyczne projektowanie”

Aleksandra Tefelska
Aleksandra Tefelska Źródło: Kacper Pempel
House-coach nie rozmawia jedynie o tym, co we wnętrzu zmienić fizycznie, ale docieka, co komuś sprawia radość, co go motywuje. Zdobytą wiedzę przekłada na elementy wnętrza, które pozwalają człowiekowi doładować baterie przed wyruszeniem w świat, nie zawsze przyjazny. Można mieć wnętrze jak z okładki magazynu, ale nie czuć się w nim dobrze – mówi Aleksandra Tefelska, house-coach.

Iwona Ławecka-Marczewska, redaktor naczelna designdoc.pl: Jest pani certyfikowanym house-coachem. House-coaching to zjawisko nowe, w Polsce w zasadzie jeszcze nieznane. Na czym polega?

Aleksandra Tefelska: House-CoachingTM to koncept, który pochodzi z Danii. Łączy life-coaching z empatycznym projektowaniem wnętrz. Twórczynią idei jest Kirsten Steno – architektka z 30-letnim stażem, od wielu lat life-coach i założycielka House-Coaching Institute. Jedną z podstaw house-coachingu stanowi harmonia pomiędzy wnętrzem domu i potrzebami oraz wartościami mieszkańców. House-coach pomaga klientom dowiedzieć się więcej o sobie samych, swoich upodobaniach, oczekiwaniach. Nierzadko też o wątpliwościach, wewnętrznych blokadach, które sprawiają, że nie czują się dobrze we własnym domu. Poprzez pracę z house-coachem klienci odkrywają to, co naprawdę lubią, a czego nie. Dowiadują się, jak ma wyglądać dom, w którym uwzględnione są potrzeby wszystkich mieszkańców, gdzie każdy czuje się w stu procentach sobą, dom będący prawdziwym schronieniem i miejscem ładowania baterii.

Dla house-coachingu porzuciła pani karierę prawniczą.

W zasadzie od zawsze interesowały mnie wnętrza. W dzieciństwie dużo czasu spędziłam w Paryżu. Przesiąkłam stylem tego miasta, atmosferą odwiedzanych przeze mnie paryskich domów, galerii i muzeów. Później śledziłam najnowsze trendy, a to, co podpatrzyłam, starałam się zastosować we własnym mieszkaniu. Pochodzę z prawniczej rodziny, więc wybór studiów nasunął się sam. Skończyłam prawo, zrobiłam aplikację notarialną, przez cztery lata prowadziłyśmy z koleżanką kancelarię notarialną. Bardzo ceniłam sobie rozmowy z klientami, zagłębiałam się w każdą sprawę, starałam się im pomóc, często w szerszym zakresie niż wymagała tego czynność notarialna, z którą przyszli.

Nie chciałam jednak być tylko urzędnikiem, pieczątką, podpisem.

Miałam poczucie, że wykonuję zawód, który nie jest zgodny z moją pasją. Do tego doszły poważne problemy zdrowotne spowodowane stresem. Zadałam sobie pytanie, czy to naprawdę jest moja droga życiowa?

Źródło: Wprost
 0

Ponadto w magazynie