A wszystko dla dwóch sekund nicości. Recenzja pierwszego odcinka serialu „Euforia”

A wszystko dla dwóch sekund nicości. Recenzja pierwszego odcinka serialu „Euforia”

Plakat serialu "Euforia"
Plakat serialu "Euforia" / Źródło: HBO
Sam Levinson, który stworzył „Euforię”, przyznawał w wywiadach, że chciał pokazać „bezradność” tkwienia w uzależnieniu, a także wyjaśnić, dlaczego ludzie tak często do niego wracają. Nie jest to kolejny brokatowy serial o nastolatkach, a „Riverdale” przy nim staje się bajką Disneya.

Serial „Euforia” jest adaptacją izraelskiej produkcji Rona Leshema, Dophny Levin i Tmiry Yardeni o tym samym tytule. W wywiadzie podczas ATX Television Festival Levinson przyznał, że scenariusz powstał również w oparciu o jego walkę z depresją, atakami paniki, lękami i uzależnieniami. Teraz, od 14 lat „czysty” twórca serialu „Euforia”, chce pokazać światu prawdziwy obraz życia w niewoli używek.

Główna bohaterka próbuje uciec od świata i poprzez narkotyki poczuć „dwie sekundy nicości” – to jej euforia. A wszystko zaczęło się od ataku paniki i podania jej w szpitalu valium na uspokojenie. Dowiadujemy się, że Rue (Zendaya) urodziła się tuż po zamachach 11 września 2001 roku. Jej ojciec był poważnie chory, a po jakimś czasie zmarł. Mieszka z matką oraz młodszą siostrą. To właśnie ta druga znalazła ją na dywanie, gdy przedawkowała. Później wysłano ją na odwyk. Wyszła, ale nie ma zamiaru się zmienić i od razu wraca do nałogu. „Prawdopodobnie naprawdę mnie teraz nienawidzisz” – mówi do widzów w połowie pierwszego odcinka.

Rue pokazuje nam przerażający obraz uzależnienia, jako siły, której nie można zatrzymać, która pozwoli nam poświęcić i zrobić wszystko, żeby tylko znów znaleźć te „dwie sekundy nicości”. Zendaya, znana głównie z ról w produkcjach Disney Chanel, po raz pierwszy wciela się w tak skomplikowaną, trudną do zrozumienia postać i trzeba przyznać, że świetnie oddaje ją na ekranie. Oglądając ją w tej roli, byłam wdzięczna, że ktoś dał jej tę szansę.

Nie rozumiem do końca, do jakiej grupy wiekowej jest przeznaczony serial. Wydaje się, że rodzice nastolatków nie chcieliby, żeby ich dzieci go oglądały. „Euforia” nie przejmuje się mechanizmami ostrzegawczymi, z czym mamy do czynienia np. w przypadku serialu „Trzynaście powodów”. Tutaj otrzymujemy pesymistyczny i bezwzględny obraz tego, jak wyglądać może dorastanie. Podczas seansu kilka razy powiesz sobie w głowie „o, nie”, „nie rób tego”, a nawet odwrócisz wzrok. Porównanie, jakie przyszło mi na myśl w trakcie seansu to serial „Skins” („Kumple”), jednak w przypadku „Euforii” nie ma mowy o żadnym aspekcie komediowym.

Poza Rue, w którą wciela się Zendaya, w serialu poznajemy także Jules (Hunter Schafer). To nastolatka, która niedawno przeprowadziła się do miasta i – jak słusznie zauważa kolega głównej bohaterki Fezco (Angus Cloud), jest to postać przypominająca „Czarodziejkę z Księżyca”. Ma ona swoje tajemnice, a już podczas pierwszego odcinka wikła się w relację, która nieźle namiesza w życiu bohaterów.

Seks w serialu jest przedstawiony, jak coś, co daje bohaterom pozycję w towarzystwie. „Nagie zdjęcia to waluta miłości” – mówi nam narrator. Niektóre sceny sprawią, że będziesz czuł się bardzo nieswojo, ponieważ pokazany jest brak równowagi płci, przemoc oraz wykorzystywanie nieletnich.

Każdy nastolatek przedstawiony w „Euforii” jest nawiedzany przez własne demony, a w kolejnych odcinkach dowiemy się z pewnością więcej na ten temat.

Premiera pierwszego odcinka serialu „Euforia” już w poniedziałek 17 czerwca.

Czytaj także:
Wróciłam do Monterey i chcę więcej. Recenzja pierwszego odcinka 2. sezonu serialu „Wielkie kłamstewka”

Czytaj także

 0