Agata Wróbel dostała ponad 140 tys. zł od internautów. Później zniknęła, a teraz atakuje dziennikarza

Agata Wróbel dostała ponad 140 tys. zł od internautów. Później zniknęła, a teraz atakuje dziennikarza

Agata Wróbel
Agata Wróbel / Źródło: Newspix.pl / Maciej Smiarowski
Zbiórka zorganizowana przez Agatę Wróbel przeszła najśmielsze oczekiwania sztangistki. Dzięki hojności internautów udało się zgromadzić pokaźną sumę, która miała być przeznaczona m.in. na leczenie olimpijki. Problem w tym, że po zakończeniu akcji Wróbel zamilkła, nie odnosząc się do akcji jej fanów oraz unikając kontaktu z dziennikarzami.

Agata Wróbel to polska sztangistka, która na koncie ma dwa medale olimpijskie. Zdobyła srebro w Sydney w 2000 roku i brąz cztery lata później w Atenach. Sportową karierę zakończyła w 2010 roku. W styczniu w sieci pojawiła się zbiórka pt. „Na nowy start w życiu dla Agaty Wróbel”. Sportsmenka, by pokryć swoje zobowiązania i na nowo stanąć na nogi, chciała uzbierać 20 tysięcy złotych.

„Kiedy odnosiłam sukcesy, starałam się pomagać ludziom wokół mnie (...). Teraz znajduję się w sytuacji, w której mam na sobie stres związany z wieloma zobowiązaniami finansowymi" – napisała w opisie zbiórki Agata Wróbel. Sportsmenka przyznała także, że zmaga się z kłopotami zdrowotnymi. Zaznaczyła, że generują one ogromne koszty. „Choruje na cukrzycę i mam neuropatię cukrzycową, która powoduje ciągły ból w moich rękach i stopach. Muszę codziennie przyjmować silne środki przeciwbólowe. Koszty tych leków są kolejnym obciążeniem. Głęboka depresja, leki, napady paniki towarzyszą mi codziennie” – opisała.

Brak kontaktu i interwencja dziennikarza

Zbiórka zakończyła się sukcesem, ale już wcześniej ukryto jej kwotę. Marek Bobakowski z Wirtualnej Polski przekazał, że wpłacono ponad 140 tys. zł. Ten sam dziennikarz próbował skontaktować się ze sztangistką, jednak ta „zapadła się pod ziemię”. Ryszard Soćko, były trener olimpijki przyznał, że jeszcze podczas zbiórki rozmawiał z nią nawet kilka razy dziennie. Później kontakt został zerwany.

Podobnie było w przypadku serwisu zrzutka.pl. „Aktualnie nie mamy kontaktu z Panią Agatą Wróbel” – napisano w oświadczeniu przesłanym redakcji WP. Bobakowski próbował porozmawiać także z partnerem sztangistki, jednak nie udało mu się z nim skontaktować. Wróbel zareagowała dopiero po publikacji artykułu, udostępniając na Facebooku swoje oświadczenie. Jego treść przytoczył portal zywiecinfo.pl.

„Chciał wywołać hejt”

Olimpijka na początku zaatakowała Bobakowskiego twierdząc, że „jest z siebie bardzo dumny, będzie mógł wypromować swoje nazwisko jej kosztem”. „Chciał wywołać hejt i mu się udało. Sprawia mu przyjemność znęcanie się nad psychiką drugiego człowieka. Poprosiłam o pomoc i nikogo do niczego nie zmuszałam. Przykro mi, że niektóre osoby uważają, że skoro coś wpłaciły, to teraz nie mam prawa do żadnej prywatności i mam opowiadać co dokładnie robię i na co idą pieniądze” – napisała Wróbel.

„Fani mi pomogli. Ja też mogłam pomóc wielu osobom, dzieciom i fundacjom zwierzęcym, bo kocham zwierzęta i nie jestem obojętna na krzywdę innych. Fanom kiedyś znów podziękuję przed kamerą. Tym prawdziwym, gdy już będę w stanie” – podsumowała.

Czytaj także:
Polski medalista olimpijski miał poważny wypadek. „Nie jest w stanie sam wstać”

Źródło: Wirtualna Polska / zywiecinfo.pl/

Czytaj także

 3
  • Każdy jak chcę to  daje A  jak nie  chcę to  nie  daje .
    •  
      nie dawałem, nie pytam co z kasą zrobiła
      • Niektórzy przyłączają się do życzeń. Wyprost przyłącza się do stada hien.

        Czytaj także