NBA: Pojedynek gigantów dla Warriors

NBA: Pojedynek gigantów dla Warriors

Golden State Warriors - Atlanta Hawks(fot.Susan Tripp Pollard / Newspix.pl ) / Źródło: Newspix.pl
Tej nocy wszystkie oczy zwrócone były Oracle Arena w Oakland, gdzie spotkały się dwie najlepsze drużyny w NBA: Golden State Warriors oraz Atlanta Hawks. Na innych parkietach Marcin Gortat i jego Wizards odnieśli ważne zwycięstwo nad Utah Jazz, a Cavaliers przejechali się po Nets.
Oracle Arena w Oakland była miejscem, w którym rozgrywało się najciekawsze spotkanie w lidze: Golden State Warriors podejmowali Atlantę Hawks. Obie drużyny są najlepsze w swoich konferencjach, prowadzą w lidze w skuteczności rzutów za trzy i liczbie rzutów po asystach, więc zapowiadało się na wymianę ognia zza łuku. W spotkaniu nie zagrało jednak dwóch wybitnych strzelców po obu stronach: Kyle Korver i Klay Thompson, którzy zmagają się drobnymi urazami. Spotkanie nie było jednak tak zacięte na jakie się zapowiadało. Golden State Warriors wykorzystali kiepską dyspozycję rzutową Atlanty (36 proc. ogólnej skuteczności oraz zza łuku) i pewnie wygrali 114-95. Fantastycznie dysponowani byli tej nocy Harrison Barnes (25 pkt., 11-13) oraz Andre Igoudala (21 pkt., 9-12). Nie mógł się wstrzelić Stephen Curry, kończąc mecz z 16 oczkami, jednak dobrze wspomagał partnerów i rozdał 12 asyst.

Marcin Gortat i jego Washington Wizards wygrali piąte spotkanie z rzędu i wydaje się, że ekipa ze stolicy wraca na właściwe tory. Tym razem zwyciężyli na trudnym terenie w Salt Lake City z Utah Jazz 88-84. Jest to ich 40. wygrana w sezonie. Spotkanie było niezwykle zacięte i żadna z drużyn nie odskoczyła drugiej na więcej niż na 9 punktów. W końcówce gracze Jazz próbowali odrobić stratę i doprowadzić do dogrywki, jednak Wizards nie dali się dogonić dzięki skutecznym rzutom wolnym. Liderem gości był John Wall, którzy rzucił 24 punkty, zebrał 9 piłek i 6 razy asystował. Marcin Gortat skończył mecz z 7 punktami i 9 zbiórkami, jednak oddał jedynie 4 rzuty.

Źle w swoje spotkanie weszli Cavaliers i już po sześciu minutach gry tracili do Nets 13 punktów, jednak kiedy w końcu weszli na swoje obroty, byli nie do zatrzymania. Jeszcze przed końcem pierwszej kwarty wyszli na prowadzenie, a w ciągu dwóch kolejnych zdobyli aż 71 oczek. Spotkanie zakończyło się wynikiem 117-92. Do rotacji po dwóch meczach przerwy wrócił Kevin Love (10 pkt., 11 zb.). Kawaleria zagrała tej nocy bardzo zespołowo: aż 7 graczy miało dwucyfrową liczbę punktów, a cały zespół uzbierał 32 asysty. W drużynie z Cleveland najlepiej punktowali J.R. Smith i Timofey Mozgov (obaj po 17 pkt.).

Portland Trail Blazers ponieśli 22. porażkę w sezonie w American Airlines Arena w Miami. Przed czwartą kwartą prowadzili jeszcze dwoma punktami, jednak w czwartej dali się dopaść Heat i ostatecznie przegrali 104-108. Ekipę z Miami do zwycięstwa poprowadził będący ostatnio w fantastycznej formie Dwayne Wade, który rzucił 32 punkty. Miał też wsparcie w osobach Gorana Dragica (20 pkt., 11 as.) i Luola Denga (24 pkt.).

Chicago Bulls zatrzymali będącą ostatnio w gazie i walczącą z Play-Offy Indianę Pacers i odnieśli pewne zwycięstwo 103-86. Indiana po świetnej serii 7 kolejnych wygranych zanotowała już trzecią kolejną porażkę. Tej nocy Pacers brakowało lidera, który pociągnąłby drużynę do zwycięstwa, przez co Bulls spokojnie i systematycznie powiększali prowadzenie. 45. double-double w sezonie zanotował Pau Gasol, na które złożyło się 19 punktów i 12 zbiórek. Dobrze zagrał też Mike Dunleavy (21 pkt.) oraz coraz pewniej czujący się w lidze Nikola Mirotic (25 pkt., 9 zbiorek), który w ostatnich 10 meczach rzuca średnio ponad 20 punktów.

Toronto Raptors kontrolowali przebieg spotkania z Minnesota Timbervolwes i wygrali spotkanie 105-100 w czym największa zasługa DeMara DeRozana (21 pkt.) i Jonasa Valanciunasa (15 pkt., 15 zb.). Gospodarzom postawił się Kevin Martin, który rzucił aż 37 punktów, jednak poza Chasem Budingerem i Andrew Wigginsem mało kto chciał mu w tym spotkaniu pomóc.

San Antonio Spurs pokonali na wyjeździe Milwaukee Bucks 114-103. Bucks, którzy z, wydawało się, bezpieczną przewagą zajmowali szóste miejsce na Wschodzie, muszą teraz coraz uważniej oglądać się za plecy, ponieważ po serii 4 porażek coraz bliżej są Pacers, Heat, Celtics i Hornets. W barwach Spurs najlepiej zagrali Danny Green (20 pkt.) i człowiek, który się nie starzeje, czyli Tim Duncan (19 pkt.). Duncan, będący już w podeszłym wieku koszykarskim (39 lat) notuje w tym sezonie średnie na poziomie 14,2 punktu, 9,4 zbiórki i 1,9 bloku na mecz.

Bez DeMarcusa Cousinsa podchodzili do spotkania z LA Clippers Sacramento Kings i jeszcze przed jego rozpoczęciem można było w ciemno obstawiać wynik. Clippers wygrali bez większych problemów 116-105. Świetnie zagrała cała pierwsza piątka gości: Chris Paul rzucił 30 punktów i zanotował 11 asyst, JJ Redick dorzucił 27 oczek, DeAndre Jordan zebrał 15 piłek, zastępujący Matta Barnesa Hedo Turkoglu skończył z 19 punktami, a tyle samo oczek zdobył Blake Grffin, który do tego zebrał 10 piłek. Po stronie Kings tylko Rudy Gay (23 pkt.) próbował im dorównywać.

Oklahoma City Thunder odparli pogoń Boston Celtics w ostatniej kwarcie i wygrali swoje 38 spotkanie w sezonie 122-118, jednak końcówka musiała być dla nich nerwowa. Przed ostatnią kwartą prowadzili  12 oczkami, jednak Celtowie zniwelowali straty do tylko czterech oczek i Thunder mogą się cieszyć, że to spotkanie nie trwało dłużej. Raził nieskutecznością Russell Westbrook (36 pkt., 8-26), jednak nadrabiał to na linii rzutów wolnych, skąd trafił 19 z 22 prób. Sekundowali mu w tym meczu Enes Kanter (22 pkt., 10 zb.) i Anthony Morrow (20 pkt.).

Dallas Mavericks wciąż nie poddają się w walce o najwyższe miejsca na Zachodzie i tej nocy odnieśli 44. zwycięstwo w sezonie. Tym razem nie dali im rady Orlando Magic, chociaż trzeba im oddać, że walczyli do samego końca i niewiele zabrakło, aby pokonali Mavs. W ostatniej kwarcie odrobili aż 11 oczek, jednak na więcej nie starczyło im czasu i przegrali 102-107. Mavs do wygranej po raz kolejny poprowadził 37-letni Dirk Nowitzki. Niemiec rzucił w tym spotkaniu 25 punktów i zebrał 8 piłek. Wydatnie pomagał mu Monta Ellis, który do wyniku dołożył 21 punktów. Na uwagę zasługuje też występ w barwach Magic Elfrida Paytona. Rookie rzucił 15 punktów i 12 razy asystował kolegom.

Spotkanie między Detroit Pistons a Philadelphia 76ers należało do tych, które oglądali tylko najwięksi kibice NBA. Jedna z najgorszych drużyn w lidze podejmowała u siebie grających ostatnio fatalnie Pistons i fakt, że ostatecznie to Philadelphia wygrała to spotkanie 94-83 świadczy w jak głębokim... dole są gracze z MotorCity. Przegrali oni 11 z 12 ostatnich spotkań. Pistons rzucali ze skutecznością 33 proc., popełnili 18 strat i dali się zablokować 10 razy. Nic więcej dodawać chyba nie trzeba.

PG/wprost.pl

Czytaj także

 0

Czytaj także