
Trzecia Rzeczpospolita zamiast przynieść otrzeźwienie, stworzyła twórcom
absurdu okazję do wielkiego coming-out. W zalewie głupoty powszedniej coraz
więcej jest głupoty obezwładniającej i horrendalnej. Jej najbardziej jaskrawe
przykłady, gdy wyłowić je z pseudonaukowego żargonu i owych "jakby",
"w pewnym sensie" i "wydaje się", zaczynają nawet bawić.
Można by przy nich zrywać boki, gdyby nie to, że nieustannie powtarzany żart -
zamiast salw śmiechu - może sprowokować lekarską interwencję.
Głupota 1
Homoseksualna parada zwiększy polski
PKB (Edwin Bendyk, Jacek Żakowski, "Miłuj geja swego",
"Polityka" 23/2004)Max Weber byłby wstrząśnięty odkryciem
dwójki Polaków. Wbrew jego teoriom to nie wyrzeczenia i inwestycje prowadzą do
rozwoju gospodarczego, lecz promocja homoseksualizmu. Nawet Karol Marks nie
posiadałby się ze zdziwienia - dzisiaj kapitaliści nie bogacą się, wyzyskując
robotników, lecz zachęcając mniejszości do paradowania z gołą pupą.
Sprzeciw Lecha Kaczyńskiego wobec gejowskiego zlotu w Warszawie
dwójka dziennikarzy skomentowała w iście apokaliptycznym stylu:
„Długofalową istotą formalnie obyczajowego konfliktu może się okazać wybór
między stagnacją a modernizacją, to znaczy między przaśnością, biedą i
upokorzeniem pozornie jednorodnej Polski kartoflanej a dumą, kreatywnością i
dobrobytem otwarcie różnorodnej Polski nowoczesnej". Innymi słowy, weto
wobec kilkugodzinnego przemarszu homoseksualistów może pogrążyć Polskę w
wiekuistej nocy gospodarczej zapaści.
Teza Bendyka - Żakowskiego nie
zasłużyłaby na zaszczytne pierwsze miejsce, gdyby nie fakt, że do swojego
porażającego wywodu udało im się zaprząc katolicyzm. Nie wystarczyło mówić
głupio, trzeba było jeszcze tę głupotę skąpać w papieskim blasku: „Kiedy
prezydent Lech Kaczyński zakazał Parady Równości w Warszawie, uzasadniając to
ochroną przestrzeni publicznej przed manifestowaniem opcji seksualnych, obecny
akurat w Warszawie Charles Taylor - zapewne najwybitniejszy dziś katolicki
filozof moralny i referent organizowanych przez Jana Pawła II sympozjów w Castel
Gandolfo - zareagował wybuchem gromkiego śmiechu". Można by pomyśleć, że
sodomia nie jest już „grzechem wołającym o pomstę do nieba", jak
głosi katechizm, lecz stała się niewinną igraszką, wzbudzającą rubaszny
rechot.
Trzeba jednak lojalnie przyznać, że nawet jeśli promocja
homoseksualizmu nie doprowadzi Polski do dobrobytu, to istnieje duża szansa, że
do dobrobytu doprowadzi dwójkę autorów „Polityki". Za swój artykuł
otrzymali oni nagrodę Unii Europejskiej - Journalist Award 2005: For Diversity.
Against Discrimination.
Głupota 2
Jan Paweł II zdemoralizował
Polaków (Tadeusz Bartoś, „Zrozumieć Jana Pawła II. Próba
hermeneutyczna", „Znak" 1/2006)Absurdalna wiara
Żakowskiego - Bendyka, że każde twierdzenie musi mieć papieskie imprimatur, dla
Tadeusza Bartosia byłaby świadectwem umysłowej aberracji, właściwej tym
wszystkim Polakom, którzy nie nauczyli się jeszcze myśleć na własny rachunek.
Nie dość, że cały czas podpierają się papieżem, to podpórka, jaką sobie wybrali,
jest bardzo lichej jakości: „Karol Wojtyła - dowodzi autor - silnie
osadzony w polskiej historii, tradycji, w narodowym micie, będącym wielką
opowieścią Polaków o sensie własnych dziejów", „w sposób
naturalny" stał się zamknięty na Innego, bezkrytyczny wobec romantycznych
mitów i wobec własnej misji, jego myślenie zostało skażone
„konserwatyzmem", „dualizmami", „fałszywą wyższością
wobec Europy Zachodniej” i w konsekwencji zamiast „podnieść poziom
życia i pracy rodaków”, papież „uniemożliwiał dialog”,
„podtrzymywał nasze narodowe wady” i wywarł „efekt
demoralizujący”.
Możemy się pocieszyć jedynie tym, że gdyby nie Jan
Paweł II, komunizm zapewne trwałby do dzisiaj, a Bartoś publikowałby swoje tezy
nie w niszowym „Znaku", ale w poczytnej i wpływowej „Trybunie
Ludu" (lub „Polityce").
Głupota 3 Legalizacja
przestępstw prowadzi do spadku ich liczby (Jan Hartman, „Ucywilizujmy
eutanazję", „Gazeta Wyborcza" 3-4.07.2004; „Chrońmy życie
poczęte, ale na serio", „Gazeta Wyborcza" 2-3.10.2004)Mechanizmy przyczynowe sprawiają kłopot Janowi Hartmanowi, wybitnemu
kierownikowi Zakładu Filozofii i Bioetyki Collegium Medicum Uniwersytetu
Jagiellońskiego: „Tak jak w wypadku wielu negatywnych zjawisk (…)
bezwarunkowa kryminalizacja eutanazji spycha ją do podziemia i może sprzyjać jej
rozprzestrzenieniu". „Bioetycy w przeważającej większości odrzucają
ten radykalizm i popierają legalizację eutanazji, jakkolwiek pod surowymi
warunkami i raczej w wyjątkowych wypadkach".
Twierdzenia krakowskiego
etyka są niefalsyfikowalne, bo co to znaczy „może sprzyjać"? Zawsze
coś „może" sprzyjać: Stalin „sprzyjał" pokojowi (choć mu
to nie wychodziło), a Bierut - modernizacji (tyle że nieudolnie). W wypadku
przerywania ciąży autor nie ma już jednak wątpliwości. Kiedy mówi „może
sprzyjać", myśli po prostu „sprzyja”: „Kto więc domaga
się jak najsurowszych zakazów, (…) ten po prostu działa na rzecz szerzenia
się aborcji, (…) spycha ten proceder do podziemia i służy jego
rozkrzewieniu”. „Surowe prawo (…) jest niewykonalne. I to z
trzech co najmniej powodów. Po pierwsze, brak pokrzywdzonych, którzy mogliby
denuncjować przestępstwo. Po drugie, z reguły brak świadków i corpus delicti. Po
trzecie, (…) rozstrzyganie w konkretnym wypadku, czy i w jakim stopniu
zaszło pogwałcenie normy prawnej, jest prawie niemożliwe”. Wniosek:
zalegalizować aborcję.
Uprawianie etyki wydaje się łatwe. Na rzecz swych
tez nie trzeba przytaczać żadnych danych, wystarczy głębokie moralne przekonanie
i żarliwe zapewnienie. Gdzieś w tle formułowany jest tutaj kolejny
niefalsyfikowalny argument, tym razem „klimatyczny", zgodnie z którym
to właśnie zagadkowa „atmosfera najsurowszych zakazów" miałaby
prowadzić do zwiększenia przestępczości. Jeśli jednak Hartman chciałby, by
czytelnik brał go poważnie, powinien pokazać, jak już sam fakt, że osobie A
grozi kara za dokonanie przestępstwa X (aborcji, eutanazji), prowadzi do
zwiększenia liczby przestępstw X dokonywanych przez osobę A. Łatwiej chyba
dokonuje się przestępstw, gdy za to żadna - zwłaszcza surowa - kara nie grozi,
nieprawdaż?
Dlaczego swojego bezbłędnego rozumowania Jan Hartman nie
zastosuje przy analizie zjawiska, dajmy na to, pedofilii? Czy też uważa, że
„bezwarunkowa kryminalizacja zepchnęłaby ją do podziemia i mogła sprzyjać
jej rozprzestrzenieniu"? Czy w związku z tym również wyciąga wniosek, że
pedofilia powinna być legalna, „jakkolwiek pod surowymi warunkami i raczej
w wyjątkowych wypadkach"?
Dziwić może, że przełomowe ekspertyzy
Hartmana nie zostały dostrzeżone przez „łowców skór". W tym świetle
bowiem to, że zabijali osoby starsze, nie byłoby przestępstwem: „Po
pierwsze, brak pokrzywdzonych, którzy mogliby denuncjować przestępstwo. Po
drugie, z reguły brak świadków i corpus delicti. Po trzecie, (…)
rozstrzyganie w konkretnym wypadku, czy i w jakim stopniu zaszło pogwałcenie
normy prawnej, jest prawie niemożliwe". Więc o co chodzi? Zalegalizujmy
„łowienie skór".
Głupota
4 Za ubecji było lepiej (Wojciech
Jaruzelski, „Gazeta Wyborcza" 21-22.04.1990; Stanisław Obirek,
„Tygodnik Przegląd" 24/2006; Szymon Niemiec, „Guardian"
12.03.2006)„Dla ekipy premiera Mazowieckiego nie ma
alternatywy - następny rząd byłby
populistyczno-nacjonalistyczno-totalitarny" - ostrzegał u progu III RP gen.
Jaruzelski. Skutki odejścia od linii „okrągłostołowej" nie dały na
siebie długo czekać. Po dojściu PiS do władzy jeden z najwybitniejszych pisarzy
nazwał Polskę zadupiem cywilizacyjnym, co Stanisław Obirek skrzętnie uznał za
„diagnozę zasługującą na głębszy namysł". Zapewne właśnie po takim
głębszym namyśle Szymon Niemiec uściślił: „Dzisiejsza Polska jest jak
Niemcy w latach trzydziestych. Rządzi nami partia faszystowska, która odwołuje
się do tego samego języka i tych samych idei co Hitler".
Głupota 5 Korupcja stabilnym fundamentem państwa (Jerzy Baczyński,
„Polityka" 24.06.1989)Na podstawie dogłębnej znajomości
duszy komunistycznego aparatczyka Jerzy Baczyński doszedł do wniosku, że III RP
najlepiej rozpocząć od rozkradania państwowego mienia: „Nie widzę lepszego
sposobu na nomenklaturę niż jej uwłaszczenie. (…) Wywłaszczona
nomenklatura może być niebezpieczna, uwłaszczona - nabiera ludzkiego
oblicza".
Głupota 6 Tajni
współpracownicy? Mit komunofobów (Bronisław Geremek, posiedzenie Sejmu RP
5-6.04.1990; Lesław Maleszka, „Gazeta Krakowska" 30.11.1992; Jan
Turnau, „Gazeta Wyborcza" 15.05.2006)Wbrew oczywistym
faktom Bronisław Geremek pouczał, iż „nie ma żadnych podstaw do
stwierdzenia, że ludzie z »Solidarności« (czy Obywatelskiego Klubu
Parlamentarnego) mieli powiązania ze Służbą Bezpieczeństwa", a Lesław
Maleszka straszył, że „retoryka dekomunizacji (…) w istocie jest
retoryką apartheidu". Po piętnastu latach Jan Turnau, skonfrontowany z
dokumentami wskazującymi na współpracę ks. Czajkowskiego z SB, orzekł o TW
Jankowskim: „Wiem, że zdolny jest do wszystkiego, by bliźniemu pomóc, i do
niczego, żeby mu zaszkodzić. Takim ludziom jest na tym świecie ciężko".
Głupota 7 Tolerujemy jedynie własne poglądy (Kinga Dunin,
„Rzeczpospolita" 5-6.07.2003; „Tygodnik Idei - Europa"
145/2007)Stare wzorce w Polsce bardzo szybko odżyły i dziś, tak jak
niegdyś, wysublimowani myśliciele nie dostrzegają sprzeczności w jednoczesnej
apoteozie demokracji i totalitaryzmu: Naszym celem jest „wolna debata w
przestrzeni publicznej" i „taka hegemonia, która pozwoliłaby na
zawsze z dyskursu wykluczyć pewne treści".
Głupota 8 Monopol zwiększa jakość usług (oświadczenie Naczelnej Rady Adwokackiej
09.07.2003)Polskim prawnikom udało się opatentować nowe prawo
ekonomii, które dziwnym trafem przypomina dawny socjalistyczny koncept: wolna
konkurencja szkodzi klientom. Rzecznik prasowy NRA Agnieszka Ostrowska-Metelska
stwierdziła bowiem, że „otwarcie zawodów prawniczych (…) doprowadzi
do obniżenia jakości usług prawniczych".
Głupota 9 Katolicyzm bije polskie kobiety (Magdalena Środa, wypowiedź na
konferencji w Sztokholmie i komentarz 8-9.12.2004)Klarowny i
zakorzeniony w faktach wywód Magdaleny Środy uczynił z niej najważniejszego
spadkobiercę szkoły lwowsko-warszawskiej na genderowej konferencji w
Sztokholmie. Najwyraźniej pani minister bardzo chciała coś powiedzieć, ale nie
wiedziała jak. „A więc religia pośrednio toleruje przemoc?". -
„Jasne! To znaczy, trudno powiedzieć toleruje, Kościół nie będzie nigdy za
przemocą. Pamiętamy cały wysiłek Jana Pawła II, by zrównać pozycję kobiet i
mężczyzn. Ale gdyby się przypatrzeć, jakie są główne źródła podległej sytuacji
kobiety, to byśmy powiedzieli: religia, i one są tym bardziej podległe, im
bardziej religia jest żywa. Tym bardziej kobiety są równe, im bardziej wpływ
religii oddziałuje tylko na sferę eschatologii, życia prywatnego, a nie na sferę
życia publicznego. Więc myślę, że to jest taka strasznie mocna siła".
„Sprostowanie" Magdaleny Środy stało się klasyką myślowego
niechlujstwa: „O ile katolicyzm jest fundamentem dla pewnej trwałej w
Polsce struktury rodziny i jeśli z tej struktury rodziny i podległej roli
kobiety wynika przemoc, to w pewnym sensie katolicyzm, który buduje tę rodzinę,
pośrednio jest z tą przemocą jakoś związany".
Głupota 10
Bracia Kaczyńscy nigdy nie
przestali grać w bajce „O dwóch takich...", a dziecinne role
zdeterminowały wszystkie ich wybory (Elżbieta Sołtys, „Puls Biznesu"
16/2006)W wywiadzie, który z niewyjaśnionych przyczyn nie stał się
intelektualnym przebojem ostatnich lat, psycholog społeczny Elżbieta Sołtys przy
wtórze redaktorów „Pulsu Biznesu" zagłębiła się w ponure zakamarki
psychiki braci Kaczyńskich: „Wydarzenia z filmu ujawniają się później w
dorosłym życiu. Coś, co było symboliczne, było fantazją, scenariuszem filmowym,
staje się treścią realnego życia. Tak twierdzą na przykład zwolennicy
psychoanalizy Lacanowskiej. (…) Księżyc symbolizuje władzę. Jacek i Placek
mówią, że księżyc jest ważniejszy od słońca, bo oświetla noc. Co to znaczy? Że
mogą oświetlić mroki rzeczywistości, pokazać ją ludziom, kiedy zdobędą władzę.
(…) Poświęcą wszystko, żeby osiągnąć cel. Mówią: zrobimy wszystko, żeby do
tego księżyca dojść. I wykorzystują wszystkich, których spotykają. Osła,
pelikany. Pelikanom za transport obiecują ryby. Podobnie kuszą napotkanego osła,
byle tylko na jego grzbiecie dojechać do celu. Ten osioł jest dość wyrazisty i
filozoficzny. Pewnie tym osłem w rzeczywistości był dla Kaczyńskich Wałęsa.
(…) Wałęsa, na którym się chcieli przejechać, a który wierzgnął. (…)
Ksiądz Rydzyk to jest koza. Koza, która pojawia się, potem znika. To element
duchowy, nadprzyrodzony. Koza to też element szatański".
Po trzech
stronach tego typu psychoanalizy dziennikarze nabrali jednak podejrzeń, wszystko
jakoś za bardzo się tu zgadzało: „Poważnie?". - „Naprawdę! Ja
tak pracuję z ludźmi i oni zaczynają rozumieć, co im się w życiu wydarza. Ktoś
przychodzi i ja go pytam o opowieść z dzieciństwa. Prawie zawsze jest ona
odtwarzana ciągle od nowa, przez całe życie".
Tych dziesięć perełek
nonsensu daje tylko przybliżone pojęcie, jakiej torturze został poddany intelekt
w III RP i jak wielki był codzienny trud Polaków, by w ślad za opiniotwórczymi
elitami nie odejść od zmysłów. Z głupoty można się śmiać, ale gdy cała kultura
zamienia się w żart, nikomu już nie jest do śmiechu.
Od 1989 r.
inteligencja nieustannie boczyła się na masy, że nie chcą jej słuchać.
Autorytety groziły zaś, że jak tak dalej pójdzie, upadną, a wraz z nimi
Rzeczpospolita ulegnie całkowitej zagładzie. Wśród tych wszystkich ostrzeżeń
przed widmem „populizmu", „nacjonalizmu",
„autorytaryzmu" i „faszyzmu" inteligencja zupełnie
straciła z oczu swoje własne powołanie. Oskarżając gmin o
„antyintelektualizm”, nie zauważyła, że to ona stała się
antyintelektualna. Z obrońcy prawdy i rozumu przeistoczyła się w adwokata
nieprawdy i bezrozumu. Największym wrogiem inteligencji nigdy nie byli Tymiński
i Lepper. Największym wrogiem inteligencji jest ona sama.
Fot: K. Pacuła