Wystarczy
wybrać kilkanaście ciuchów ze swojej szafy, rozpruć, zszyć na nowo i
już jesteś wielką projektantką!" - tak brytyjski dziennik "Daily Mail"
podsumował debiutancką kolekcję Kate Moss. Modelka zaprojektowała ją
dla sieci odzieżowej Top Shop. Sformułowanie "zaprojektowała" wydaje
się na wyrost. Moss "twórczo" odwzorowała bluzki czy szorty innych
projektantów i sprzedała je pod własnym nazwiskiem. To, co zrobiła supermodelka, to nic nowego. Wielcy kreatorzy opanowali do perfekcji wzajemne podkradanie sobie projektów.
REKLAMA
Pod stołem z ArmanimSporo
było zamieszania po opublikowaniu we "Wprost" zdjęcia Jolanty
Szczypińskiej z torebką Chanel na ramieniu. Jak się okazało, podróbką z
bazaru. Gdyby jednak posłanka PiS kupiła torebkę w markowym sklepie, to
czy byłaby ona na pewno projektem Chanel? W końcu nawet tak prestiżowy
dom mody został oskarżony o kradzież projektu kamizelki z
wyszydełkowanymi motywami kwiatowymi. Projektanci z francuskiej firmy
World Tricot stwierdzili, że Chanel specjalnie nie przyjął od nich
zamówionego wzoru, by go po prostu ukraść. I zażądali 7 mln dolarów
zadośćuczynienia. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że World Tricot to
tzw. firma społeczna, zatrudniająca imigrantów i uchodźców, więc cały
świat mody stanął po stronie "społeczników". Zwłaszcza że "korporacja"
wcześniej walczyła z biedną studentką Saint Martin's College - Sophią
Amanzi-George, która wykorzystała kupioną na pchlim targu tkaninę w
charakterystyczne litery "C". Sprawa z World Tricot zakończyła się
polubownie. Największe firmy wolą po cichu dogadać się z
oskarżycielami, niż tracić reputację, publicznie roztrząsając
podobieństwa. Dlatego Giorgio Armani "pod stołem" wypłacił
odszkodowanie duetowi Antoni & Alison za plagiat motywu na
T-shircie. Gdy jednak w grę wchodzą dwa wielkie nazwiska, o tajnych
mediacjach nie ma mowy. Nikt nie odmówi sobie przyjemności dokopania
potężnemu konkurentowi. Dlatego Ralph Lauren za skopiowanie sukni
Yves'a Sainta-Laurenta musiał zapłacić 250 tys. funtów. W ubiegłym
tygodniu paryski sąd skazał na grzywnę (200 tys. euro) Johna Galliano,
projektanta marki Christian Dior. Upiekło się za to Nicolasowi
Ghesqui?re'owi, projektantowi domu mody Cristobal Balenciaga. Skopiował
on co do jednej nitki patchworkową kamizelkę Kalifornijczyka Kaisika
Wonga. Do procesu nie doszło, bo Wong zmarł, nie ustanowiwszy
spadkobierców. Zdaniem "International Herald Tribune", kreator zostanie
na zawsze zapamiętany jako "autor pięknych torebek i obrzydliwej
kradzieży". Czasem sprawy o plagiat prowadzą do dramatów. Projektantka
kostiumów kąpielowych Liza Bruce oskarżyła sieć Marks & Spencer o
plagiat. Sąd uniewinnił M&S, ale Bruce wielokrotnie odwoływała się
od tego wyroku. Wreszcie zbankrutowała i dosłownie wylądowała na ulicy.
Porażka doprowadziła ją do depresji.
Szpiedzy na wybiegu
Wystarczy
wybrać kilkanaście ciuchów ze swojej szafy, rozpruć, zszyć na nowo i
już jesteś wielką projektantką!" - tak brytyjski dziennik "Daily
Mail"
podsumował debiutancką kolekcję Kate Moss. Modelka zaprojektowała ją
dla sieci odzieżowej Top Shop. Sformułowanie "zaprojektowała" wydaje
się na wyrost. Moss "twórczo" odwzorowała bluzki czy szorty innych
projektantów i sprzedała je pod własnym nazwiskiem. To, co zrobiła
supermodelka, to nic nowego. Wielcy kreatorzy opanowali do perfekcji wzajemne
podkradanie sobie projektów.
Pod stołem z Armanim Sporo
było zamieszania po opublikowaniu we "Wprost" zdjęcia Jolanty
Szczypińskiej z torebką Chanel na ramieniu. Jak się okazało, podróbką z
bazaru. Gdyby jednak posłanka PiS kupiła torebkę w markowym sklepie, to
czy byłaby ona na pewno projektem Chanel? W końcu nawet tak prestiżowy
dom mody został oskarżony o kradzież projektu kamizelki z
wyszydełkowanymi motywami kwiatowymi. Projektanci z francuskiej firmy
World Tricot stwierdzili, że Chanel specjalnie nie przyjął od nich
zamówionego wzoru, by go po prostu ukraść. I zażądali 7 mln dolarów
zadośćuczynienia. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że World Tricot to
tzw. firma społeczna, zatrudniająca imigrantów i uchodźców, więc cały
świat mody stanął po stronie "społeczników". Zwłaszcza że
"korporacja"
wcześniej walczyła z biedną studentką Saint Martin's College - Sophią
Amanzi-George, która wykorzystała kupioną na pchlim targu tkaninę w
charakterystyczne litery "C". Sprawa z World Tricot zakończyła
się
polubownie. Największe firmy wolą po cichu dogadać się z
oskarżycielami, niż tracić reputację, publicznie roztrząsając
podobieństwa. Dlatego Giorgio Armani "pod stołem" wypłacił
odszkodowanie duetowi Antoni & Alison za plagiat motywu na
T-shircie. Gdy jednak w grę wchodzą dwa wielkie nazwiska, o tajnych
mediacjach nie ma mowy. Nikt nie odmówi sobie przyjemności dokopania
potężnemu konkurentowi. Dlatego Ralph Lauren za skopiowanie sukni
Yves'a Sainta-Laurenta musiał zapłacić 250 tys. funtów. W ubiegłym
tygodniu paryski sąd skazał na grzywnę (200 tys. euro) Johna Galliano,
projektanta marki Christian Dior. Upiekło się za to Nicolasowi
Ghesqui?re'owi, projektantowi domu mody Cristobal Balenciaga. Skopiował
on co do jednej nitki patchworkową kamizelkę Kalifornijczyka Kaisika
Wonga. Do procesu nie doszło, bo Wong zmarł, nie ustanowiwszy
spadkobierców. Zdaniem "International Herald Tribune", kreator
zostanie
na zawsze zapamiętany jako "autor pięknych torebek i obrzydliwej
kradzieży". Czasem sprawy o plagiat prowadzą do dramatów. Projektantka
kostiumów kąpielowych Liza Bruce oskarżyła sieć Marks & Spencer o
plagiat. Sąd uniewinnił M&S, ale Bruce wielokrotnie odwoływała się
od tego wyroku. Wreszcie zbankrutowała i dosłownie wylądowała na ulicy.
Porażka doprowadziła ją do depresji.
Modowy Robin Hood Kradzież
sukienki sławnego kreatora przez innego sławnego kreatora nie wpłynie
znacząco na wygląd ulicy. Co innego, jeśli plagiatów dopuszczają się
firmy, na których ubrania stać wszystkich. Przykład? W Polsce tego lata
królują sukienki i bluzki w fioletowe i różowe wzory. Stroje te, bez
względu na markę, są interpretacją najnowszej kolekcji Gucciego -
najbardziej charakterystycznej propozycji sezonu. Zara, Forever 21, GAP
czy Top Shop to firmy, które ze światowych projektantów czerpią pełnymi
garściami. Wystarczy przyjrzeć się choćby wiosennej kolekcji Top Shop.
Niebieski płaszcz ściągany sznurkiem na wysokości kolan i powyżej talii
to zmodyfikowany płaszcz Driesa Van Notena. Z kolei fioletowo-beżowe
wzory na mini do złudzenia przypominają stroje Marca Jacobsa. A
popularna w Polsce Zara? Caroline Roux z dziennika "The Guardian",
która przyszła na otwarcie sklepu tej marki przy londyńskiej Bond
Street, zauważyła płaszcz niezwykle podobny do modelu marki Costume
National. A także imitację płaszczyka Prady i sweter, jaki niedawno
pokazał Galliano. Zara wie, że imitowanie opanowała do perfekcji, woli
więc nie dawać sławnym domom mody pretekstu do pozwów sądowych. Nigdzie
się nie reklamuje. Właściwie trudno ją namierzyć, bo poza macierzystą
Hiszpanią nie ma żadnego przedstawicielstwa ani biura prasowego.
Dziwne, jak na największą firmę odzieżową w Europie. Dlaczego
wszyscy nawzajem się kopiują? W globalnej wiosce istnieje wspólnota
inspiracji oraz zapotrzebowanie klientów wywołane tymi samymi bodźcami.
Jeśli wiele milionów ludzi na świecie zobaczy film "Kill Bill", a w
nim
Umę Thurman w żółtym kombinezonie, to bierze się go pod uwagę przy
projektowaniu strojów na następny sezon. Bo szykowne panie od Tokio po
Władywostok będą chciały mieć właśnie taki kombinezon. A film "Piraci z
Karaibów"? Na ekrany weszła kolejna jego część, więc już od roku
wiadomo, że tego lata popularny będzie styl piracki. Dlatego jego
motywy znajdziemy na trampkach z H&M czy krawatach Peek &
Cloppenburg. - Gdyby nie plagiaty, nie mielibyśmy w czym chodzić -
twierdzi profesor Mary Lynn Stewart z Uniwersytetu Kolumbii
Brytyjskiej. W swoim opracowaniu "Copying and Copyrighting Haute
Couture" napisała, że plagiaty wymusił sam rynek. Stroje uznanych
projektantów, takich jak Madeleine Vionnet, były kiedyś towarem drogim
i deficytowym. Wiele firm podkradało więc projekty i szyło ich tańsze
wersje. W latach 20. każdy z prawie 80 domów "wysokiego krawiectwa"
projektował do trzystu modeli strojów rocznie, z czego dobrze
sprzedawał się zaledwie co dziesiąty. Prowadzenie domu mody było więc
biznesem kosztownym i ryzykownym. Dla większości - zbyt ryzykownym, by
oprzeć się pokusie kradzieży najbardziej chodliwych wzorów. Wielki
wpływ na upowszechnienie plagiatów mieli Amerykanie. Można powiedzieć,
że wyzwolili modę z okowów prawa autorskiego. Do USA trafiały modele,
ale i pokazowe katalogi - gotowe wzorce dla amerykańskich producentów.
USA długo pozostawały bezkarne z prostego powodu: były zbyt daleko od
Francji. Kreatorzy uciekali się do rozmaitych sztuczek. Paul Poiret
projektował inne stroje na rynek amerykański, a inne na europejski. Coco
Chanel zastrzegała sobie prawo wyrzucenia z pokazu w Ameryce każdego,
kogo mogłaby podejrzewać o chęć kopiowania szortów, i wytaczała procesy
gazetom typu "Wykroje i wzory". Wszystko na nic. W końcu najwięksi
projektanci, tacy jak Jean Patou czy Elsa Schiaparelli, otworzyli
salony z odzieżą codzienną. Dużo tańszą. Dziś z zapożyczeniami
masowego rynku nie sposób wygrać. A skoro nie możesz wroga pokonać, to
się do niego przyłącz. Dlatego kreatorzy coraz częściej godzą się na
projektowanie dla tanich sieci odzieżowych. Sophia Kokosalaki stworzyła
kolekcje dla Nine West, z kolei Roland Mouret projektował dla GAP, a
Bella Freud dla Miss Sixty. Kilka dni temu H&M poinformował, że
jesienią do jego sklepów trafi kilkadziesiąt modeli ubrań
zaprojektowanych przez Roberta Cavallego. Złośliwcy twierdzą, że
Cavalli robił to od lat, tylko o tym nie wiedział.
|
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
 |
|
|
Maria Biardzka |
|