Jaki był bilans otwarcia rządu Jerzego Buzka w dziedzinie polityki bezpieczeństwa? Mieliśmy kręcącą się w kółko policję, nie mającą pomysłu na przyszłość. Miliony złotych wyrzucano na "moczarowski relikt" - Nadwiślańskie Jednostki Wojskowe. Państwowa Straż Pożarna była zadłużona po uszy, niedoinwestowana, nie dysponowała niezbędnym sprzętem. Straż graniczna nie gwarantowała, że polskie granice mogą się stać granicami Unii Europejskiej: właściwie nie budowano niczego na wschodzie, na Bałtyku niemal nas nie było, nie kontrolowaliśmy przestrzeni powietrznej. Obrona cywilna miała ambicje budowania schronów i gromadzenia zapasów dla pospolitego ruszenia obywateli, a de facto była matecznikiem dla kończących karierę pułkowników LWP. Grom i BOR, dwie specjalne jednostki wojskowe w cywilnym resorcie, były nie tylko anachroniczne - ich istnienie było wręcz niemożliwe do pogodzenia z nową konstytucją. Resortowa służba zdrowia nie miała pieniędzy, miała natomiast długi. Samo ministerstwo było niesprawne, zbiurokratyzowane, skostniałe - z niejasnym systemem wewnętrznych sojuszy i antypatii wpływających na niemal każdą dziedzinę działalności.
REKLAMA
Najwięcej uwagi należało poświęcić policji oraz problemom przestępczości, szczególnie zorganizowanej. Szybko okazało się, że jednym z fundamentalnych powodów zapaści - skądinąd najbanalniejszym - był brak koordynacji i właściwego obiegu informacji między różnymi podmiotami zaangażowanymi w walkę z przestępczością. Sytuację mogło zmienić powołanie Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. Zdążyłem stworzyć zręby organizacyjno-kadrowe centrum oraz przygotować projekt odpowiedniej ustawy. Po wielu perturbacjach i ponad roku oczekiwania Sejm przyjął ustawę o KCIK. Pomysł chwalili poważni zagraniczni partnerzy. Nic dziwnego, wzorowany był na znakomicie działającej brytyjskiej agencji wywiadu kryminalnego i jej skandynawskim odpowiedniku. Niestety, z przyczyn politycznych projekt był kontestowany przez różne środowiska - zarówno w AWS, jak i Unii Wolności.
Reformy polegały właściwie tylko na przystosowaniu policji do nowego podziału administracyjnego kraju. To, co miało zaledwie umożliwić przeprowadzenie w przyszłości zmian, zastąpiło reformę. Szkoda, że nadal nie rozwiązane pozostają podstawowe kwestie, na przykład statusu Komendy Głównej Policji, w której oprócz Centralnego Biura Śledczego żadna jednostka nie zajmuje się bezpośrednio zwalczaniem przestępczości. Po co w dzisiejszym państwie, w którym samorząd ma nowe kompetencje, pracuje tam tyle osób i co one tak naprawdę robią? Komenda Główna Policji to najtrwalsza policyjna struktura, z którą przegrywali kolejni komendanci deklarujący zamiar jej redukcji i usprawnienia. Żadnemu się to nie powiodło.
Reformy zastępcze
Jaki był bilans otwarcia rządu Jerzego Buzka w
dziedzinie polityki bezpieczeństwa? Mieliśmy kręcącą się w kółko policję,
nie mającą pomysłu na przyszłość. Miliony złotych wyrzucano na "moczarowski
relikt" - Nadwiślańskie Jednostki Wojskowe. Państwowa Straż Pożarna była
zadłużona po uszy, niedoinwestowana, nie dysponowała niezbędnym sprzętem. Straż
graniczna nie gwarantowała, że polskie granice mogą się stać granicami Unii
Europejskiej: właściwie nie budowano niczego na wschodzie, na Bałtyku niemal nas
nie było, nie kontrolowaliśmy przestrzeni powietrznej. Obrona cywilna miała
ambicje budowania schronów i gromadzenia zapasów dla pospolitego
ruszenia obywateli, a de facto była matecznikiem dla kończących karierę
pułkowników LWP. Grom i BOR, dwie specjalne jednostki wojskowe w cywilnym
resorcie, były nie tylko anachroniczne - ich istnienie było wręcz niemożliwe do
pogodzenia z nową konstytucją. Resortowa służba zdrowia nie miała pieniędzy,
miała natomiast długi. Samo ministerstwo było niesprawne, zbiurokratyzowane,
skostniałe - z niejasnym systemem wewnętrznych sojuszy i antypatii wpływających
na niemal każdą dziedzinę działalności.
Najwięcej uwagi należało poświęcić
policji oraz problemom przestępczości, szczególnie zorganizowanej. Szybko
okazało się, że jednym z fundamentalnych powodów zapaści - skądinąd
najbanalniejszym - był brak koordynacji i właściwego obiegu informacji między
różnymi podmiotami zaangażowanymi w walkę z przestępczością. Sytuację
mogło zmienić powołanie Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. Zdążyłem
stworzyć zręby organizacyjno-kadrowe centrum oraz przygotować projekt
odpowiedniej ustawy. Po wielu perturbacjach i ponad roku oczekiwania Sejm
przyjął ustawę o KCIK. Pomysł chwalili poważni zagraniczni partnerzy. Nic
dziwnego, wzorowany był na znakomicie działającej brytyjskiej agencji wywiadu
kryminalnego i jej skandynawskim odpowiedniku. Niestety, z przyczyn politycznych
projekt był kontestowany przez różne środowiska - zarówno w AWS,
jak i Unii Wolności.
Reformy polegały właściwie tylko na przystosowaniu
policji do nowego podziału administracyjnego kraju. To, co miało zaledwie
umożliwić przeprowadzenie w przyszłości zmian, zastąpiło reformę. Szkoda, że
nadal nie rozwiązane pozostają podstawowe kwestie, na przykład statusu Komendy
Głównej Policji, w której oprócz Centralnego Biura
Śledczego żadna jednostka nie zajmuje się bezpośrednio zwalczaniem
przestępczości. Po co w dzisiejszym państwie, w którym samorząd ma nowe
kompetencje, pracuje tam tyle osób i co one tak naprawdę robią? Komenda
Główna Policji to najtrwalsza policyjna struktura, z którą
przegrywali kolejni komendanci deklarujący zamiar jej redukcji i usprawnienia.
Żadnemu się to nie powiodło.