Czy polski Hel jest lepszy od Megaluf (miejscowość na
Majorce)" – pytał niedawno brytyjski dziennik „The
Guardian”. I odpowiadał: „Hel jest niebiański, z dobrymi hotelami,
tanim piwem, obiadami ze świeżo złowionych ryb i czystym niebem w lipcu i
sierpniu”.
Reporter „Guardiana" podkreślił,
że ciągnąca się od Władysławowa do Helu plaża jest najładniejszą, jaką
kiedykolwiek widział. „Czy Bałtyk jest nowym Morzem Śródziemnym?”
– wtórowała mu Joanne O’Connor, reporterka brytyjskiego „The
Observer”. I dodawała: „Oczywiście, że nie. Pod wieloma względami
jest ciekawszy i daje więcej satysfakcji. Restauracje nad samym morzem, pachnące
tymiankiem powietrze i jachty sunące leniwie po zatokach – wszystko jest
takie piękne”. Tylko w ostatnim roku na polskim wybrzeżu Bałtyku powstało
11 nowych hoteli o wysokim standardzie, dwa zostały zmodernizowane, a do końca
września 2007 r. otwarte będą trzy nowe w Gdyni i Gdańsku. W budowie są też dwa
pięciogwiazdkowe hotele w Sopocie. Nie bez powodu. Liczba turystów nad Bałtykiem
wzrosła w tym roku o jedną piątą. Wszystko wskazuje na to, że to początek
bałtyckiego boomu. Już co ósmy turysta zagraniczny nad Bałtykiem to Brytyjczyk.
Coraz liczniej przyjeżdżają tu Rosjanie i Hiszpanie. – To największy boom
inwestycyjny w historii Wybrzeża – mówi Maciej Grelowski, były szef
Orbisu.
Morze milionerówJedna lodówka w korytarzu dla wszystkich gości, wspólna toaleta, ciepła woda w
kranach dwa razy w tygodniu – tak wyglądały polskie pensjonaty nadmorskie
kilkanaście lat temu. – Na początku lat 90. za szczyt luksusu na Wybrzeżu
uchodziła Willa u Francuza, bo turyści mieli tam balkony – wspomina
Zbigniew Niemczycki, jeden z najbogatszych Polaków. To właśnie on pierwszy w
1992 r. zainwestował w budowę luksusowego hotelu nad polskim morzem (hotel Bryza
w Juracie). – Wynająłem amerykańskiego architekta i poprosiłem go: stwórz
tu drugą Florydę – opowiada Niemczycki. Kilka lat później dołączył do
niego inny z najbogatszych Polaków, Marian Kwiecień. W 2001 r. biznesmen wykupił
i odremontował sanatorium w Kołobrzegu i pensjonat w Dźwirzynie.
Druga fala
inwestycji nadeszła wraz ze wzrostem zamożności. Polacy wzbogacili się na tyle,
że masowo wybierali wycieczki do cieplejszych od Polski Grecji, Hiszpanii czy
Włoch. Właściciele nadbałtyckich pensjonatów nie mieli wyjścia: żeby nie
zbankrutować, musieli zmodernizować je tak, by mogły konkurować z hotelami nad
Morzem Śródziemnym.
Mielno lepsze
od CannesNawet najbardziej wyszukane hotele nie wystarczyłyby, żeby
przyciągnąć turystów. Nadmorskie Mielno przez lata na wyrost nazywano
„polską Ibizą" ze względu na znajdujące się tam kluby i dyskoteki.
Ostatnio nazwa ta przestaje brzmieć jak żart. W 2006 r. w dawnym domu handlowym
powstał klub nocny Senso. – Nagłośnienie, wystrój oraz obsługa są lepsze
niż w dyskotekach we francuskim Cannes. Kluby na porównywalnym poziomie
widziałem tylko w Miami – przekonuje Olivier Janiak, prezenter TVN,
pomysłodawca i główny prowadzący programu „Projekt plaża”, z którym
objechał w te wakacje największe polskie nadmorskie kurorty. Polskie wybrzeże to
też światowa czołówka dla fanów aktywnego wypoczynku. – Do uprawiania
sportów wodnych polskie nadmorskie ośrodki, szczególnie te z Zatoki Puckiej, są
najlepsze na świecie – przekonuje Wojciech Brzozowski, mistrz świata w
windsurfingu. To nie tylko jego opinia. W połowie lat 90. zaczął zapraszać nad
Bałtyk znajomych sportowców wodnych z USA, którzy od tego czasu przyjeżdżają tam
regularnie, uważając, że mają lepsze warunki treningu niż na Florydzie.
Paradoksalnie, chłodniejszy klimat, uważany za słabość polskiego wybrzeża,
stał się jego atutem. – Na południu Europy temperatury osiągają 40°C, co
dla wielu oznacza męczarnie w klimatyzowanych hotelach. Dlatego rośnie
zainteresowanie Polską, gdzie czasem może być deszcz lub trzeba będzie założyć
kurtkę, ale będzie można odpocząć – mówi Zbigniew Niemczycki.
Sukces
w przyciąganiu turystów nie byłby możliwy bez współpracy lokalnych władz, które
w nadmorskich kurortach większość pieniędzy z podatków przeznaczają na
inwestycje. Wzorem dla nich stała się wysepka Bornholm. Duńczycy, zamiast
narzekać na brak klientów, pomyśleli, co zrobić, by przyciągnąć turystów bez
względu na pogodę. Dlatego stworzyli liczne szlaki turystyczne i ścieżki
rowerowe, zbudowali park rozrywki, muzeum modeli kolejowych oraz hutę szkła,
gdzie można podpatrzyć rzemieślników przy pracy.
W Łebie na 4 tys.
mieszkańców zarejestrowanych jest tysiąc firm, co oznacza, że prawie każda
rodzina prowadzi działalność gospodarczą. To, czy miejscowość jest w stanie
przyciągnąć turystów, czy nie, jest więc kwestią „być albo nie być"
dla każdego jej mieszkańca, a co za tym idzie – dla lokalnych polityków.
Dlatego już w 1998 r. oddano w Łebie do użytku marinę na 120 jachtów, a w 2006
r. dobudowano Centrum Obsługi Morskiego Ruchu Turystycznego. W 2006 r. władze
skończyły budowę obwodnicy Łeby, żeby przejeżdżający przez miasto nie
przeszkadzali turystom.
Inną strategię wybrały władze Świnoujścia. Przez
lata świnoujścianie z zazdrością spoglądali na niemieckich sąsiadów – z
Ahlbeck czy Heringsdorf. Te dawne NRD-owskie miejscowości wczasowe po
zjednoczeniu Niemiec przekształcono za pieniądze z Zachodu w nowoczesne
uzdrowiska. W 2002 r. nowy prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz podjął
wyzwanie rzucone przez niemieckich hotelarzy. – Prawie dziesięciokrotnie,
do niemal 50 mln zł, wzrosła wartość inwestycji w ostatnich pięciu latach
– chwali się Żmurkiewicz. Magnesem dla niemieckich turystów okazały się
odnowione forty wojskowe. Do Świnoujścia jeżdżą dziś całe autokary zza Odry.
Sposobem na przyciągnięcie turystów do Sopotu jest organizowanie wielu imprez
kulturalnych. – Stawiamy też na inwestycje w infrastrukturę – mówi
prezydent miasta Jacek Karnowski.
Deszcz pieniędzy
Przez lata główną bolączką polskich kurortów
było to, że wyludniały się przy złej pogodzie. W tym roku to się zmieniło.
Chociaż w lipcu były tylko cztery dni słoneczne, turyści „walili drzwiami
i oknami" („Dziennik Bałtycki” pisał, że nawet w
miejscowościach oddalonych o 5 km od morza brakuje wolnych miejsc). Mistrzem
przyciągania „deszczowych turystów” jest Hel, gdzie liczba letników
w tym roku wzrosła o jedną czwartą. – W niepogodę półwysep odwiedza więcej
turystów niż wtedy, gdy świeci słońce. Nasze fokarium przyciąga pół miliona
odwiedzających rocznie – chwali się Mirosław Wądołowski, burmistrz Helu.
To mniej więcej tak, jakby rok w rok pojawiali się tam wszyscy mieszkańcy
Poznania. Polskie wybrzeże ma szczęście, ponieważ do jego promocji wziął się sam
Lech Kaczyński. Jak obliczyło niedawno „Życie Warszawy", w tym roku
prezydent spędził co drugi weekend w rezydencji w Helu i zaprosił do niej na
rozmowy m.in. prezydenta USA George’a W. Busha. „Okolica była
piękna, z widokiem na połyskujący Bałtyk, i Bush z zachwytem mówił
dziennikarzom: Choć to nasza trzecia podróż do Polski, to nigdy nie byliśmy w
tak pięknej części waszego kraju” – relacjonował „The New York
Times”. Wszystko wskazuje na to, że nie była to kurtuazja. Obecna w czasie
wizyty w Helu Laura Bush przysłała list do Marii Kaczyńskiej, w którym napisała,
że „widok z Helu na Bałtyk zaparł jej dech w piersiach”.