Czy osoba duchowna mogłaby nam wcisnąć szkodliwy chłam? Większość z nas jest przekonana, że nie. Oczekujemy też, że produkty „poświęcone", zwłaszcza prozdrowotne, mają „boską" skuteczność. Takich atutów nie zapewnia żadna „świecka” promocja.
REKLAMA
Mnisze co niecoW klasztornych bibliotekach kryją się udoskonalane przez setki lat przepisy na leki, zioła, likiery, wódki, wina, piwa i najróżniejsze spożywcze delicje. To prawdziwe skarby w dobie mody na medycynę naturalną i produkty ekologiczne. Wystarczy po nie sięgnąć. I tak benedyktyni z Tyńca wymyślili „produkty benedyktyńskie". Jest ich aż 200. Najpopularniejsze są wiśnie z rumem o nazwie „Konfitura brzytewka" (10,5 zł), „Konfitura przedsoborowa, czyli owoce leśne z żubrówką” (10,5 zł), „Syrop z malin z dodatkiem lipy” (7 zł) i oczywiście „Miód pitny benedyktyński – dwójniak owocowy malinowy” (49 zł). Można je kupić w całej Polsce, ale benedyktyni już otwierają sieć własnych sklepów. Na razie działają cztery (w Krakowie, Kazimierzu Dolnym, Rzeszowie i Bielsku-Białej), ale wkrótce ma ich być setka. Dotychczas sprzedano 200 tys. sztuk różnych produktów benedyktyńskiej marki. Ich wyrób powierzono małym, najczęściej rodzinnym firmom, a nad jakością czuwają sami zakonnicy.
Benedyktyni postanowili też otworzyć w Tyńcu restaurację Mnisze Co Nieco. Dochody są przeznaczane na utrzymanie wspólnoty czterdziestu mnichów, a także na odbudowę tzw. wielkiej ruiny, czyli skrzydła klasztoru, w którym mieściła się niegdyś biblioteka. Z kolei benedyktyni z klasztoru w Lubiniu produkują likier z 21 ziół o nazwie „Benedyktynka od siedmiu boleści". Receptura sięga XVI wieku.
W wyrobach zielarskich pierwsze miejsce wciąż należy do zakonu Braci Miłosierdzia, czyli bonifratrów. We własnych aptekach sprzedają skomponowane przez siebie leki, wytwarzane głównie z ziół. Franciszkanie z klasztoru w Panewnikach też będą mieli dodatkowe źródło dochodu. 15 sierpnia 2007 r. poświęcili pomieszczenia na Herbarium św. Franciszka. Tu będzie można kupić zioła, ale też napić się przyrządzonych na miejscu herbatek i mieszanek ziołowych. Prawdziwym przebojem franciszkanów jest sprzedawany „Balsam kapucyński", „naturalny preparat wzmacniający organizm i regulujący pracę układu pokarmowego" (zawiera ok. 60 proc. alkoholu). Receptura ma prawie 200 lat.
Eliksir kapucyna
Czy osoba duchowna mogłaby nam wcisnąć szkodliwy
chłam? Większość z nas jest przekonana, że nie. Oczekujemy też, że produkty
„poświęcone", zwłaszcza prozdrowotne, mają „boską"
skuteczność. Takich atutów nie zapewnia żadna „świecka” promocja.
Mnisze co nieco
W klasztornych bibliotekach kryją się
udoskonalane przez setki lat przepisy na leki, zioła, likiery, wódki, wina, piwa
i najróżniejsze spożywcze delicje. To prawdziwe skarby w dobie mody na medycynę
naturalną i produkty ekologiczne. Wystarczy po nie sięgnąć. I tak benedyktyni z
Tyńca wymyślili „produkty benedyktyńskie". Jest ich aż 200.
Najpopularniejsze są wiśnie z rumem o nazwie „Konfitura brzytewka"
(10,5 zł), „Konfitura przedsoborowa, czyli owoce leśne z żubrówką”
(10,5 zł), „Syrop z malin z dodatkiem lipy” (7 zł) i oczywiście
„Miód pitny benedyktyński – dwójniak owocowy malinowy” (49
zł). Można je kupić w całej Polsce, ale benedyktyni już otwierają sieć własnych
sklepów. Na razie działają cztery (w Krakowie, Kazimierzu Dolnym, Rzeszowie i
Bielsku-Białej), ale wkrótce ma ich być setka. Dotychczas sprzedano 200 tys.
sztuk różnych produktów benedyktyńskiej marki. Ich wyrób powierzono małym,
najczęściej rodzinnym firmom, a nad jakością czuwają sami zakonnicy.
Benedyktyni postanowili też otworzyć w Tyńcu restaurację Mnisze Co Nieco.
Dochody są przeznaczane na utrzymanie wspólnoty czterdziestu mnichów, a także na
odbudowę tzw. wielkiej ruiny, czyli skrzydła klasztoru, w którym mieściła się
niegdyś biblioteka. Z kolei benedyktyni z klasztoru w Lubiniu produkują likier z
21 ziół o nazwie „Benedyktynka od siedmiu boleści". Receptura sięga
XVI wieku.
W wyrobach zielarskich pierwsze miejsce wciąż należy do zakonu
Braci Miłosierdzia, czyli bonifratrów. We własnych aptekach sprzedają
skomponowane przez siebie leki, wytwarzane głównie z ziół. Franciszkanie z
klasztoru w Panewnikach też będą mieli dodatkowe źródło dochodu. 15 sierpnia
2007 r. poświęcili pomieszczenia na Herbarium św. Franciszka. Tu będzie można
kupić zioła, ale też napić się przyrządzonych na miejscu herbatek i mieszanek
ziołowych. Prawdziwym przebojem franciszkanów jest sprzedawany „Balsam
kapucyński", „naturalny preparat wzmacniający organizm i regulujący
pracę układu pokarmowego" (zawiera ok. 60 proc. alkoholu). Receptura ma
prawie 200 lat.
Ksiądz proboszcz
poleca
Po wizerunek osób duchownych sięgają też firmy jak
najbardziej świeckie. Krakowski Kredens, przedstawiający serię produktów
nawiązujących do tradycji kuchni galicyjskiej, promuje marynowane grzyby,
wspierając się postacią ks. Alojzego Góralika. – Wybór postaci
nowosądeckiego proboszcza z początku XX wieku dla tradycyjnie marynowanych
grzybów to przemyślana strategia. Plebanie od wieków pielęgnowały tradycje
kulinarne, które teraz wskrzeszamy – mówi Ivo Makówka, dyrektor marketingu
sieci delikatesów Alma. Nowosądecki proboszcz trafił też do reklamy.
„Uwielbiał grzyby. Corocznie całe drużyny strażaków ochotników
przeczesywały lasy nad Dunajcem i Popradem, dostarczając na plebanię ogromne
kosze prawdziwków, maślaków, kurek, podgrzybków etc. Ksiądz proboszcz marynował
je zawsze osobiście" – czytamy w prospekcie reklamowym Krakowskiego
Kredensu.
O przywiązaniu Polaków do produktów wytwarzanych przez
zakonników świadczy niezwykła popularność książek kucharskich pisanych przez
osoby duchowne. W sprzedaży jest ich już kilkadziesiąt. Promowane telewizyjnym
programem „Podróże kulinarne Roberta Makłowicza. Smak Węgier"
sprzedano w 20 tys. egzemplarzy, natomiast książkę bonifratra „Ojca Grande
przepisy na zdrowe życie" kupiło prawie 400 tys. osób. Trzy książki siostry
Anastazji sprzedano w 820 tys. egzemplarzy. Przyczyną tego sukcesu jest to że są
w nich opisane dania proste, przyrządzone z łatwo dostępnych i tanich
składników. Jak w książce ojca Anselma Bilgri pod wszystko mówiącym tytułem
„Smacznie i oszczędnie. Sztuka gotowania z resztek”.
Z piwniczki
obżartucha
Od mnichów z Zachodu klienci oczekują raczej zakonnego
piwa niż przepisów kulinarnych. Jeden z najbardziej znanych browarów świata,
belgijski Duvel, w 1963 r. kupił od mnichów z Maredsous licencję na produkcję
wyśmienitego piwa o tej samej nazwie. W Polsce opactwo cystersów w Szczyrzycu
sprzedało licencję i tradycyjną recepturę Browarowi Belgia, co zaowocowało piwem
Frater. Od kilku lat hitem na niemieckim rynku jest Papst-Bier, czyli
„piwo papieskie", produkowane w rodzinnej Bawarii Benedykta XVI.
Znane na świecie marki piwa pszenicznego Paulaner i Franziskaner wywodzą się z
zakonnych browarów. Dziś jednak postacie mnichów na etykietkach to zabieg czysto
marketingowy. To nawiązanie do niekorzystnego, a bardzo popularnego w krajach
protestanckich stereotypu mnicha pijaka i żarłoka. Skoro mnisi tylko jedzą i
piją, to widocznie muszą się na tym znać.