Zamienię M-5 w Warszawie na śpiwór w Nowym Jorku" - takie dowcipne ogłoszenie wymyślili mieszkańcy stolicy w odpowiedzi na idiotyczne pomysły propagandy stanu wojennego
Otóż w 1982 r. rząd PRL postanowił przekazać śpiwory dla bezdomnych w Nowym Jorku, co zakomunikował ustami swego rzecznika Jerzego Urbana. Miała to być propagandowa zemsta za sankcje amerykańskie wobec PRL. Prawdopodobnie jakieś tam śpiwory wysłano z kraju, gdzie wszyscy mieli świetne warunki mieszkaniowe. Tylko nieliczni (tzw. elementy) spali na dworcach, o czym pisaliśmy we "Wprost" w połowie lat osiemdziesiątych w materiale pt. "Ludzie z dworca". W tamtych czasach ponad 35 proc. nastolatków marzyło o śpiworze w Nowym Jorku, niestety, rząd PRL wysyłał do USA puste śpiwory. No, niekiedy wkładał do nich element antysocjalistyczny, czyli tych z opozycji demokratycznej, którzy naciskani przez władzę zdecydowali się na emigrację. Dziś zwłaszcza młodszym czytelnikom trudno uwierzyć, do jakiego kretynizmu doszli twórcy propagandy stanu wojennego.
REKLAMA
Kilkanaście lat upłynęło od czasu propagandy śpiwora i dzisiaj - mimo ogromnych wysiłków SLD i PSL, opozycji, która nie może się oderwać od tego starego śpiwora propagandy - do Polski wracają dawni emigranci, o czym piszą autorzy tematu okładkowego ("Wielki powrót"). Rzecz jasna, nie muszą oni zamieniać mieszkania w Nowym Jorku, Londynie czy Paryżu na śpiwór w Warszawie, choć zapewne wielu obywateli Białorusi, Rumunii, a także Rosji zamieniłoby mieszkania w swojej ojczyźnie na śpiwór w naszej stolicy. Co najdziwniejsze, Sejm III RP nie wydał żadnej ustawy, ba, nawet nie podjął stosownej uchwały wzywającej Polaków z emigracji do powrotu, a tymczasem ponad pół miliona rodaków wróciło w ostatnich latach nad Wisłę. Czy zatem są to idioci, którzy nie czytają "Trybuny" i "Naszego Dziennika", nie oglądają I programu TVP i nie słuchają Radia Maryja, a więc mediów obiektywnie informujących o katastrofalnej sytuacji w Polsce? Czyż ci ludzie nie widzą starań prezydenta, dobrego cara otoczonego przez złych urzędników, który od rana do wieczora na licznych spotkaniach otacza troską i opieką nowe grupy zawodowe: kardiologów znękanych, twórców kultury socjalistycznej, rolników nawożonych czy sędziów przesądzonych? Czy obchodzący jubileusz artysta Duda-Gracz nie mógłby namalować cyklu obrazów pt. "Prezydent z troską słuchający sędziów" czy "Pierwszy obywatel rozdaje zapomogi nieletnim ofiarom faszyzmu i komunizmu"? Naród w ten sposób poznałby niewyobrażalny trud, jaki w walkę o pomyślność wszystkich Polaków wkłada wielki sternik Aleksander prezydent Kwaśniewski. Niestety, wracający masowo do Polski nie rozumieją, że wracają do kraju, gdzie rozwój gospodarczy, sukces ekonomiczny nie służy człowiekowi, o czym przekonuje Jarosław Kalinowski, nowo wybrany stary prezes PSL.
Zamienię M-5 w Warszawie na śpiwór w Nowym Jorku" - takie
dowcipne ogłoszenie wymyślili mieszkańcy stolicy w odpowiedzi na idiotyczne
pomysły propagandy stanu wojennego
Otóż w 1982 r. rząd PRL postanowił przekazać
śpiwory dla bezdomnych w Nowym Jorku, co zakomunikował ustami swego rzecznika
Jerzego Urbana. Miała to być propagandowa zemsta za sankcje amerykańskie wobec
PRL. Prawdopodobnie jakieś tam śpiwory wysłano z kraju, gdzie wszyscy mieli
świetne warunki mieszkaniowe. Tylko nieliczni (tzw. elementy) spali na dworcach,
o czym pisaliśmy we "Wprost" w połowie lat osiemdziesiątych w
materiale pt. "Ludzie z dworca". W tamtych czasach ponad 35 proc.
nastolatków marzyło o śpiworze w Nowym Jorku, niestety, rząd PRL wysyłał
do USA puste śpiwory. No, niekiedy wkładał do nich element antysocjalistyczny,
czyli tych z opozycji demokratycznej, którzy naciskani przez władzę
zdecydowali się na emigrację. Dziś zwłaszcza młodszym czytelnikom trudno
uwierzyć, do jakiego kretynizmu doszli twórcy propagandy stanu wojennego.
Kilkanaście lat upłynęło od czasu propagandy śpiwora i dzisiaj - mimo
ogromnych wysiłków SLD i PSL, opozycji, która nie może się oderwać
od tego starego śpiwora propagandy - do Polski wracają dawni emigranci, o czym
piszą autorzy tematu okładkowego ("Wielki powrót"). Rzecz
jasna, nie muszą oni zamieniać mieszkania w Nowym Jorku, Londynie czy Paryżu na
śpiwór w Warszawie, choć zapewne wielu obywateli Białorusi, Rumunii, a
także Rosji zamieniłoby mieszkania w swojej ojczyźnie na śpiwór w naszej
stolicy. Co najdziwniejsze, Sejm III RP nie wydał żadnej ustawy, ba, nawet nie
podjął stosownej uchwały wzywającej Polaków z emigracji do powrotu, a
tymczasem ponad pół miliona rodaków wróciło w ostatnich
latach nad Wisłę. Czy zatem są to idioci, którzy nie czytają
"Trybuny" i "Naszego Dziennika", nie oglądają I programu TVP
i nie słuchają Radia Maryja, a więc mediów obiektywnie informujących o
katastrofalnej sytuacji w Polsce? Czyż ci ludzie nie widzą starań prezydenta,
dobrego cara otoczonego przez złych urzędników, który od rana do
wieczora na licznych spotkaniach otacza troską i opieką nowe grupy zawodowe:
kardiologów znękanych, twórców kultury socjalistycznej,
rolników nawożonych czy sędziów przesądzonych? Czy obchodzący
jubileusz artysta Duda-Gracz nie mógłby namalować cyklu obrazów
pt. "Prezydent z troską słuchający sędziów" czy "Pierwszy
obywatel rozdaje zapomogi nieletnim ofiarom faszyzmu i komunizmu"?
Naród w ten sposób poznałby niewyobrażalny trud, jaki w walkę o
pomyślność wszystkich Polaków wkłada wielki sternik Aleksander prezydent
Kwaśniewski. Niestety, wracający masowo do Polski nie rozumieją, że wracają do
kraju, gdzie rozwój gospodarczy, sukces ekonomiczny nie służy
człowiekowi, o czym przekonuje Jarosław Kalinowski, nowo wybrany stary prezes
PSL. Otóż powracający z zagranicy czytają, niestety, raporty i
analizy renomowanych instytucji, jak choćby raport Instytutu McKinseya,
zaprezentowany w ubiegłą środą w siedzibie Polskiej Rady Biznesu w Warszawie.
Polska jako jedyna wśród krajów postkomunistycznych osiągnęła
dwudziestoprocentowy wzrost PKB w porównaniu z 1989 r. i dzisiaj kłopoty
naszej gospodarki można odnosić do kłopotów gospodarki tajwańskiej, a nie
rosyjskiej czy argentyńskiej - stwierdził William W. Lewis, dyrektor McKinsey
Global Institute, w rozmowie z naszymi dziennikarzami ("Droga na
Zachód"). Cóż, nie tylko twórcy tego raportu patrzą na
Polskę z optymizmem i nadzieją. Francis Fukuyama w świetnej rozmowie z Marią
Graczyk ("Wiek demokracji") zauważa, że takie kraje, jak Polska, Węgry
i Czechy, nie obciążone paraliżującą Europę Zachodnią koncepcją państwa
opiekuńczego, mogą się opowiedzieć za bardziej liberalnymi rozwiązaniami
gospodarczymi. Znając możliwości adaptacyjne Polaków, przedsiębiorczość i
kreatywność, co potwierdziliśmy w ostatnim dziesięcioleciu, dalsza liberalizacja
gospodarki przyniosłaby nieuchronnie ogromny sukces ekonomiczny. A tego nie
zniesie żadna opozycja lewicowo-narodowo-maryjna przywiązana do śpiwora w
Warszawie.