Odnoszą sukcesy w renomowanych firmach. I właśnie wtedy coraz częściej decydują
się rzucić na wiele miesięcy pracę i wyjechać w odległe zakątki świata. Praca po
kilkanaście godzin dziennie i towarzyszący jej stres powodują, że czują się
wypaleni. Aby odświeżyć umysł, czasowo rezygnują z udziału w wyścigu szczurów
(skądinąd w Polsce dość skromnym). To nasz wkład w ogólnoświatową modę na gap
year (z angielskiego: rok przerwy ) i career break.
Miodowy rokMaciej Hebda z Tarnowa przez
ponad rok pracował jako doradca strategiczny w firmie konsultingowej. W tym
czasie nie był nawet na krótkim urlopie, nie wziął ani jednego dnia zwolnienia
lekarskiego. – Analizy rynkowe, doradztwo w zakresie fuzji i przejęć. W
pracy spędzałem pięćdziesiąt godzin tygodniowo – opowiada. Po zakończeniu
jednego z projektów zaproponowano mu umowę na czas nieokreślony, awans i
zwiększenie obowiązków. To, co dla wielu byłoby powodem do dumy, przeraziło go.
– Uświadomiłem sobie, że najbliższe lata spędzę za biurkiem i nigdy już
nie wybiorę się nigdzie dalej. Byłem przed trzydziestką, nie

miałem dzieci, kredytów.
Jeśli jechać, to teraz albo nigdy – wspomina. Podjął decyzję: zamiast
wiązać się z pracodawcą, wyjedzie w podróż dookoła świata. Powiedział swojej
dziewczynie, a ta oświadczyła, że rusza razem z nim. Po świecie wojażowali ponad
dziewięć miesięcy. Wydali po 40 tys. zł. Najpierw odwiedzili Afrykę, potem
ruszyli do Azji. Dalej była Australia, Nowa Zelandia, Fidżi, Wyspy Cooka, na
koniec Stany Zjednoczone. Kiedy wrócili, praca znalazła ich sama. Maciej odezwał
się do swojego byłego menedżera, który rok wcześniej proponował mu lukratywny
kontrakt. – Zdziwiłem się, bo ponowił propozycję na tych samych warunkach.
Tym razem przyjąłem ją z radością – opowiada Maciej Hebda. – Teraz
mam szersze spojrzenie na świat. Nabrałem też przekonania, że w życiu naprawdę
wszystko jest możliwe, bo kiedy wyjeżdżałem, niektórzy sądzili, że oszalałem i
pukali się w czoło – dodaje Hebda.
Kiedy Anna Adamiak zdecydowała
się rzucić pracę księgowej w japońskiej korporacji i wyjechać do Afryki, wielu
rysowało kółka na czole. Pytali z politowaniem, co będzie jadła, gdzie spała i
czy nie boi się, że „czarni" ją tam zabiją. A może lepiej te
pieniądze zainwestować? – pytali niektórzy. Tylko niewielu przyznało, że
ją podziwia. Za odwagę, siłę i determinację w realizacji marzeń. – Okazało
się, że tak naprawdę wielu marzy o takiej podróży, ale nie mają odwagi puścić
swojego stołka – mówi Anna Adamiak. – Pierwszy raz w życiu mogłam
zostać gdzieś tak długo, jak chciałam. Nie było planu, ciśnienia, że się spieszę
na samolot czy muszę zwiedzić jeszcze kilka obowiązkowych zabytków –
dodaje. Po Czarnym Lądzie Adamiak podróżowała ponad osiem miesięcy. Po powrocie
nie mogła znaleźć pracy. – Czułam, że znajduję się na zewnątrz karuzeli,
która kręci się beze mnie. Pogrążałam się „w dole": nie mam pieniędzy
i popadam w coraz większe długi – opowiada. Bez pracy była miesiąc. Dziś
znów jest księgową w korporacji – do siedemnastej, a popołudniami uczy
jogi i planuje kolejne podróże. Na razie leci do Bombaju. Przez miesiąc będzie
podróżować po Indiach.
Katarzyna Zielonka, dziennikarka zatrudniona w
jednym z większych wydawnictw, wyruszyła na podbój Australii. Po powrocie
zastała puste mieszkanie, jej narzeczony odszedł. Ale ostatecznie awansowała:
zarabia dziś kilka razy więcej w jednym z ogólnopolskich dzienników. Prawnicy
Dominika i Tomek Gniłkowie pobrali się i zamiast miodowego miesiąca zrobili
sobie miodowy rok – są w podróży dookoła świata. Andrzej Pietrasik,
broker, który właśnie wrócił z pięciomiesięcznej podróży po Indiach, zanim
dojechał z lotniska do domu, już dostał propozycję pracy w Londynie. – Ci,
którzy sądzili, że podróż zniszczy mnie na rynku pracy, pewnie teraz plują sobie
w brodę – mówi.
Rynek gap
yearNa Zachodzie zjawiska gap year i career break znane są już od
dawna. W Wielkiej Brytanii i USA działa wiele stowarzyszeń ułatwiających takie
decyzje. W Internecie można znaleźć oferty dla tych, którzy chcą sobie zrobić
przerwę w karierze. Światowy rynek gap year to blisko 1,5 mln wyjazdów rocznie.
Najszybciej rozwija się w Wielkiej Brytanii, gdzie szacunkowe roczne wydatki
wyjeżdżających na gap year to 2,5 mld funtów.
W Polsce career break znają
głównie ludzie młodzi, przed trzydziestką. Na portalu www.gapyear.pl,
prowadzonym przez Marka Słowińskiego, publikowane są opowieści tych, którzy
rzucili pracę w korporacjach. Słowiński stworzył portal, bo sam chciałby kiedyś
zrobić sobie przerwę.
Zresetuj
sięElżbieta Kaczmarek, coach ICC, na co dzień styka się ze
sfrustrowanymi pracownikami korporacji. – Ci ludzie muszą dostosować swoje
życie do warunków korporacji. Muszą wciąż pracować nad tym, by utrzymać się w
strukturze, walczyć o awans, zarabiać coraz więcej. Z jednej strony mają pracę,
z drugiej strony rodzinę, wobec której nie wywiązują się należycie ze swoich
obowiązków. W pewnym momencie zaczynają sobie zadawać pytania: Co ja robię? Co
się dzieje z moim życiem? Mam życie bubel? I powstaje poczucie zaciskającej się
pętli. A potem już tylko jedna myśl: uciec, wyrwać się. Znów oddychać jak wolny
człowiek. I wtedy zapada decyzja o wyjeździe. To idealny sposób na odnowę
psychiczną, z jednym zastrzeżeniem – nie uciekniemy od samego siebie
– dodaje Kaczmarek.
Ci, którzy odważyli się rzucić pracę i pojechać
w świat, są u nas wciąż traktowani jako szaleni śmiałkowie. – Taki ruch
bardzo odświeża i rozwija. W podróży można się zresetować i odpowiedzieć sobie
na pytanie, co tak naprawdę chce się robić w życiu – mówi Miłosz
Brzeziński, psycholog biznesu. Adam Ruciński z Kancelarii Audytorów i Doradców
Ruciński i Wspólnicy dodaje, że w przeciwieństwie do Brytyjczyków decyzje
polskich „breakowców" zwykle są przemyślane i zaplanowane. –
Spotkałem się nawet z ludźmi, którzy przed wyjazdem stworzyli sobie swoisty
biznesplan. A po powrocie wracają do dawnej pracy, już z dystansem. Mogą się
pochwalić, że zwiedzili miejsca, których nazw nie ma nawet w przewodnikach. To
plasuje ich na szczycie grupy, stają się liderami, wzrasta ich samoocena.
Badania pokazują, że to właśnie ci, którzy odważyli się wszystko rzucić i
wyjechać, częściej odnoszą sukcesy, więcej zarabiają, są bardziej cenieni, bo
znają swoją wartość. Po takiej podróży człowiek uświadamia sobie, że praca jest
super, ale to break jest sexy – dodaje Ruciński.
Break po
polsku Marta
Napierała z Londynu badała polskich internautów i napisała pracę
„Fenomen gap year w opinii publicznej". Z jej badań wynika,
że: 30%
Polaków przynajmniej raz myślało o tym, by rzucić pracę i wyjechać –
chętnie na pół roku, rok, a nawet dłużej. 37% wybrałoby się na taki
wyjazd z partnerem lub partnerką, tyle samo zabrałoby z sobą
przyjaciela lub przyjaciółkę. 20% badanych zdecydowałoby się na wyprawę
w pojedynkę (co jest popularne na Zachodzie). |
|