Nawet w
najtrudniejszych czasach Polki potrafiły być modne i zrobić coś z niczego. Uszyć
bluzkę ze spadochronowego płótna, albo przerobić pepegi na baleriny. Taka jest
jedna z najczęściej przytaczanych legend o Polkach. Czasy niedoborów minęły i
dziś w Polsce funkcjonują tysiące sklepów z ubraniami setek marek, a polskie
ulice stają się coraz bardziej kolorowe i odważne. Jednak gdy weźmiemy pod lupę
ubrania, buty i włosy Polek, okazuje się, że polska ulica w drodze do Europy ma
do pokonania jeszcze spory dystans.
Siatka i bakłażanZasadniczą rzeczą, która różni rodzime ulice od europejskich, są chodniki. Na
naszych dziurawych trotuarach buty niszczą się siedem razy szybciej niż na
światowych. I to, niestety, widać. W dodatku w Polsce króluje tanie tandetne
obuwie, które przyzwoicie wygląda do trzeciego założenia. Przy czwartym nie ma
już fleków, a damski obcas przypomina chryzantemę. Ale to wcale nie oznacza, że
wtedy Polki zmieniają buty, albo chociaż oddają je do szewca. Chodzą, aż się
całkiem rozpadną. Albo zmieni się sezon. Polki, które mają po kilkanaście czy
kilkadziesiąt par butów, jak Justyna Steczkowska, są traktowane jak
ekscentryczki. Podobnie rzecz się ma z torebkami. Polki, owszem, torebki mają,
ale nie wyobrażają sobie wyjścia z domu bez plastikowej siatki. Reklamówka
zastępuje im torbę podróżną, kosmetyczkę. Za to uwielbiają przykuć uwagę
ulicznej publiczności niespodziewanym dodatkiem – pojawia się a to złoty
plastikowy pleciony pasek, a to przypominające żyrandole kolczyki w uszach.
Na liście grzechów Polek, tuż za butami, plasują się włosy. Są zazwyczaj
kiepsko ostrzyżone – podcięte samodzielnie, a nawet jeśli przez fryzjera,
to przed kilkoma miesiącami. Efekt jest podobny – urosły, to są. Naszym
rodzimym fenomenem jest kolor włosów – w Polsce jest chyba największy
odsetek ufarbowanych na rudo kobiet. Od czarnej wiśni, przez bakłażan do
wiewiórczych odcieni. Być może korzeni tego zjawiska należy szukać w latach 80.,
kiedy popularna była chna – sprzedawany w papierowych torebeczkach ziołowy
specyfik, który po zmieszaniu z wodą wyglądał jak nieświeży szpinak i zamieniał
szare myszki w ogniste rudzielce.
Bez metki nie ma sylwetkiPolskie ulice różnią się nie tylko
od światowych. Różnią się także od siebie. Warszawa stoi niedrogimi, acz
topowymi markami, jak Zara, H&M, Bershka. To tzw. niska półka, która w
Polsce aspiruje do półki średniej. Ale zdarzają się osoby ubrane kunsztownie i
wyrafinowanie, w niekoniecznie krzyczące metkami ubrania. To efekt skomasowania
w jednym miejscu stacji telewizyjnych, redakcji, agencji reklamowych, świata
biznesu, w których po prostu świadomość mody jest wyższa.
Z kolei
najbliższy Europie jest Kraków. Nie wynika to z jakichś niezwykłych umiejętności
krakowianek. To raczej efekt ogromnej liczby obcokrajowców. Przechodnie są
ubrani „do zwiedzania" – wygodnie i na sportowo. W tym
kontekście nie rażą panie w polarach ani dojrzali mężczyźni z plecakami.
Przypominamy, że w normalnych okolicznościach jest to niedopuszczalne. Z
plecakiem rozstajemy się najpóźniej w wieku 25 lat.
Poznań natomiast
„stoi brandem", czyli markami. Można powiedzieć, że w stolicy
Wielkopolski „bez metki nie ma sylwetki". Na poznańskich ulicach
natychmiast pojawiają się nowinki – w tym sezonie na dobre zagościły
lakier, lateks i winyl oraz dużo złotych ozdób. Jeśli chcemy zobaczyć, co jest
modne, to jedziemy do Poznania. Z tym że zobaczymy to w przerysowanej, lekko
pretensjonalnej formie. Poznanianki są tak ubrane, że na bazie każdego elementu
garderoby można zbudować oddzielny zestaw. Mają i lakierowane buty, i sukienki
we wzór ocelota, i duże złote kolczyki, i gigantyczną lakierowaną torbę.
Wszystko razem.
Specyficznym miastem jest Szczecin. Wpływy
wschodnioniemieckich landów sprawiają, że jest odbiciem Berlina w krzywym
zwierciadle. Szczeciński blond będzie niemal biały, tzw. perhydrol. Jeśli włosy
czarne – to z granatowym połyskiem, jeśli opalenizna – to na heban,
a jeśli buty na wysokim obcasie – to najchętniej szpiczaste i na metalowej
szpilce. Wystarczy wspomnieć buty na grubej platformie, zwane
„żelazkami" lub „powodziankami". Na świecie szybko wyszły
z mody, a w Szczecinie utrzymały się niemal przez dekadę.
Czerwona Jelenia GóraModowa geografia
dotyczy nie tylko dużych miast. Działa też na poziomie powiatowym. To już rodzaj
lokalnego współczesnego folkloru, którego źródeł możemy się tylko domyślać. W
Siedlcach królują płaszcze typu matrix – czarne, skórzane, do kostek, na
wywatowanych ramionach. Noszone przez światowe elegantki na świecie na początku
lat 90., dziś trafiły na mazowieckie równiny. Podlasie z kolei bywa niezwykle
odważne – zdecydowanie największy odsetek mini jest w Białymstoku. Panie,
niezależnie od budowy i wieku, niezwykle chętnie pokazują tam nogi. Im krótsze
mini, tym lepsze. W Suwałkach panie uwielbiają rajstopy z wzorami. Odziewają
nogi w romby, kwiaty, motywy tatuażowe. Nie znajdujemy innego wytłumaczenia, niż
ekspansywna działalność rzutkiego hurtownika. W Kielcach dużo dobrze i
bezpretensjonalnie ubranej młodzieży, tuż obok hufców dziewczyn w krótkich
kurteczkach i bluzeczkach, niezależnie od pogody świecących pępkami i nerkami.
Ten trend można nazwać „na Dodę".
Polska różni się też gustami
kolorystycznymi. W Jeleniej Górze rządzi czerwień – dotyczy to zwłaszcza
butów. Oczywiście, tradycyjnie są kiepskiej jakości. Pamiętajmy, że
ekstrawagancja powinna być w najwyższym gatunku, a jeśli pozwalamy sobie na
niską jakość, to zamiast ekstrawagancji, mamy tandetę. A że Polki kochają
komplety, więc do czerwonych butów obowiązkowo noszą czerwoną torbę, a
najlepiej, jeśli byłby jeszcze czerwony pasek. To już zdecydowanie nadmiar
szczęścia. Lublin natomiast kocha biel. To miasto śnieżynek. Na każdym kroku
spotkamy białe kurteczki, białe kozaczki. Być może to wpływ Beaty Kozidrak,
która też często pojawia się w bieli.
Mniejsze miasta mają też kilka
wspólnych modowych cech. W każdym można spotkać „Miss lumpex" –
od stóp do głów przyodziane w ubrania z second-handów. Owszem, second-handy są
na całym świecie i – żeby nie było wątpliwości – popieramy je. Można
tam wynaleźć fantastyczne rzeczy, ale powinny one stanowić dodatek do codziennej
garderoby, a nie jej podstawę.
Obowiązują też podobne zasady dotyczące
pielęgnacji ciała, włosów i paznokci. Po pierwsze – bez tipsów nie ma
ręki, nie ma mody, nie ma looku. Im dłuższe i kunsztowniej przyozdobione, tym
lepsze. Plastikowe brylanty mile widziane. Po drugie – nasuwa się
nieodparte wrażenie, jakby absolutnie każdy miał w domu solarium. Najczęściej w
zestawie z samooopalaczem, bo ciemny odcień skóry niebezpiecznie zbliża się w
stronę pomarańczy. Prowincję łączą także fryzjerskie szaleństwa. Oprócz
wspomnianych rudości, będących efektem działalności domowej, można wyróżnić dwa
najsilniejsze trendy lansowane przez lokalne salony fryzjerskie. Po pierwsze
– blond „czapka", spod której wystają czarne pasma. Efekt: brud
i nieświeżość. Drugą opcją są kruczoczarne włosy z kolorowymi pasmami.
Najpopularniejsze – zieleń, fuksja, szafir. Naprawdę polska ulica nie jest
już szara. Zaczyna być przekolorowana. Jak, nie przymierzając, wiejska łąka.
Modowa mapa Polski Top – „bez metki nie ma sylwetki" – tą sentencją
kierują się poznanianki; legendy o ich oszczędności trzeba włożyć między
bajki
Brzuch – ekspozycja pępków i
nerek stanowi domenę dziewcząt w Kielcach; kieleckie gołe brzuchy to
atrakcja gwarantowana przez cały rok, niezależnie od pory roku i
warunków atmosferycznych
Mini – największy odsetek
minispódniczek notowany jest w Białymstoku; z noszenia mini nie zwalnia ani
wiek, ani kształt kończyn
Rajstopy – miłośniczki
wzorzystych rajstop opanowały Suwałki; bo takie rajtuzy i zdobią, i grzeją
Czerwone buty – z trudnych do
wyjaśnienia powodów Jelenia Góra jest zagłębiem czerwonych butów; być
może inspiracja płynie od czerwonego jelenia z herbu miasta
Włosy – wbrew stereotypom
typowa Polka wcale nie jest blondynką: typowa Polka jest wiewiórką –
dodatkowo fikuśne pasemka to moda lansowana przez powiatowe salony
fryzjerskie
Torba – złote, lakierowane albo
z wężowej skóry o imponujących rozmiarach – światowe trendy pierwsze
podchwytują mieszkanki Poznania, a najdłużej utrzymują się w
Szczecinie, bywa, że i dekadę
Tipsy – kochane przez
mieszkanki małych miasteczek, jak Polska długa i szeroka; muszą być
długie, ze wzorkiem lub sztucznymi brylancikami
Czarny płaszcz
– skórzane płaszcze rodem z „Matriksu" – ulubiony
element garderoby w Siedlcach
Białe buty – w Lublinie panują
proste reguły gry: kurtki, kozaki i torby mogą być w dowolnym kolorze, pod
warunkiem że będzie to biel
Kenneth
Madsen | Holender, dyrektor handlowy
firmy Ecco na Wschodnią i Środkową Europę Gdy
kilka lat temu zacząłem bywać w Polsce, zauważyłem, że mimo
nieobecności większości wielkich marek Polki były zadziwiająco dobrze
ubrane. To, co Polki odróżnia od pań z zachodniej Europy i Skandynawii,
to wyraźna kobiecość, jej podkreślanie. Żadnych workowatych spodni,
wymiętych koszulek, znoszonych płaskich butów. Dbają o to nawet podczas
porannych zakupów w osiedlowym sklepiku, kiedy mogłyby sobie pozwolić
na więcej luzu i mniej dopracowany strój.
Wolfgang Müller | Niemiec, menedżer w polskim oddziale
Knaufa Polki
wyglądają znacznie lepiej niż Niemki, choć to chyba nie jest kwestia
ubrania czy makijażu. Niemki na pewno potrzebują go dużo, Polki są
bardziej naturalne, mniej się malują, choć wciąż nie skąpią makijażu.
Jeszcze piętnaście lat temu można było odróżnić, które kobiety są z
Polski – ubierały się skromnie, raczej nieciekawie. Teraz wydają na
swój wygląd coraz więcej pieniędzy, mają drogie markowe ubrania i w
niczym nie ustępują kobietom z innych krajów.
Roger Guerreiro | Brazylijczyk z polskim paszportem, piłkarz Legii Warszawa Główne
cechy, które mnie zachwyciły u Polek, to jasne oczy i blond włosy.
Porównując Polki i Brazylijki, muszę przyznać, że Polki mają ładniejsze
twarze, za to Brazylijki mają zdecydowanie lepsze, wysportowane i
bardziej zadbane ciała. Polki skupiają się więc głównie na urodzie
twarzy, podczas gdy kobiety w moim rodzinnym kraju dbają o całą
sylwetkę.
Kevin Aiston |
Anglik, prezenter radiowy i telewizyjny,
uczestnik programu „Europa da się lubić" Jestem
tak zapracowany i zajęty spotkaniami w męskich gronach, że ostatnio
prawie nie widuję kobiet. Ale nawet widząc je bardzo rzadko, nie mogę
nie zauważyć pewnego fenomenu, który mnie osacza na polskiej ulicy.
Polkom bez przerwy wystają z tyłu stringi! To jakieś szaleństwo –
wyglądają jak żywa reklama symbolu Mercedesa. |
|