Na 70 tys. funtów wycenił dom aukcyjny Christie’s artystyczną prowokację polskiej grupy. Obraz „Małpy z białymi bananami" zostanie pokazany na najbliższej aukcji. Obraz namalował anonimowy artysta z Polski, przedstawiający się jako Whielki Krasnal, co od razu przywodzi na myśl Wilhelma Sasnala. Sam obraz jest podobny do płótna Sasnala „Małpy z białym marginesem". Okazuje się, że artysta, który ukrywa swoją tożsamość, nazywając siebie Krasnalem, postanowił dać łupnia krytykom sztuki, marszandom i samemu Sasnalowi.
REKLAMA
Esesmani sztukiO akcji, którą Krasnal przygotował wraz z przyjaciółmi, zrobiło się głośno, gdy miesiąc temu redakcje gazet w Polsce i na świecie, krytycy sztuki oraz marszandzi zostali zasypani mailami. Wiadomości zawierały namalowane przez Krasnala obrazy w manierze Sasnala, do których zostały dopisane teksty inspirowane twórczością rodzimych krytyków. Co ciekawe, te obrazy wydawały się ciekawsze od prac samego Sasnala, a teksty bardziej pomysłowe niż niejeden elaborat katalogowy z wystawy.
The Krasnals nie są sfrustrowanymi artystami, zarabiają na tym, co robią. Ich grupa prezentuje się poważniej od ekipy Ładnie czy Łodzi Kaliskiej. The Krasnals działają globalnie. – Pięć osób uczestniczy w projekcie. Jest spec od promocji, od tekstów, od komputerów, a na końcu jest malarz, czyli małpa galeryjna, czyli ja – mówi Krasnal, parafrazując wypowiedź Sasnala. Za „wzorcowy debilizm" Krasnal uznał m.in. spoconą koszulkę naciągniętą na blejtram – pomysł Sasnala. Tekst, który się ukazał w „Krytyce Politycznej", porównywał to dzieło do chusty św. Weroniki. Tego było za wiele. – Naciągnąłem więc majtki na blejtram i zmodyfikowaliśmy tekst z „Krytyki Politycznej” – mówi Krasnal.
Inny obraz Krasnala przedstawia krytyka i kuratora, zakręcających słoiki z artystami. Na słoikach namalowano nazwiska hołubionych przez krytyków artystów. „Krytyka Polityczna" dla Krasnala jest osobnym tematem do komentowania. Sławomir Sierakowski, szef pisma, według Krasnala to przywódca sekty. – Wystarczy poczytać „Krytykę Polityczną". To ekipa 20-latków, która próbuje ustalać społeczne normy. Do tego dochodzi cała ta bezrefleksyjna fascynacja komunizmem, co jest zrozumiałe, bo młodzi ludzie są podatni na piękne idee – wyznaje Krasnal. Twierdzi, że Sasnal, Sierakowski czy krytycy w rodzaju Kuby Banasiaka stworzyli istne politbiuro w sztuce. – Banasiak zainspirował mnie swoim komunistycznym blogiem. Marzy mu się centralizacja w sztuce. Jego motto „Będąc bezwzględnymi, czynimy dobro” równie dobrze mogliby nosić esesmani na klamrach od paska – mówi.
Dziennikarz „Wprost" pierwszy dotarł do Krasnala. – Zacząłem działać, bo zdenerwowała mnie wystawa Sasnala w Zachęcie. Obrazki pozbierane od sasa do lasa, bez żadnej treści. Dla mnie to czysty śmietnik. Ale bardziej niż Sasnal wkurzyły mnie wszelkiej maści tłumaczenia owej „sztuki" – zwierza się Krasnal, który nie ujawnia swojej tożsamości jak słynny graficiarz Banksy. Ujawni się dopiero wtedy, gdy zostanie sprzedany jego obraz na aukcji w Christie’s. – Poczułem się obrażony, gdy Sasnal zaczął mnie i podobnych artystów określać mianem małpy galeryjnej, która musi zabiegać o klienta. Postanowiłem udowodnić, że małpami galeryjnymi są ludzie jego pokroju.
Z garażu na salonyObrazy Krasnala zapewne spełnią tę samą funkcję na rynku sztuki, co słynna fontanna Marcela Duchampa. W 1917 r. dla żartu wymyślił on ready-made, czyli dzieło sztuki stworzone z przedmiotów codziennego użytku. Jego opus magnum, pisuar, nazwany „Fontanną", trafił na Pierwszą Wystawę Niezależnych w Nowym Jorku. Dzieło odrzucono, ale ferment pozostał. Według Duchampa, wystarczą trzy rzeczy, by ze zwykłego przedmiotu uczynić dzieło sztuki. Po pierwsze, ustawienie owego przedmiotu na cokole. Po drugie, podpis i datowanie. Po trzecie, zgłoszenie na wystawę. Ten żart ma do dziś swoje konsekwencje: tzw. gotowe przedmioty funkcjonują w obiegu galeryjnym.
Najsłynniejszymi prowokatorami ostatnich lat są stuckiści, od dziewięciu lat działający w Wielkiej Brytanii. Ten neokonserwatywny ruch malarski w swoim manifeście mianował się wrogiem postmodernizmu, instalacji i sztuki konceptualnej, tak hołubionej przez krytyków. Wieloletnie upominanie się stuckistów o powrót malarstwa dało skutki. W galeriach znowu spektakularne ceny osiągają przedstawiciele szkoły lipskiej czy berlińskiej. Z kolei słynny kolekcjoner Charles Saatchi ogłosił parę lat temu, że stawia na malarstwo i… pokazał Sasnala. Bo jak mawiał Andy Warhol, każdy musi mieć swoje pięć minut. Rynek sztuki pomieści więc i Sasnala, i Krasnala.
Krasnal Sasnal
Na 70 tys. funtów wycenił dom aukcyjny Christie’s artystyczną prowokację
polskiej grupy. Obraz „Małpy z białymi bananami" zostanie pokazany na
najbliższej aukcji. Obraz namalował anonimowy artysta z Polski, przedstawiający
się jako Whielki Krasnal, co od razu przywodzi na myśl Wilhelma Sasnala. Sam
obraz jest podobny do płótna Sasnala „Małpy z białym marginesem".
Okazuje się, że artysta, który ukrywa swoją tożsamość, nazywając siebie
Krasnalem, postanowił dać łupnia krytykom sztuki, marszandom i samemu
Sasnalowi.
Esesmani
sztukiO akcji, którą Krasnal przygotował wraz z przyjaciółmi,
zrobiło się głośno, gdy miesiąc temu redakcje gazet w Polsce i na świecie,
krytycy sztuki oraz marszandzi zostali zasypani mailami. Wiadomości zawierały
namalowane przez Krasnala obrazy w manierze Sasnala, do których zostały dopisane
teksty inspirowane twórczością rodzimych krytyków. Co ciekawe, te obrazy
wydawały się ciekawsze od prac samego Sasnala, a teksty bardziej pomysłowe niż
niejeden elaborat katalogowy z wystawy.
The Krasnals nie są sfrustrowanymi
artystami, zarabiają na tym, co robią. Ich grupa prezentuje się poważniej od
ekipy Ładnie czy Łodzi Kaliskiej. The Krasnals działają globalnie. – Pięć
osób uczestniczy w projekcie. Jest spec od promocji, od tekstów, od komputerów,
a na końcu jest malarz, czyli małpa galeryjna, czyli ja – mówi Krasnal,
parafrazując wypowiedź Sasnala. Za „wzorcowy debilizm" Krasnal uznał
m.in. spoconą koszulkę naciągniętą na blejtram – pomysł Sasnala. Tekst,
który się ukazał w „Krytyce Politycznej", porównywał to dzieło do
chusty św. Weroniki. Tego było za wiele. – Naciągnąłem więc majtki na
blejtram i zmodyfikowaliśmy tekst z „Krytyki Politycznej” –
mówi Krasnal.
Inny obraz Krasnala przedstawia krytyka i kuratora,
zakręcających słoiki z artystami. Na słoikach namalowano nazwiska hołubionych
przez krytyków artystów. „Krytyka Polityczna" dla Krasnala jest
osobnym tematem do komentowania. Sławomir Sierakowski, szef pisma, według
Krasnala to przywódca sekty. – Wystarczy poczytać „Krytykę
Polityczną". To ekipa 20-latków, która próbuje ustalać społeczne normy. Do
tego dochodzi cała ta bezrefleksyjna fascynacja komunizmem, co jest zrozumiałe,
bo młodzi ludzie są podatni na piękne idee – wyznaje Krasnal. Twierdzi, że
Sasnal, Sierakowski czy krytycy w rodzaju Kuby Banasiaka stworzyli istne
politbiuro w sztuce. – Banasiak zainspirował mnie swoim komunistycznym
blogiem. Marzy mu się centralizacja w sztuce. Jego motto „Będąc
bezwzględnymi, czynimy dobro” równie dobrze mogliby nosić esesmani na
klamrach od paska – mówi.
Dziennikarz „Wprost" pierwszy
dotarł do Krasnala. – Zacząłem działać, bo zdenerwowała mnie wystawa
Sasnala w Zachęcie. Obrazki pozbierane od sasa do lasa, bez żadnej treści. Dla
mnie to czysty śmietnik. Ale bardziej niż Sasnal wkurzyły mnie wszelkiej maści
tłumaczenia owej „sztuki" – zwierza się Krasnal, który nie
ujawnia swojej tożsamości jak słynny graficiarz Banksy. Ujawni się dopiero
wtedy, gdy zostanie sprzedany jego obraz na aukcji w Christie’s. –
Poczułem się obrażony, gdy Sasnal zaczął mnie i podobnych artystów określać
mianem małpy galeryjnej, która musi zabiegać o klienta. Postanowiłem udowodnić,
że małpami galeryjnymi są ludzie jego pokroju.
Z garażu na salonyObrazy
Krasnala zapewne spełnią tę samą funkcję na rynku sztuki, co słynna fontanna
Marcela Duchampa. W 1917 r. dla żartu wymyślił on ready-made, czyli dzieło
sztuki stworzone z przedmiotów codziennego użytku. Jego opus magnum, pisuar,
nazwany „Fontanną", trafił na Pierwszą Wystawę Niezależnych w Nowym
Jorku. Dzieło odrzucono, ale ferment pozostał. Według Duchampa, wystarczą trzy
rzeczy, by ze zwykłego przedmiotu uczynić dzieło sztuki. Po pierwsze, ustawienie
owego przedmiotu na cokole. Po drugie, podpis i datowanie. Po trzecie,
zgłoszenie na wystawę. Ten żart ma do dziś swoje konsekwencje: tzw. gotowe
przedmioty funkcjonują w obiegu galeryjnym.
Najsłynniejszymi prowokatorami
ostatnich lat są stuckiści, od dziewięciu lat działający w Wielkiej Brytanii.
Ten neokonserwatywny ruch malarski w swoim manifeście mianował się wrogiem
postmodernizmu, instalacji i sztuki konceptualnej, tak hołubionej przez
krytyków. Wieloletnie upominanie się stuckistów o powrót malarstwa dało skutki.
W galeriach znowu spektakularne ceny osiągają przedstawiciele szkoły lipskiej
czy berlińskiej. Z kolei słynny kolekcjoner Charles Saatchi ogłosił parę lat
temu, że stawia na malarstwo i… pokazał Sasnala. Bo jak mawiał Andy
Warhol, każdy musi mieć swoje pięć minut. Rynek sztuki pomieści więc i Sasnala,
i Krasnala.