|
|
Miliony europejskich dzieci są poddawane indoktrynacji, są dezinformowane i zniechęcane do wolnego rynku" – napisał w styczniu 2008 r. w „Foreign Policy" Stefan Theil. Theil doszedł do takich wniosków po przeanalizowaniu tego, jak się naucza przedsiębiorczości i podstaw ekonomii w szkołach we Francji i Niemczech. „Wprost” przyjrzał się polskim podręcznikom do tych przedmiotów dla gimnazjów i szkół średnich. U nas nie jest wcale lepiej. Młodzi Polacy obowiązkowy poziom edukacji mogą zakończyć z przekonaniem, że bycie przedsiębiorcą polega na wypełnianiu testów osobowości rodem z kolorowych pism, PIT-ów albo druków dla ZUS. Podjęcie działalności gospodarczej może doprowadzić do utraty całego majątku, a jednym z ważnych celów jej prowadzenia jest służba społeczna, czyli wspieranie działalności charytatywnej. Przyszli pracownicy zostają zaś poinstruowani o zaletach przystąpienia do związków zawodowych, postraszeni widmem bezrobocia i pouczeni o zbawiennym wpływie opieki państwa, która ochroni ich przed wyzyskiwaczami. Ekonomiczne aspekty naszego członkostwa w Unii Europejskiej są przedstawiane wyłącznie w superlatywach.
REKLAMA
Przestaje dziwić stopień ekonomicznej ignorancji Polaków. – Czasem uczniowie mogliby pograć w piłkę, zamiast tracić czas na lekcje przedsiębiorczości. Będzie z tego większy pożytek – mówi prof. Andrzej Koźmiński, rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego. Poddani państwa opiekuńczegoSześciu na dziesięciu Polaków uważa stan swojej wiedzy ekonomicznej za średni albo wysoki – wynika z badania „Stan edukacji finansowej Polaków" przeprowadzonego przez firmę SMG/KRC w 2007 r. Raport ten odzwierciedla jedynie dobre samopoczucie rodaków, bo weryfikacja tej wiedzy wypada bardzo źle. Z ankiety „Wiedza ekonomiczna mieszkańców Polski", przeprowadzonej przez Centrum Psychologii Ekonomicznej i Badań Decyzji WSPiZ, wynika na przykład, iż 88 proc. Polaków zdecydowanie albo raczej zgadza się z twierdzeniem, że aby zmniejszyć bezrobocie, rząd powinien budować zakłady przemysłowe. 74 proc. sądzi, że bezrobocie spadnie, gdy rząd utrudni prywatnym firmom zwalnianie pracowników. Dziewięć na dziesięć osób to zwolennicy ustalania przez rząd minimalnego wynagrodzenia, a 80 proc. uważa, że receptą na szybszy wzrost gospodarczy jest podniesienie pensji wszystkim pracującym. Co gorsza, sądzi tak wielu młodych ludzi.
Lekcja socjalizmu
Miliony europejskich dzieci są poddawane
indoktrynacji, są dezinformowane i zniechęcane do wolnego rynku" –
napisał w styczniu 2008 r. w „Foreign Policy" Stefan Theil. Theil
doszedł do takich wniosków po przeanalizowaniu tego, jak się naucza
przedsiębiorczości i podstaw ekonomii w szkołach we Francji i Niemczech.
„Wprost” przyjrzał się polskim podręcznikom do tych przedmiotów dla
gimnazjów i szkół średnich. U nas nie jest wcale lepiej. Młodzi Polacy
obowiązkowy poziom edukacji mogą zakończyć z przekonaniem, że bycie
przedsiębiorcą polega na wypełnianiu testów osobowości rodem z kolorowych pism,
PIT-ów albo druków dla ZUS. Podjęcie działalności gospodarczej może doprowadzić
do utraty całego majątku, a jednym z ważnych celów jej prowadzenia jest służba
społeczna, czyli wspieranie działalności charytatywnej. Przyszli pracownicy
zostają zaś poinstruowani o zaletach przystąpienia do związków zawodowych,
postraszeni widmem bezrobocia i pouczeni o zbawiennym wpływie opieki państwa,
która ochroni ich przed wyzyskiwaczami. Ekonomiczne aspekty naszego członkostwa
w Unii Europejskiej są przedstawiane wyłącznie w superlatywach. Przestaje dziwić stopień ekonomicznej ignorancji Polaków.
– Czasem uczniowie mogliby pograć w piłkę, zamiast tracić czas na lekcje
przedsiębiorczości. Będzie z tego większy pożytek – mówi prof. Andrzej
Koźmiński, rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona
Koźmińskiego.
Poddani państwa opiekuńczego Sześciu na dziesięciu Polaków
uważa stan swojej wiedzy ekonomicznej za średni albo wysoki – wynika z
badania „Stan edukacji finansowej Polaków" przeprowadzonego przez
firmę SMG/KRC w 2007 r. Raport ten odzwierciedla jedynie dobre samopoczucie
rodaków, bo weryfikacja tej wiedzy wypada bardzo źle. Z ankiety „Wiedza
ekonomiczna mieszkańców Polski", przeprowadzonej przez Centrum Psychologii
Ekonomicznej i Badań Decyzji WSPiZ, wynika na przykład, iż 88 proc. Polaków
zdecydowanie albo raczej zgadza się z twierdzeniem, że aby zmniejszyć
bezrobocie, rząd powinien budować zakłady przemysłowe. 74 proc. sądzi, że
bezrobocie spadnie, gdy rząd utrudni prywatnym firmom zwalnianie pracowników.
Dziewięć na dziesięć osób to zwolennicy ustalania przez rząd minimalnego
wynagrodzenia, a 80 proc. uważa, że receptą na szybszy wzrost gospodarczy jest
podniesienie pensji wszystkim pracującym. Co gorsza, sądzi tak wielu młodych
ludzi. System gospodarczy zmienił się 19 lat temu i nic nie stało na
przeszkodzie, by wychować pokolenie, które rozumie zasady gospodarki rynkowej.
– Na początku lat 90. przygotowaliśmy podręcznik o podstawach ekonomii. W
Ministerstwie Edukacji Narodowej nikt nie był zainteresowany jego wprowadzeniem
do szkół – wspomina Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Opór był
zrozumiały. Środowisko nauczycielskie skupia głównie ludzi o poglądach
etatystycznych, nawykłych przez całe życie do pracy w tzw. budżetówce (silny
Związek Nauczycielstwa Polskiego jest ważnym sojusznikiem SLD). Ostatecznie w 2002 r. wprowadzono do szkół ponadgimnazjalnych
obowiązkowy przedmiot - podstawy przedsiębiorczości. W gimnazjach
w ramach programu lekcji wiedzy o społeczeństwie zarezerwowano
godziny na „Wychowanie do aktywnego udziału w życiu
gospodarczym". Nie są one jednak traktowane zbyt poważnie. – Maturę
można zdawać nawet z wiedzy o tańcu czy muzyce – dotyczy to
uczniów szkół artystycznych, ale nie można z przedsiębiorczości,
przedmiotu obowiązkowego we wszystkich szkołach średnich. Historia
i geografia nie rozwiązują sprawy, bo w ich nauczaniu pomija się na
ogół zagadnienia gospodarcze – wskazuje prof. Marek Rocki, były rektor
Szkoły Głównej Handlowej, senator PO. Niestety, jakość prowadzenia zajęć
również pozostawia wiele do życzenia. Skoro 90 proc. Polaków ma blade pojęcie o
ekonomii czy przedsiębiorczości, to nie ma powodu sądzić, że wśród nauczycieli
ten odsetek jest dużo niższy. Na przykład w jednym z warszawskich liceów
publicznych zajęcia z przedsiębiorczości prowadzi człowiek, który po wyrzuceniu
z pracy w supermarkecie (jego pierwszej w karierze) nie mógł sobie znaleźć
innego zajęcia.
Porady z pośredniaka W podręczniku „Działam aktywnie.
Wychowanie do aktywnego udziału w życiu gospodarczym" Anny Dubieckiej,
Zbigniewa Góralewicza i Piotra Piskorskiego gimnazjalistów do przedsiębiorczości
zachęca na przykład Grażyna Kozyro, kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy
Społecznej w Chełmku. Radzi ona, aby dzieci odwiedziły lokalny ośrodek pomocy
społecznej i dowiedziały się, jak państwo pomaga biednym. Uczniowie wyczytają
też, że „gospodarka rynkowa powoduje bezrobocie". Nie ma ani słowa o
tym, że kraje, w których udział państwa w gospodarce jest najmniejszy, gdzie
podatki i pozapłacowe koszty pracy są niskie, bezrobocie jest niewielkie i
dotyczy głównie osób, które pracować nie chcą albo nie muszą (tzw. naturalny
poziom bezrobocia). W „Podstawach przedsiębiorczości" Marii
Bieleckiej, podręczniku dla uczniów liceów, zawodówek i innych szkół średnich,
jeden z rozdziałów jest zatytułowany: „Czy należy korzystać z prawa
zrzeszania się w związkach zawodowych?". Autorka nie pozostawia pytania bez
odpowiedzi: „Prawa człowieka nie zabezpieczają ludzi przed wyzyskiem,
przed działaniem na ich szkodę przez pracodawców. Łatwo wyeliminować z zakładu
niepokornych (…)”. Autorka ma także własną wizję dobrego pracodawcy:
„Nie wykorzystuje pracowników do osiągania zysku tylko dla siebie”.
Jej zdaniem, pracodawcy powinni się w swoich firmach podzielić władzą z
pracownikami, ponieważ „demokracja w gospodarce potrzebna jest dla
sprawiedliwego podziału dochodu”. To wszystko jest okraszone terminologią
z lamusa, w rodzaju „zakładu” (jak wiadomo, we współczesnej
gospodarce każdy pracuje w przemyśle). Atak koparek Naczelnym złem dla autorów
podręczników jest postęp technologiczny, który – zdaniem większości z nich
– odpowiada za wzrost bezrobocia. W jednej z książek uczniowie dostają
zadanie, aby policzyć, ilu robotników pozbawiło pracy wynalezienie koparki.
Wedle tej logiki, biorąc pod uwagę skalę postępu technologicznego i wzrostu
wydajności pracy od początku XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej, wszyscy
żylibyśmy dziś z zasiłków. Inaczej kwestię bezrobocia wyjaśniają Barbara Stańda
i Barbara Wierzbowska, autorki podręcznika dla szkół ponadgimnazjalnych
„Bądź przedsiębiorczy". Otóż za bezrobocie w Polsce odpowiadają
aktywni zawodowo seniorzy („Wydłużenie wieku mobilności zawodowej powoduje
blokowanie stanowisk pracy"). Osobną historią jest sposób
prezentowania uczniom zagadnień ekonomicznych związanych z Unią Europejską. Na
przykład w książce „Przedsiębiorczość bez tajemnic" Sylwestra
Gregorczyka, Marii Romanowskiej, Agnieszki Sopińskiej i Piotra Wachowiaka wśród
zadań mających utrwalić poznany materiał jest odpowiedź na pytanie: „Jakie
korzyści daje obecność Polski w UE?". O skutki negatywne nikt nie pyta, bo
wedle autorów podręczników, ich – ex definitione – nie ma. Żaden
uczeń w polskiej szkole nie dowie się na przykład, że za
„wyrównywaniem” dochodów unijnych rolników kryją się wyższe o
kilkadziesiąt procent ceny żywności, które ich rodzice płacą w sklepach.
Państwo
ponad wszystko Nie dość, że dzieciom tłoczy się do głów wiele
ekonomicznych nonsensów, to zajęcia z przedsiębiorczości są często po prostu
śmiertelnie nudne. Dobrze, że w ogóle je wprowadzono do programu. Dobrze, że
młodzi ludzie uczą się, jak wypełnić PIT, druk przelewu czy zrozumieć ofertę
kredytu bankowego. Ale by zarazić ich duchem przedsiębiorczości, potrzeba
naprawdę czegoś bardziej ekscytującego. Dlaczego uczniowie przez lata spędzone w
szkole publicznej nie poznają na przykład żadnych inspirujących życiorysów
biznesmenów? Poza Billem Gatesem czy Larrym Ellisonem, którzy mogliby zostać
uznani przez belfrów za wzorce niepedagogiczne (rzucili studia i zrobili wielkie
kariery w branży informatycznej), naprawdę nie brakuje dobrych przykładów,
również w Polsce. Wynurzenia urzędniczki ośrodka pomocy społecznej w podręczniku
o przedsiębiorczości to kuriozum. Trudno się w polskiej szkole publicznej
dowiedzieć tego, że sukces na wolnym rynku zależy od pomysłowości, inicjatywy,
pokonania konkurencji (która nie jest złem), czy takiego banału, że podstawowym
celem biznesu jest wypracowanie zysku. Zapewne ma to związek z tym, że świat
znany naszym nauczycielom nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem. Ten z nich, kto
jest lepszy od swojego kolegi, i tak nie dostanie ani złotówki więcej, więc jak
ma zrozumieć zalety konkurencji? Jak ma wytłumaczyć podopiecznym, że poza znaną
mu sferą budżetową istnieje zupełnie inny świat? – Prawdziwa nauka
przedsiębiorczości stanie się możliwa dopiero wtedy, gdy swoistymi
przedsiębiorstwami działającymi na zasadach rynkowych staną się same szkoły
– mówi Andrzej Sadowski.
|
 |
|
|
Maria Biardzka |
 |
|
|
Łukasz Starowieyski |
 |
|
|
Maciej Kawiński |
|
|
|