Na pokładzie samolotu nie było lekarza, a stewardesy
nie wiedziały, co robić. Wówczas do akcji wkroczyła dziennikarka Martyna
Wojciechowska. Jej kolega z telewizyjnej ekipy miał problemy z sercem i zemdlał.
– Wiedziałam, że pierwsze, co trzeba w takiej sytuacji zrobić, to podać mu
tlen. Schłodziłam mu także lodem kark i to go ocuciło. Wiedziałam też, że dla
ułatwienia oddychania należy odblokować gardło – wspomina Martyna
Wojciechowska. Zawsze ma przy sobie apteczkę, bo dużo podróżuje i prowadzi
„wypadkowy tryb życia".
Martyna Wojciechowska wie,
jak ważne jest udzielanie pierwszej pomocy. Robiła to już wielokrotnie. Podczas
wypraw w góry zawsze ma w apteczce silne leki sterydowe, które należy podać w
razie obrzęku mózgu. Dwa miesiące temu urodziła dziecko. Po powrocie do domu
szybko się nauczyła, jak udzielać pomocy takiemu maluchowi. Bo masaż serca czy
resuscytację u małych dzieci wykonuje się inaczej niż u dorosłych. Potem
przeszkoliła w tym opiekunkę i całą rodzinę.
– Moja wiedza na temat
pierwszej pomocy przydała mi się podczas wypadku samochodowego, którmu uległam
na Islandii. Osoba, która usiłowała mi pomóc, zaczęła mnie szarpać. Tymczasem
tego nie można było robić, bo miałam uszkodzony kręgosłup. W cienkim ubraniu
leżałam na śniegu w niskiej temperaturze. Dopiero po trzech godzinach po wypadku
dotarła pomoc, bo szpital był daleko, a helikopter z powodu zamieci śnieżnej nie
mógł wylądować – opowiada Wojciechowska.
Godzina życiaPołowa ofiar wypadków
drogowych ginie w kilku pierwszych minutach. Tych ludzi, poza nielicznymi
wyjątkami, nie można uratować. Szansę na ratunek ma natomiast co trzecia osoba z
poważnymi urazami wielonarządowymi, o ile udzielona zostanie im pomoc w ciągu
2-3 godzin po wypadku. Ten okres nazywany „złotą godziną" jest domeną
medycyny ratunkowej. Uratować poszkodowanych mogą jednak nie tylko
profesjonaliści. Decydujące znaczenie może mieć pomoc „przygodnych
ratowników", ludzi, którzy przypadkowo znaleźli się na miejscu wypadku.
– Jestem przekonany, że szybkie udzielenie mi pomocy po wypadku miało
decydujące znaczenie, bo żyję – mówi aktor Radosław Pazura. Przeżył ciężki
wypadek samochodowy. Gdy doszło do czołowego zderzenia, spał na tylnym
siedzeniu. – Pierwsze godziny po wydobyciu ze zmasakrowanego pojazdu znam
tylko z opowiadań, bo nic nie pamiętam. Podobno byłem w szoku, kierowałem całą
akcją, mówiłem, gdzie mnie zawieźć, do kogo zadzwonić. Wszystko poszło sprawnie.
Po pomoc zadzwonili ludzie z przejeżdżającego samochodu. Bardzo szybko mnie
wyciągnięto z samochodu. Potem konieczna była transfuzja krwi. W szpitalu jej
brakowało. Zresztą nigdy nie ma jej zbyt dużo, a podobno co 15 sekund ktoś
potrzebuje krwi. Żona musiała uruchomić całą machinę i prosić, by ludzie
oddawali krew – wspomina Pazura. Miał tak poważne obrażenia, że zapadł w
śpiączkę.
Trzyletni Krystian Drozdek z Łodzi wezwał pomoc przez telefon,
gdy jego matka z powodu zbyt niskiego poziomu cukru we krwi zasłabła. Chłopiec
przycisnął klawisz z zakodowanym numerem 112, tak jak wcześniej uczyła go matka.
Lekarze nie mają wątpliwości – syn uratował jej życie. Za ten wyczyn
czteroletni już Krystian odebrał w Brukseli nagrodę przyznawaną przez
Europejskie Stowarzyszenie Numeru Ratunkowego 112.
W udzielaniu pierwszej
pomocy dzieci lepiej się sprawdzają niż dorośli, nawet jeśli mają zaledwie kilka
lat – mówi dr Adam M. Pietrzak, specjalista intensywnej terapii i medycyny
ratunkowej z Warszawy. Dziewięcioletni chłopiec z Legnicy zadzwonił na policję z
prośbą o pomoc, gdy jego 2,5-letni brat stracił przytomność. Pięcioletni
Sebastian z Barłomina pod Wejherowem wyjął z łóżeczka trzymiesięczną siostrę i
wyniósł ją z płonącego pokoju. Siedmioletni Brajan Chlebowski z Łodzi zadzwonił
po straż pożarną, gdy w jego domu wybuchł pożarł. Chłopiec uratował życie ojca i
mieszkańców kamienicy, choć sam zmarł z powodu zaczadzenia. Po śmierci uratował
życie pięciorga chorych dzieci, gdy rodzice zgodzili się oddać jego narządy do
przeszczepów.
Śmierć w
tłumieŚwiadkowie wypadków nie chcą udzielać pomocy, gdyż nie
wiedzą, co zrobić, albo boją się odpowiedzialności w wypadku komplikacji czy
zgonu ofiary. Tymczasem według kodeksu karnego to nieudzielenie pomocy jest
przestępstwem zagrożonym karą do trzech lat więzienia. – W kilku ciężkich
wypadkach uratował mnie wyłącznie Bóg, ale by uratować trzy lata temu mojego
syna i jego przyjaciół Bóg przysłał osobę, która wiedziała, jak tej pomocy
udzielić. Paweł był po wypadku w tak silnym wstrząsie, że gdyby nie pomoc
pielęgniarki,Grażyny Sadowskiej i jej męża Krzysztofa, pewnie by tego nie
przeżył – mówi Dorota Stalińska.
Najgorzej jest zasłabnąć na ulicy
lub hallu centrum handlowego w dużym mieście. Tam na ogół nikt nie reaguje,
nawet jeśli ktoś straci przytomność. Najmniej skorzy do udzielania pierwszej
pomocy są osoby w wieku 20-50 lat. Inni potrafią jedynie patrzeć, jak umiera
chory wymagający natychmiastowej pomocy czy ofiara wypadku.
Marta Piekarz,
studentka, zasłabła na przystanku w rodzinnym Gorzowie. Doszło do zatrzymania
akcji serca, gdyż cierpi na niedomykalność zastawki mitralnej. Nikt nie próbował
jej reanimować, choć zdarzyło się to w centrum miasta. Lekarze uratowali jej
życie po 40-minutowej reanimacji. Na skutek długiego niedotlenienia doszło do
uszkodzenia mózgu. Przytomność odzyskała dopiero po tygodniu. Lekarze mają
nadzieję, że Marta odzyska pełną sprawność, ale czeka ją długotrwała
rehabilitacja. Do tego by nie doszło, gdyby ktokolwiek próbował udzielić jej
pomocy. W takiej sytuacji wystarczy masaż serca, nie trzeba nawet stosować
metody usta-usta. – Nie trzeba mieć specjalnego przeszkolenia,
niepotrzebny jest specjalistyczny sprzęt medyczny. Improwizowanie może okazać
się równie skuteczne jak profesjonalne przygotowanie – mówi dr Pietrzak.
Wojciech Olejniczak, były przewodniczący SLD, działał instynktownie, gdy
wszedł przez balkon do mieszkania kobiety, u której wybuchł pożar. –
Jestem członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej, więc wcześniej wielokrotnie brałem
udział w zawodach dla strażaków i akcjach ratunkowych, na przykład w lasach.
Pożar w bloku kolegi był jedynym wypadkiem, gdy musiałem błyskawicznie
zareagować na bezpośrednie zagrożenie czyjegoś życia. O zagrożeniu własnego nie
miałem nawet kiedy pomyśleć, bo w takich chwilach działa się odruchowo –
mówi Olejniczak.
Szybka
pomocW Polsce co roku zdarza się 50 tys. wypadków, 5-6 tys. osób w
ich wyniku umiera, a 65 tys. zostaje rannych. Aby akcja ratunkowa była
skuteczna, zespoły pogotowia muszą wyruszyć 2 min od otrzymania zgłoszenia, 15
min może zająć dojazd, po półgodzinie poszkodowani powinni być w szpitalu.
Ofiara po upływie 30 min ma 50 proc. szans na przeżycie, gdy ma uszkodzonych
kilka narządów, po godzinie – tylko 10 proc., a po trzech godzinach
– zaledwie 1 proc. Nie wystarczy wezwać karetkę. Pogotowie rzadko jest w
stanie przyjechać natychmiast. Ratownicy w Europie zaledwie w 8 proc. wypadków
są w stanie udzielić fachowej pomocy w ciągu 10 min. W razie zatrzymania
krążenia liczy się każda minuta. Do śmierci mózgu dochodzi najpóźniej po 4-5
min. Natychmiastowa pomoc „przygodnych ratowników" jest zatem
niezbędna.
Bartłomiej Biernacki, gimnazjalista z Kielc, uchronił przed
śmiercią na ulicy mężczyznę, który stracił przytomność z powodu zawału serca.
Mężczyzna leżał na ziemi, a ludzie obojętnie go omijali. Bartek wezwał pogotowie
i prowadził akcję reanimacyjną do przyjazdu karetki. – Przechyliłem mu
głowę, by umożliwić oddychanie i zacząłem masować serce oraz uciskać mostek
– wspomina gimnazjalista. Dorośli nawet nie próbowali pomóc. Przechodząca
sąsiadka udzieliła chłopcu „emocjonalnego wsparcia".
– To
typowa postawa. Większość ludzi nie podejmuje działania, bo się boi, że wyrządzi
poszkodowanemu więcej szkody niż pożytku. Tymczasem lepiej zrobić cokolwiek, niż
nie robić nic – mówi dr Pietrzak. Do opatrywania ran nie są niezbędne
jałowe opatrunki. Aby zatamować krew, wystarczy przyłożyć cokolwiek, choćby
ręcznik. Trzeba zrobić ucisk bezpośrednio na ranę, a nie powyżej ani poniżej
niej, jak do niedawna radzono. – Gadżety z apteczki wbrew pozorom nie
podnoszą skuteczności akcji ratowniczej, poprawiają jedynie samopoczucie. Do
udzielenia pierwszej pomocy wystarczą proste środki. Wszystko zależy od nas
– mówi dr Pietrzak. Przykładem jest ośmioletni chłopiec, który próbował
ratować ojca z zawałem serca. Nie wiedział, jak rękami uciskać klatkę piersiową,
więc wykorzystał do tego zwykły gumowy przepychacz do zlewu. W ten sposób
podtrzymywał krążenie do czasu przyjazdu karetki. Równie skuteczną pomoc może
udzielić każdy z nas. Wystarczą proste metody i dobre chęci.
PIERWSZA POMOC
Główna
przyczyna zgonów ofiar wypadków nie sa powazne obrazenia ciała.
Najgrozniejsza jest bezradnosc i bezczynnosc przygodnych swiadków.
„Czesto nie godziny ani nawet minuty, lecz sekundy decyduja o ludzkim
zyciu" – alarmujaautorzy ksiazki „Pierwszapomoc”. Nie
nalezy bac sie
błedów podczas udzielenia pierwszej pomocy. Zgodnie z kodeksem karnym,
jedynie osoby, które wykazuja dobra wole, nie ponosza odpowiedzialnosci
za ewentualne błedy popełnione podczas ratowania poszkodowanych.
Janina Stepinska, Tomasz Szajewski „Pierwsza pomoc", Studio Marka Łebkowskiego, Warszawa 2006 | |
| |
OFIARY BEZRADNOŚCI
Najczestszymi
przyczynami smierci sa urazy mózgu (50 proc.), wykrwawienie (30-40
proc.) oraz ostre niedotlenienie (10-15 proc.). Az 60 proc. zgonów ofi
ar wypadków nastepuje, zanim pacjent trafi do szpitala – to o połowe
wiecej niz w innych krajach europejskich. Polska przoduje w Europie pod
wzgledem tzw. smiertelnosci okołowypadkowej. Na 100 poszkodowanych w
katastrofach umiera 14 osób – ponadtrzykrotnie wiecej niz w
Europie. Az 41 proc. ofiar wypadków pomoc jest udzielana po upływie
trzech godzin, gdy szanse na uratowanie sa juz minimalne. Z badan
przeprowadzonych w Niemczech wynika, ze choc 66 proc. osób potrafi
rozpoznac zatrzymanie krazenia krwi czy oddechu, jedynie 12,5 proc.
podejmuje próby ratowania osoby poszkodowanej. Wykłady na temat zasad
udzielania pierwszej pomocy sa u nas obowiazkowym elementem kursów na
prawo jazdy i szkolen bhp w fi rmach, ale na ogół sa fi kcja. Zaledwie
co 100. Polak przeszedł nowoczesne kursy udzielania pierwszej pomocy –
kilkakrotnie mniej niz w krajach Europy Zachodniej. W USA kurs trzeba
obowiazkowo powtarzac co dwa lata. | |
| |