Hanna Gronkiewicz-Waltz ogłosiła największy program
inwestycyjny w historii Warszawy. W ciągu czterech lat na 1200
projektów władze miasta wydadzą 15 mld zł (roczny budżet stolicy to 10 mld zł).
Druga linia metra w Warszawie będzie kosztować trzy razy więcej niż
porównywalny odcinek metra w Barcelonie. Budowana w stolicy
oczyszczalnia ścieków Czajka będzie najdroższa na świecie. Od czasu przejęcia
władzy w Warszawie przez Hannę Gronkiewicz-Waltz w prawie każdym
dużym przetargu budowlanym w mieście – czy to na mosty, czy muzea,
czy szpitale – ceny zakontraktowanych robót nawet dwukrotnie przekraczają
kosztorysy. Nieprzypadkowo prezydent Warszawy jest przez niektórych urzędników
i radnych nazywana "królową".
Aby
sfinansować swe bizantyjskie plany, władze Warszawy planują do 2011 r.
trzykrotnie zwiększyć zadłużenie miasta. Obecne zadłużenie stolicy sięga 2,27
mld zł, a wzrośnie do ponad 7 mld zł. Na każdą warszawską rodzinę
przypadnie średnio 16 tys. zł długu. Warszawa z jednego z najmniej
zapożyczonych miast w Polsce stanie się najbardziej zadłużonym. –
Stolica będzie wtedy w gorszej sytuacji niż Polska pod koniec rządów
Gierka – złośliwie komentuje europoseł Paweł Piskorski, były prezydent
Warszawy.
Negocjacyjny
walkowerGdyby osoby zatrudnione przez Hannę Gronkiewicz-Waltz
pracowały w prywatnej firmie, już dawno zwolniono by je dyscyplinarnie. W
kwietniu 2008 r., miesiąc przez rozstrzygnięciem przetargu na budowę
Centrum Nauki Kopernik na Powiślu, Jarosław Kochaniak, jeden z czterech
wiceprezydentów miasta, oświadczył, że choć ratusz zarezerwował na budowę
centrum 250 mln zł, to "liczy się z tym, że miasto będzie musiało
wyłożyć ponad 300 mln zł". Podpisano już umowy na wystawy, które mają się
odbyć w tym centrum na przełomie 2009 r. i 2010 r. Kupiono też
urządzenia do prezentacji, który będą się w nim odbywać. Efekt? Najniższa
zgłoszona oferta w przetargu na budowę centrum opiewała na 337 mln zł.
Zachowanie podopiecznego Hanny Gronkiewicz-Walz można porównać do
postępowania osoby, która przed kupnem mieszkania odwiedza dewelopera i
mówi, że będzie musiała wydać na nie więcej, niż planowała. Opowiada, że jest
w sytuacji bez wyjścia i musi szybko je nabyć, bo już zamówiła
meble, a poza tym zaprosiła gości na parapetówkę. Oczywiste jest, że
firma natychmiast wykorzysta desperację klienta. – Władze Warszawy chcą za
wszelką cenę wywiązać się z obietnic. Szefowie firm budowlanych to
wiedzą, więc podnoszą marże – potwierdza Maciej Maciejowski, radny
Warszawy (PiS).
Wiceprezydent Kochaniak niedawno wyliczał na radzie
Warszawy, jak bardzo wzrosną koszty inwestycji w stolicy. Zapytany przez
jednego z radnych SLD, skąd wziął te wyliczenia, odparł że "od
inwestorów", czyli od firm, które będą je wykonywać i w
których interesie jest, aby miasto zapłaciło za nie jak najwięcej.
Drugim najbliższym współpracownikiem pani prezydent jest wiceprezydent Jacek
Wojciechowicz, były burmistrz Wesołej, najmłodszej i najmniejszej
dzielnicy Warszawy. Sprawdził się w tej roli i za to dostał awans.
W ratuszu odpowiada właśnie za inwestycje. Problemem jest to, że Wesoła
ma 20 tys. mieszkańców i roczny budżet w wysokości 68 mln zł
(0,007 proc. budżetu stolicy). To mniej więcej tak, jak by właściciel kiosku w
nagrodę za dobre wyniki został prezesem całej sieci Empik.
Zaproszenie do zmowyNa naprawdę
wolnym rynku nawet gdyby szefowie którejś z firm wykonawczych próbowali
podbić stawki za swe usługi, powstrzymałby ich przed tym strach, że inne firmy
tego nie zrobią i stracą na ich rzecz zlecenie. Ale warszawski ratusz tak
rozpisuje przetargi, że konkurencji na miejskie inwestycje prawie nie ma. Na
przykład dokumentację przetargu na budowę drugiej linii metra przekazano
zainteresowanym firmom 30 kwietnia 2008 r. Termin na złożenie ofert wyznaczono
26 maja. Niespełna miesiąc miał wystarczyć firmom na przygotowanie ofert na
jedną z największych inwestycji w Unii Europejskiej. Właśnie z
powodu krótkiego terminu w przetargu nie wzięły udziału dwie firmy
i ostatecznie złożyły oferty tylko trzy konsorcja. Niewielka liczby
uczestników przetargów zwiększa niebezpieczeństwo ich zmowy cenowej. Na przykład
w konkursie na budowę oczyszczalni ścieków Czajka na Białołęce wzięły
udział tylko dwa konsorcja. Na czele jednego stał Budimex Dromex, drugiego
– Warbud. "Wprost" ustalił, że władze obu spółek spotykały się
przed złożeniem ofert i na ten temat rozmawiały. Firmy sektora budowlanego są
szczególnie podatne na zmowy, dlatego że choć w jednym przetargu
formalnie konkurują, to w następnym występują razem w konsorcjum
(na przykład Budimex i Warbud budują wspólnie drogę ekspresową S8). Ich
szefostwa dobrze się znają, co ułatwia zawieranie niezgodnych z prawem
porozumień na zasadzie: ja ci podbiję cenę w tym przetargu, a ty
mi w następnym.
Tanim
dziękujemyDobrym sposobem na rozbicie solidarności firm budowlanych
jest dopuszczenie do przetargów firm spoza unii. Na przykład w przetargu
na budowę drugiej linii metra miał wziąć udział polski Energopol-Południe w
konsorcjum z chińską Shanghai Construction Group (SCG). Oczekiwano, że
zaproponują one najniższą cenę, tymczasem w ogóle nie dopuszczono ich do
udziału w przetargu. – Nagle zażądano od nas udokumentowania
kwalifikacji kadry inżynierskiej zgodnie z wymogami polskiego prawa. W
tak krótkim czasie potwierdzenie uprawnień chińskich inżynierów jest
niemożliwe - tłumaczył Jacek Taźbirek, prezes Energopolu-Południe. Co ciekawe,
kolejna chińska firma, należąca do państwa China National Corporation for
Overseas Economic Cooperation, także nie miała szans zaproponować swojej ceny
w przetargu. W grudniu 2007 r. wykluczono ją, bo "nie
przedstawiła wszystkich wymaganych dokumentów". Rzecznik Metra
Warszawskiego oświadczył, że nie można "przymknąć oka na to uchybienie, bo
pojawiłyby się protesty innych firm".
Skrupulatność, z jaką
warszawscy urzędnicy prześwietlają oferty firm, daje wiele do myślenia. To już
bowiem trzeci wypadek w ostatnich miesiącach, że firma spoza unii, która
najprawdopodobniej zaproponowałaby najniższą cenę, jest z powodów
proceduralnych eliminowana z przetargu. Wcześniej w konkursie na
budowę oczyszczalni Czajka zdyskwalifikowano turecką firmę Sistem Yapi (zdążyła
wcześniej złożyć ofertę z ceną prawie dwa razy niższą od zaproponowanej
przez konsorcja Budimeksu Dromeksu i Warbudu).
Rachunek za błędyAni prezydent Warszawy,
ani żaden z jej współpracowników przez półtora roku nie mieli pomysłu, co zrobić
z szokującymi wycenami kolejnych projektów inwestycji. Przez ostatnie
kilkanaście miesięcy wiceprezydenci stolicy zajmowali się przekonywaniem opinii
publicznej, że miasto musi zapłacić więcej, oraz ogłaszaniem coraz to nowych
pomysłów, skąd wziąć na to środki.
Dopiero po ostatnim przetargu na budowę
drugiej linii metra Hanna Gronkiewicz-Waltz ściągnęła do Warszawy ekspertów z
Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju oraz z Europejskiego
Banku Inwestycyjnego i firmy audytorskiej Jaspers. Potwierdzili oni, że
wstępne wyceny są prawidłowe i że linia nie powinna kosztować więcej niż
3 mld zł. To oznacza, że firmy budowlane wykorzystują nieudolność ratusza
i próbują naciągnąć go na dodatkowe 3 mld zł.
Jak za GierkaTak drogich inwestycji,
jakie zaplanowały władze Warszawy, nie da się zrealizować bez zaciągania długów.
Obecnie zadłużenie stolicy sięga 23 proc. jej dochodów, a już za trzy
lata ma sięgnąć 59 proc. – bardzo zbliżonego do poziomu dopuszczalnego
przez prawo (60 proc.). Dług ma zostać sfinansowany przez emisję euroobligacji
oprocentowanych na 5 proc. rocznie, co oznacza, że tylko odsetek od długu
Warszawa będzie płacić 350 mln zł rocznie. Hanny Gronkiewicz-Waltz wydaje się to
nie martwić. – Oddelegowała wszystkie istotne kompetencje do swoich
zastępców, a sama nadzoruje tylko biuro promocji miasta, co świadczy
o tym, co jest dla niej priorytetem – ocenia Dariusz Figura,
warszawski radny PiS.
Z sondażu przeprowadzonego pod koniec 2007 r.
wynikało, że 37 proc. warszawiaków jest zadowolonych z prezydentury Hanny
Gronkiewicz-Waltz, a podobny odsetek był wobec niej neutralny (oceniali
jej prezydenturę jako "ani dobrą, ani złą"). To dobry punkt wyjścia do
następnych wyborów prezydenta Warszawy, które odbędą się w 2010 r.
W rozmowie z "Wprost" Hanna Gronkiewicz-Waltz
potwierdza, że chce w nich wystartować. Jeżeli warszawiacy nie zorientują
się wcześniej w prawdziwym obrazie jej obecnej prezydentury, mogą
zapłacić za to bardzo wysoką cenę.
Hanna Gronkiewicz-Waltz Prezydent Warszawy
Od
półtora roku jestem prezydentem stolicy, a już osiągnęliśmy najlepszy
wynik w historii: w 2007 r. zrealizowaliśmy 81 proc. zaplanowanych
inwestycji. W kilku ważnych przetargach ceny były wyższe od
kosztorysów, ale to wynika z sytuacji na warszawskim rynku budowlanym.
Firmy, które wykluczono z konkursów, nie spełniały wymagań formalnych.
Nie mam pewności, czy przy powtórzonych przetargach ceny będą niższe. W
ten sposób będziemy tracić czas. Do 2011 r. musimy wykorzystać
wszystkie środki unijne, bo inaczej przepadną, a bez nich inwestycje
będą kosztować znacznie więcej. Wskaźnik zadłużenia na poziomie 59
proc. dochodów nie jest groźny dla miasta. W innych europejskich
miastach jest on kilkukrotnie wyższy. | | |
| | |