Trzech najbardziej wpływowych polityków w państwie
Polacy uważają za największych kłamców. To szokujące. Donald Tusk, najbardziej
lubiany polityczny lider ostatnich lat, jest jednocześnie postrzegany jako
największy kłamca. Ta pozorna sprzeczność jest łatwa do wytłumaczenia. „W
nowoczesnych społeczeństwach wprowadzanie w błąd i iluzja są środkiem osiągania
sukcesu" – zauważył Steffen Dietzsch, niemiecki filozof, autor
książki „Krótka historia kłamstwa". Gdy ponad sto lat temu pisarz
Mark Twain kpił, że prawda jest naszym największym skarbem, więc musimy ją
oszczędzać, mało kto przypuszczał, że w XX wieku kłamstwo stanie się podstawowym
orężem demokratycznie wybieranych polityków. Czy to znaczy, że chcemy być
okłamywani?
Kłamca
aktualnyW badaniu przeprowadzonym przez Pentor na zlecenie
„Wprost" respondenci wskazywali „polskiego polityka, który ich
zdaniem najczęściej kłamie, przedstawia wyborcom obietnice bez pokrycia,
nieprawdziwe informacje". Pierwsze miejsce w rankingu kłamców zajął Donald
Tusk, którego wskazywał prawie co piąty respondent. Bardziej łaskawe dla Tuska
były osoby młode, o wysokich dochodach i z wyższym wykształceniem. Co ciekawe,
premier był przede wszystkim wskazywany jako kłamca przez osoby z biedniejszych
rejonów Polski: Lubelskiego, Świętokrzyskiego, Warmińsko-Mazurskiego i
Zachodniopomorskiego.
Drugie miejsce w rankingu kłamców zajął Jarosław
Kaczyński. Lider PiS, odwrotnie niż szef PO, często był wskazywany jako kłamca
przez osoby z wyższym wykształceniem, raczej młode, o wysokich zarobkach,
zwłaszcza przez mężczyzn. Oczywiście najczęściej Jarosława Kaczyńskiego
wskazywali zwolennicy PO (29 proc.) i SLD (30 proc.). Trzecia lokata przypadła
Lechowi Kaczyńskiemu. Prezydent był jednak wymieniany zdecydowanie rzadziej niż
obecny i były premier. Za kłamcę najczęściej uważali go młodzi ludzie, zwłaszcza
zwolennicy PO (15 proc.) i SLD (18 proc.).
Rzuca się w oczy brak w ścisłej
czołówce kłamców takiego polityka jak Aleksander Kwaśniewski, w wypadku którego
mijanie się z prawdą było niemalże znakiem rozpoznawczym. Badani wystawili więc
opinię przede wszystkim aktualnym kłamcom, łaskawiej patrząc na polityków
niemających już realnej władzy.
Tusk iluzjonistaKłamstwo jest celowym wprowadzeniem kogoś w
błąd, ale może zachodzić zarówno przez zafałszowanie prawdy, jak i jej
przemilczenie. Aby zrozumieć, jakimi kłamcami politycy są faktycznie, warto się
powołać na badanie jakościowe. Wzięło w nim udział 30 psychologów,
psychoterapeutów i specjalistów od marketingu. Określali oni, na czym polega
kłamstwo danego polityka. Okazało się, że Donald Tusk jest przez nich traktowany
jako uwodziciel, naturalny iluzjonista. Premier odróżnia prawdę od fałszu i
używając różnych gier językowych, białych kłamstw, obietnic bez pokrycia,
różnych sposobów wywierania wpływu na ludzi, stara się odnieść korzyść. Dobrą
ilustracją takiego zachowania jest stosunek Tuska do wprowadzenia opłat za
korzystanie ze służby zdrowia. Z jednej strony mówi, że nie zgodzi się na
dodatkowe opłaty, a z drugiej – deklaruje poparcie dla podwyższenia
składki zdrowotnej o 1 punkt procentowy. Polaka zarabiającego nieco mniej niż
średnią krajową pensję (3 tys. zł brutto) ten „brak" dodatkowych
opłat kosztowałby rocznie 312 zł.
Pierwsze miejsce w rankingu kłamców
Donald Tusk zajął prawdopodobnie dlatego, że wiele wyborcom naobiecywał, zaś z
realizacją tych obietnic bywa różnie. Najbardziej dotkliwe dla Polaków jest
niezrealizowanie obietnicy poprawy sytuacji w służbie zdrowia. Podczas
wakacyjnych wyjazdów daje się także odczuć niespełnienie obietnic budowy
autostrad. Największy kłamca pozostaje jednak również najpopularniejszym
politykiem, bo zręcznie posługuje się socjotechniką. Tusk używa techniki
„konia trojańskiego", czyli zwraca ogromną uwagę na wzbudzanie
pozytywnych emocji, formę i styl. Premiera kojarzymy głównie z grą w piłkę,
uśmiechami, optymizmem. Negatywne informacje Tusk zostawia do przekazania swoim
ministrom lub ukrywa je w cieniu gabinetu; na przykład nie wypowiada się na
temat rosnących cen czy inflacji.
Kaczyński manipulatorDrugie miejsce Jarosława Kaczyńskiego w
rankingu kłamców można wyjaśnić w dwojaki sposób. W badaniu jakościowym Jarosław
Kaczyński był uznawany za makiawelistę, a więc polityka, który w sposób świadomy
używa nieprawdziwych informacji, traktując je jako polityczną broń. W
przeciwieństwie do Tuska, Jarosław Kaczyński nie ukrywa swoich intencji, tylko
walczy z otwartą przyłbicą. Taka taktyka zwykle jest nieskuteczna (przedmiotem
żartów jest „wilczy wzrok Tuska", który widzi tylko Kaczyński). Z
tego względu lider PiS jest postrzegany jako bezwzględny manipulator, i to mimo
że nie korzysta z socjotechnik częściej niż inni politycy.
Drugim powodem
uznawania Jarosława Kaczyńskiego za makiawelistę są kategoryczne wypowiedzi,
które okazały się nieprawdziwe. Obietnica budowy 3 milionów mieszkań wygrała w
rankingu kłamstw wyborczych (20,5 proc.), zaś miraż wprowadzenia „taniego
państwa" zajął trzecie miejsce (16,6 proc.). Duże znaczenie miało tu
podjęcie decyzji o zawiązaniu koalicji z krytykowaną wcześniej Samoobroną czy
też przyjęcie przez Jarosława Kaczyńskiego teki premiera. Wypowiedź: „Nie
będę premierem, gdy mój brat będzie prezydentem" była uznawana przez
uczestników badania jakościowego za wzór cynicznego kłamstwa.
Chociaż Lech
Kaczyński zajął trzecie miejsce w rankingu kłamców, uczestniczy badania
jakościowego inaczej postrzegali półprawdy prezydenta, a inaczej jego brata,
lidera PiS. W odróżnieniu od brata Lech Kaczyński nie jest uważany za
makiawelistę, ale osobę, która jest nieświadomym blagierem. To polityk, który
najpierw do pewnej półprawdy przekonuje siebie, a potem innych. Jest
nieświadomy, że w kilku ważnych sprawach użył kłamstwa jako swoistego mechanizmu
obronnego. Zmiany stanowiska prezydenta w sprawie traktatu lizbońskiego mogą
więc być zgodne z wiarą i przekonaniami, chociaż jego wypowiedzi w tej sprawie
nie zawsze są spójne.
Kłamstwo
systemoweOdpowiedź na pytanie, dlaczego politycy kłamią, jest
banalnie prosta. Dlatego że ludzie nie chcą słyszeć prawdy. Gdyby rywalizowało z
sobą dwóch kandydatów, z których jeden by kłamał, a drugi mówił prawdę, znacznie
większe szanse na sukces miałby kłamca. Kłamstwo jest bowiem bliskie ludziom:
wiedzą o nim, ale nie chcą się do tego głośno przyznać.
W 1975 r.
psychologowie R.E. Turner, C. Edgley i G. Olmstead dowiedli, że prawie 62 proc.
rozmów, które przeprowadzamy codziennie, ma kłamliwy charakter. Pięć lat później
prof. Dale Hample z Uniwersytetu Maryland ustalił, że każdy z nas kłamie średnio
13 razy tygodniowo. Z kolei według psychologa Roberta S. Feldmana z uniwersytetu
w Massachusetts, podczas 10-minutowej rozmowy każdy kłamie przynajmniej raz.
Przy czym w 80 proc. wypadków mamy do czynienia ze świadomym kłamstwem. Dla
społeczeństw w państwach demokratycznych ważne jest więc nie to, czy polityk
mówi prawdę czy nie, ale styl, w jakim to robi.
Ludzie łatwo wybaczają
politykom notoryczne łgarstwa, pod warunkiem że nie podejrzewają ich o cynizm i
wyrachowanie. Nie trzeba było wysłuchiwać szczerych wyznań premiera Węgier
Ferenca Gyurcsánya, aby wiedzieć, że kłamał i oszukiwał wyborców. Dopiero jednak
odtworzenie w mediach (we wrześniu 2006 r.) nagrania, na którym otwarcie i
cynicznie przyznawał się do kłamstwa, spowodowało wielkie protesty. „Węgry
są spisane na straty. Przez cztery lata nie zrobiliśmy nic. Absolutnie nic.
Ostatnie półtora roku czy dwa lata były jednym wielkim kłamstwem. Spierdoliliśmy
sprawę, i to strasznie. Żaden z europejskich krajów nie zrobił tylu głupstw co
my" – mówił wówczas Gyurcsány.
Potykanie się o prawdęW książce „Wiek propagandy"
profesorowie psychologii Anthony Pratkanis i Elliot Aronson dowodzili, że
polityk, który kłamie, ponosi konsekwencje tylko wtedy, gdy jego przewiny
zostaną w odpowiedni sposób przedstawione w mediach. I tak kłamstwa Billa
Clintona na temat jego romansu z Monicą Lewinsky w efekcie przyniosły mu
współczucie i… rekordową popularność. Podobnie jak kłamstwa dotyczące
pierwszej wojny z Irakiem w 1990 r. (o wyzwolenie Kuwejtu) przyniosły rekordowe,
bo 76-procentowe poparcie opinii publicznej dla decyzji o tej interwencji.
Poparcie takie deklarowali widzowie programów telewizyjnych, którzy oglądali
zapłakaną nastolatkę opowiadającą o okrucieństwach irackich żołnierzy, rzekomo
mordujących noworodki. Faktycznie nastolatka była córką ambasadora Kuwejtu w USA
i mieszkała w Waszyngtonie, zaś jej relacja była akcją public relations. Gdyby
zdemaskowano te kłamstwa, nastawienie opinii publicznej do wojny by się
zmieniło.
Taktyka demaskowania kłamcy jest skuteczna, gdy wywołuje w
społeczeństwie poczucie straty lub krzywdy. I tak fakt, że Bill Clinton zataił
romans z Monicą Lewinsky, nie miał dla przeciętnego Amerykanina żadnego
znaczenia. Podobnie jak kłamstwa Aleksandra Kwaśniewskiego na temat jego
wykształcenia. Dlatego łatwo puszczono je w niepamięć. Gorzej, gdy ktoś
uświadomi opinii publicznej, że kłamstwo ma dla niej znaczenie, na przykład
wpływa na sytuację materialną. Najlepszym przykładem wykorzystania tej
prawidłowości była kampanii brytyjskiej Partii Pracy w 1997 r., gdy po 18 latach
Tony Blair odsunął konserwatystów od władzy. „Konserwatyści obiecali przed
wyborami w 1992 r., że nie tylko nie podniosą podatków, ale będą je co roku
obniżać. Nie tylko nie spełnili swojej obietnicy, ale podnieśli obciążenia
fiskalne najbardziej od czasu II wojny światowej. Złamane obietnice
konserwatystów skaziły całą politykę w Wielkiej Brytanii. Dlatego uczyniliśmy
naszą główną zasadą, by nie składać obietnic, których nie możemy dotrzymać"
– mówił wówczas lider Partii Pracy Tony Blair. Na ulicach zawisły portrety
polityków Partii Konserwatywnej z nosami jak u Pinokia. Efekt? Torysi ponieśli
największą porażkę od 1906 r. (zdobyli wówczas tylko 165 miejsc w parlamencie, a
laburzyści 419 na 659).
Podobny scenariusz może się zrealizować w Polsce.
Sygnałem alarmowym dla ekipy Donalda Tuska musi być nie tylko uznanie go przez
Polaków za największego kłamcę, ale również wyraźny spadek poparcia dla jego
partii – popiera ją już tylko 30 proc. badanych. Jeżeli Polacy zaczną
dostrzegać ściślejszy związek między kłamstwami ekipy rządzącej a ich własnym
interesem, to PO będzie tracić w sondażach. Obywatele nie oczekują od polityków,
że nie będą kłamać tylko tego, że nie dadzą się złapać. Jak zauważył Winston
Churchill, jeden z bardziej cynicznych kłamców w historii, „czasami
ludziom zdarza się potknąć o prawdę, ale większość prostuje się i idzie dalej,
jakby nic się nie stało.
Najbardziej kłamliwe obietnice wyborcze PiS i PO
wybudowanie 3 milionów mieszkań (obietnica PiS z 2005 r.) 20,5%
bezpłatny dostęp do opieki
medycznej i likwidacja NFZ (obietnica PO z 2007 r.) 19,1%
tanie państwo –
obniżka podatków i wydatków budżetowych (obietnica PiS z 2005 r.)
16,6%
nowoczesna sieć
autostrad i dróg ekspresowych (obietnica PO z 2007 r.) 15,0%
radykalne podniesienie płac
dla budżetówki (obietnica PO z 2007 r.) 7,2%
wprowadzenie podatku liniowego z ulgą
prorodzinną (obietnica PO z 2007 r.)
4,8%
oczyszczenie Polski z postkomunistycznych układów (obietnica PiS z 2005 r.) 4,7%
rewolucja moralna (obietnica PiS z 2005 r.) 2,9%
Źródło: Pentor dla
„Wprost" |
|
|
|
FAŁSZ/PRAWDA
Bill Clinton, były
prezydent USA „Nigdy nie miałem stosunków seksualnych z tą kobietą,
panną Lewinsky" Uprawiał z nią seks oralny.
Barack Obama, kandydat na prezydenta USA „Mój wujek należał do oddziału, który brał udział w wyzwalaniu obozu
koncentracyjnego w Auschwitz" Auschwitz wyzwoliła Armia Czerwona.
Hillary Clinton, senator z
Nowego Jorku „Pamiętam
lądowanie pod ostrzałem snajpera [w Tuzli w Bośni w 1996 r.]. Miała być
ceremonia powitania na lotnisku, ale zamiast tego musieliśmy biec z
opuszczonymi głowami do samochodów" W 1996 r. w Tuzli było już
spokojnie, wojna w Bośni skończyła się rok wcześniej, po podpisaniu porozumienia
w Dayton.
Dick Cheney,
wiceprezydent USA „Nie ma wątpliwości, że Saddam Husajn posiada broń
masowego rażenia" W Iraku nie znaleziono śladów broni masowego
rażenia.
George Bush,
prezydent USA „W tej chwili Irak rozwija i udoskonala infrastrukturę,
która jest używana do produkcji broni biologicznej" W Iraku nie
znaleziono broni biologicznej.
José
Maria Aznar, były premier Hiszpanii „ETA stoi za tymi
zamachami [z 11 marca 2004 r.]" Nie znaleziono żadnych dowodów udziału
baskijskich separatystów w zamachach; przeprowadziła je Al-Kaida.
Richard Nixon, były prezydent USA „Ani
ja, ani administracja Białego Domu nie braliśmy jakiegokolwiek udziału
we włamaniu [do siedziby demokratów w hotelu Watergate]" Podczas
przesłuchań przed senacką komisją ujawniono przestępstwa popełnione
przez urzędników Białego Domu; Nixon został potem ułaskawiony przez
prezydenta Geralda Forda.
Tony
Blair, były premier Wielkiej Brytanii „Saddam Husajn może użyć
broni masowego rażenia w ciągu 45 minut od podjęcia decyzji o sięgnięciu po
nią" W Iraku nie znaleziono broni masowego rażenia.
Jarosław Kaczyński, były premier RP „Nie będę premierem, gdy mój brat będzie prezydentem" Został
premierem w lipcu 2006 r.
Aleksander
Kwaśniewski, były prezydent RP „Od
kilku miesięcy używam silnych środków medycznych, to wynika z
dolegliwości, jakich nabawiłem się w czasie pobytu na Filipinach" Według świadków, był pijany.
Lech
Kaczyński, prezydent RP „Andrzej
Lepper udowodnił, że ma za nic prawo i jest politycznym awanturnikiem.
Poparcie PiS dla tego polityka w jakiejkolwiek sytuacji jest nierealne" W maju 2006 r. PiS zawiązało koalicję z Samoobroną, a Lepper został
wicepremierem i ministrem rolnictwa.
Donald Tusk, premier RP „To podłe kłamstwo. Moi
dziadkowie nie byli w Wehrmachcie, tylko w obozach koncentracyjnych" Dziadek Donalda Tuska po wyjściu z obozu służył w Wehrmachcie. |
|
|
|
Kochani kłamcy
Wojciech Jabłoński Specjalista
marketingu politycznego z Uniwersytetu Warszawskiego.
Kłamstwo jest
wpisane w zawód polityka. Działa, ponieważ chcemy być oszukiwani.
Obietnice „drugiej Irlandii" wprawiają nas w dobry nastrój. Nasz
entuzjazm słabnie, kiedy słyszymy o kosztach jej budowy. Dlatego wolimy
słyszeć kłamstwo niż prawdę. Nie czytamy programów polityków, bo to
wymagałoby od nas myślenia. Liderów partii wolimy osądzić po kroju
marynarki i fryzurze. Politycy i wyborcy współdziałają w kłamstwie. Adam Łaszyn Doradca
medialny PO, prezes Alert Media Communications.
Kłamstwo, a często
także
składanie obietnic bez pokrycia, dyskredytuje polityka. Jedyną
dopuszczalną formą kłamstwa w polityce jest przemilczenie części
prawdy. To jest o tyle usprawiedliwione, że czasami daje możliwość
przeprowadzenia ważnych zmian politycznych bądź gospodarczych. Ireneusz Krzemiński Socjolog
z Uniwersytetu Warszawskiego.
Politycy są lustrem społeczeństwa. Wśród
Polaków istnieje duże przyzwolenie na mijanie się z prawdą. Od
polityków oczekujemy przede wszystkim skuteczności, a temu może
przeszkadzać zbytnia uczciwość i prawdomówność. Godzimy się, że w imię
tzw. wyższych celów polityk mija się z prawdą. To, co w innych krajach
dyskwalifikowałoby polityka, w Polsce nikogo nie oburza. |
|
|
|

