OD stycznia 2009 r. płaca minimalna wzrośnie z
obecnych 1126 zł do 1276 zł (o 13,3 proc., a w porównaniu z 2007 r. – o 36
proc.), czyli do równowartości 40 proc. średniego wynagrodzenia. W tej sprawie
rząd Donalda Tuska porozumiał się ze związkami zawodowymi – ma to poprawić
sytuację najgorzej zarabiających Polaków. Skutek będzie dokładnie odwrotny:
właśnie oni stracą najbardziej.
Uwięzieni w biedzieIstnienie odgórnie określonej płacy
minimalnej to w istocie zakaz zatrudniania osób najuboższych, najgorzej
wykształconych, pochodzących z najsłabiej rozwiniętych regionów. Negatywne
skutki płacy minimalnej są zwielokrotnione przez ogromne obciążenia fiskalne
nakładane na pracę. Wypłacenie pracownikowi 1276 zł brutto oznacza dla
pracodawcy wydanie dodatkowo 1000 zł na podatki, składki i fundusze. Nie licząc
innych kosztów, pracownik otrzymujący najniższe wynagrodzenie musi więc
wytworzyć dobra – produkty lub usługi – o wartości przekraczającej
2276 zł, aby jego zatrudnienie mogło być opłacalne.
Jak wygląda
potencjalny adresat dobrodziejstwa rządu i związkowców? To niewykształcony
bezrobotny, z popegeerowskiej wsi, który niewiele umie, ale chce się wyrwać z
bezrobocia. Właściciel warzywniaka w pobliskim miasteczku proponuje mu pracę
sprzedawcy. Załóżmy, że w cenie kapusty, cebuli, marchwi (kosztują około 2 zł za
1 kg) jest gigantyczna, 50-procentowa marża i na każdym sprzedanym kilogramie
warzyw zysk sklepu wynosi złotówkę. Aby pokryć koszty swojej płacy, pracownik
musi sprzedawać w tym sklepiku 2,3 tony warzyw miesięcznie. Jeżeli sprzedawałby
tylko 2 tony i wypracowywał 2000 zł miesięcznie, to pracodawca go nie zatrudni,
gdyż po opłaceniu podatków i składek zostałoby mu tylko 1100 zł na pensję dla
pracownika – znacznie poniżej ustawowej płacy minimalnej. Nieważne, że i
pracodawca, i pracownik zgodziliby się na takie warunki. Związkowcy twierdzą, że
to wyzysk, więc rząd zabrania temu człowiekowi pracować. Niech dalej będzie
bezrobotny.
Minimum
biurokratówNa pewno nie stracą pracy i zyskają na podwyższeniu
najniższego wynagrodzenia urzędnicy, posłowie i radni, dorabiający sobie w
komisjach, radach i komitetach, w których diety są określane jako wielokrotność
minimalnej płacy. Na przykład w Radzie Ochrony Pracy 32 członków zajmuje się
„nadzorem nad warunkami pracy i działalnością Państwowej Inspekcji
Pracy". Spotykają się kilkanaście dni w roku, za co miesięcznie mogą
otrzymywać równowartość od jednej do trzech minimalnych pensji.
Zgodnie z
wyliczeniami resortu pracy, podniesienie płacy minimalnej o złotówkę oznacza
wydanie z budżetu dodatkowo prawie miliona złotych rocznie. Według wielu
ekonomistów, koszty te są jeszcze wyższe i styczniowa podwyżka płacy minimalnej
o 150 zł może przynieść obciążenie dla budżetu w wysokości nawet 4 mld zł
– po 110 zł na każdego Polaka.
Poligony absurdówW 2007 r. w Niemczech po raz pierwszy
wprowadzono płacę minimalną w sektorze pocztowym, aby chronić państwową pocztę
przed prywatnymi konkurentami, narzucając tym ostatnim wyższe koszty. Na
przykład prywatna spółka pocztowa Pin Group musiała zwolnić 5760 osób (ponad
połowę pracowników), bo nie była w stanie płacić im wyższych pensji. W latach
1949-1958 rząd amerykański zwiększył płace minimalne w Portoryko (państwie
stowarzyszonym) do poziomu przeciętnego dla USA. W skutek tego 37 tys.
Portorykańczyków, czyli połowa robotników przemysłowych, straciło pracę. We
Francji doszło już do tego, że aż 15,6 proc. zatrudnionych otrzymuje bardzo
wysoką płacę minimalną. Naukowcy z Narodowego Instytutu Studiów Statystycznych i
Ekonomicznych oszacowali, że proponowane podwyższenie płacy minimalnej o 10
proc. spowodowałoby likwidację 290 tys. miejsc pracy we Francji.
Od
zadekretowania przez rząd wyższego wynagrodzenia minimalnego nie zmieni się
wielkość funduszu płac w firmach. Przedsiębiorca może albo podnieść najniższe
wynagrodzenia i obniżyć pozostałe, albo zwolnić część pracowników, albo podnieść
ceny swoich produktów i usług. Każde z tych rozwiązań uderza przede wszystkim w
pracowników. Albo część z nich ubożeje, albo inni zostają wypchnięci na
bezrobocie i do tzw. szarej strefy, albo nakręca się inflacja niwelująca
podwyżki (wzrost płac i cen bez zwiększenia produkcji).
W efekcie odbija
się to na wszystkich – pogorszeniem konkurencyjności gospodarki, a
równocześnie spadkiem wpływów do budżetu i wzrostem jego wydatków.
Tekst prezentuje wyłącznie prywatne poglądy autora.
