Ostre picie, narkotyki, grzmocenie się z panienkami po
magazynach" i nieodpowiednie obchodzenie się z jedzeniem – tak
wygląda praca w restauracji według Anthony’ego Bourdaina. To szef kuchni
znany z programu Discovery „Anthony Bourdain – bez rezerwacji".
O imprezach, panienkach i podtruwaniu klientów można przeczytać w jego książce
„Kill Grill. Restauracja od kuchni". Opisywane w niej bluzgi,
rękoczyny i terroryzowanie kucharzy zobaczyli wszyscy, którzy choć raz trafili
na program „Piekielna kuchnia Gordona Ramsaya” w telewizji
Kuchnia.tv czy TVN Style.
Zupełnie inaczej wygląda kuchenna
rzeczywistość w filmie „Życie od kuchni" z Catherine Zeta-Jones, w
którym – podobnie jak w powszechnym wyobrażeniu – dobrzy kucharze
prezentują się jako wrażliwi ludzie o bogatym wnętrzu, gotujący w rytm muzyki
klasycznej. Jednak zarówno książka Bourdaina, jak i doświadczenie naszych
rozmówców przeczą temu wizerunkowi.
Kuchenne zwyczaje, czyli macanie genitaliówKelnerzy pytani o
kucharzy kreślą zgodnie smutny obraz: wulgarne typy, erotomani gawędziarze i
gadżeciarze – najczęściej kupujący drogie samochody. – Bez przerwy
rozmawiają rynsztokowym językiem o tym, ile i jakie panie zaliczyli oraz co
fajnego kupią sobie za zarobione pieniądze. Przesadnie eksponują swoją męskość i
twardość. Poza tym traktują nas arogancko, uważają się za lepszych i robią
złośliwe dowcipy – narzeka warszawski kelner, który ma na koncie pracę
m.in. w najdroższej polskiej restuaracji Rondo Royal. Robert Sowa, szef kuchni
hotelu Jan III Sobieski, przyznaje, że wulgaryzmy są na porządku dziennym, u
zatrudnionego przez niego rzeźnika wisi zdjęcie nagiej pani, a kucharze
uwielbiają duże i drogie auta. – Karol Okrasa ma wielką toyotę land
cruiser, Marcin Budynek, szef kuchni hotelu Warszawa w Augustowie –
tuarega – opowiada o swoich kolegach. – Musimy przecież przewozić
produkty. No i nie bez znaczenia są względy bezpieczeństwa – dużo
jeździmy, chociażby na różne konkursy kulinarne. A w każdym razie tak trzeba
było powiedzieć w domu – żartuje. Sowa przyznaje się do gadżeciarstwa
– ma bzika na punkcie luksusowych zegarków.
W „Kill
Grill" możemy przeczytać o zachowaniach, które budzą skojarzenia raczej z
więzieniem niż kuchnią wykwintnej restauracji. Bourdain opisuje falę, jaką
przeszedł, gdy zaczynał pracę w zawodzie. Koledzy upokarzali go, m.in. macając
po genitaliach. Dopiero kiedy szczególnie upartemu dręczycielowi wbił w dłoń
widelec, zyskał szacunek współpracowników i pozbył się problemu. Od polskich
kucharzy i kelnerów również usłyszeliśmy historie o aktach agresji w kuchni. W
książce kucharskiej Kurta Schellera („Kuchnia polska, jakiej nie
znacie") ze wstępu możemy się dowiedzieć, że autora „boją się
pomocnicy kuchenni i dostawcy warzyw", bo gdy nie jest zadowolony z ich
pracy, potrafi „dać im po łbie pęczkiem brzydkiej pietruszki czy
koperku”. – Jeśli prosi się pracownika, żeby przyniósł cukinię, a on
przynosi ogórki, a jest w czwartej klasie szkoły gastronomicznej, można się
zdenerwować – tłumaczy Sowa kolegę po fachu. Sam zarzeka się, że nie jest
furiatem, ale przyznaje, że i jemu zdarza się wybuchnąć. Najbardziej działają mu
na nerwy kelnerzy. – Jeśli przychodzi do mnie dziewczyna, która nie
rozróżnia steku z polędwicy wołowej od steku z łososia, można nie wytrzymać,
rzucić talerzem i nawet nie przeprosić – mówi Sowa.
W kuchni wielkim
wyzwaniem jest sama praca: wielogodzinne przebywanie w gorącym pomieszczeniu
(bywa, że kucharze mdleją), ryzyko oparzeń, tempo i harówka przez 6 dni w
tygodniu po 14 godzin. Dlatego nieczęsto można spotkać w tej branży kobiety. A
jeśli już decydują się zostać kucharkami – upodabniają się do mężczyzn:
przejmują ich język i styl bycia. – W kuchni trzeba być wytrzymałym, bo
panują tam zasady jak w wojsku. W londyńskiej restauracji pracowałam z byłym
kucharzem Legii Cudzoziemskiej, który potrafił rzucić w moim kierunku płonącą
patelnią. Nikogo nie dziwiło, że regularnie odreagowywał stres, tłukąc pięścią
stosy talerzy. Ta agresja jest w każdej kuchni i wynika ze specyfiki pracy i
ogromnego napięcia, jakie jej towarzyszy – opowiada Patrycja Danielak,
pracująca w restauracjach w Anglii i w Francji, a dziś prowadząca własną
kawiarnię Telimena.
Sex, drugs
& gotowanieKucharze nie bez dumy opowiadają, że zawsze otacza
ich wianuszek kobiet. – Droga do serca prowadzi przez żołądek. Poza tym
kobiety lubią, jak mężczyźni gotują. Jest w tym coś podniecającego, że silny
facet doskonale radzi sobie z delikatnym pomidorkiem koktajlowym i jest w stanie
skomponować menu, fantastycznie łącząc afrodyzjaki – opowiada Robert Sowa.
Daniel Isberg, szwedzki kuchmistrz, od dwóch miesięcy odpowiedzialny za menu w
restauracji Kom (należącej do Katarzyny Figury i jej męża Kaia Schoenhalsa),
przyznaje, że nie narzeka na brak propozycji ze strony pań. – Nie wiem
nawet, skąd one biorą mój numer telefonu – przechwala się. – Kiedy w
czasach PRL odbywałem praktyki, kucharze w magazynie często zabawiali się
„na worach, na mące" z koleżankami z kuchni. Raczej nie z kelnerkami
– mówi Michał Tkaczyk, szef kuchni hotelu Bristol.
Nicolas Cage
powiedział kiedyś, że został aktorem, bo chciał mieć powodzenie u kobiet. Do
podobnych motywacji przyznają się często muzycy rockowi. Okazuje się, że zawód
kucharza także jest dobrym wyborem, zwłaszcza że i w tej pracy można prowadzić
prawdziwie rockandrollowy tryb życia. Wielu mistrzów patelni żyje niemalże w
trasie, bo wciąż zmienia miejsce zatrudnienia. Daniel Isberg gotował m.in. w
restauracjach w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i USA. Poza tym podejmował
największe gwiazdy – jego potraw kosztowali m.in. Sean Connery, Bono,
Madonna, Bill Gates i Kate Moss. W Kom można zjeść ulubione danie Sharon Stone
– foie gras w tacos z chutney gruszkowo-miętowym, rukolą i sosem
balsamicznym. Isberg najpierw serwował potrawy dla celebrities w restauracjach,
ale gdy zasmakowały w jego menu, wynajmowały go na prywatne przyjęcia. – W
pewnym momencie zacząłem być traktowany jak jeden z nich − jak gwiazda
– opowiada.
I dodaje: – To, co pisze Anthony Bourdain o ostrym
imprezowaniu, narkotykach i alkoholu, jest prawdą, zwłaszcza w USA, choć dziś
szefowie kuchni już trochę się uspokoili. Ale sam w przeszłości trochę się
wyszumiałem, widziałem mnóstwo szalonych sytuacji i poznałem szalonych ludzi.
Dlatego postanowiłem napisać o tym książkę.
„Po zamknięciu
restauracji opanowywaliśmy bar, piliśmy szampana – kupowanego po kosztach
cristala – i usypywaliśmy kokainę w szerokie kreski ciągnące się od
jednego końca baru do drugiego, po czym przechodziliśmy wzdłuż nich na
czworakach, wciągając narkotyk nosem" – wspomina w „Kill
Grill" Bourdain. Polscy kucharze przyznają, że narkotyki i alkohol nie są
rzadkością w ich branży ze względu na stres towarzyszący pracy.
Małże w moczu Zanim zostanie się
kucharzem z krwi i kości, trzeba przejść swoje na praktykach. Doświadczeni
pracownicy płatają nowicjuszom liczne figle. – Kucharze poważnym tonem
nakazują suszyć na sznurku spaghetti – rozwieszać nitkę po nitce,
oczywiście bez żadnego celu. Nowicjusze są wyznaczani do faszerowania warzywami
groszku za pomocą wykałaczki bądź siekania… mąki. Grzmi się: „Nie
siekaj jej za mocno, bo się zrobi czerwona". Potem prosi się o podejście do
siebie, a drugi kolega w tym czasie dosypuje do mąki trochę papryki. Biedny
praktykant wierzy w magiczną zamianę i boi się nagany – opowiada Sebastian
Hołda, szef kuchni hotelu Polonia Palace.
Siekanie mąki nie ma wpływu na
jakość potraw serwowanych klientom. Ale już na inne niecne praktyki lepiej
uważać. Bourdain radzi bywalcom nowojorskich knajp, m.in. by nie zamawiali
małży, bo w większości restauracji „zostawia się małże na dnie podręcznej
chłodziarki, gdzie taplają się we własnych cuchnących sikach". W Polsce
obowiązują inne „przekręty". Główne sztuczki to: podmienianie drogich
ryb na tańsze o podobnym smaku, serwowanie wołowiny polskiej pod nazwą
argentyńskiej, rozcieńczanie piwa wodą, serwowanie zamiast szampana musującego
wina oraz dopisywanie pijanym klientom do rachunków alkoholu, którego nie
zamówili.
Jednak choć w restauracjach zdarzają się oszustwa, a kucharze na
zapleczu rzucają talerzami, naprawdę starają się podać nam dobre jedzenie.
Daniel Isberg mówi, że praca szefa kuchni to dla niego nie zawód, ale styl życia
i pasja. Mimo wszystko warto pamiętać zasadę z filmu „Kelnerzy":
„Nie zadzieraj z ludźmi, którzy dotykają twojego jedzenia". W końcu,
jak podkreśla Bourdain, „kucharze rządzą".
