| Rosyjska Republika Weimarska |
|
Bohaterskim obrońcom wdzięczni mieszkańcy" – pod takim hasłem wystąpili w Cchinwali, stolicy Osetii Południowej, rosyjscy muzycy. Koncert był podobno znakomity, problem polegał tylko na tym, że praktycznie nie było publiczności. Utwory Szostakowicza, Rachmaninowa czy Beethovena w mieście pełnym gruzów musiały brzmieć absurdalnie. Podobnie absurdalna jest rosyjska polityka. Trudno się w niej dopatrzyć przemyślanej strategii na najbliższe lata. Cel jest jeden – zaspokojenie imperialistycznych ambicji. Jednak kierując się wyłącznie emocjami, Kreml naraża się na strategiczną porażkę.
REKLAMA
Wielka graZbigniew Brzeziński w książce „Wielka szachownica" porównuje politykę światową do partii szachów. Najsilniejszym graczem, posiadającym najwięcej atutów, są Stany Zjednoczone. W tej rozgrywce biorą także udział Chiny, Indie i Rosja. Przez wiele lat Rosja umiejętnie rozgrywała swoją partię. Jej strategicznym celem było powiększanie wpływów. Kreml rozumiał, że w obecnych czasach najważniejsze są wpływy ekonomiczne. Korzystając z wysokich cen surowców energetycznych, budował rosyjskie imperium. Od rosyjskiego gazu i ropy uzależnione są praktycznie wszystkie kraje byłego ZSRR i pół Europy. Władze Rosji stosowały się jednak do panujących w świecie reguł gry. Metodą kija i marchewki doprowadziły do korzystnych dla siebie decyzji o budowie gazociągów Północnego i Południowego. Przekonały do tego nie tylko Niemcy, ale i Węgry, i Bułgarię. Można się obrażać na brak jedności Europy, podwójną moralność zachodnich elit, ale taki jest świat. Teraz władze Rosji wywróciły szachownicę. Wojna w Gruzji i uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Południowej oznacza złamanie wszelkich reguł. To jakby szachista nagle powiedział: „Mam dość szachów, zaczynamy rywalizację w judo". Rosja stała się „mocarstwem rewizjonistycznym" czy – jak kto woli – „państwem rozbójniczym”. Takim, które chce doprowadzić do tego, by prawie cały dawny obszar wpływów ZSRR został ponownie wprowadzony pod jej kuratelę. Oznaczałoby to, że na przykład decyzja, czy Ukraina może podpisać umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, powinna zapaść w Moskwie, a nie w Brukseli czy Kijowie. Dotychczas Rosja na terytorium byłego Związku Radzieckiego chciała być traktowana jako patron – opiekun mniejszych państw, ale także rozjemca w lokalnych konfliktach. Oczywiście, często poza tę rolę wychodziła. Trzeba pamiętać, że w Abchazji i Osetii Południowej rosyjskie oddziały stacjonowały jako wojsko rozjemcze. I było to uznane przez społeczność międzynarodową. Ale teraz, w imię obrony interesu swoich obywateli, Rosja najechała terytorium obcego państwa, którego suwerenność wcześniej uznała.
Rosyjska Republika Weimarska
Bohaterskim obrońcom wdzięczni mieszkańcy"
– pod takim hasłem wystąpili w Cchinwali, stolicy Osetii Południowej,
rosyjscy muzycy. Koncert był podobno znakomity, problem polegał tylko na tym, że
praktycznie nie było publiczności. Utwory Szostakowicza, Rachmaninowa czy
Beethovena w mieście pełnym gruzów musiały brzmieć absurdalnie. Podobnie
absurdalna jest rosyjska polityka. Trudno się w niej dopatrzyć przemyślanej
strategii na najbliższe lata. Cel jest jeden – zaspokojenie
imperialistycznych ambicji. Jednak kierując się wyłącznie emocjami, Kreml naraża
się na strategiczną porażkę. Wielka gra Zbigniew Brzeziński w książce „Wielka
szachownica" porównuje politykę światową do partii szachów. Najsilniejszym
graczem, posiadającym najwięcej atutów, są Stany Zjednoczone. W tej rozgrywce
biorą także udział Chiny, Indie i Rosja. Przez wiele lat Rosja umiejętnie
rozgrywała swoją partię. Jej strategicznym celem było powiększanie wpływów.
Kreml rozumiał, że w obecnych czasach najważniejsze są wpływy ekonomiczne.
Korzystając z wysokich cen surowców energetycznych, budował rosyjskie imperium.
Od rosyjskiego gazu i ropy uzależnione są praktycznie wszystkie kraje byłego
ZSRR i pół Europy. Władze Rosji stosowały się jednak do panujących w świecie
reguł gry. Metodą kija i marchewki doprowadziły do korzystnych dla siebie
decyzji o budowie gazociągów Północnego i Południowego. Przekonały do tego nie
tylko Niemcy, ale i Węgry, i Bułgarię. Można się obrażać na brak jedności
Europy, podwójną moralność zachodnich elit, ale taki jest świat. Teraz władze
Rosji wywróciły szachownicę. Wojna w Gruzji i uznanie niepodległości Abchazji i
Osetii Południowej oznacza złamanie wszelkich reguł. To jakby szachista nagle
powiedział: „Mam dość szachów, zaczynamy rywalizację w judo". Rosja
stała się „mocarstwem rewizjonistycznym" czy – jak kto woli
– „państwem rozbójniczym”. Takim, które chce doprowadzić do
tego, by prawie cały dawny obszar wpływów ZSRR został ponownie wprowadzony pod
jej kuratelę. Oznaczałoby to, że na przykład decyzja, czy Ukraina może podpisać
umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, powinna zapaść w Moskwie, a nie w
Brukseli czy Kijowie. Dotychczas Rosja na terytorium byłego Związku
Radzieckiego chciała być traktowana jako patron – opiekun mniejszych
państw, ale także rozjemca w lokalnych konfliktach. Oczywiście, często poza tę
rolę wychodziła. Trzeba pamiętać, że w Abchazji i Osetii Południowej rosyjskie
oddziały stacjonowały jako wojsko rozjemcze. I było to uznane przez społeczność
międzynarodową. Ale teraz, w imię obrony interesu swoich obywateli, Rosja
najechała terytorium obcego państwa, którego suwerenność wcześniej uznała. Co ciekawe, działania Rosji spowodowały skutki uboczne niekorzystne dla
Kremla. Jeszcze nigdy w historii nowożytnej Rosji ten kraj nie był w takiej
izolacji. Nie tylko na świecie, ale także w przestrzeni postsowieckiej.
Prorosyjska „partia" w Europie praktycznie nie istnieje. Próba
usprawiedliwiania polityki Władimira Putina jest kompromitacją nawet w tak
życzliwych dotychczas państwach, jak Niemcy czy Włochy. „Nowa rosyjska
polityka" nie zyskała uznania także wśród najbliższych sojuszników. Na
Pekin padł blady strach. Wszak Chiny mają swoje problemy z separatystami
ujgurskimi czy Tybetańczykami. Od Rosji coraz bardziej odwraca się Aleksander
Łukaszenka. A co więcej, po precedensie w Osetii i Abchazji wszystkie państwa
mogą teraz uznać niepodległość Czeczenii. Nie osiągnięto nawet celu taktycznego
– odsunięcia od władzy prezydenta Saakaszwilego.
Koniec świata sowieckiego Po co Kremlowi
wojna o Osetię Południową – obszar wielkości powiatu? „Może są tam
tajne złoża ropy naftowej, a w Abchazji złoża uranu?" – pytał
ironicznie znany rosyjski satyryk Wiktor Chazanow. Nieważna jest ani Osetia
Południowa, ani Abchazja, nie ma wielkiego znaczenia nawet Gruzja. Najważniejsze
jest, by Rosja znowu była wielka, by znowu się jej bano. Wojna w Gruzji jest
naturalną konsekwencją polityki Putina – wybuchła, bo Kreml bał się opinii
państwa słabego. W myśleniu Rosjan zaczął dominować syndrom Republiki
Weimarskiej. Poczucie krzywdy, poniżenia, spisku Zachodu, który doprowadził do
tego, że kraj, który kiedyś był mocarstwem, obecnie jest targany wewnętrznymi
napięciami. Złodziejska prywatyzacja, wzrost przestępczości i spadek poziomu
życia – to sprawiło, że Rosjanie nigdy nie przyjęli systemu, nazywanego
demokracją. I oto pojawia się człowiek, który „podniósł Rosję z
kolan" – Putin. Pensje i emerytury zaczęto wypłacać na czas,
zapanował większy porządek. A co więcej, przed Rosją znowu czuje się respekt. Po
upadku ZSRR żadne liczące się środowisko polityczne nie wypracowało innej
doktryny państwowej niż doktryna imperialna.
Schizofrenia Kremla Rosyjskie władze żyją
w swoistej schizofrenii. Z jednej strony, szykują się do wojny z Zachodem, z
drugiej – są od tego Zachodu uzależnione. Trudno sobie wyobrazić, że z
moskiewskich sklepów znikną produkty wytwarzane w Europie czy Stanach
Zjednoczonych. Partyjni liderzy narzekają, że USA chcą wyszarpać z Rosji
smakowite kąski, a tymczasem ich żony robią zakupy w Paryżu, posyłają dzieci do
szkół w Londynie i kupują wille na Lazurowym Wybrzeżu. Rosja jest od Zachodu
uzależniona mentalnie i gospodarczo. Dlatego najgorsze sankcje, jakie mogą
spotkać tamtejszą elitę, to zapowiedź zamrożenia rachunków w szwajcarskich
bankach. Nie ulega wątpliwości, że skutkiem wojny w Gruzji będzie dalsze
ograniczanie i tak formalnej demokracji w Rosji. Podczas wojny obowiązują
wojenne prawa i przepisy. Wszystko można wytłumaczyć przecież zagrożeniem ze
strony wroga. Zdobycie Cchinwali – sukces wojskowy, ale na niewielką skalę
– jest przedstawiane niemalże jak odbicie Stalingradu. Inna sprawa,
że jeśli Zachód wprowadzi sankcje ekonomiczne wobec Rosji, to poparcie dla
polityki Putina może się skończyć. Podstawowe znaczenie ma objęcie jak
największej liczby krajów byłego ZSRR gwarancjami bezpieczeństwa. Trzeba wybić
Rosji z głowy, że Wspólnota Niepodległych Państw jest wyłącznie jej strefą
wpływów. Ukraina i Gruzja są coraz bliżej członkostwa w NATO. Rosja
jest więc na rozstaju. Zachód musi uważnie śledzić, co się tam dzieje,
pamiętając, że po Republice Weimarskiej doszło do powstania III Rzeszy. Rosja
jest dzisiaj akurat w takim stanie, kiedy różne scenariusze są możliwe.
|
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
 |
|
|
Maria Biardzka |
|