Amerykański aktor filmowy Errol Flynn dla wywołania
erekcji wstrzykiwał sobie kokainę. Chwalił się, że dzięki temu miał aż 13 tys.
kochanek. Pod koniec XX stulecia mężczyźni mający kłopoty z erekcją zamiast
kokainy do ciał jamistych prącia mogli wstrzykiwać sobie leki – papawerynę
i alprostadil. Mało kto je jednak stosował. Dopiero wprowadzenie przed
dziesięciu laty viagry, pierwszego leku na impotencję w pigułce, odmieniło życie
seksualne mężczyzn. Do lamusa trafiło powiedzenie Leonarda da Vinci, że penis ma
to do siebie, że nigdy nie słucha rozkazów swego pana.
Niebieskie pigułki po dopuszczeniu 14 września 1998 r. do użycia w Unii
Europejskiej w ciągu kilku lat rozwiązały więcej problemów seksualnych niż
psychoterapia przez dziesięciolecia. Lek, którego nazwa wywodzi się z
sanskryckiego słowa wjaghra (dewanagari), oznaczającego tygrysa, okazał się
tygrysem rynku farmaceutycznego. Tygrysami w łóżku poczuło się też wielu
mężczyzn. Po dziesięciu latach od wprowadzenia do aptek zażywa go ponad 30 mln
panów w 120 krajach. Choć mężczyźni odzyskali władzę nad własną seksualnością, a
życie seksualne trwa dziś dłużej, coraz więcej osób narzeka na skutki
odbierające radość z seksu.
Seks
bez emeryturyViagra jako nowy symbol męskiej wydolności seksualnej
okazała się największym wydarzeniem od czasu wprowadzenia w 1967 r. pigułki
antykoncepcyjnej. Kobiety zostały uwolnione od lęku przed niechcianą ciążą,
mężczyźni przestali się obawiać, że nie sprawdzą się w łóżku. Sprawność
seksualną odzyskali nawet starsi panowie, którzy byli przekonani, że wraz z
upływem lat nieuchronna jest seksualna emerytura. 82-letni Hugh Hefner,
założyciel i wydawca „Playboya", twierdzi, że bez viagry nie mógłby
prowadzić pełnego romansów życia playboya. Jego ulubionym ostatnio
„króliczkem" jest 28-letnia amerykańska modelka Holly Madison. Dr
Stanisław Dulko, seksuolog, twierdzi, że przepisuje lek 91-letniemu mężczyźnie,
który dzięki temu ma udane życie seksualne z 43-letnią partnerką. Z
dobrodziejstwa viagry korzystają także nie tak wiekowi panowie, którzy po
zażyciu tabletki leczą kompleksy i nabierają większej pewności siebie.
Viagrę uznano za lek prorodzinny – jedynie część kobiet zaczęła go
traktować jak farmakologiczną rywalkę. Panie obawiały się, że przywrócona
sprawność seksualna partnera każe mu szukać przygód poza domem. Faktycznie,
niebieska pigułka była powodem zdrad i rozpadów małżeństw, ale wielu partnerom
pomagała w umocnieniu więzi, bo seks nadal odgrywał w ich życiu znaczącą rolę.
Po raz kolejny się okazało, że wierność nie zależy od wydolności seksualnej,
lecz od tego, czy mężczyzna i kobieta pozostają sobie bliscy. Eliot Spitzer,
gubernator Nowego Jorku, nie dlatego zaczął zdradzać żonę, że zażywał viagrę.
Jak inni politycy korzystał z usług pewnej agencji towarzyskiej, której był
„klientem nr 9".
Zażywanie viagry nie zmieniło też postrzegania
mężczyzny przez kobiety. Wprawdzie znowu odezwał się kult fallusa pielęgnowany
już w życiu plemiennym, ale odzyskana erekcja w żaden sposób nie sprawiła, że
wydolni mężczyźni stali się bardziej atrakcyjni. Nie stali się Jamesem Bondem,
który w pierwszych 20 filmach zaciągnął do łóżka 58 kobiet. Potwierdziło się
jedynie to, o czym wiadomo było od dawna – że głównymi atutami dojrzałych
mężczyzn przyciągającymi nowe partnerki są pieniądze i pozycja społeczna, a nie
sprawność seksualna.
Najbardziej jest to widoczne wśród polityków, którzy
zaczęli zmieniać żony częściej niż ich wyborcy zmieniają samochody. Nie chodzi
tylko o premiera Francji Nicolasa Sarkozy’ego i Carlę Bruni. Prasa
hiszpańska spekulowała, że premier José Luis Zapatero romansuje z minister
obrony Carme Chacón. Prasa czeska ujawniła, że premier Mirek Topolánek wychowuje
nieślubnego syna, którego matką jest partyjna koleżanka Lucie Talmanová,
39-letnia wiceprzewodnicząca parlamentu. Nawet 78-letni Helmut Kohl przyznał się
do związku z Maike Richter, o 35 lat młodszą urzędniczką ministerstwa gospodarki
z Hesji. Były kanclerz Niemiec nie wspomina jedynie o tym, czy w jego romansie z
43-letnią ekonomistką viagra ma jakiś udział.
Kłopoty z erekcją i zawał sercaNa
kłopoty z erekcją na całym świecie narzeka 150 mln mężczyzn. Za 15 lat ich
liczba ma się zwiększyć do 250 mln. Głównym powodem są postępujące wraz z
wiekiem zmiany fizjologiczne, szczególnie rozwijająca się w naczyniach
krwionośnych miażdżyca. Mało osób zdaje sobie sprawę, że kłopoty z erekcją mogą
być pierwszym zwiastunem zawału serca. W obu schorzeniach najczęstszą przyczyną
jest niekorzystny dla zdrowia styl życia.
W starożytności na zaburzenia
erekcji częściej cierpieli bogaci Rzymianie, gustujący w obżarstwie i dużo
pijący. Podobnie jest w czasach współczesnych. Nic tak nie osłabia aktywności
seksualnej, jak otyłość, brak ruchu i cukrzyca. Miażdżyca zatyka drobne naczynia
krwionośne prącia, co uniemożliwia erekcję. Z kolei tkanka tłuszczowa wywołuje
osłabiające potencję zaburzenia hormonalne. Nie bez znaczenia są też zaborcze
narzeczone, dominujące żony lub nadopiekuńcze matki. Zaburzenia erekcji są
również uwarunkowane kulturowo: częściej występują w społeczeństwach
restrykcyjnych, o purytańskich obyczajach. Podobnie jest w społecznościach, w
których nadal kultywuje się rytuał nocy poślubnej, na przykład w krajach
arabskich.
Impotencja jest tematem tabu, nawet w społeczeństwach
liberalnych. Mężczyźni, szczególnie młodsi, wciąż wolą zażywać sprzedawane w
sex-shopach mało skuteczne i szkodliwe afrodyzjaki, niż pójść do lekarza. Pod
tym względem nic się nie zmieniło od wprowadzenia viagry w 1998 r. Z badań
Synovate Healthcare wynika, że w Polsce z 1,5 mln mężczyzn cierpiących na
zaburzenia erekcji leczy się 75 tys. Dla większości z nich trudna jest już
rozmowa z lekarzem, który musi wypisać receptę. Niewielu mężczyzn zdecydowało
się publicznie przyznać do kłopotów z erekcją. W Polsce nie znalazł się ani
jeden; w USA przed kamerami telewizyjnymi wyznał, że zażywał viagrę jedynie Bob
Dole, były senator z Kansas City.
Koniec żartówMężczyźni z impotencji potrafią jedynie
żartować. Pele, legendarny brazylijski piłkarz, stwierdził w kampanii reklamowej
leku, że po viagrze nigdy nie pudłuje. Pokutujący wciąż kult macho sprawia, że
żarty się kończą, gdy „mały spuszcza głowę". Impotencja kojarzona z
brakiem męskości jest tak wstydliwa, że viagra słabo się w Polsce sprzedaje,
nawet po wprowadzeniu w 2007 r. tańszego polskiego odpowiednika o nazwie
Maxigra. Tylko nieliczni potrafią się przyznać przed sobą, partnerką, lekarzem
oraz farmaceutą w aptece. Nawet jeśli przyjdą do lekarza, często ukrywają prawdę
lub czują się przymuszeni przez partnerki, które nakłoniły ich do wizyty w
gabinecie. Inaczej jest w krajach skandynawskich, gdzie o zaburzeniach erekcji
partnerzy z sobą rozmawiają. Tam też viagra sprzedaje się najlepiej w Europie.
Polacy wolą w samotności cierpieć z powodu seksualnej niemocy. Z badań
prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że co druga osoba po 50. roku życia nie
uprawia seksu. Głównym powodem dla obu płci są niska ocena własnego wyglądu i
obawa przed oceną partnera. Ale najczęściej wymieniana jest niesprawność
seksualna (tak mówi 35 proc. mężczyzn i 21 proc. kobiet). – Większość
mężczyzn po pięćdziesiątce mających kłopoty z erekcją zakłada nawet, że w
przyszłości nie będzie podejmować współżycia seksualnego – mówi prof.
Izdebski.
Mężczyźni cierpiący na impotencję nie widzą szans na szczęśliwe
współżycie, choć wiedzą o „dobrodziejstwach medycyny". Większość z
nich (59 proc. badanych) liczy jedynie na pomoc partnerki. Paradoksem jest, że
podobnej pomocy i zrozumienia oczekują też kobiety, bo tak samo cierpią na
zaburzenia seksualne i są równie nieszczęśliwe. O kłopotach seksualnych kobiet
niewiele się jednak mówi, mimo że seks jest częstym tematem wielu publicznych
dyskusji. Badania specjalistów z University of Chicago w Illinois wykazały, że
40 proc. kobiet w wieku 40-80 lat odczuwa zbyt niski popęd seksualny, obniżoną
reaktywność seksualną i brak orgazmu oraz skarży się na ból podczas stosunku. W
Polsce co trzecia aktywna seksualnie kobieta ma obniżony popęd seksualny, a 8
proc. podczas stosunku nie przeżywa orgazmu – dowodzi najnowszy raport
prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza.
Wyzwolenie seksuSeksuolodzy nigdy nie mieli tak wielu
pacjentów jak obecnie, i to mimo że małżeństwo i prokreacja są mocno
rozdzielone, a w zachowaniach seksualnych nie ma większych różnic pokoleniowych.
Wyzwolenie seksualne przestało być uprawianiem seksu bez zahamowań, a stało się
nakazem. Seks zaczął być traktowany jak rodzaj sportu. Utarło się przekonanie,
że nie można być szczęśliwym bez udanego życia seksualnego. Tymczasem udane
życie seksualne nie gwarantuje szczęścia. A to, że wszystko jest dozwolone, nie
oznacza, że wszystko jest możliwe.
Zaburzenia seksualne, takie jak
impotencja i oziębłość płciowa, mogą być ceną, którą w przesiąkniętej erotyką
cywilizacji płacimy za nieustanne pobudzenie. Współczesna cywilizacja wpadła w
błędne koło erotyki obecnej zarówno sex-shopach, jak też w filmach i spotach
reklamowych. „Im bardziej podziwiamy ciało i seks, tym rzadziej dotykamy
ciała i uprawiamy seks" – twierdzi Serge Chaumier, autor książki
„Razem, lecz osobno". Wiedzieli o tym misjonarze opisywani przez
francuskiego antropologa Georges’a Devereux, którzy na jednej z wysp
Pacyfiku nakazali kobietom odkrywanie piersi poza kościołem, bo całkowicie
zasłonięte ciało wywoływało wśród mężczyzn „niezdrową ciekawość".
Za kilka miesięcy będą znane wyniki badań – w ramach projektu Bouquet
– nad pierwszą pigułką zwiększającą popęd seksualny u kobiet. Badacze mają
nadzieję, że flibanseryna, lek zwiększający w mózgu poziom serotoniny,
uszczęśliwi kobiety narzekające na obniżenie popędu płciowego. To zaburzenie,
nazywane potocznie oziębłością płciową, występuje u 10 proc. kobiet. Objawia się
brakiem myśli lub fantazji seksualnych oraz brakiem reakcji na bodźce seksualne.
Czy pigułki dla kobiet będą takim samym przełomem jak viagra?
Firmy
farmaceutyczne prowadzą badania nad 20 lekami zwiększającymi libido – w
tabletkach, plastrach, kremach, czopkach, a nawet w aerozolu. To mają być
opracowane w laboratoriach prawdziwe afrodyzjaki, a nie tylko „wzmacniacze
miłości" o działaniu psychologicznym, jak zalecane przez Kamasutrę owoce
granatu czy popularny wśród Włochów czerwony pieprz. Nowe środki mają być
„rozpalaczami pożądania" i u mężczyzn, i u kobiet.
Prowadzone są
też badania nad stymulatorami libido, aparatami działającymi jak orgazmotron
pomysłu Woody’ego Allena (zwiększającymi popęd seksualny wysyłanymi do
mózgu sygnałami elektrycznymi). Wątpliwe tylko, by kiedykolwiek udało się
opracować „lekarstwo na miłość". Bo do jakiego stopnia można
kontrolować mechanizm pożądania? Nowe leki mogą uszczęśliwić niektóre osoby, tak
jak viagra, która u 80 proc. cierpiących na impotencję mężczyzn zmniejsza
zaburzenia erekcji. Ani viagra, ani flibanseryna nie zastąpią fascynacji
seksualnej. Jeśli mężczyzna i kobieta nic nie czują do siebie, to żaden lek im
nie pomoże. A bez uczucia nie będzie też udanego seksu.
Zastrzyk miłości
Viagra początkowo była testowana jako środek na nadciśnienie
tętnicze krwi i chorobę wieńcową. Dopiero w trakcie badań się okazało,
że u niektórych mężczyzn ułatwia osiąganie erekcji. Dziś poza
impotencją przepisywana jest w leczeniu pierwotnego nadciśnienia
płucnego (w tym wskazaniu stosowana pod nazwą Revatio). Oprócz viagry
dostępne są też inne leki: cialis, levitra i polski środek o nazwie
Maxigra. Wkrótce zamiast tabletek będzie można stosować terapię genową.
Pierwsze badania na ochotnikach wykazały, że po wstrzyknięciu do ciała
jamistego prącia genów kodujących białko powodujące rozluźnienie
mięśniówki gładkiej zdolność do erekcji pod wpływem podniecenia
seksualnego utrzymywała się przez 24 tygodnie.
|
Jan Nowicki, aktor
Na świecie pokutuje mit samca zdobywcy. Viagra w tym właśnie ma źródło
popularności. Tym trudniej przyznać, że się ją stosuje. Z reguły jest
to sekret mężczyzny, skrywany przed kobietą. To nie fair, poniża
kobietę, która wierzy, że ten pożąda jej dla jej uroku, a prawda jest
taka, że pożąda jej, bo używa leku. Viagrę należy stosować tylko za
obopólną wiedzą. Ja jej nie stosuję. Mój organizm jest w dobrym stanie.
Gdyby pojawiły się problemy, które wywołałyby kwestię: "zażyć czy
nie?", nie mam pewności, czy rozstrzygnięcie byłoby pozytywne. W pewnym
wieku sfera seksualna przestaje być w centrum zainteresowania, już tak
nie intryguje.
Jan Rewiński, satyryk
Viagra nigdy nie była tematem moich rozmyślań. Nie zastanawiałem
się, czy kiedyś będzie mi potrzebna ani czy zażywają ją moi znajomi. W
pewnym wieku temat seksualności schodzi z pierwszego planu. Liczą się
zupełnie inne wartości. Spokój, rodzina. Jest to też przecież normalna
biologiczna kolej rzeczy. Nie ma co się temu przeciwstawiać.
Namiętności miały swój czas. Wydaje mi się, że wykorzystałem go dobrze.
W czasach, gdy chodziłem do szkoły lotniczej, potem, gdy studiowałem
aktorstwo. Ale to minęło. Nie mam natury amanta czy jakiegoś
wyczynowca, więc nie potrzebuję wspomagaczy.
|
Współpraca: Sebastian Stodolak