W sprawie śmierci generała Władysława Sikorskiego jest
jeden pewnik – naczelny wódz zginął 4 lipca 1943 r. w Gibraltarze. Wiadomo
też, że bez ekshumacji zwłok, którą zaplanowano na
25 listopada, zagadka
śmierci naczelnego wodza długo pozostanie nierozwikłana. – Jest duża
szansa, że zwłoki naczelnego wodza zachowały się w dobrym stanie – mówi dr
Andrzej Perzanowski, członek Komisji Rewizyjnej Towarzystwa Miłośników Historii.
Ciało generała zawinięte w przemoczony koc trafiło do
metalowej trumny, którą hermetycznie zamknięto. Przy temperaturze otoczenia
około 40°C ciało wydzielało tak wiele gazów, że trumna niebezpiecznie się
odkształciła. Nieboszczyka musiano przełożyć, i aby sytuacja się nie powtórzyła,
wnętrze trumny wysypano węglanem wapnia, który absorbuje wilgoć z otoczenia.
Dzięki takiemu zabiegowi zwłoki generała zostały w swoisty sposób zmumifikowane.
– To pozwala mieć nadzieję na ciekawe wyniki ekshumacji – uważa dr
Perzanowski.
Hipoteza pierwsza:
utonięcieNiewielu zwolenników ma hipoteza, że generał Władysław
Sikorski zginął w przypadkowej katastrofie lotniczej. – Przede wszystkim
Sowieci, ale także Anglicy, Polacy, a nawet Niemcy – jeszcze dzisiaj nie
wiemy, kto powinien zasiąść na symbolicznej ławie oskarżonych – mówi
prokurator Ewa Koj, naczelnik oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach.
Nie można jednak także wykluczyć tragicznego zrządzenia losu. Weryfikacja
podstawowej hipotezy z pozoru jest prosta: jeśli będą w szczątkach Sikorskiego
ślady okrzemków, to znaczy, że wódz naczelny utonął. Jeśli ich nie będzie,
śmierć generała nastąpiła jeszcze przed upadkiem samolotu do morza. Tylko czy
możliwe jest zweryfikowanie tak prostej zależności?
– Gdy człowiek
tonie w słonej wodzie, następuje tzw. obrzęk płuc, gdyż woda z krwiobiegu
przedostaje się do zasolonej wody obecnej w drogach oddechowych i próbuje ją
rozcieńczyć – wyjaśnia Karol Śliwka, szef Zakładu Medycyny Sądowej
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, konsultant wojewódzki z zakresu
medycyny sądowej. W momencie powstania rozdęcia płuc przez popękane przegrody
międzypęcherzykowe zbudowane z cieniutkich naczyń krwionośnych okrzemki dostają
się do krwiobiegu, a dalej wędrują do narządów wewnętrznych.
Podczas
przymusowego wodowania samolotu z uszkodzonymi sterami naczelny wódz mógł
stracić przytomność, uderzając głową o twarde elementy kabiny. W takiej sytuacji
do organizmu generała także dostałaby się woda, gdyż w tak ekstremalnych
warunkach płuca człowieka nieprzytomnego nadal funkcjonują. Okrzemki mogą być
zatem dowodem na utonięcie, ale wnioski należy wysnuwać bardzo ostrożnie.
– Okrzemki występują praktycznie wszędzie, niekoniecznie w środowisku
wodnym. Ich wykrycie może, ale wcale nie musi świadczyć o utonięciu – mówi
prof. Roman Wachowiak, kierownik Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu
Medycznego w Poznaniu. Znalezienie w organizmie generała Sikorskiego śladów
organizmów powszechnie obecnych w wodzie nie musi definitywnie wykluczać wersji
o jego zabójstwie.
Hipoteza druga:
postrzał, uderzenie lub wybuchWersji dotyczących sposobu zabójstwa
generała Sikorskiego jest kilka: postrzał, uderzenie narzędziem o tępych
krawędziach, uduszenie, otrucie, wybuch. Gdy dodamy do nich spekulacje
wyjaśniające okoliczności śmierci, a te uzupełnimy o zbiór domniemanych
sprawców, to stosując zasady kombinatoryki, można wyliczyć, że wersji śmierci
powinno być co najmniej kilkadziesiąt. Na szczęście specjalistów nie będzie
interesować, kto i w jakich okolicznościach to zrobił, tylko w jaki sposób.
Komputery o dużej mocy obliczeniowej w połączeniu z nowoczesnymi technikami
diagnostycznymi – wielowarstwową tomografią komputerową (MSCT) i
rezonansem magnetycznym (MRI), są coraz popularniejszym narzędziem patologów
sądowych.
W ten sposób można odtworzyć obraz ciała, zarówno na podstawie
kośćca, jak i zachowanych tkanek miękkich. Do wyobraźni muszą przemawiać zdjęcia
obrazujące najmniejsze nawet wewnętrzne rany, ukryte złamania, czasami
pozostałości przebytych krwotoków, a w wypadku postrzałów – ślady toru
pocisku. Stopień rozkładu zwłok jest zasadniczym utrudnieniem, jednak nie
przeszkodą, której nie można pokonać przy weryfikowaniu hipotez dotyczących
przyczyn śmierci. Nie oznacza to jednak, że doświadczeni specjaliści z Instytutu
Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie, a także współpracujący z
nimi pracownicy Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej oraz Zakładu Radiologii CM UJ
w Krakowie nie będą mieli żadnych wątpliwości. – Badania szczątków
ludzkich są czasochłonne, trwają miesiącami. Myślę, że w wypadku generała
Władysława Sikorskiego o wynikach poinformujemy dopiero w ciągu kilku tygodni
– mówi prof. Małgorzata Kłys, kierownik Katedry Medycyny Sądowej CM UJ.
Trudności badawcze–
Sam nie umiałbym jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, jak mają być
przygotowane szczątki Władysława Sikorskiego do badań obrazowych. Czy kości
zmarłego powinny być wysuszone, czy wprost przeciwnie – nasycone wilgocią?
– zastanawia się prof. Roman Mądro, kierownik Katedry i Zakładu Medycyny
Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. – Nie potrafię też wskazać
specjalistów, którzy mogliby autorytatywnie stwierdzić, że dokładnie wiedzą, jak
mają przebiegać badania z wykorzystaniem tomografii komputerowej w trakcie
analizy ludzkich szczątków – dodaje. Trudno poprawnie przeprowadzić
badanie, gdy towarzyszy mu presja czasu. Badacze mają jedynie 34 godziny, aby
zebrać materiał dowodowy, w tym co najmniej kilka godzin potrzebnych jest na
wydobycie szczątków z sarkofagu. A pośpiech nie jest dobrym doradcą naukowca.
Wobec niewłaściwie przygotowanego materiału badawczego trudno będzie o
prawidłowe ustalenia i właściwą interpretację wyników. – Przy oględzinach
szczątków zwłok sprzed kilkudziesięciu lat, pozbawionych skóry i tkanek
miękkich, współczesna nauka nie potrafi odróżnić ran zadanych przed śmiercią i
po niej – mówi prof. Karol Śliwka. Sytuacja taka poszerza zakres
spekulacji po dokonaniu ekshumacji zwłok. Zalety badania tomografem są istotne
przy określaniu blizn kostnych, które były wynikiem uszkodzeń kości, ale
powstałych znacznie przed śmiercią. Jest to zresztą jedna z pomocnych metod przy
identyfikowaniu zmarłej osoby.
Prof. Karol Śliwka zwraca uwagę na zalety
autopsji. – Obrażenia kośćca powodujące śmierć nie mogły się wygoić,
dlatego widoczne są gołym okiem. Nie jest w tym wypadku konieczna tomografia. I
to bez względu na to, czy sprawdzamy hipotezę o postrzeleniu, ataku tępym
narzędziem, uduszeniu czy o śmierci w wyniku wybuchu – mówi prof.
Śliwka.
– Nawet po latach mogą się znaleźć bezpośrednie dowody
śmiertelnego strzału, na przykład odkształcenia kości uszkodzonych pociskiem
– mówi prof. Roman Wachowiak. Patolodzy nie będą mieli problemów z
odróżnieniem typowych urazów kości, które uległy zdeformowaniu w wyniku
działania osób trzecich, od tych będących konsekwencją przypadkowych uderzeń,
chociażby podczas zetknięcia samolotu z powierzchnią wody. Można odróżnić rany,
które mogły być pośrednim lub bezpośrednim powodem śmierci, od innych uszkodzeń
zadanych znacznie wcześniej, niemających żadnego związku ze śmiercią, oraz od
uszkodzeń ciała martwej osoby.
Hipoteza trzecia: otruciePo śmierci tkanki ludzkie się
rozkładają. Podobne procesy dotyczą trucizn. Po 70--80 latach od otrucia, a to
jest okres, jaki niedługo minie od pochówku generała Sikorskiego, niewiele można
zbadać. Najszybciej przestają istnieć lotne związki alkaloidów roślinnych, ale i
pozostałe frakcje nie są zbyt trwałe. Niegdyś na dworze królów angielskich do
uśmiercania pretendentów do korony powszechnie używano właśnie związków
pochodzenia roślinnego. A te, jak choćby osławiona cykuta, szybko ulegają
biodegradacji. Nie każda trucizna jest jednak tak ulotna. Dobrze kumulują się w
ludzkich tkankach substancje typu DDT. Ten preparat chemiczny (znany jako
azotoks) w połowie XX wieku był powszechnie używany do walki z owadami. –
Odrębną kategorią trucizn są sole takich metali, jak rtęć, arsen, kadm czy tal.
Ten, kto zdecydował się na taki sposób pozbawienia życia, powinien wiedzieć, że
nawet po kilkuset latach czyn ten będzie można bez trudu wykryć. Po prostu czas
niemal nie ima się związków nieorganicznych, takich jak sole metali –
tłumaczy prof. Roman Wachowiak.
Określenie rodzaju i ilości substancji
toksycznej musi poprzedzać wydzielenie substancji czynnej z tkanki biologicznej
i jej oczyszczenie. Z pewnością truciznę najłatwiej zidentyfikować w komórkach
tkanek, krwi, moczu i żółci. O taki materiał trudno jest jednak w wypadku
ekshumowanych szczątków. Trucizna odkłada się też we włosach. Są one cennym
materiałem w pracy specjalistów z zakresu medycyny sądowej. W wypadku szczątków
znajdujących się w zaawansowanym stadium rozkładu czasami wystarczą nieliczne
włosy. Bombarduje się je neutronami, a wówczas zawarte tam pierwiastki, także te
ze związków toksycznych, emitują specyficzne promieniowanie gamma rejestrowane
przez aparaturę diagnostyczną. Rutynowe badania wykorzystują m.in.
chromatografię gazową, także ze spektometrią masową, chromatografię cieczową o
wysokiej rozdzielczości, testy immunochemiczne, spektrofotometrię UV. –
Znalezienie śladów trucizny to jednak nie wszystko, bo na miano wiarygodnego
badacza zasługuje tylko ten, kto porówna poziom zidentyfikowanej substancji z
jej zakresem stężeń, który powszechnie występował w populacji żyjącej tam i
wtedy – zaznacza prof. Roman Wachowiak.
DNA tożsamościRozpowszechnione jest
przekonanie, że pobranie materiału do określenia DNA to praktycznie formalność.
Okazuje się jednak, że niekoniecznie tak jest. W wypadku badań przeprowadzanych
u nieżyjących osób nie bardzo można liczyć na podstawowy genomowy DNA
(chromosomów komórki). Wprawdzie DNA nie ulega przeobrażeniom w ludzkich
szczątkach, ale może podlegać degradacji (hydrolizie, rozkładowi) w środowisku
wodnym. – Po kilku latach taki DNA nie nadaje się już do analizy –
przestrzega Adam Master, biolog molekularny, założyciel krakowskiej Pracowni
Identyfikacji Genetycznej BioTe21.
Badacze ludzkich szczątków nie są jednak
bezradni. Znacznie bardziej odporny na degradację jest bowiem mitochondrialny
DNA (cząsteczki DNA mitochondriów komórkowych), który w sprzyjających warunkach
może się utrzymać w niezmienionej formie wiele setek lat. Taki DNA najczęściej
izoluje się z włosów, kości lub innych zaschniętych szczątków organicznych
ciała. Podstawa ta nie jest jednak monolitem i nie daje dokładnych i pewnych
wyników jak analiza z udziałem genomowego DNA. Zniszczony DNA uniemożliwia
wydanie ekspertyzy określającej pokrewieństwo lub jego brak.
Na 26
listopada zaplanowano ceremonię pogrzebową gen. Sikorskiego. Czy za sprawą badań
naukowych ucichną wreszcie prowadzone od lat spory historyków? Na pewno nie.
Zagadka Tutenchamona Radiolodzy,
patolodzy, specjaliści od anatomii oraz archeolodzy pochylili się w
2005 r. nad mumią faraona Tutenchamona, aby ostatecznie zweryfikować
spekulacje na temat przyczyn śmierci zmarłego za młodu władcy Egiptu.
Badania radiologiczne w roku 1926 i 1968 wskazywały na wyraźne
pęknięcia w czaszce. Czyżby zatem faraon został pozbawiony życia po
dziesięciu latach sprawowania rządów? Tomografia komputerowa pomogła
uprawdopodobnić dwie wersje wydarzeń. Wedle pierwszej, uszkodzenia w
głowie Tutenchamona były wynikiem nieostrożnego obchodzenia się ze
zmarłym przez starożytnych balsamistów. Uszkodzenia mogły powstać
jednak znacznie później, w 1922 r. Wówczas to członkowie zespołu
archeologów pod kierunkiem Howarda Cartera odwijali bezcenną mumię. Nie
wiadomo, czy odpowiedzialność za złamaną nogę króla powinni ponosić
archeologowie z zespołu Cartera, czy może rana ta powstała jeszcze za
życia władcy. Otwarte złamanie, jakiego miałby doznać władca, mogło
doprowadzić do gangreny, a w dalszej konsekwencji do śmierci. | |
| |