Jest czerwiec 2006 r. Zbigniew Siemiątkowski, szef
tajnych służb za rządów SLD, ma zostać przesłuchany w krakowskiej Prokuraturze
Apelacyjnej jako świadek w aferze paliwowej. Siemiątkowski chce ujawnić, jaką
rolę odgrywali funkcjonariusze polskich tajnych służb w rozciągnięciu parasola
ochronnego nad mafią paliwową. Sprawa zaczyna jednak zmierzać w dziwnym
kierunku. Oto po telefonie z Ministerstwa Sprawiedliwości (kieruje nim Zbigniew
Ziobro) prowadzący śledztwo prokurator Wojciech Miłoszewski zostaje odsunięty od
przesłuchania. Sprawę przejmuje prokurator nie znający tematu, a Miłoszewskimu
jako „rekompensatę" proponuje się awans do Prokuratury Krajowej,
gdzie zajmowałby się ciekawszymi historiami niż przekręty paliwowe. Szefostwo
resortu chciało dać prokuratorowi „kopa w górę", by przestał się
zajmować sprawą paliwową – twierdzą nasi informatorzy.
Zbigniew Ziobro, ówczesny minister sprawiedliwości, bagatelizuje tę historię i
sugeruje prozaiczny powód takiej decyzji: prokurator Miłoszewski to świetny
analityk, ale nie najlepszy przesłuchujący. Odsunięcie Miłoszewskiego od tego
przesłuchania to tylko jeden z wielu zadziwiających przykładów ręcznego
sterowania śledztwem w sprawie mafii paliwowej za rządów PiS.
Zeznania
Zbigniewa Siemiątkowskiego pozwalały postawić zarzuty dwóm funkcjonariuszom
tajnych służb zajmującym kluczowe pozycje za rządów PiS. Dziś Zbigniew Ziobro
zapewnia „Wprost", że jego ówczesny zastępca Janusz Kaczmarek
poinformował go, iż w zeznaniach nie było nic ciekawego. To zadziwiająca ocena.
W raporcie komisji śledczej ds. PKN Orlen napisano m.in.: „Skala i
proceder działań przestępczych związanych z branżą paliwową wskazują, że mamy do
czynienia ze zorganizowaną przestępczością opartą na powiązaniach
kapitałowo-osobowych, powiązanych również z kręgami administracji rządowej i
szeroko rozumianych organów ścigania". Raport został praktycznie
zapomniany. Prace komisji skompromitowały polityków rządzącej wtedy lewicy,
ujawniając ich powiązania z firmami paliwowymi (m.in. prezydenta Aleksandra
Kwaśniewskiego czy marszałka Sejmu Józefa Oleksego) i przyczyniły się do porażki
wyborczej lewicy w 2005 r. Zeznania świadków wskazują jednak na to, że afera
dotyczy nie tylko polityków lewej strony sceny politycznej, ale i prawej.
Charakterystyczne jest, że obecna prokuratura, ścigająca poprzedników pod byle
pretekstem, zgadza się z decyzją o podziale śledztwa paliwowego.
Nie
chodziło jedynie o pieniądze z oszustw na akcyzie, czyli zamienianie wody w wino
(jak policjanci nazywają sprzedaż paliw bez płacenia akcyzy i przejmowanie tego,
co należy się fiskusowi), ale również o zmonopolizowanie dostaw ropy do polskich
rafinerii. Komisja śledcza poleciła prokuraturze wyjaśnić, czy pomiędzy
dostawcami ropy a rafineriami nie istniało „porozumienie, a być może nawet
zmowa połączona z korupcją". Minister sprawiedliwości z PiS miał sprawę
mafii paliwowej doprowadzić do końca. Nie doprowadził.
Za rządów SLD liczba
prokuratorów zajmujących się mafią paliwową wzrosła z dwóch do czternastu.
Powstał osobny zespół, a do pomocy prokuratorom oddelegowano dwóch oficerów CBŚ,
którzy mieli sporządzić analizę kryminalną śledztwa. Za rządów PiS zostali oni
odesłani z siedziby krakowskiej prokuratury. Do nadzorowania paliwowego śledztwa
skierowano Józefa Giemzę, który został szefem Prokuratury Apelacyjnej w
Krakowie. To on zdecydował, że analitycy CBŚ muszą zwolnić pokój, bo jest
potrzebny do przyjmowania gości. Giemza nie chciał rozmawiać z
„Wprost" o sposobie prowadzenia śledztwa paliwowego.
W styczniu
2006 r. w Krakowie odbyła się narada, na której Marek Wełna, szef „zespołu
paliwowego" w krakowskiej Prokuraturze Apelacyjnej, przedstawił plan
dalszych działań przeciwko paliwowym grupom przestępczym. Krakowska prokuratura
miała przygotować jeden akt oskarżenia pokazujący mechanizm działania firm
sprzedających paliwo bez akcyzy i wskazać, jaką rolę odegrały kontrolowane przez
państwo rafinerie produkujące komponenty potrzebne do wytwarzania paliw na
potrzeby mafijnych spółek. Następnie zespół miał się zająć sprawą prania
pieniędzy z paliwowych transakcji i nielegalnych prowizji. Planu nie wprowadzono
w życie. Zamiast tego, w celu „usprawnienia śledztwa", zaczęto
dzielić wątki i przekazywać do różnych prokuratur. Nikt nie panował nad
całością.
Śledztwa zaczęły przybierać dziwny obrót. Na przykład Andrzejowi
P., wieloletniemu pracownikowi działu zakupów PKN Orlen (jak się okazało,
współpracownikowi Wojskowych Służb Informacyjnych), prokuratura w Szczecinie
postawiła zarzuty działania na szkodę spółki, w której pracował. Sprawę szybko
skierowano do sądu, chociaż był on podejrzanym także w innych wątkach śledztwa.
Prokuratorzy uważali, że należy wyjaśnić jego rolę m.in. w sprawie korupcji przy
zakupach ropy. Tak się nie stało. Krakowscy prokuratorzy są przekonani, że to
dlatego, iż naruszyli czyjeś interesy.
Doszło do dziwnego sojuszu wysokich
urzędników utożsamianych z lewicą i z PiS. W nigdy nieopublikowanym aneksie do
raportu z likwidacji WSI wskazano – jak się dowiedzieliśmy – na
celowe odsunięcie od śledztwa Marka Wełny. Był on prokuratorem, który miał
najpełniejszą wiedzę na temat działania mafii paliwowej. Gen. Marek Dukaczewski,
kierujący wtedy WSI, odmówił „Wprost" komentarza w tej sprawie i
zawiadomił prokuraturę wojskową o wycieku tajnych informacji.
W kwietniu
2006 r. (u władzy od kilku miesięcy było PiS) dwaj funkcjonariusze ABW
odwiedzili ważnego świadka w sprawie mafii paliwowej, przesłuchanego w
prokuraturze. Domagali się wyjaśnień, dlaczego zeznawał o korupcji przy
dostawach ropy do polskich rafinerii. Świadek złożył skargę, która trafiła do
prokuratury, a później do Ministerstwa Sprawiedliwości. Na jawne zapytanie
krakowskiej prokuratury skierowane do ABW, dlaczego jej funkcjonariusze nękają
świadków, odpowiedziano w trybie tajnym i nie wyciągnięto konsekwencji.
Na
przełomie roku 2006 i 2007 kontrolowane przez państwo PKN Orlen i Grupa Lotos
podpisały warte 8,5 mld USD kontrakty ze spółką Petraco Oil. Funkcjonariusze ABW
podejrzewali tę spółkę o pranie pieniędzy. Okazuje się, że już w latach
2000-2002 Petraco dostarczała płockiemu koncernowi rosyjską ropę. Według
dokumentów delegatury ABW w Olsztynie, dochodziło wtedy do „prania
pieniędzy metodą uwarstwiania", czyli przez operacje w ramach łańcuszka
firm zarejestrowanych w różnych krajach, często w rajach podatkowych.
Zastanawiające jest, że politycy PiS byli przeciwni dokończeniu prac komisji
śledczej ds. PKN Orlen. A był to jeden z warunków umowy koalicyjnej z Ligą
Polskich Rodzin. – Rozmawiałem z prezesem Jarosławem Kaczyńskim prawie 20
razy i za każdym razem zapewniał mnie, że komisja powstanie – mówi Roman
Giertych, były szef LPR i wicepremier. Kaczyński publicznie godził się na
powstanie komisji śledczej, ale tylko takiej, która zajmie się badaniem
interesów Marka Dochnala. Nie chciano badać innych spraw. Jarosław Kaczyński o
tych sprawach wiedział, bo to jemu w styczniu 2006 r. (gdy nie był jeszcze
premierem) na polecenie ministra Ziobry prokurator Wojciech Miłoszewski pokazał
materiały ze śledztwa w sprawie mafii paliwowej. Poinformowano go m.in o treści
zeznań świadków, którzy opisywali rolę, jaką na polskim rynku paliwowym odegrały
tajne służby. W lipcu 2008 r. Miłoszewski stwierdził publicznie, że wie o
działaniach przeciwko niemu „jednego z ministrów PiS". Miał on
interweniować w Kancelarii Prezydenta, aby odsunąć go od śledztwa, „bo
naraża interesy wywiadu".
Albo sprawa mafii paliwowej jest tak
skomplikowana, że prokuratura nie może sobie z nią poradzić, albo dotyczy
ważnych ludzi ze wszystkich politycznych opcji, dlatego nie ma woli, żeby ją do
końca wyjaśnić.
Zbigniew Ziobro Minister
sprawiedliwości w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława
Kaczyńskiego
Jeżeli
porówna się dane statystyczne dotyczące śledztw w sprawie tzw. mafii
paliwowej i zestawi dwa lata rządów PiS z wcześniejszymi czterema,
pięcioma latami, to wyraźnie widać, że w czasie naszych rządów było
więcej realnych efektów. Skuteczność nie wynikała z przypadku, tylko z
innej strategii prowadzenia śledztwa. W ciągu dwóch lat prokuratura
postawiła więcej zarzutów, wysłała do sądów więcej aktów oskarżenia i
zabezpieczyła większy majątek przestępców niż w ciągu poprzednich
pięciu lat śledztwa. Strategia podzielenia śledztwa na wiele spraw,
które przekazano prokuraturom w kraju, wynikała m.in. z obawy o
możliwość ich przedawnienia. Ponadto prokuratura krakowska sama nie
miała środków, by zająć się każdym wątkiem. Moja polityka kadrowa była
jasna. Powierzałem kierownicze stanowiska osobom wyróżniającym się
skutecznością w wykrywaniu przestępstw. Z mojej inicjatywy w 2006 r.
powołano w Ministerstwie Finansów zespół mający wspierać śledztwo w
sprawach paliwowych. Wypracował on projekty rozwiązań, które nie weszły
w życie m.in. z powodu zastrzeżeń zgłaszanych przez inne resorty, a
dotyczących skutków społecznych takich zmian. W sprawie związanej z
Markiem Dochnalem zrobiliśmy wszystko, co możliwe, by uzyskać
informacje o szwajcarskich i rosyjskich kontach, na które przelewano
pieniądze. Ta sprawa nadal się toczy. Należy jednak pamiętać o bardzo
restrykcyjnych szwajcarskich przepisach bankowych, a także
ograniczeniach politycznych – jak w wypadku Rosji. Uważam za sukces
rządów PiS zwiększenie wykrytych przestępstw korupcyjnych prawie o 100
proc., z jednoczesnym spadkiem przestępczości kryminalnej o 16 proc.
Kiedy PiS oddawało władzę, w Polsce popełniano dziennie o 900
przestępstw mniej niż w 2005 r. |
|
|
|
Mafia paliwowa
Od
początku lat 90. setki, a później tysiące firm wytwarzały paliwa,
mieszając składniki nieobciążone podatkiem akcyzowym. Wprowadzały
również do sprzedaży jako olej napędowy sprowadzane zza wschodniej
granicy oleje opałowy i maszynowy. Produkcję komponentów do produkcji
bezakcyzowego paliwa ustawiali menedżerowie kontrolowanych przez
państwo rafinerii. W trakcie śledztwa okazało się, że mafia paliwowa
zarabiała też na dostawie tzw. surowców strategicznych (ropy i gazu) do
państwowych przedsiębiorstw. Zyski grup przestępczych dzięki
niepłaceniu podatków sięgały setek milionów złotych rocznie. Spółki te
mogły działać, gdyż opłacały policję (zarzuty korupcji postawiono m.in.
komendantowi śląskiej policji) i polityków. Proceder mogli ochraniać
także oficerowie i współpracownicy polskich tajnych służb – zarówno
wojskowych, jak i cywilnych. |
|
|
|
ŚLEDZTWA W MARTWYM PUNKCIE
SPRAWA
PRYWATYZACJI PZU We wrześnio 2006 r. zatrzymano Emila Wąsacza,
ministra skarbu, który w
1999 r. prywatyzował PZU. Postawiono mu zarzut niedopełnienia obowiązków. Sad
uznał zatrzymanie Wąsacza za bezzasadne (można go było wezwać w celu
przedstawienia zarzutów) i zasadził mu odszkodowanie.
Poza tym incydentem nie odnotowano postępów w śledztwie w sprawie
prywatyzacji największej polskiej firmy ubezpieczeniowej.
SPRAWA TAJNYCH
KONT POLITYKÓW Polska
prokuratura liczyła na pomoc prokuratury szwajcarskiej, która
poproszono o sprawdzenie, czy polscy obywatele nie maja w Szwajcarii
kont, na które mogłyby wpływać pieniądze z prowizji i łapówek. Okazało
sie, ze sprawa potrwa wiele lat i nie wiadomo, czym sie zakończy. Nagłośnienie
tego w Polsce miało być jedna z przyczyn chłodnej reakcji
Szwajcarów.
SPRAWA MARKA DOCHNALA Lobbysta został
aresztowany we wrześniu 2004 r., jeszcze za rządów SLD. Przebywał w
areszcie do stycznia 2008 r. Zarzucono mu korumpowanie polityka SLD
Andrzeja Pęczaka (również został aresztowany i oskarżony). Mimo
informacji o koneksjach Dochnala, które miały sięgać Pałacu
Prezydenckiego, śledztwo nie ujawniło innych wypadków korupcji.
SPRAWA DOSTAW GAZU Od
2006 r. Prokuratura Okręgowa w Katowicach prowadzi śledztwo w sprawie
nieprawidłowości przy kontraktach gazowych w 2003 r. Świadek, którego
zeznania umożliwiły wszczęcie śledztwa, został uprzedzony o tym, ze
moga mu zostać przedstawione zarzuty. |
|
|
|