|
|
Karel Schwarzenberg, który w rubryce zawód wpisywał kiedyś „karczmarz i
leśniczy", a dziś jest ministrem spraw zagranicznych Czech, będzie wręcz
rządził Starym Kontynentem. Dziennik
„Financial Times” twierdzi, że ma on być okrętem flagowym czeskiej
prezydencji w Unii Europejskiej.
Już jego pełne nazwisko Karl Johannes Nepomuk Josef Norbert Friedrich
Antonius Wratislaw Mena von Schwarzenberg pozwala poczuć, z kim mamy do
czynienia. Ten pierwszy wśród europejskich dyplomatów, który włada
kilkoma językami (przede wszystkim pięknym czeskim), wywodzi się z
niemieckiej rodziny osiadłej w 1660 r. w Czechach.
REKLAMA
Historia
Schwarzenbergów sięga XII wieku. Pod koniec swej szlacheckiej ery, na
przełomie XIX i XX stulecia, należeli oni do najbogatszych europejskich
rodzin. Z jej szeregów rekrutowali się najwięksi wodzowie wojsk cesarza
Austrii.
Karol I Filip von Schwarzenberg dowodził antynapoleońską armią w bitwie
pod Lipskiem. Porównywalną sławę zdobył Adolf Schwarzenberg, który w
1599 r. pod węgierską twierdzą Jawaryn wygrał jedną z przełomowych wojen
z Turkami. Historie o słynnych przodkach ojciec opowiadał małemu
Karelowi w Orlíku nad Wełtawą, jednym z najpiękniejszych zamków w
Czechach. Książę polityk urodził się dopiero w 1937 r., ale mimo to do
dziś pamięta krzywdy, jakie wyrządzili jego rodzinie naziści. Hitlerowcy
wciągnęli Orlík pod niemiecką administrację, ponieważ Schwarzenbergowie
przed wojną przyłączyli się do apelu czeskiej szlachty wzywającej do
obrony I Republiki Czechosłowackiej. Mimo reformy rolnej, utraty
przywilejów szlacheckich i nazistowskich prześladowań ród pozostał
bogaty i aż do przejęcia władzy przez komunistów w 1948 r. mały Karel
mógł wieść sielankowe życie w nadwełtawskim zamku. Majątek rodzinny
został skonfiskowany przez państwo na mocy specjalnej ustawy, a przyszły
minister spraw zagranicznych poznał gorzki smak wydziedziczenia. Wtedy
jednak otworzyły się przed nim Europa i świat. W 1949 r. rodzina
Schwarzenbergów salwowała się ucieczką do Austrii. Zamieszkała u babki
przyszłego ministra spraw zagranicznych. W domu mówiono zarówno po
czesku, jak i po niemiecku (a często też po angielsku, jako że matka
Schwarzenberga pochodziła ze szkockiego szlacheckiego rodu). A małego
Karela adoptował niemający męskiego potomka Jindřich Schwarzenberg,
dzięki czemu Karel mógł formalnie zostać głową całego rodu. Zadbano, by
zdobył odpowiednie wykształcenie: w Wiedniu i Grazu studiował prawo, w
Monachium leśnictwo. Jak dziś mówi, ze studiów zwolniła go w 1962 ?r.
przedwczesna śmierć wuja, po której musiał przejąć rozległy austriacki
majątek rodu, przede wszystkim duże obszary leśne, kilka zamków i
pałaców, m.in. ogromną posiadłość Schwarzenbergów w samym sercu Wiednia,
tuż pod Belwederem. Lata 50. i 60. wspomina więc jako lata spokoju i
szczęścia – w tym czasie się ożenił, urodziły mu się dzieci i „cieszył
się życiem właściciela ziemskiego oraz sprzedawcy drewna".
Ostatni czeski książę
Karel Schwarzenberg, który w rubryce zawód wpisywał
kiedyś „karczmarz i
leśniczy", a dziś jest ministrem spraw zagranicznych Czech, będzie wręcz
rządził Starym Kontynentem. Dziennik
„Financial Times” twierdzi, że ma on być okrętem flagowym czeskiej
prezydencji w Unii Europejskiej.
Już jego pełne nazwisko Karl Johannes Nepomuk Josef Norbert Friedrich
Antonius Wratislaw Mena von Schwarzenberg pozwala poczuć, z kim mamy do
czynienia. Ten pierwszy wśród europejskich dyplomatów, który włada
kilkoma językami (przede wszystkim pięknym czeskim), wywodzi się z
niemieckiej rodziny osiadłej w 1660 r. w Czechach.
Historia
Schwarzenbergów sięga XII wieku. Pod koniec swej szlacheckiej ery, na
przełomie XIX i XX stulecia, należeli oni do najbogatszych europejskich
rodzin. Z jej szeregów rekrutowali się najwięksi wodzowie wojsk cesarza
Austrii.
Karol I Filip von Schwarzenberg dowodził antynapoleońską armią w bitwie
pod Lipskiem. Porównywalną sławę zdobył Adolf Schwarzenberg, który w
1599 r. pod węgierską twierdzą Jawaryn wygrał jedną z przełomowych wojen
z Turkami. Historie o słynnych przodkach ojciec opowiadał małemu
Karelowi w Orlíku nad Wełtawą, jednym z najpiękniejszych zamków w
Czechach. Książę polityk urodził się dopiero w 1937 r., ale mimo to do
dziś pamięta krzywdy, jakie wyrządzili jego rodzinie naziści. Hitlerowcy
wciągnęli Orlík pod niemiecką administrację, ponieważ Schwarzenbergowie
przed wojną przyłączyli się do apelu czeskiej szlachty wzywającej do
obrony I Republiki Czechosłowackiej. Mimo reformy rolnej, utraty
przywilejów szlacheckich i nazistowskich prześladowań ród pozostał
bogaty i aż do przejęcia władzy przez komunistów w 1948 r. mały Karel
mógł wieść sielankowe życie w nadwełtawskim zamku. Majątek rodzinny
został skonfiskowany przez państwo na mocy specjalnej ustawy, a przyszły
minister spraw zagranicznych poznał gorzki smak wydziedziczenia. Wtedy
jednak otworzyły się przed nim Europa i świat. W 1949 r. rodzina
Schwarzenbergów salwowała się ucieczką do Austrii. Zamieszkała u babki
przyszłego ministra spraw zagranicznych. W domu mówiono zarówno po
czesku, jak i po niemiecku (a często też po angielsku, jako że matka
Schwarzenberga pochodziła ze szkockiego szlacheckiego rodu). A małego
Karela adoptował niemający męskiego potomka Jindřich Schwarzenberg,
dzięki czemu Karel mógł formalnie zostać głową całego rodu. Zadbano, by
zdobył odpowiednie wykształcenie: w Wiedniu i Grazu studiował prawo, w
Monachium leśnictwo. Jak dziś mówi, ze studiów zwolniła go w 1962 ?r.
przedwczesna śmierć wuja, po której musiał przejąć rozległy austriacki
majątek rodu, przede wszystkim duże obszary leśne, kilka zamków i
pałaców, m.in. ogromną posiadłość Schwarzenbergów w samym sercu Wiednia,
tuż pod Belwederem. Lata 50. i 60. wspomina więc jako lata spokoju i
szczęścia – w tym czasie się ożenił, urodziły mu się dzieci i
„cieszył
się życiem właściciela ziemskiego oraz sprzedawcy drewna". Austriackiego obywatelstwa czeski książę nigdy nie miał. Krótko po
emigracji z Czech Schwarzenbergowie otrzymali bowiem szwajcarskie
paszporty. Ich przodkowie, właściciele landgrafstwa Kleggau, leżącego na
szwajcarsko-niemieckiej granicy tuż za Zurychem, zawarli z tą stolicą
umowę sojuszniczą przeciw wrogiemu miastu Schaf?fhausen
(na północy kraju). Gdy w 1948 r. matka młodego Karela przyjechała z
dziećmi do konsulatu w Salzburgu, powołała się na tę historię. I dostała
obywatelstwo.
Przełom w życiu Karela Schwarzenberga nastąpił pod koniec lat 60., gdy
potomek słynnego rodu mógł znowu odwiedzić Czechy i Orlík i poczuć,
gdzie jest jego dom. Po okupacji wojsk Układu Warszawskiego w sierpniu
1968 r. pałac Schwarzenbergów w Wiedniu pełnił funkcję pierwszego
miejsca schronienia dla czeskich emigrantów (do
których należał między innymi Milan Kundera, wkrótce pisarz światowej
sławy). Karel Schwarzenberg stał się jednym z największych mecenasów
rodzącego się czeskiego ruchu oporu, Karty 77 i Václava Havla. W latach
70. i 80. Wiedeń był ważnym ośrodkiem czeskiej emigracji politycznej,
zaś Schwarzenberg, z dużą swobodą poruszający się już w owym czasie w
najwyższych europejskich kręgach – wielkim obrońcą praw człowieka i
orędownikiem wywierania nacisku na Związek Radziecki. W latach 70.
działalność czeskiego księcia wyglądała na skazaną na niepowodzenie;
ZSRR był supermocarstwem, a obejmujące Europę Środkową radzieckie
imperium zdawało się wieczne.
Wieczność, na szczęście, trwała tylko do 1989 r. W listopadzie tego roku
Schwarzenberg wrócił do Czech. Po grudniowym wyborze jego przyjaciela
Václava Havla na prezydenta objął funkcję kanclerza głowy państwa.
Czechosłowacja przywróciła mu obywatelstwo (którego dzięki
komunistycznemu bałaganowi nigdy formalnie go nie pozbawiono) i część
majątku, w tym Orlík, zamek w Dřevíciu i rozległe obszary leśne. Włości,
choć warte miliony koron, są zaniedbane i z perspektywy rodu
Schwarzenbergów nie mają większego znaczenia. Karel pozostawił Orlík,
jeden z najpopularniejszych zamków, do dyspozycji zwiedzających. U jego
podnóża ma swój „dom noclegowy", bo, jak mówi, „w zamku,
przez który co
roku przechodzi 120 tysięcy ludzi, trudno się mieszka”.
Chociaż po rozpadzie federacji czechosłowackiej w 1992 r. przestał być
kanclerzem Václava Havla, w czeskiej polityce pozostał do dziś. W 1996
r. pomógł prezydentowi Czech założyć Forum 2000, które co roku
organizuje w Pradze jedną z najbardziej znanych europejskich konferencji
intelektualistów. W jego posiadłości w Dřevíciu odbywają się regularne
spotkania „opozycyjnych” polityczno-gospodarczych elit z
liberalnych
kręgów skupionych wokół Havla. „Dřevíčski apel” był swego czasu
jednym z
ważniejszych wystąpień przeciw „cichej” koalicji powstałej w
wyniku
umowy szefa ówcześnie opozycyjnej Obywatelskiej Partii Obywatelskiej
(ODS) Václava Klausa i premiera mniejszościowego rządu socjaldemokratów
Miloša Zemana. Istotne pole politycznej aktywności Schwarzenberga
stanowiło także wydawanie tygodnika „Respekt”, jedynego wysokiej
jakości
politycznego czasopisma w Czechach, które wspierał rocznie
kilkudziesięcioma milionami koron.
W 2004 r. Schwarzenberg został wybrany do Senatu jako reprezentant
Zielonych – z tej mało znaczącej ówcześnie partii uczynił
„parlamentarną
siłę”. To między innymi
dzięki autorytetowi potomka słynnego rodu Zieloni jako pierwsze w
postkomunistycznej Europie ekologiczne ugrupowanie dostali się do
parlamentu, a później do rządu. Po powstaniu koalicji z ODS i ludowcami
sam Schwarzenberg został mianowany ministrem spraw zagranicznych. Jego
nominację starał się zablokować Václav Klaus, który wypominał
kandydatowi jego szwajcarskie obywatelstwo oraz to, że przez dużą część
życia mieszkał poza krajem. Schwarzenberg potraktował całą sprawę z
książęcą nonszalancją. – Minister MSZ powinien bronić interesów państwa,
a zatem i prezydenta Czech. Dlatego też z jego opinią nie będę
polemizować. Jak pada deszcz, biorę parasol i nie narzekam – mówił. A
później czarem i światowymi manierami zyskał sobie sympatię prezydenta.
Dziś mówi się, że to właśnie on, a nie Klaus, będzie przywodzić unii w
ramach czeskiej prezydencji.
– Musiałem chyba zwariować, że się na to zdecydowałem. Mogłem polować na
kozice albo spacerować po lesie. I zanudziłbym się na śmierć – stwierdza
po ponad roku od objęcia funkcji szefa dyplomacji 71-letni
Schwarzenberg. Stojąc na czele Europy, między Gazą, Moskwą, Kijowem, gdy
przygotowuje szczyt ministrów spraw zagranicznych na zamku Hluboká (do
wojny też należał do Schwarzenbergów), na pewno się nie nudzi. A na
pytanie, które jeszcze czasem słyszy od dziennikarzy – czy czuje się
Czechem, czy Austriakiem – odpowiada: – Jestem przede wszystkim
Europejczykiem. A jeśli chodzi o Czechów i Austriaków, to narody te są
podobne: w swych uprzedzeniach, ale i w kuchni. Oba mają na przykład
zupę kulajda, chociaż w Austrii nazywa się ona inaczej.
|
 |
|
|
Łukasz Starowieyski |
 |
|
|
Maciej Kawiński |
 |
|
|
Maria Biardzka |
|
|
|