Kariera 49-letniego Waldemara Pawlaka najbardziej
przypomina chyba losy
bohatera „Wystarczy być" Jerzego Kosińskiego. Ogrodnika, który
rzucając
na prawo i lewo tanie uwagi o roślinach i uprawie, pnie się na szczyt
elity politycznej, finansowej i towarzyskiej, biorącej
jego brak ogłady za przejaw naturalnej witalności, a bon moty za prawdy
objawione. Pawlak prawie od 20 lat raczy nas enigmatycznym pustosłowiem,
zwykle o potrzebie porzucenia przez polityków waśni i zabrania się do
pracy dla Polski (tę charakterystyczną umiejętność powiedzenia niczego
dziennikarze nazwali nawet „pawlaczeniem"). Dotychczas wystarczało
to,
by PSL jakoś wczołgiwało się do Sejmu, wchodziło do rządu i zgarniało
posady (trzeba dodać, że gdy zaczynały się kłopoty, dezerterowało z
rządu, zrzucając odpowiedzialność na koalicjantów).
Jak przystało na
niezłego szachistę (w 1995 r. zremisował nawet towarzyską rozgrywkę z
goszczącym w Polsce Anatolijem Karpowem), Pawlak zawsze przewidywał
przynajmniej kilka ruchów naprzód. Po wyborach parlamentarnych i wejściu
do rządu w 2007 r. wyglądało na to, że zamierza zostać zbawcą
przedsiębiorców (obiecując zniesienie przeszkód dla biznesu, krytykując
tzw. podatek Belki czy dość przychylnie odnosząc się do idei podatku
liniowego), pozując na kompetentnego fachowca. W tym czasie PO powinna
się wypalić w podjazdowej wojnie z PiS. Gdy w 2010 r. Donald Tusk
startowałby w wyścigu do pałacu prezydenckiego, Pawlak – jako sprawdzony
pogromca biurokracji i wulkan modernizacyjnych pomysłów – objąłby po nim
fotel premiera.
I zrealizowałby swoje marzenie o
powtórzeniu wyczynu
czczonego przez ludowców Wincentego Witosa, który przed wojną
trzykrotnie był premierem.
Strategia Pawlaka zaczęła jednak zawodzić.
Konflikt z PiS i prezydentem nie okazał się tak wyczerpujący dla PO, jak
można było sądzić. Nawet wojna ze związkowcami o pomostówki czy
nadciągający kryzys gospodarczy nie podważyły na razie znacząco zaufania
wyborców do PO. Jednocześnie koalicjant zaczął dość wyraźnie
marginalizować PSL, spychając Pawlaka i jego ministrów w niebyt. Sejmowa
komisja Przyjazne Państwo z Januszem Palikotem na czele całkowicie
przyćmiła deregulacyjne obietnice Pawlaka. Częściej mówiono też o
pakiecie Szejnfelda, wiceministra gospodarki z PO, niż o pomysłach jego
szefa. Premier Tusk stworzył u siebie w kancelarii konkurencyjny do
podległego Pawlakowi zespół ds. bezpieczeństwa energetycznego (co
prawda, oba istnieją głównie na papierze). Kompetencje peeselowskiej
minister pracy Jolanty Fedak zaczął dublować zaufany doradca premiera
Michał Boni, dziś minister bez teki. PO z uciechą obserwowała też cięgi
zbierane przez PSL w mediach za skok na stołki i kasę (odejść musiał
m.in. prezes KRUS Roman Kwaśnicki, uważany za protegowanego Pawlaka).
Jedynym bohaterem negocjacji ważnego dla polskiej gospodarki unijnego
pakietu klimatycznego został Tusk. Ostatnio czarę goryczy przelały
dymisja Zbigniewa Ćwiąkalskiego i nominacja Andrzeja Czumy na nowego
ministra sprawiedliwości (przy okazji polecieli rekomendowani przez PSL
wiceminister i prokurator krajowy) i program cięć budżetowych, których
nikt z Pawlakiem nie konsultował.
Politycy PSL zaczęli się obawiać
losu „przystawek", czyli LPR i
Samoobrony. Oficjalnie nie mówili złego słowa o Waldemarze Pawlaku.
Nieoficjalnie naciskali, by ich szef przestał ustępować pola premierowi
i wyszedł z cienia. Tym bardziej że kryzys finansowy i gazowy dały po
temu dobrą okazję. Lider
ludowców postanowił więc wyleczyć frustracje partyjnych kolegów i jest
ostatnio hiperaktywny. Znów stara się odegrać rolę męża
opatrznościowego, podkreślając przy tym różnice między pomysłami PSL i
PO. Jeszcze gdy premier i minister finansów uspokajali, że Polsce kryzys
nie grozi, Pawlak ostrzegał, że w polskie firmy uderzy
sprawa tzw. opcji walutowych. W swoim resorcie uruchomił specjalną
infolinię dla przedsiębiorców, którzy stracili na opcjach. W wyjątkowo
ostrych słowach zbeształ zachodnie banki za czarne prognozy dla polskiej
gospodarki i spekulacje walutowe. Pochwalił Radę Polityki Pieniężnej za
obniżkę stóp procentowych i dał do zrozumienia, że oczekuje kolejnej.
Zauważył, że trzeba jeszcze przemyśleć plan wejścia do poczekalni euro
już w tym roku („Polski PKB ma wzrosnąć o 2 proc., strefy euro –
spaść o
1,8 proc. W tych warunkach musimy zachować spokój, zamiast pchać się
tam, gdzie są kłopoty"). Stwierdził, że w sprawie mediów publicznych
potrzebny jest szeroki kompromis. Delikatnie dał do zrozumienia, że
planom reformy KRUS, nad którymi pracuje Boni, trzeba się dokładnie
przyjrzeć. Nie pozostawił też wątpliwości, że za projekt budżetu, który
się rozsypał i będzie zapewne wymagał nowelizacji, odpowiedzialność
bierze PO.
Teraz wicepremier i minister gospodarki chce zaistnieć dzięki
własnemu planowi antykryzysowemu – planowi Pawlaka. Już 23 stycznia
usiłował „przykryć" medialny hit – nominację Czumy –
przedstawiając
pakiet dla gospodarki opracowany przez jego resort (możliwość
ograniczania czasu pracy i płac przez firmy, obniżenie akcyzy na energię
dla części zakładów, zmniejszenie biurokracji, zmiany w prawie bankowym,
rozbudowa systemu państwowych poręczeń i gwarancji dla kredytów,
zastąpienie akcyzy od samochodów podatkiem ekologicznym itp.). To nie
koniec. PSL stworzyło też własny zespół ekspertów. – Spotykał się on w
każdy
wtorek. Jego zadaniem było opracowanie konkretnych pomysłów na walkę z
kryzysem. Gotowe propozycje zostały przekazane ministrom i wiceministrom
z PSL – poinformował Stanisław Żelichowski, szef klubu poselskiego PSL.
Niedawno Pawlak zaskoczył pomysłem, który ściągnął z USA. Proponuje, aby
państwo na korzystnych warunkach pożyczało starającym się o kredyt
hipoteczny pieniądze na wkład własny oraz dopłacało do raty tym, który
mają problemy ze spłatą takich kredytów.
Co do schedy po obecnym premierze Pawlak też
ma nowy plan. W
ostateczności ucieknie się do postraszenia Tuska wystawieniem w wyborach
prezydenckich peeselowskiego kandydata, który liderowi PO mógłby urwać
kilka procent głosów, być może niezbędnych do zwycięstwa. Wydaje
się bowiem, że wizja uzgodnionego z koalicjantem przejęcia premierostwa
odjechała daleko. PO kilkakrotnie wypuszczała już próbne balony z listą
kandydatów na następców Tuska – wyłącznie z PO. Wiele zależy jednak od
tego, jak bardzo kryzys da się we znaki polskiej gospodarce w
najbliższych miesiącach i kto w największym stopniu zostanie obarczony
za to winą – minister gospodarki Waldemar Pawlak czy rząd jako taki,
czyli przede wszystkim Donald Tusk i PO. Dlatego Pawlak zaczął się dwoić
i troić, aby podkreślić różnice między koalicjantami. Poseł PiS i były
minister rolnictwa Wojciech Mojzesowicz, który w końcu lat 90. opuścił
PSL (Pawlak zalicza go do „renegatów"), dokłada do tego złe
nastroje na
wsi. W zeszłym roku znacznie spadły ceny produktów rolnych, a wzrosły
koszty ich wytwarzania. Rolnicy są wściekli na rząd, w tym na PSL. –
Peeselowcy sięgają więc po starą śpiewkę: my chcemy dobrze, ale zły
koalicjant nam nie pozwala – mówi Mojzesowicz.
Trudno dziś ocenić, czy ofensywa Pawlaka się
powiedzie. Pewne jest tylko
jedno: żaden kryzys nie jest w stanie zatopić jego politycznej kariery.
Urodzony w 1959 r. we wsi Model w Płockiem Waldemar Pawlak zaczynał
niepozornie.
Zwycięstwo w olimpiadzie szkolnej dało mu w 1978 r. wstęp na
Politechnikę Warszawską, gdzie ukończył Wydział Samochodów i Maszyn
Roboczych. Po studiach wrócił w rodzinne strony i w szkole podstawowej w
Pacynie nauczał podstaw obsługi komputera. Zamiłowanie do informatyki
zostało mu zresztą do dziś. W połowie lat 80. wstąpił do ZSL, z którego
listy był posłem na Sejm kontraktowy. Już w 1991 r. został prezesem PSL,
a zaledwie rok później ówczesny prezydent Lech Wałęsa desygnował go na
premiera. Pawlak miał wtedy niespełna 33 lata. Stało się to w
następstwie słynnej nocy teczek (z 4 na 5 czerwca 1992 r.), gdy upadł
rząd Jana Olszewskiego. Kuriozalne okoliczności wyznaczenia go do tej
roli unieśmiertelniły książka „Lewy czerwcowy" Piotra Semki i Jacka
Kurskiego, film „Nocna zmiana" tego ostatniego i popularny do dziś
przebój Kultu „Panie Waldku, pan się nie boi". Pawlak porządził
zaledwie
33 dni, gdyż nie zdołał skompletować gabinetu, ale to był przełom: ten
mało wówczas znany polityk zyskał rozgłos. Na kolejne premierostwo
Pawlak czekał niewiele ponad rok – do października 1993 r. Został szefem
rządu, choć to SLD wygrał wybory. – W sojuszu była zgoda tylko na
jednego kandydata na premiera: Aleksandra Kwaśniewskiego. Ale on nie
chciał tej funkcji, mierzył w prezydenturę. Tylko dzięki temu Pawlak
dostał to stanowisko – wspomina były premier Józef Oleksy.
Te wydarzenia są bardzo charakterystyczne dla Pawlaka i jego kariery.
Nie raz tuzy sceny politycznej lat 90. usiłowały wykorzystać go jako
użyteczną marionetkę. Potem okazywało się, że pod maską jego
nieporadności i zagubienia kryje się zręczny gracz. O wielu z tych,
którzy chcieli się nim posłużyć, dawno zapomniano. Pawlak wciąż jest w
grze. Z czasem wizerunek sztywnego „cyborga", który do niego
przylgnął,
zaczął kontrastować z tym, czego się o nim dowiadywano. Pojawił się
Pawlak patron niejasnych interesów, Pawlak zręczny menedżer, a nawet
Pawlak łamacz damskich serc. W zdumiewający sposób wychodził z opresji,
które wykończyłyby każdego innego polityka.
Nie zaszkodziły mu żadne afery: ani słynny trójkąt Buchacza (ministrowie
PSL w rządzie Pawlaka wnieśli majątek publiczny o wartości 545 mln zł do
trzech spółek w takich sposób, że skarb państwa stracił kontrolę nad
tymi pieniędzmi i firmami), ani tzw. afera InterAms, która w marcu 1995
r. doprowadziła do dymisji Pawlaka ze stanowiska premiera, ani jego
interesy z kontrowersyjnym biznesmenem Piotrem Bykowskim (Pawlak krótko
był szefem stworzonego przez niego Krajowego Samorządowego Funduszu
Pożyczkowego Karbona, któremu zarzucano wyłudzanie pieniędzy od ludzi)
czy Zbigniewem Komorowskim, partnerem biznesowym Edwarda Mazura,
oskarżanego o udział w zabójstwie szefa policji gen. Marka Papały (w
latach 2001-2005 Pawlak był szefem kontrolowanej przez Komorowskiego
Warszawskiej Giełdy Towarowej), ani sprzedaż przed trzema laty siedziby
PSL przy ul. Grzybowskiej w Warszawie (część ludowców zarzuciła mu
zaniżenie jej wartości i odeszła z partii).
Gdy dziennikarze rok temu zapytali Pawlaka, gdzie
podziały się jego
pieniądze – bo w poprzednich oświadczeniach wykazywał znaczny majątek
–
zbył ich wzruszeniem ramion. To samo robił za każdym razem, gdy domagano
się od niego wyjaśnienia udziału we wspomnianych wcześniej interesach.
Nie zareagował nawet na ujawnioną trzy lata temu przez tabloidy
informację, że mieszka z kochanką i ma nieślubne dziecko, na które na
dodatek nie płaci rzekomo alimentów. Pawlak robił to, co odradziłby
każdy spec od marketingu. Zadającym trudne pytania mówił: „Sio!". I
to
działało.
Przeżył nawet upadek w polityczny niebyt po dymisji w 1995 r., swej
klęsce w wyborach prezydenckich i bardzo słabym wyniku PSL w wyborach do
Sejmu w 1997 r. Stracił przywództwo w partii na rzecz Jarosława
Kalinowskiego i się wycofał. Przeżył i jeszcze dorobił się dzięki pomocy
Komorowskiego ( jako szef WGT, zresztą bardzo sprawny, zarabiał nawet
250 tys. zł rocznie). W 2005 r. wrócił w wielkim stylu, odzyskując
prezesurę w PSL. Jego rywale albo odeszli z partii, jak Janusz
Wojciechowski czy Zdzisław Podkański (stworzyli PSL „Piast"), albo
zostali zmarginalizowani, jak Jarosław Kalinowski (szykuje się właśnie
do „ucieczki" do Parlamentu Europejskiego).
Sukcesy PSL w ostatnich wyborach samorządowych i parlamentarnych oraz
wejście do rządu Tuska (czyli możliwość wynagrodzenia „dołów"
licznymi
posadami) dały Pawlakowi spokój wewnątrz partii i możliwość
przygotowania się do batalii o kolejne premierostwo. Nawet jeśli przez
ostatni rok trochę się pogubił, dziś znów wraca do gry. Tym razem nikt
mu nie odda fotela szefa rządu jako niegroźnemu figurantowi, bo nikt go
już nie lekceważy. Pawlak ten fotel będzie musiał wyszarpać od PO, a to
wróży tej pozornie spokojnej koalicji kłopoty.
Własnym zdaniem
„W
zatrudnianiu rodziny nie ma nic złego. I nie powinno się prześladować
kogoś tylko dlatego, że jest dzieckiem lub bratem działacza partii.
Trzeba się cieszyć, kiedy dzieci wykazują podobne zainteresowania i
chcą iść w ślady rodziców"
„Jak
powiedziałem kiedyś „Sio!" do dziennikarza, to było po
przyjacielsku"
„Czepiacie
się tego, że jeżdżę toyotą prius. Jak jeździłem polonezem, też się czepialiście.
To czym ja mam jeździć?"
„Sytuacja
w Polsce – w porównaniu z innymi krajami borykającymi się z kryzysem
–
jest dobra. Odczuwamy jedynie skutki spowolnienia w innych, sąsiednich
krajach"
„To zacytuję polityka, który
ostatnio do polityki
się zniechęcił: Jak jedni mówią żółte, a drudzy nieżółte, to trzeba
mówić zielone. I z nim absolutnie się zgadzam. PSL mówi zielone"
„Kura najpierw jajko zniesie, a dopiero potem
gdacze. Nasi polityczni przeciwnicy gdaczą, nawet kiedy nie potrafią jajka
znieść" |
|
|
|
Przyjaciele
Adam
Struzik – były poseł PSL, a od 2001 r. wszechwładny marszałek
województwa mazowieckiego. Pawlak rozdaje karty na szczeblu centralnym,
Struzik w terenie.
Zbigniew
Komorowski – były senator i
poseł PSL, którego majątek w 2008 r. „Wprost" wycenił na 900 mln zł.
W
początku lat 90. razem z Edwardem Mazurem założył Bakomę, produkującą
jogurty. Oprócz niej kontroluje dziś m.in. Polskie Młyny. W 2002 r.
Pawlak został szefem kontrolowanej wówczas przez Komorowskiego
Warszawskiej Giełdy Towarowej.
Jan Bury– obecny wiceminister
skarbu, odpowiedzialny za energetykę. Uchodzi za jednego z
najbogatszych polityków PSL. W połowie lat 80. Bury szefował Związkowi
Młodzieży Wiejskiej, który założył spółkę Agrotechnika (handlowała
artykułami spożywczymi i importowała komputery). Związki z nią
połączyły Burego i Pawlaka.
Wrogowie
Janusz
Wojciechowski – eurodeputowany, były poseł i prezes PSL (dziś w
PSL
„Piast"). W 2005 r. stracił władzę w PSL na rzecz Pawlaka i od tego
czasu należy do jego największych krytyków. Skierował do prokuratury
sprawę sprzedaży siedziby partii przy ul. Grzybowskiej w Warszawie,
podejrzewając Pawlaka o nieuczciwą transakcję.
Marek Sawicki
– obecny minister rolnictwa i rozwoju wsi, wiceprezes Naczelnego
Komitetu Wykonawczego PSL i cichy rywal Pawlaka. Niedawny kontrkandydat
Pawlaka na szefa partii (choć zapewniał, że wystartował tylko
kurtuazyjnie, by Pawlak miał rywala i wymogom demokracji stało się
zadość). W 1997 r. Sawicki był jednym z inicjatorów odwołania Pawlaka z
funkcji szefa partii. |
|
|
|
Sukcesy - odzyskanie w 2005 r. – po ośmioletniej
przerwie – władzy w PSL
- triumf PSL w wyborach samorządowych w
2006 r. wprowadzenie PSL do Sejmu w 2007 r. z prawie
- 9-procentowym
poparciem i zawiązanie koalicji z PO
Porażki - dwukrotna utrata premierostwa: w 1992 r. zaledwie
po 33 dniach i nieudanej próbie stworzenia rządu oraz w 1995 r., gdy odszedł w atmosferze skandalu
- dotkliwa porażka w wyborach prezydenckich w
1995 r. (w pierwszej turze uzyskał jedynie 4,31 proc. głosów)
-
utrata stanowiska prezesa PSL w 1997 r. na rzecz Jarosława Kalinowskiego
Mistrzowie Wincenty Witos – otaczany kultem przez
peeselowców przedwojenny lider ruchu ludowego i trzykrotny premier II RP. Był
prezesem przedwojennego
PSL „Piast" i powojennego PSL. Ostatniego premierostwa pozbawił go
przewrót majowy w 1926 r. Pawlak i działacze jego partii zawsze
świętują związane z Witosem rocznice. Domagają się oficjalnej
rehabilitacji Witosa, skazanego przed wojną w tzw. procesie brzeskim.
Francis
Fukuyama– amerykański politolog, filozof i ekonomista. Wykładowca
Uniwersytetu George’a Masona w Waszyngtonie. Rozgłos przyniósł mu esej
„Koniec historii", opublikowany w 1989 r. Od czasu ostatnich
wyborów
Pawlak często cytuje Fukuyamę i poleca innym jego książki. |
|
|
|