W 2008 r. Piotr studiował na 14 różnych kierunkach na
Uniwersytecie
Warmińsko-Mazurskim. Nie dlatego, że był wybitnie uzdolniony. Egzaminy
zaliczał tylko na jednym kierunku. Za to na wszystkich pobierał
stypendium dla osób niepełnosprawnych. Uczelnia
wypłaciła mu 10,6 tys. zł świadczeń. Zgodnie z prawem, bo ustawa o
szkolnictwie wyższym mówi, że takie stypendium można otrzymywać na
każdym z kierunków.
Polscy studenci wyszukują więc możliwości obejścia systemu, by zdobyć
stypendia. Nic więc dziwnego, że mimo coraz wyższych zarobków i
poprawiania się sytuacji materialnej Polaków szkoły wyższe z roku na
rok wypłacają więcej pieniędzy coraz biedniejszym i coraz bardziej
chorym studentom. W 2008 r. stypendia socjalne otrzymywało 295 tys.
osób. W 2009 r. już ponad 300 tys. studentów dostanie prawie 750 mln zł.
O wysokości stypendium socjalnego decyduje uczelnia. W 2006 r. wynosiło
ono średnio 187 zł miesięczne. Na niektórych uczelniach studenci
otrzymują nawet trzy razy więcej. To, którzy studenci mogą się ubiegać o
stypendia socjalne, reguluje ustawa: dochód w ich rodzinach na osobę nie
może przekraczać 351 zł netto miesięcznie, a w wyjątkowych wypadkach 572
zł. O ile wyłudzenie stypendium naukowego jest praktycznie niemożliwe, o
tyle udowodnienie niższych niż rzeczywiste dochodów rodziny, by zdobyć
dofinansowanie socjalne, nie stanowi problemu. Kilku studentów z
Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie przedkładało zaświadczenia o
dochodach gospodarstwa domowego na kwotę poniżej 100 zł. Uczelnia nie
dociekała, jak to możliwe, że ich rodziny utrzymują się z prawie
zerowych dochodów.
Popularne jest na uczelniach załatwianie sobie
stypendiów dla osób niepełnosprawnych (nawet ponad 500 zł miesięcznie).
Grupę inwalidzką można dostać równie łatwo jak niegdyś kategorię D w
wojsku. Jest to o tyle opłacalne, że stypendia te można pobierać na
każdym kierunku. Stypendium socjalne – tylko na jednym. To też jednak
nie jest przeszkoda. Na wielu uczelniach studenci podpisują tylko
deklarację, że nie pobierają dofinansowania na innym kierunku. A potem
nikt tego nie sprawdza.
Uczelnie w praktyce nie mają możliwości
sprawdzenia danych podawanych
przez studentów i zazwyczaj nawet nie starają się zweryfikować
ich prawdziwości. Nie istnieje system uniemożliwiający stypendialne
oszustwa. W 2004 r. parlament studentów KUL
zaproponował przeprowadzanie wywiadu środowiskowego wśród studentów, aby
sprawdzić, czy pobierający stypendium socjalne faktycznie mają niskie
dochody. Projekt nie doczekał się realizacji, bo oburzeni studenci
uznali go za ingerencję w sferę prywatną. W walce z nieuczciwymi
studentami pomóc miał także stworzony przez studentów Wydziału
Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego
komputerowy system zarządzania tokiem studiów, który miał usprawnić
obieg informacji między uczelniami. Żeby pomóc w walce z nadużyciami,
musiałby być wdrożony na wszystkich uczelniach. Dziś działa na 25 z 455
szkół wyższych w naszym kraju.
Najnowszą propozycją walki ze
sprytnymi studentami jest projekt
Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego „Partnerstwo dla wiedzy".
Każdy student rozpoczynający naukę ma dostawać pakiet punktów, które
starczą na pięć lat studiów. Powtarzanie roku czy studiowanie na
kolejnych kierunkach będzie oznaczać konieczność płacenia. Zapisywanie
się na studia tylko po to, by wyłudzić kolejne stypendium, przestanie
się dzięki temu opłacać. Przynajmniej do czasu, kiedy studenci wymyślą
kolejny sposób. Przykład studenta jednej z małopolskich uczelni, który
spreparował akt zgonu własnej matki, żeby dostać jednorazową zapomogę,
pokazuje, że pomysłowość nie zna granic.

Ilustracja:
D. Krupa