Często mylimy wymiar sprawiedliwości ze
sprawiedliwością. Problem polega
na tym, że słowo „sprawiedliwość" kojarzy się ze stuprocentowym
przekonaniem o czyjejś winie, a żaden system wymiaru sprawiedliwości nie
ma szans osiągnąć takiej pewności. O
wyroku decyduje prawdopodobieństwo winy i sumienie sędziów.
W Stanach Zjednoczonych organy ścigania działają
bezwzględnie, procesy
przebiegają bardzo szybko (w Polsce proces taki jak oszusta finansowego
Bernarda Madoffa trwałby latami, a nie kilka tygodni jak w Stanach), a
wyroki są wysokie, żeby dać sygnał obywatelom, że przestępca ma małe
szanse uniknąć kary. A to, że ściga się i karze także sprawców drobnych
przestępstw ma dowodzić, że każde złamanie społecznych reguł będzie
napiętnowane. A USA wielkimi siłami i z ogromnym zaangażowaniem ściga
się uciekinierów z więzienia, żeby ludzie byli przekonani, że to się nie
opłaca, że właściwie nie da się uniknąć kary.
System wymiaru sprawiedliwości służy nie do wymierzania sprawiedliwości,
ale do wymierzania kary potrzebnej, aby społeczeństwo wierzyło w
skuteczność obowiązujących praw. Najbardziej spektakularnym przykładem
błędów Temidy jest klub skazanych na śmierć, a następnie uniewinnionych
ofiar wymiaru sprawiedliwości w USA. Obecnie należy do niego już 124
byłych skazańców. Na ilu niewinnych osobach wykonano karę śmierci? Tego
nie wie nikt. Badanie pomyłek sądowych w Stanach Zjednoczonych zaczęto
80 lat temu. W Europie nadal podtrzymuje się fikcję, że sądy są
nieomylne. Jak przyznają specjaliści, jest to delikatna sprawa – badania
na ten temat mogłyby zachwiać społecznym zaufaniem do władzy, które i
bez tego nie jest specjalnie wysokie. Rok temu grupa badawcza Gfk pytała
respondentów w różnych krajach o poziom zaufania do poszczególnych grup
zawodowych, w tym sędziów (Gfk Trust Index). Takie zaufanie deklarowało
66 proc. pytanych Amerykanów i 52 proc. ankietowanych Polaków.
W anglosaskich systemach prawnych (USA, Wielka Brytania), aby skazać
winnego w procesie karnym, należy wykazać jego winę „ponad uzasadnioną
wątpliwość". Prawnicy bardzo nie lubią używać liczb, ale w praktyce
oznacza to mniej więcej 80 proc. pewności, że skazany jest winny. Określenie
„ponad wszelką wątpliwość" oznaczałoby 100 proc. pewności i
teoretycznie
obowiązuje ono w polskim systemie (i wielu innych europejskich), który
każdą wątpliwość każe rozstrzygać na korzyść oskarżonego. Mimo to
zarówno u nas, jak na całym świecie zdarzają się pomyłki, a ich odsetek
szacowany jest na 1-10 proc. w sprawach karnych. Przyjmując
jedynie tę dolną granicę, oznacza to co najmniej kilka tysięcy
niewinnych skazanych rocznie tylko w USA.
– Pomyłki sądowe i niesłuszne wyroki zdarzają się w każdym kraju i
w
każdym systemie prawnym – przyznaje prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były
minister sprawiedliwości. – Ale na skuteczność wymiaru sprawiedliwości
nie możemy tylko patrzeć przez pryzmat spraw karnych. Większość
przypadków, które trafiają do sądów, to sprawy cywilne i one są sprawnie
rozsądzane. Temu ma służyć wymiar sprawiedliwości: przede wszystkim
sprawnemu rozwiązywaniu spraw, a co za tym idzie – społeczeństwu.
Przełom techniczny w metodach wykrywania przestępców zwiększył
prawdopodobieństwo tego, że sprawiedliwość oprócz zaspokajania oczekiwań
społecznych będzie też służyć jednostce. Obywatel musi wiedzieć, że zło
zostanie ukarane oraz że kara nie będzie wymierzona za czyny
niepopełnione.
Wynalezienie w połowie lat 80. metody szybkiego namnażania materiału
genetycznego tzw. PCR (polymerase chain reaction) umożliwiło
identyfikację nawet małych próbek materiału genetycznego (krwi, śliny,
włosów, naskórka) pozostawionego na miejscu przestępstwa. Dzięki temu
doszło do spektakularnego obnażenia pomyłek popełnianych przez sądy w
wypadkach ciężkich przestępstw, a potem do rewizji wielu wyroków. Od
1989 r. w USA oczyszczono z zarzutów 233 osoby skazane na śmierć lub
długoletnie więzienie.
Pierwszym skazanym na śmierć uniewinnionym w wyniku testu DNA był Kirk
Bloodsworth, obciążony w 1985 r. odpowiedzialnością za gwałt i
morderstwo 9-letniej Dawn Hamilton. Pogrążyły go zeznania pięciu
świadków, którzy rzekomo widzieli go na miejscu przestępstwa. Po
potwierdzeniu przez FBI jego niewinności Bloodsworth został wypuszczony
z więzienia i zrehabilitowany. Otrzymał 300 tys. USD odszkodowania za
utracone zarobki (w USA w niektórych stanach nie ma odszkodowania za
niesłuszny wyrok). Ironią losu jest to, że w bloku śmierci Bloodsworth
siedział w celi naprzeciwko prawdziwego zabójcy dziewczynki, skazanego
na karę śmierci za podobne morderstwo i zidentyfikowanego również na
podstawie badań DNA, ale dopiero 20 lat później.
Badania DNA i inne
nowoczesne techniki śledcze są jednak drogie. W Polsce brakuje na nie
środków w sprawach, które nie są priorytetem. – Polska kryminalistyka
jest na dobrym europejskim poziomie, w warszawskiej centrali jest bardzo
dobre laboratorium. Niestety, w przeciętnej gminie czy powiecie nie ma
nawet papieru i długopisu, a nie jest to najnowszy sprzęt
kryminalistyczny – ironizuje prof. Brunon Hołyst, nestor polskiej
kryminalistyki. Taka sytuacja fatalnie wpływa na pracę organów ścigania,
a przecież to dowody zebrane w śledztwie są decydujące podczas orzekania
o winie podejrzanego. Według badań Centrum Niesłusznie Skazanych (Center
on Wrongful Convictions at Northwestern University School of Law),
przyczynami niesłusznych wyroków w wypadku ciężkich przestępstw były: w
45 proc. fałszywe rozpoznanie przez świadków, w 17 proc. błędy
urzędników wymiaru sprawiedliwości (sędziów, prokuratorów), w 10 proc.
nieprawdziwy donos informatora, w 9 proc. pomyłka laboratorium lub
błędna interpretacja wyniku badań, a w 8 proc. wymuszenie przyznania się
do winy.
O tym, że najbardziej oczywista metoda identyfikacji sprawcy – zeznania
naocznych świadków – jest zawodna, wiadomo od dawna. Niestety, jest to
także przyczy- na największej liczby pomyłek Temidy. Powodem
wprowadzenia w brytyjskim sądownictwie instancji odwoławczej była tzw.
sprawa Becka, która zaczęła się w 1896 r. w Londynie. Adolph Beck został
rozpoznany przez jedenaście z dwunastu pokrzywdzonych kobiet jako
mężczyzna, który wyłudzał od nich pieniądze. Także dwóch funkcjonariuszy
policji rozpoznało go jako oszusta Johna Smitha. Beck nie przyznawał się
do winy, twierdząc, że w czasie gdy doszło do większości wyłudzeń,
przebywał w Ameryce Południowej. Mimo to został skazany na siedem lat
ciężkiego więzienia. Po wyjściu na wolność znowu trafił przed oblicze
sądu pod tymi samymi zarzutami – John Smith nie próżnował. Dopiero po
ośmiu latach okazało się, że prawdziwy John Smith, bardzo podobny do
Becka, ma się dobrze. Również wszyscy świadkowie potwierdzili, że to on
ich oszukał. Beck dostał odszkodowanie – 5000 funtów szterlingów, które
nie wynagrodziły jednak koszmaru, który go spotkał: stracił cały majątek
i zdrowie, udowadniając swoją niewinność.
Zawodne jest także przyznanie się do winy domniemanego sprawcy. W
wypadku poważnych zbrodni, takich jak zabójstwo, działania organów
ścigania wydają się czasem służyć przede wszystkim poprawianiu
statystyk. Policja próbuje za wszelką cenę złapać kogoś, kto się
przyzna. Ponoć doświadczyła tego żona
komendanta głównego policji Marka Papały, zamordowanego 25 czerwca 1998
r., którą – jak głosiła plotka – funkcjonariusz miał namawiać do
przyznania się do winy. – To wynika z oportunizmu policji, która chce
mieć sprawcę. W wypadku minister spraw zagranicznych Szwecji, która
została zabita podczas zakupów, także próbowano przypisać winę jakieś
przypadkowej osobie – mówi prof. Brunon Hołyst.
W najgorszej
sytuacji są
w takich wypadkach osoby o mniejszej odporności psychicznej lub
upośledzone. Przyznają się do winy, nie zdając sobie sprawy z
konsekwencji. Taki wypadek zdarzył się w sprawie, w której po raz
pierwszy zastosowano metodę identyfikacji sprawcy za pomocą DNA w
Wielkiej Brytanii. Pierwszym podejrzanym, który przyznał się do winy,
był lekko upośledzony pacjent szpitala znajdującego się w pobliżu
miejsca zbrodni. Prawdopodobnie widział ofiarę, ponieważ znał szczegóły
znane tylko policji. Nową metodę zastosowano więc tylko na wszelki
wypadek. Ku konfuzji policjantów, pewnych, że złapali zabójcę, wynik
testu DNA był negatywny. Mimo że przebadano 5 tys. mężczyzn, sprawcy nie
znaleziono. Do czasu, aż jeden z mieszkających w okolicy mężczyzn
pochwalił się, że poszedł na badanie za kolegę. Ów kolega okazał się
poszukiwanym zabójcą.
Ofiary wymiaru sprawiedliwości w Polsce czekają na odszkodowanie latami.
Pomaga im rzecznik praw obywatelskich, do którego wpłynęły ogółem 583
sprawy tego typu. Od 1999 r. w ramach programu „Klinika niewinność"
oskarżonym, których sprawy nasuwają wątpliwości, pomaga także Helsińska
Fundacja Praw Człowieka. W polskim
prawie o odszkodowaniu dla pokrzywdzonych niesłusznym pozbawieniem
wolności mówi artykuł 552 kodeksu postępowania karnego. Według danych
Ministerstwa Sprawiedliwości, w ciągu ostatnich dziewięciu lat z
paragrafów tego artykułu zasądzono odszkodowania dla 2181 osób na łączną
kwotę 40,8 mln zł. Charakterystyczne jest to, że o ile w 2000 r.
zasądzono odszkodowanie 63 osobom, to w roku 2008 r. takich osób było
już 275, a kwota odszkodowań wyniosła 5,6 mln zł. Biorąc pod uwagę fakt,
że dziewięć lat temu w więzieniach siedziało dwukrotnie więcej
tymczasowo aresztowanych niż obecnie, można postawić tezę, że decyzje o
aresztowaniu były wówczas podejmowane pochopnie.
Zmianę tego stanu rzeczy wymusiło przystąpienie Polski do Unii
Europejskiej i otwarcie możliwości odwoływania się obywateli do
Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Liczne skargi dotyczące przede
wszystkim przewlekłości postępowania i niewłaściwego stosowania aresztu
tymczasowego wywindowały Polskę do czołówki krajów, na które obywatele
skarżą się najczęściej.
Bywa i tak, że areszty (zwane wtedy „wydobywczymi") stosowane
są nie dla
zapobieżenia możliwej tragedii, lecz w celu psychicznego złamania
oskarżonego, którego winy prokuratura nie potrafi udowodnić. Głośna
sprawa Grzegorza Wieczerzaka, byłego prezesa PZU Życie, który spędził w
areszcie trzy lata, po czym akt oskarżenia prokuratury rozleciał się w
sądzie, pokazała, jak areszt stosowany być nie powinien. Wpadką okazała
się też zgoda sądu na aresztowanie na 91 dni pod zarzutem szpiegostwa
studenta Marcina T., asystenta ówczesnego szefa komisji ds. PKN Orlen
Józefa Gruszki. Takich wypadków powinno być jednak coraz mniej: kilka
tygodni temu z kodeksu zniknęły trzy przesłanki, dla których sądy w
nieskończoność mogły przedłużać tymczasowe aresztowanie. Przeciągająca
się obserwacja psychiatryczna, oczekiwanie na opinię biegłego, a tym
bardziej „inne istotne przeszkody" nie będą mogły dłużej uzasadniać
pozbawienia wolności bez wyroku.
Większość skarg obywateli na działanie wymiaru sprawiedliwości jest
odrzucana w pierwszej instancji. W tym wypadku wymiar sprawiedliwości
służy więc obronie własnych interesów. Według danych Ministerstwa
Sprawiedliwości, w 2007 r. sądy rejonowe z 687 skarg z art. 552 kpk
uwzględniły tylko dziewięć, w jednej zawarto ugodę. Prokuratoria
Generalna, występująca w sprawach cywilnych w imieniu skarbu państwa,
zanotowała 207 spraw dotyczących wymiaru sprawiedliwości z żądaniami
odszkodowania wysokości 370 mln zł. Do końca 2008 r. skarb państwa
przegrał prawomocnie tylko jedną z tych spraw. Sąd zasądził w niej kwotę
50 tys. zł odszkodowania za nieprawidłowe prowadzenie przez prokuraturę
postępowania dotyczącego śmiertelnego wypadku dziecka powódki. Prof.
Andrzej Zoll, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, ma jednak jeszcze
inną koncepcję: – Teoretycznie wymiar sprawiedliwości i prawo mają
służyć obywatelowi. W praktyce wymiar sprawiedliwości służy samemu
prawu, dzięki któremu rozstrzygane są konflikty.
Przestrzeganie prawa gwarantuje w zamian bezpieczeństwo obywateli, o
które od początku chodziło.
CZY SYSTEM WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI W POLSCE JEST
SPRAWIEDLIWY?
TAK
Stanisław Dąbrowski Przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa
Prawo i wymierzanie sprawiedliwości musi być zgodne z poczuciem
sprawiedliwości. Jest to domena sędziów, ważne więc, by sędziowie byli
ludźmi odpowiedniego formatu. Tymczasem poziom zaufania do nich jest z
różnych powodów zbyt niski. Jest to kwestia dość słabej pozycji
sędziego, także jeśli chodzi o wynagrodzenia. Istniejące procedury
zapobiegają rażącym pomyłkom, a jeśli takie się zdarzają, to częściej w
drugą stronę – niesłusznego uniewinnienia. Nagrywanie rozpraw
zwiększyłoby ich kulturę i miałoby pozytywny wpływ na wszystkie strony
biorące udział w sprawie. Jestem przeciwnikiem zniesienia immunitetów
sędziowskich. Immunitet jest potrzebny do zachowania niezależności
sędziego.
Roman Nowosielski
Adwokat
Wymiar sprawiedliwości bazujący na czynniku zawodowym –
wszystkie poważne sprawy są rozstrzygane w składzie co najmniej dwóch
sędziów zawodowych i trzech ławników – jest znacznie skuteczniejszy niż
system anglosaski, w którym ława przysięgłych odgrywa główną rolę.
Opinia publiczna i media mają mniejszy wpływ na wyrok, nie ma spektaklu,
który widzimy na amerykańskich filmach. W naszym
systemie szara strefa błędów w postępowaniach karnych jest zdecydowanie
mniejsza niż w systemie opartym na ławie przysięgłych. Błędne wyroki to
wyjątki, choć oczywiście mogą się zdarzyć. Jeżeli na jakąś opinię czeka
się miesiącami, to pewne dowody mogą ulec zatarciu i trzeba korzystać z
innych – należałoby więc zwiększyć środki na opinie i badania
biegłych.
NIE
Krzysztof Antosik
Prezes Stowarzyszenia Osób Poszkodowanych
przez Wymiar Sprawiedliwości
System wymiaru sprawiedliwości jest niesprawiedliwy, bo
opiera się na umowie społecznej. Podsądny podlega prawu, które nie
gwarantuje mu sprawiedliwości w ścisłym znaczeniu tego słowa. Nie można
powiedzieć, że orzeczenie jest sprawiedliwe, gdy strona nie miała np.
faktycznej obrony. Odmowę przyznania obrońcy z urzędu sądy potrafią
uzasadniać bardzo kontrowersyjnie. Dla jednego z sędziów w Łodzi
posiadanie przez podsądnego jakiegokolwiek majątku, choćby starego
zepsutego samochodu, może być podstawą takiej odmowy. Zatem osoba bez
pieniędzy nie ma szans na sprawiedliwość, jeśli sądzi ją taki sędzia.
Wiele orzeczeń wydaje się w interesie korporacji, a nie dla dobra
wspólnego.
MAM
WĄTPLIWOŚCI
dr Michał
Matyasik Politolog z Uniwersytetu
Jagiellońskiego
Już w 1997 r. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu stwierdził
pierwsze naruszenie przez Polskę Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw
Człowieka. Niecałą dekadę później Polska wspięła się na niechlubną piątą
pozycję wśród 47 państw Rady Europy pod względem liczby skarg
kierowanych przez obywateli przeciwko państwu. Większość tych skarg
dotyczy przewlekłości postępowań sądowych oraz niesłusznych i zbyt długo
trwających tymczasowych aresztowań. Skala i charakter tych problemów
świadczą o częściowej dysfunkcji systemu wymiaru sprawiedliwości.
Janusz Kochanowski
Rzecznik praw obywatelskich
Mam poważne wątpliwości, czy system działa sprawiedliwie. Sama
wielość
spraw, w których orzeczenia są uchylane w drodze nadzoru judykacyjnego,
świadczy o niewłaściwej jakości pracy. Jako rzecznik spotykam się z
rosnącą liczbą skarg. Świadczą one być może o zwiększającej się
świadomości obywateli, ale przede wszystkim o niedomaganiach systemu.
Dotyczy to szczególnie braku dostępu obywateli do sądu w odpowiednim
terminie oraz zagadnienia tymczasowego aresztowania: z jednej strony
jego przewlekłości, z drugiej – odstępowania od jego zastosowania wobec
sprawców
przestępstw w wypadkach, które to uzasadniają. Przypomnę
ostatnie poruszające sprawy zabójstw pokrzywdzonych i świadków,
dokonanych przez przestępców zwolnionych z tymczasowego aresztu. Wyniki
badań opinii publicznej pokazują, że na początku transformacji
ustrojowej obywatele mieli większe zaufanie do Temidy niż obecnie.
Przeprowadzono także analizy wskazujące, że osoby, które zetknęły się z
działaniem wymiaru sprawiedliwości, mają o nim gorsze zdanie niż ludzie,
którzy nie mają takiego doświadczenia. Potrzebna jest więc większa
odpowiedzialność sędziów; etos wynikający z poczucia powołania do
sprawowania tak doniosłej funkcji oraz towarzysząca temu niezbędna
pokora. Bezsprzecznie jednak najsłabszym ogniwem wymiaru sprawiedliwości
jest praca prokuratury. Oczywiste jest, że gdybym miał do wyboru być
sądzonym w Polsce lub w Wielkiej Brytanii, wybrałbym tę drugą możliwość.
|
Po co nam więzienia?
To wartości, jakie dane społeczeństwo uznaje za podstawowe, decydują o
kształcie jego polityki karnej. Jedne systemy kładą większy nacisk na
dyscyplinę społeczną, inne na wolność jednostki i jej indywidualną
odpowiedzialność za czyny. Można wyróżnić trzy ideologie, które decydują
o założeniach wymiaru sprawiedliwości:
ideologia dyscypliny
społecznej
wynikająca z przekonania (coraz częściej podawanego w wątpliwość), że
możliwy jest skuteczny system prewencji; takie systemy skupiają się
przede wszystkim na ochronie społeczeństwa przez izolację
najniebezpieczniejszych grup sprawców (Rosja, USA – a więc kraje o
najwyższej liczbie osadzonych);
ideologia abolicjonistyczna,
uznająca
system więziennictwa za kosztowną machinę, która zamiast rozwiązywać
problemy społeczne, generuje nowe; akcent jest położony na obniżanie
sankcji i pozawięzienne sposoby reagowania na przestępczość – mediację
czy prace na rzecz społeczności (Finlandia, Szwecja);
ideologia
resocjalizacyjna, powszechna w XX wieku, pokutująca do dziś również w
Polsce; wiąże się z przekonaniem, że za pomocą kary więzienia można
pozytywnie wpływać na sprawcę; to założenie działa de facto jedynie w
pojedynczych, bardzo kosztownych i niemal „elitarnych" więzieniach
w
Wielkiej Brytanii.
|
JAK TO SIĘ ROBI W AMERYCE Mark A. Godsey Profesor prawa na
uniwersytecie w Cincinnati, dyrektor Projektu Niewinność w Ohio
Problemem amerykańskiego prawa karnego są przestarzałe lub złe jego
elementy. Sam system nie jest gorszy od
tego, który znam z innych krajów, np. Wielkiej Brytanii. Poważnym
problemem jest błędne rozpoznawanie przestępców przez świadków,
spowodowane ustawianiem kilku osób naraz. Badania pokazują, że aby
wyeliminować pomyłki, trzeba pokazywać świadkowi podejrzanych
pojedynczo. Poza tym należy stosować zasadę double blind: zdjęcia
podejrzanych powinien pokazywać detektyw, który nie ma nic wspólnego ze
sprawą. Kolejnym problemem są przesłuchania. Ludzie są zastraszani i pod
wpływem presji przyznają się do rzeczy, których nie zrobili. Dlatego
przesłuchania powinny być dokumentowane na wideo. Pomniejszym problemem
jest to, że adwokaci przyznani z urzędu są nieodpowiednio wynagradzani.
Nie przykładają się więc do obrony na tyle, na ile by mogli. USA są
jednym z niewielu krajów z tak łatwym dostępem do testów DNA, które
bardzo często po latach ujawniają niewinność skazanego i prowadzą do
jego uwolnienia. Tymczasem w Wielkiej Brytanii, jeśli skazany już odbywa
wyrok, taki test może mu nie pomóc. Czasem po prostu się go nie uznaje,
bo o uniewinnieniu skazanego nie decyduje sam test, lecz sędzia.
Niestety, osobowość niektórych sędziów nie pozwala im uwierzyć w wyniki
badań DNA tak długo, jak długo są przekonani o winie ludzi, których
skazali. Niektórzy więźniowie mimo niepodważalnych dowodów DNA nadal
więc odsiadują wyroki. Mimo wszystko w systemie wymiaru sprawiedliwości
w USA chętniej przeprowadza się takie testy i bardziej się im ufa. Co
się zaś tyczy braku ławy przysięgłych oraz prawa precedensowego w innych
krajach – tym gorzej dla oskarżonego, bo jest już tylko na łasce
sędziego. |
DIAGNOZA W PIGUŁCE
Skalkulowane
ofiary wymiaru sprawiedliwości Sto
koszt utrzymania porządku publicznego. W ten sposób państwo upewnia
obywateli, że system wymiaru sprawiedliwości jest skuteczny, szybki i
twardy.
System
wymiaru sprawiedliwości służy nie do wymierzania
sprawiedliwości, ale do wymierzania kary potrzebnej, aby społeczeństwo
wierzyło w skuteczność obowiązujących praw.
Przełom
techniczny w metodach wykrywania przestępców zwiększył
prawdopodobieństwo tego, że sprawiedliwość oprócz zaspokajania oczekiwań
społecznych będzie też służyć jednostce.
O tym, że
najbardziej oczywista metoda identyfikacji
sprawcy – zeznania naocznych świadków – jest zawodna, wiadomo od
dawna.
Zawodne jest także przyznanie się do winy domniemanego sprawcy.
|