To dwudziesty dziewiąty przypadek śmierci na krótko po
wzięciu
szczepionki, zgłoszony amerykańskim władzom. W Polsce szczepionkę
przeciwko wirusowi HPV, który może być przyczyną nowotworu szyjki
macicy, przyjęło już 50 tys. dziewczynek – na ogół w ramach opłaconych
przez samorządy akcji szczepień. Jej
producent, amerykański koncern farmaceutyczny Merck, sugeruje polskiemu
rządowi, aby budżet opłacił szczepienia wszystkim nastolatkom. Gra toczy
się o ogromne pieniądze. Urzędy ds. kontroli bezpieczeństwa leków w USA
i UE wydały oświadczenia, że silgard (handlowa nazwa szczepionki w
Polsce; w USA sprzedawana jest pod marką gardasil) jest bezpieczny.
Nie
ma dowodów, że zgony w USA zostały spowodowane przez szczepienia.
Przedstawiciele Mercka podkreślają, że zaszczepiono już kilkanaście
milionów osób i przy tak dużej populacji zawsze zdarzają się przypadki
niewyjaśnionych zgonów. To, że nastąpiły one po wzięciu szczepionki, ma
być tylko wynikiem zbiegu okoliczności. Hiszpańskie Ministerstwo Zdrowia
wstrzymało jednak aplikowanie jednej serii silgardu (o numerze NH52670),
po tym jak dwie 14-letnie dziewczynki, które się nie znały i nigdy nie
spotkały, po przyjęciu szczepionki 4 i 6 lutego straciły przytomność i
wpadły w konwulsje. Ich stan jest stabilny. Resort zezwolił więc na
kontynuowanie szczepień. W lutym amerykańskie Narodowe Centrum
Informacji o Szczepionkach (National Vaccine Information Center),
istniejąca od 27 lat prywatna instytucja monitorująca bezpieczeństwo
szczepionek, wydało raport, w którym porównano liczbę przypadków
zgłaszanych pogorszeń stanu zdrowia w krótkim czasie po wzięciu silgardu
oraz innej szczepionki. Z analizy wynika, że zanotowano 33 razy więcej
zgłoszeń zakrzepicy i 15 razy więcej przypadków udaru mózgu. Urzędnicy
nadzorujący rynek leków podważają jednak wnioski tego raportu. To tylko
przykłady wątpliwości, jakie budzi silgard.
„W ciągu zaledwie dwóch lat rak szyjki macicy z mało znanej
choroby,
charakterystycznej prawie wyłącznie dla krajów Trzeciego Świata, stał
się ?najmodniejszą? chorobą w USA i Europie Zachodniej"
– napisał 20 sierpnia 2008 r. „The New York Times".
„Merck lobbował
praktycznie każdą wpływową osobę, organizacje kobiece, polityków.
Wywołał panikę wśród ludzi. Sprawił, że byli przekonani, iż muszą jak
najszybciej zaszczepić swoje dzieci, bo za chwilę będzie za późno”
–
stwierdziła prof. Diane Harper z Dartmouth Medical School w wywiadzie
dla tej gazety. Harper była jedną z osób prowadzących badania kliniczne
silgardu, a w latach 2006-2007 odpowiadała za program walki z rakiem
szyjki macicy w Światowej Organizacji Zdrowia.
Silgard został zatwierdzony przez amerykański Urząd ds. Kontroli
Żywności Leków (Food and Drug Administration) zaledwie sześć miesięcy po
złożeniu wniosku przez Mercka. Kilka tygodni później Centrum Kontroli i
Zapobiegania Chorobom (Centers for Disease Control and Prevention)
zarekomendowało silgard do powszechnego stosowania u dziewczynek. Jak
zauważyła Harper, większość szczepionek czeka trzy lata na taką zgodę.
Przed zezwoleniem na szczepienie całej populacji odczekuje się nawet
5-10 lat. „W takim okresie dowiadujemy się więcej o skutkach ubocznych.
Wcześniej szczepionkę powinni dostać tylko ci, którzy zdają sobie sprawę
z większego ryzyka i są w stanie je zaakceptować” – powiedziała
Harper.
Merckowi bardzo zależało na szybkim zaszczepieniu jak największej liczby
osób. W momencie wprowadzenia na rynek jego szczepionka przeciwko HPV
była jedyną tego rodzaju. Koncern zdawał sobie sprawę, że prędzej czy
później rywale opracują własne szczepionki i rozpocznie się walka o
rynek, co wymusi konieczność obniżenia cen, czyli zmniejszenia zysków.
Już pod koniec 2007 r. do sprzedaży dopuszczono cervarix brytyjskiej
firmy GlaxoSmithKline (w Polsce zaszczepiono nim około 10 tys. osób),
ale szczepionka ta zapewnia mniejszą ochronę niż silgard. Trzy dawki
silgardu kosztują około 1400 zł, co oznacza, że jest to jedna z
najdroższych szczepionek w historii. Europejskie Towarzystwo
Ginekologiczne twierdzi, że powinna kosztować około 700 zł.
Merrill Goozner, były szef działu ekonomicznego „The Chicago
Tribune”, w
książce „Pigułka za 800 milionów dolarów” wskazuje, że największe
amerykańskie koncerny farmaceutyczne na badania przeznaczają 14,1 proc.
przychodów, a na reklamę – 30,8 proc. Przy tak wysokiej marży na
silgardzie Merck ma mnóstwo pieniędzy na promocję leku. I robi wszystko,
by zdobyć rynek, zanim pojawi się poważna konkurencja.
Aby zdać sobie sprawę, jak gigantyczną pracę PR-owską wykonał Merck,
trzeba wiedzieć, że jeszcze do niedawna rak szyjki macicy w ogóle nie
był uważany za problem w krajach rozwiniętych. Wyeliminowano
go przez wprowadzenie regularnych badań cytologicznych dla kobiet (nawet
te, które się zaszczepiły, i tak muszą się badać, bo – jak twierdzi
Merck – szczepionka jest skuteczna w 70 proc.). Na przykład w Finlandii
śmiertelność z powodu raka szyjki macicy wynosi kilkanaście osób rocznie
i są to prawie wyłącznie kobiety, które nie chodziły regularnie na
badania. Regularna cytologia pozwala wykryć prawie wszystkie
nieprawidłowe zmiany macicy, które następnie są usuwane m.in. za pomocą
lasera. Przekształcenie się takich tworów w komórki
rakowe trwa nawet 10 lat. Dlatego jest to jeden z niewielu nowotworów,
który jest uleczalny prawie w 100 proc. Krótko mówiąc, w Europie
Zachodniej problem nie istnieje nie dlatego, że kobiety się tam
szczepią, tylko dlatego, że się regularnie badają.
W Polsce w broszurach „promujących profilaktykę raka szyjki macicy"
o
tym się nie informuje. Na pierwszym planie wybija się informację, że rak
szyjki macicy to druga największa przyczyna śmiertelności wśród kobiet
na świecie. Tyle że za tę statystykę odpowiadają kraje wschodniego
wybrzeża Afryki i zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej, gdzie albo
nie ma w ogóle opieki medycznej, albo kobiety z niej nie korzystają.
Nawet w Polsce, gdzie rak szyjki macicy uwa-
żany jest za relatywnie duży problem (regularnie cytologię robi tylko 15
proc. kobiet; w unii – 85 proc.), takie przypadki stanowią jedynie 3
proc. wszystkich nowotworów. Rocznie diagnozuje się w Polsce 130 tys.
nowych przypadków nowotworów, z czego 4 tys. to rak szyjki macicy. O
tym, że kampanie informujące o tym nowotworze to w istocie zakamuflowana
reklama szczepionek, świadczy choćby to, że na raka prostaty zapada i
umiera w Polsce dwa razy więcej osób niż na raka szyjki macicy, a
problem nie jest nawet w niewielkiej części tak nagłośniony.
W
Ameryce zarzuty wobec szczepionki i jej producenta podnosiły m.in.
dzienniki „The New York Times", „The Wall Street
Journal", telewizje
CNN, CBS i NBC. W polskich mediach jest inaczej. Na
przykład w „Dzienniku” z 18 marca 2009 r. prof. Marek Sikorski
mówi tak:
„W Unii Europejskiej na raka zapadają tylko trzy na 100 tys. kobiet, u
nas – nadal 16 na 100 tys. (…) Tylko szczepienia mogą
pomóc”.
Przedstawiony jest jako „ginekolog z Akademii Świętokrzyskiej”,
tymczasem jest on także wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Profilaktyki
Zakażeń HPV (PTPZHPV), które na swojej stronie internetowej informuje,
że jego „partnerem” jest firma MSD Polska, czyli polska
filia Mercka, producenta silgardu (firma ta ma na swojej stronie
internetowej link do strony towarzystwa). Na pytanie „Wprost”, co
oznacza takie „partnerstwo”, rzecznik MSD Polska Karol Poznański
wyjaśnia, że firma przekazuje pieniądze na przykład na kongresy
organizowane przez towarzystwo oraz finansuje wydawany przez nie
biuletyn „Monitor HPV”. Ustaliliśmy też, że prezes PTPZHPV prof.
Sławomir Majewski 16-17 maja 2008 r. wygłosił w Poznaniu na konferencji
„Profilaktyka pierwotna i wtórna – diagnostyka i leczenie raka
szyjki
macicy” wykład na temat silgardu, sponsorowany przez MSD Polska. Firma
odmówiła ujawnienia kwoty honorarium, ale w USA koncern płacił lekarzom
po 4500 USD za 50-minutowe wykłady na temat szczepionki (rekordziści
zarobili w ten sposób kilkaset tysięcy dolarów). Daje do myślenia, że
towarzystwo powstało w październiku 2005 r., a więc zaledwie kilka
miesięcy przed dopuszczeniem silgardu do sprzedaży.
Skuteczność silgardu w walce z rakiem nie jest tak oczywista, jak
twierdzą przedstawiciele producenta. „Nie ma żadnego naukowego dowodu na
to, że szczepionka zapobiega rakowi" –
napisał prof. Carlos Alvarez-Dardet, ekspert ds. szczepień z
hiszpańskiego Uniwersytetu Alicante w dzienniku „El Pais". Pod jego
apelem o wstrzymanie finansowanych z budżetu szczepień na raka szyjki
macicy podpisało się 7 tys. hiszpańskich lekarzy. Od momentu zakażenia
się wirusem HPV do pojawienia się nowotworu mija nawet 10 lat. Tymczasem
gardasil testowano 5 lat, a cervairx – 6,5 roku. W tak krótkim czasie
producenci tych szczepionek udowodnili jedynie, że zmniejszają one
liczbę tzw. dysplazji, czyli zmian w komórkach, które mogą – ale nie
muszą – przekształcić się w nowotworowe. Nawet gdyby szczepionki
działały tak, jak twierdzą ich producenci, to i tak pierwsze efekty tego
będą widoczne za wiele lat. Szczepione są bowiem kilkunastoletnie
dziewczynki (wirus HPV przenoszony jest drogą płciową, więc zabezpiecza
się dziewczynki przed rozpoczęciem przez nie współżycia seksualnego).
Tymczasem większość przypadków raka szyjki macicy występuje u dużo
starszych kobiet. Z tego powodu oraz ze względu na wysoki koszt
szczepionki w listopadzie 2008 r. z finansowania z budżetu szczepień
przeciwko HPV wycofała się Irlandia. Nad podobnym posunięciem debatuje
się dziś Niemczech. W ulotce reklamowej silgardu Merck przyznaje, że nie
wiadomo, jak długo będzie trwała ochrona gwarantowana przez szczepionkę.
U niektórych dziewczynek w testach klinicznych ochrona kończyła się już
po trzech latach. Może się więc okazać, że oprócz trzech standardowych
dawek będzie im potrzebna co najmniej jeszcze jedna, a to oznacza
kolejne grube pieniądze.
Sfinansowanie szczepień tylko jednego rocznika dziewczynek w wieku
szkolnym kosztowałoby 400 mln zł. Na
wszystkie obowiązkowe szczepionki w Polsce wydaje się rocznie 65 mln zł.
Cały Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych ma do dyspozycji
nie więcej niż 300 mln zł rocznie. Jak podaje Merck, w 2008 r. sprzedaż
silgardu spadła o 16 proc. Jeszcze w grudniu 2008 r. koncern
przewidywał, że w 2009 r. sprzeda szczepionkę za 1,4-1,6 mld USD. W
lutym obniżył prognozę do 1,1-1,3 mld USD. Nic dziwnego, że ostro walczy
o polski rynek. Gdy 18 marca minister zdrowia Ewa Kopacz oświadczyła, że
ze względu na zbyt wysoki koszt nie będzie możliwe sfinansowanie takiego
programu szczepień, na jej głowę posypały się gromy. W mediach
przedstawiano ją jako nieczułą na los biednych kobiet zagrożonych
straszliwą chorobą gnębiącą świat. Tymczasem ostrożność w tej sprawie
jest jak najbardziej wskazana. Na pewno po to, by uchronić pieniądze
podatników, a być może także ich zdrowie.
Pieniądze i medycyna
Marek Twardowski
Wiceminister zdrowia
Nie ma gwarancji, że szczepionka
przeciwko wirusowi HPV powodującemu
raka szyjki macicy jest tak skuteczna, jak twierdzą koncerny
farmaceutyczne. Jeżeli za 30 lat się okaże, że się pomyliły, to nikt nie
zwróci podatnikom dziesiątków miliardów złotych. A nawet jeżeli
szczepionki byłyby tak skuteczne, jak twierdzą koncerny, to ciągle są
one stanowczo za drogie. Za te same pieniądze można pomóc znacznie
większej liczbie obywateli. A raka szyjki macicy można uniknąć,
regularnie poddając się badaniom cytologicznym.
Karol Poznański
Rzecznik prasowy MSD Polska
Urzędy kontroli bezpieczeństwa
leków z
USA i UE oraz Międzynarodowa Organizacja Zdrowia (WHO) podkreślały
bezpieczeństwo szczepionek przeciwko powodującemu m.in. raka szyjki
macicy wirusowi HPV oraz płynące z tych szczepień korzyści. Nasza firma
od czterech lat wspiera kampanię „Chronię życie przed rakiem szyjki
macicy". Nie możemy ujawniać, ile pieniędzy wydaliśmy na tę kampanię.
Informacje te dotyczą bowiem naszych partnerów. Część z nich objęta jest
także tajemnicą handlową. Wszelkie nasze działania prowadzone są w
Polsce zgodnie z obowiązującym prawem.