Pensja przewodniczącego Komisji Europejskiej Portugalczyka José Manuela
Barroso jest nawet wyższa niż prezydenta USA Baracka Obamy. A to
oznacza, że rząd UE, za jaki można uznać Komisję Europejską, to
najdroższy rząd świata. W
tym roku ze stanowiska odejdzie 20 komisarzy, w tym Danuta Hübner.
Odprawy i emerytury dla nich będą kosztowały europejskich podatników
ponad 100 mln zł.
REKLAMA
Oficjalnie w ciągu pięcioletniej kadencji komisarz
zarabia „tylko" 6,5 mln zł. „Goła” miesięczna pensja to bowiem 92 tys.
zł. Po dodaniu funduszu reprezentacyjnego (34 tys. zł rocznie) oraz
dodatku na zamieszkanie (166 tys. zł rocznie) rośnie ona do 109 tys. zł
miesięcznie. Po zakończeniu kadencji komisarz przez trzy lata będzie
dostawać 65 proc. pensji. W tym okresie otrzyma więc 1,66 mln zł.
Dostanie także dodatek na przeprowadzkę do kraju w wysokości 92 tys. zł.
Po pięciu latach pracy nabywa też prawo do dożywotniej emerytury w
wysokości 19,7 tys. zł miesięcznie. To oznacza, że z tego tytułu w sumie
pobierze 3,96 mln zł (zakładamy, że będzie ją pobierać przez 16,7 roku,
bo taka jest średnia długość życia dla 65-letniego obywatela UE). Razem
daje to 12,1 mln zł.
Komisarz ds. pomocy humanitarnej i rozwoju Louis
Michel nie mógł uwierzyć, kiedy dziennikarz belgijskiego dziennika „De
Standaard" powiedział mu, ile pieniędzy otrzyma. „Jeżeli to prawda, to
natychmiast przechodzę na emeryturę” – oświadczył. Pełną wysokość
apanaży unijnych komisarzy ujawniła pod koniec marca
2009 r. brytyjska organizacja Open Europe. I nawet w przyzwyczajonych do
unijnych „konfitur” krajach wybuchł skandal. Rzecznik prasowy Komisji
Europejskiej Johannes Laitenberger argumentował, że wynagrodzenia muszą
być tak wysokie, aby „zapewnić niezależność” komisarzy.
Zdecydowana większość komisarzy to fi
guranci, a Komisją Europejską rządzą tzw. mandaryni, czyli grupa
wysokich urzędników KE. Tak
napisał holenderski dziennikarz Derk-Jan Eppink w wydanej w 2007 r.
książce „The Life of a European Mandarin: Inside the Commission" („Z
życia europejskiego mandaryna, czyli Komisja Europejska od kuchni”). W
październiku 2006 r. ówczesny komisarz UE ds. przemysłu Niemiec Günter
Verheugen poskarżył się nawet w wywiadzie dla „Süddeutsche Zeitung”, że
mandaryni blokują wszystkie jego działania. Dwa tygodnie później w
tabloidach ukazały się jego zdjęcia z wakacji, na których spacerował za
rękę z Petrą Erler, szefową swojego gabinetu, którą wcześniej awansował
na to stanowisko. Osłabiony w wyniku skandalu Verheugen nigdy więcej nie
wysuwał publicznie zarzutu, że nie ma faktycznej władzy. Zdaniem
Eppinka, to mandaryni w ten sposób unieszkodliwili niepokornego
Verheugena.
Komisarz na wagę złota
Pensja przewodniczącego Komisji Europejskiej
Portugalczyka José Manuela
Barroso jest nawet wyższa niż prezydenta USA Baracka Obamy. A to
oznacza, że rząd UE, za jaki można uznać Komisję Europejską, to
najdroższy rząd świata. W
tym roku ze stanowiska odejdzie 20 komisarzy, w tym Danuta Hübner.
Odprawy i emerytury dla nich będą kosztowały europejskich podatników
ponad 100 mln zł.
Oficjalnie w ciągu pięcioletniej
kadencji komisarz
zarabia „tylko" 6,5 mln zł. „Goła” miesięczna pensja to
bowiem 92 tys.
zł. Po dodaniu funduszu reprezentacyjnego (34 tys. zł rocznie) oraz
dodatku na zamieszkanie (166 tys. zł rocznie) rośnie ona do 109 tys. zł
miesięcznie. Po zakończeniu kadencji komisarz przez trzy lata będzie
dostawać 65 proc. pensji. W tym okresie otrzyma więc 1,66 mln zł.
Dostanie także dodatek na przeprowadzkę do kraju w wysokości 92 tys. zł.
Po pięciu latach pracy nabywa też prawo do dożywotniej emerytury w
wysokości 19,7 tys. zł miesięcznie. To oznacza, że z tego tytułu w sumie
pobierze 3,96 mln zł (zakładamy, że będzie ją pobierać przez 16,7 roku,
bo taka jest średnia długość życia dla 65-letniego obywatela UE). Razem
daje to 12,1 mln zł.
Komisarz ds. pomocy humanitarnej i rozwoju
Louis
Michel nie mógł uwierzyć, kiedy dziennikarz belgijskiego dziennika „De
Standaard" powiedział mu, ile pieniędzy otrzyma. „Jeżeli to prawda,
to
natychmiast przechodzę na emeryturę” – oświadczył. Pełną wysokość
apanaży unijnych komisarzy ujawniła pod koniec marca
2009 r. brytyjska organizacja Open Europe. I nawet w przyzwyczajonych do
unijnych „konfitur” krajach wybuchł skandal. Rzecznik prasowy
Komisji
Europejskiej Johannes Laitenberger argumentował, że wynagrodzenia muszą
być tak wysokie, aby „zapewnić niezależność” komisarzy.
Zdecydowana większość komisarzy to fi
guranci, a Komisją Europejską rządzą tzw. mandaryni, czyli grupa
wysokich urzędników KE. Tak
napisał holenderski dziennikarz Derk-Jan Eppink w wydanej w 2007 r.
książce „The Life of a European Mandarin: Inside the Commission"
(„Z
życia europejskiego mandaryna, czyli Komisja Europejska od kuchni”). W
październiku 2006 r. ówczesny komisarz UE ds. przemysłu Niemiec Günter
Verheugen poskarżył się nawet w wywiadzie dla „Süddeutsche
Zeitung”, że
mandaryni blokują wszystkie jego działania. Dwa tygodnie później w
tabloidach ukazały się jego zdjęcia z wakacji, na których spacerował za
rękę z Petrą Erler, szefową swojego gabinetu, którą wcześniej awansował
na to stanowisko. Osłabiony w wyniku skandalu Verheugen nigdy więcej nie
wysuwał publicznie zarzutu, że nie ma faktycznej władzy. Zdaniem
Eppinka, to mandaryni w ten sposób unieszkodliwili niepokornego
Verheugena.
Po co europejscy podatnicy wydają setki milionów złotych na
tworzenie fi
guranckich stanowisk? Przecież samo zorientowanie się w funkcjonowaniu
Komisji Europejskiej zajmuje dwa lata, a kadencja komisarza trwa pięć
lat. Co prawda, jest możliwość pozostania na kolejną kadencję, ale
prawie nikt tego nie robi (w 2009 r. zostanie odwołanych aż 20 z 27
komisarzy). Na stanowiskach mają być bowiem tylko tak długo, by nabyć
prawa do wszystkich apanaży, a potem zwolnić miejsce dla kolejnych
chętnych. Jak twierdzi Eppink, stanowisko komisarza w UE traktuje się
jako nagrodę dla zaufanych przyjaciół.
W lutym 2009 r. premier Donald Tusk nagle ogłosił, że polska
komisarz UE
Danuta Hübner, do tej pory związana z SLD (była m.in. szefową gabinetu
Aleksandra Kwaśniewskiego, a na komisarza nominował ją Leszek Miller),
wystartuje z list PO do Parlamentu Europejskiego. Działacze
PO komentowali w gazetach, że decyzja ta nie była z nikim konsultowana i
jest dla nich olbrzymim zaskoczeniem. O co chodziło Tuskowi? Otóż jeżeli
Hübner wygra wybory i dostanie mandat (a wszystkie sondaże na to
wskazują), będzie musiała zwolnić stanowisko komisarza. A o tym, kto ją
zastąpi i zarobi tyle, by ustawić do końca życia nie tylko siebie, ale i
rodzinę, zadecyduje jednoosobowo premier (teoretycznie kandydaturę
mógłby zawetować przewodniczący komisji José
Manuel Barroso, ale nigdy się to wcześniej nie zdarzyło).
22 marca na konferencji prasowej premier Donald Tusk oświadczył,
że nie
ma potrzeby wyznaczania komisarza na okres przejściowy (w grudniu i tak
kończy się kadencja komisarzy), a Danutę Hübner może zastąpić
przedstawiciel KE z innego kraju. W ten sposób dał do zrozumienia, że
nie zamierza się spieszyć z podjęciem decyzji o nominacji. W najbliższym
czasie w otoczeniu premiera z pewnością pojawi się wielu ekspertów ds.
unii, którzy będą się chcieli przypodobać szefowi rządu, by to ich
wybrał, a przedłużając ogłoszenie swojej decyzji, premier będzie mógł
więcej od nich uzyskać. W ten sposób jednak ostatecznie udowodni, że
obsadzanie tego stanowiska nie jest konieczne, a ono samo jest jedynie
synekurą.