To coś podobnego do Naszej Klasy? – pytają osoby, które stykają się z
nazwą portalu po raz pierwszy. Upraszczając: oba portale są
społecznościowe, służą do kontaktu ze znajomymi i można na nich
zamieścić swoje fotki czy filmy. Oba
też przez złośliwych mogą być nazywane pustym licznikiem znajomych. Dla
wielu osób bycie na Facebooku jest jednak bardziej atrakcyjne, bo – po
pierwsze – to zjawisko globalne, a Nasza Klasa – lokalne. „Jestem na
Facebooku" równa się: „Jestem światowy”. Po drugie, Facebook dotyczy
naszego obecnego życia, mniej grzebania się w szkolnych sentymentach i
sprawdzania, kto ile przytył i czy wyłysiał. Po trzecie, to niezły
stymulator kulturalny. Swoje profile mają tu teatry, muzea i rozmaite
instytucje artystyczne. Ktoś ze znajomych anonsuje koncert, inny
zaprasza na wystawę. Kto nie chce być gorszy, dołącza.
REKLAMA
Wielki organizm
pączkuje i dzieli się na komórki wyspecjalizowane: niedawno powstał nowy
serwis, Facebook Music – prawdziwa gratka dla fanów. Na darmowych
profilach artyści mogą umieszczać informacje o trasach koncertowych,
sprzedawać bilety, a przede wszystkim prezentować swoje
utwory. Takie konta mają już Alicia Keys, Bruce Springsteen czy Alanis
Morissette. Innymi słowy, Facebook robi również za wirtualnego kaowca.
Na skalę światową, rzecz jasna. Gdyby podsumować czas spędzony na
portalu przez wszystkich użytkowników, wychodzi ponad 3 biliony minut
dziennie! To jeszcze trend i snobizm czy już uzależnienie?
Facebook narodził się pięć lat temu w Stanach Zjednoczonych. Student
Harvardu Mark Zuckerberg założył portalik społecznościowy dla
amerykańskich studentów. Portalik dzięki prostej, a jednocześnie
dynamicznej konstrukcji rósł w siłę i zaczynał się przesączać do innych
krajów, cały czas po
angielsku. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu Polaków było na nim mało.
Zresztą wtedy przeżywaliśmy euforię Naszej Klasy. Na Facebooku rodacy
pojawili się głównie dlatego, że zagraniczni znajomi zaczęli pytać już
nie tylko o numer komórki i adres mailowy, ale także o profi
l w „księdze twarzy". W końcu szefostwo wyliczyło, że się opłaca, i w
maju 2008 r. ruszyła nasza wersja językowa. Co ciekawe, portal nie
zapłacił ani grosza za tłumaczenie. Polscy użytkownicy zgłaszali się
sami, proponowali hasła, które potem zatwierdzano (lub nie) w głosowaniu.
Stuku-puku na fejsbuku
To coś podobnego do Naszej Klasy? – pytają
osoby, które stykają się z
nazwą portalu po raz pierwszy. Upraszczając: oba portale są
społecznościowe, służą do kontaktu ze znajomymi i można na nich
zamieścić swoje fotki czy filmy. Oba
też przez złośliwych mogą być nazywane pustym licznikiem znajomych. Dla
wielu osób bycie na Facebooku jest jednak bardziej atrakcyjne, bo – po
pierwsze – to zjawisko globalne, a Nasza Klasa – lokalne.
„Jestem na
Facebooku" równa się: „Jestem światowy”. Po drugie, Facebook
dotyczy
naszego obecnego życia, mniej grzebania się w szkolnych sentymentach i
sprawdzania, kto ile przytył i czy wyłysiał. Po trzecie, to niezły
stymulator kulturalny. Swoje profile mają tu teatry, muzea i rozmaite
instytucje artystyczne. Ktoś ze znajomych anonsuje koncert, inny
zaprasza na wystawę. Kto nie chce być gorszy, dołącza. Wielki organizm
pączkuje i dzieli się na komórki wyspecjalizowane: niedawno powstał nowy
serwis, Facebook Music – prawdziwa gratka dla fanów. Na darmowych
profilach artyści mogą umieszczać informacje o trasach koncertowych,
sprzedawać bilety, a przede wszystkim prezentować swoje
utwory. Takie konta mają już Alicia Keys, Bruce Springsteen czy Alanis
Morissette. Innymi słowy, Facebook robi również za wirtualnego kaowca.
Na skalę światową, rzecz jasna. Gdyby podsumować czas spędzony na
portalu przez wszystkich użytkowników, wychodzi ponad 3 biliony minut
dziennie! To jeszcze trend i snobizm czy już uzależnienie?
Facebook narodził się pięć lat temu w Stanach Zjednoczonych. Student
Harvardu Mark Zuckerberg założył portalik społecznościowy dla
amerykańskich studentów. Portalik dzięki prostej, a jednocześnie
dynamicznej konstrukcji rósł w siłę i zaczynał się przesączać do innych
krajów, cały czas po
angielsku. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu Polaków było na nim mało.
Zresztą wtedy przeżywaliśmy euforię Naszej Klasy. Na Facebooku rodacy
pojawili się głównie dlatego, że zagraniczni znajomi zaczęli pytać już
nie tylko o numer komórki i adres mailowy, ale także o profi
l w „księdze twarzy". W końcu szefostwo wyliczyło, że się opłaca, i
w
maju 2008 r. ruszyła nasza wersja językowa. Co ciekawe, portal nie
zapłacił ani grosza za tłumaczenie. Polscy użytkownicy zgłaszali się
sami, proponowali hasła, które potem zatwierdzano (lub nie) w głosowaniu.
Obecnie na Facebooku jest już kilkaset tysięcy Polaków. Na świecie
liczba osób aktywnych, czyli takich, które zajrzały na stronę w ciągu
ostatniego miesiąca, szacuje się na ponad 175 mln. Z tego codziennie
przy swoim profilu majstruje aż 18 milionów.
Założyciel, Mark Zuckerberg, który zresztą też ma swój profil na
portalu, w marcu 2008 r. znalazł się na 735. miejscu listy magazynu
„Forbes" jako najmłodszy miliarder w historii (1,5 mld dolarów).
Firma
zatrudnia ponad 700 osób, nie tylko w amerykańskich biurach, ale także w
europejskich przyczółkach w Dublinie, Paryżu, Londynie. Buszowanie po FB
odbywa się w 35 językach, a co dzień debiutuje kilkaset tysięcy
nowicjuszy. Z badań przeprowadzonych przez internetową firmę badawczą
Rapleaf wynika, że częściej korzystają zeń kobiety. Co ciekawe,
najszybciej rosnącą grupą nie są najmłodsi, ale ludzie po trzydziestce,
częściej niż na innych portalach reprezentujący klasę średnią.
Bycie na Facebooku działa euforycznie, zwłaszcza na początku.
Rejestracja jest łatwa. Wystarczy e-mail, imię, nazwisko. Jeśli ktoś
chce, może zdradzić więcej danych – od daty urodzin, przez poglądy
polityczne, imię kota, aż do listy ulubionych książek i nazwiska
ukochanego. I jeszcze zdjęcie, które będzie
się pojawiało przy nazwisku. W pierwszych godzinach i dniach najbardziej
ekscytujące jest szukanie znajomych. Można to robić na dwa sposoby –
wstukując imię i nazwisko albo udostępniając Facebookowi listę osób, z
którymi koresponduje się mailowo. Zaczynają się pojawiać zaproszenia.
Czasem od ludzi, których zna się przelotnie, ale zdarza się, że i od
kogoś całkiem nieznajomego. Nie trzeba przyjmować każdego – można
odmówić albo, co jest mniej bolesne dla drugiej strony, udawać, że się
zaproszenia nie zauważyło. Zamieszcza się zdjęcia, filmiki, linki,
wymienia szybkie uwagi z tymi, którzy aktualnie są online. Pisze się coś
frapującego na tzw. tablicy – swojej albo innych. Sprawdza stronę
główną, na której widać, co myślą/czują/robią wszyscy zarejestrowani
znajomi. Albo pracuje się nad udoskonala- niem własnego profilu, dodając
śmieszną fotę z ostatniej imprezy czy poetyckie zdanie na temat
aktualnego stanu ducha.
Facebook pozwala się też wyżyć artystycznie, błysnąć celnym komentarzem,
pokazać udane zdjęcie. To może oznaczać początek kariery. Dla wielu
zresztą to często jedyna forma zareklamowania swoich piosenek, biżuterii
i innej działalności, którą chcieliby nazwać artystyczną.
Według najnowszych statystyk udostępnionych przez Facebook, jeden
użytkownik ma średnio 120 znajomych. Miesięcznie na serwerach ląduje 850
mln nowych zdjęć. I czas mija nie wiadomo kiedy. Tym bardziej że kusi
cała masa różnych kwizów, od „Do jakiego zawodu jesteś stworzony?",
„Ile
naprawdę masz lat?” po „Kto jest twoim odpowiednikiem w
Klanie??”. Im
bardziej abstrakcyjne, czy – powiedzmy wprost – głupsze, tym
lepsza
zabawa. W końcu wiele osób łapie się na tym, że siedzi na
„fejsbuczku”,
zamiast pracować, sprzątać, pogadać z rodziną, iść na piwo czy pobiegać.
Idealna – jak z wszelkimi używkami – byłaby umiejętność
korzystania z
portalu z umiarem. Psychologowie twierdzą, że uzależnienie zaczyna się
wtedy, kiedy przestajemy kontrolować czas. Wszystko jest więc w normie,
kiedy zagląda się na portal rozsądnie, zgodnie z wyznaczonym z grubsza
planem. Niestety, są ludzie, których wciąga z kretesem.
Brytyjski „Daily Telegraph" podał właśnie wyniki badań na
temat
nowoczesnego stylu życia. Największe uzależnienia wyspiarzy to kawa,
czekolada i... Facebook. Nałóg bywa tak wielki, że przeszkadza w
normalnym życiu, w pracy, w związkach. Dlatego na Zachodzie coraz
częściej słyszy się o facebookowych samobójstwach. Brzmi groźnie, ale
chodzi tylko o wykasowanie profilu. Żegna się znajomych klik i koniec.
Ale, uwaga, dane nie znikają i są jeszcze przez jakiś czas przechowywane
na serwerach portalu, który wedle najnowszych zmian w regulaminie
przejmuje prawa do naszych zdjęć i informacji. Oznacza to, że każdy
materiał tam wrzucony przestaje do nas należeć. O to była niedawno
(słuszna!) awantura między użytkownikami a szefostwem portalu. Po
protestach i bojkocie Mark Zuckerberg częściowo wycofał się z nowych
ustaleń. O Facebooku słychać co chwila – czy to w kontekście
biznesowym,
czy obyczajowym. Tak jak niedawno, kiedy ogłoszono decyzję o wycofaniu
wszelkich zdjęć z karmiącymi piersią kobietami. Naga pierś, mimo że
podana w zupełnie nieerotycznym kontekście, została uznana za treść
obsceniczną. Facebookowcy protestowali, ale tym razem szefowie portalu
pozostali niewzruszeni. Oczywiście taki licznie odwiedzany portal to
pokusa dla wirusa. W 2008 r. straszył niejaki Koobface. Wyglądał
niepozornie, otrzymywało się wiadomość od znajomego z linkiem do filmu.
Klik, i … wirus pożerał dane osobiste. Większość użytkowników jednak nie
boi się wirusa. Z niszowymi portalami społecznościowymi jest jak z
modnymi klubami. Gdy robią się zbyt popularne, pierwsi użytkownicy
przenoszą się gdzie indziej. Facebook wydaje się wyjątkiem. Nawet
krytycy przyznają, że rozwija się wzorcowo. Dziś marka wyceniana jest na
15 mld dolarów, a wszystkie krzywe, mimo kryzysu, pną się do góry. Kto
wie, czy za chwilę nie będzie bardziej popularny od poczciwego maila. Z
badań przeprowadzonych przez firmę Nielsen Online wynika, że w krajach
Europy Zachodniej serwisy społecznościowe już wyprzedziły popularnością
pocztę elektroniczną! Fenomen Naszej Klasy trwał około dwóch lat,
Facebook wydaje się mieć większe szanse przetrwania. Nie służy bowiem do
szukania szkolnych miłości, tylko do bycia w kontakcie z ludźmi, którzy
są istotni tu i teraz.
|
 | Autor:
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|