Mieszkanka Austrii przez pół roku nie mogła sprzedać
swojej 400-metrowej
willi w Klagenfurcie wartej 830 tys. euro. Wiadomo, kryzys finansowy
spowodował zastój na rynku nieruchomości. Wpadła więc na pomysł
zorganizowania loterii. Sprzedała 9999
losów po 99 euro każdy. Rozeszły się w kilka dni. Dochód przekroczył
przewidywaną cenę sprzedaży o 160 tys. euro. Szczęśliwym nabywcą okazał
się 51-letni Walter Egger, ojciec trojga dzieci, prowadzący ośrodek dla
umysłowo chorych w wiosce Zweinitz. Na nowy dom wydał niespełna 100
euro.
Zapewne to z powodu recesji pojawiają się innowacyjne formy sprzedaży
nieruchomości, takie jak zdobywające coraz większą popularność loterie,
dzięki którym sprzedający może zmaksymalizować swój zysk, a szczęściarz
– kupić dom za ułamek jego wartości.
Tego typu formy sprzedaży cieszą się coraz większym
zainteresowaniem w
Stanach Zjednoczonych i Europie. W Hiszpanii na sprzedaż na loterii
wystawiono na przykład luksusową posiadłość w Cortijo San Blas, położoną
10 minut drogi od Vélez-Rubio. Lokalizacja pozwala na rozkoszowanie się
urokami Andaluzji i Murcji, a zimą na wypady na narty w góry Sierra
Nevada. To świetne miejsce do uprawiania kolarstwa górskiego, golfa czy
paralotniarstwa. Nieruchomość położona na 15-akrowej działce składa się
z 12 pokojów, w tym czterech sypialni. To wszystko można mieć za
zaledwie 25 euro. Naturalnie, jeśli wyciągnie się szczęśliwy los,
zarejestrowawszy się na jednej ze stron internetowych. Na podobny pomysł
wpadł samorząd jednej z niemieckich gmin w Nadrenii-Palatynacie, który
wystawił na sprzedaż atrakcyjną działkę. Los kosztuje jedynie 6 euro.
Zainteresowanie loterią jest podobno spore, a kupony rozchodzą się jak
świeże bułeczki.
Pierwsze loterie połączone z zakupem nieruchomości organizowano w
Stanach Zjednoczonych. W większości stanów ten proceder uznano jednak za
nielegalny. Wyjątek uczyniono jedynie dla aukcji, z których dochody
przeznaczano na cele charytatywne. Nic więc
dziwnego, że powstało wiele firm łączących biznes na rynku nieruchomości
ze wspieraniem szczytnych inicjatyw. W Kanadzie serwis internetowy
Fullhouse.ca kusi nabywców losów projektami wspaniałych,
kilkusetmetrowych rezydencji, które można mieć już
za kilkadziesiąt dolarów. W dodatku pomysłodawcy loterii czynią to z
przekonaniem, że robią coś naprawdę pożytecznego, bo fundusze z akcji
wspomagają fundacje walczące ze śmiertelnością niemowląt, rakiem
prostaty, kalectwem i bólem. Do kupowania losów zachęca też amerykański
odpowiednik tej loterii – Start Raffles. Właściciel nieruchomości
otrzymuje kwoty znacznie większe, niż można uzyskać ze sprzedaży na
wolnym rynku, przegrany zaś zyskuje ogromną satysfakcję, że zasilił
jedną z organizacji charytatywnych – kuszą organizatorzy loterii.
Na
podobną taktykę zdecydowali się właściciele 17-pokojowej rezydencji w
Reedness w Wielkiej Brytanii. Część dochodu z loterii, na której wygraną
jest nieruchomość warta ponad 650 tys. funtów, zadeklarowali przekazać
Międzynarodowej Lidze Ochrony Koni. Pozostałe pieniądze zachowają, aby
spłacić długi i dokładać sobie do emerytury.
Nie wszyscy
przedsiębiorczy właściciele nieruchomości będą się mogli
cieszyć wysokimi dochodami. Brytyjska Komisja ds. Hazardu zarzuciła
organizatorom loterii łamanie ustawy o hazardzie z 2005 r., zgodnie z
którą loterie mogą być organizowane tylko w szczytnym celu, a nie dla
osobistego zysku. Reprezentujący komisję
Tom Kavanagh stwierdził, że organizatorzy loterii łamią prawo i są
przestępcami.
Opinia urzędników skłoniła Briana i Wendy Wilshaw
do odwołania aukcji
posiadłości Oldborough wartej milion funtów. Organizatorzy sprzedali już
co prawda 46 tys. losów po 25 funtów każdy, przekraczając tym samym
budżet o 150 tys. funtów, jednak na wieść, że mogą wpaść w kłopoty,
odwołali akcję do czasu wyjaśnienia wszystkich spornych kwestii prawnych.
Odmiennego zdania niż brytyjskie władze jest austriacki resort
finansów.
Wiedeńscy urzędnicy zapewnili podatników, że sprzedaż nieruchomości na
loterii jest zgodna z prawem. Wiele wskazuje więc na to, że będziemy
świadkami wysypu niesamowitych okazji inwestycyjnych. Przyciśnięci
kryzysem deweloperzy i właściciele nieruchomości mogą się uciec do
organizowania loterii, aby przyciągnąć klientów i pozbyć się
niechcianych domów i mieszkań. Chętnych na nie też nie powinno brakować.
Któż bowiem nie chciałby zamieszkać w Alpach za równowartość pary
dobrych butów?
Jednym z pierwszych przedsiębiorstw w Polsce,
które badało możliwość
zorganizowania loterii w celu sprzedaży nieruchomości, jest firma Fenix
z Wrocławia budująca domy z bali. Właściciel firmy Piotr Kiełczewski
przyznaje jednak, że zainteresowanie tego typu ofertą jest niewielkie.
Przedsiębiorca nie zamierza jednak rezygnować. – Wybudowaliśmy wiele
domów, korzystając z kredytów, i teraz chcemy jak najszybciej odzyskać
zainwestowane środki – mówi Kiełczewski.
Rafał Grzegrzółka
z Biura
Grzegrzółka & Ko zajmującego się organizacją loterii promocyjnych mówi,
że na początku roku wielu deweloperów interesowało się tą formą
sprzedaży. Z uwagi na restrykcyjne prawo wiele firm zrezygnowało. Aby
zorganizować ogólnopolską loterię, konieczna jest zgoda ministra
finansów. Żeby ją uzyskać, trzeba przedstawić regulamin i spełnić wiele
biurokratycznych wymogów, a to może odstraszać potencjalnych
organizatorów.
– Bierzemy udział w tworzeniu
specjalistycznego portalu,
który będzie umożliwiał przeprowadzanie tego typu sprzedaży loteryjnej –
mówi Grzegrzółka. – Już teraz loterię promocyjną podczas sprzedaży
mieszkań wykorzystują niektórzy deweloperzy wspólnie z prasą – dodaje.
Zahamowanie popytu na domy i mieszkania w Polsce być może wkrótce skłoni
przedsiębiorców do organizowania loterii jako formy sprzedaży. Bo
loterie mogą być po prostu ucieczką od bankructwa.

Fot. A. Jagielak