Fakt, że strzelał gole dla nazistowskich Niemiec, nie
przeszkodził
gestapowcom wysłać jego matkę Paulinę do Auschwitz.
Piłkarz był gotów poruszyć niebo i ziemię, by ją stamtąd wyciągnąć.
Pomógł mu w tym Hermann Graf, legendarny niemiecki pilot myśliwski,
który okazał się wielkim fanem piłki nożnej. Historia życia
Wilimowskiego jest gotowym materiałem na hollywoodzki film. Tymczasem
kontrowersyjny, acz znakomity sportowiec dotąd nie doczekał się w Polsce
nawet biografii.
„Z drzewa na stadionie
Pogoni Lwów oglądałem jego
popisy. Wspinałem się na konar, aby lepiej widzieć. Był niesamowity,
potrafił przedryblować kilku rywali, położyć na murawie bramkarza i
jeszcze tuż przed linią bramkową poczekać, aż wszyscy się pozbierają, po
czym strzelał do siatki. Miał przy tym szelmowski uśmiech na twarzy"
–
mawiał o Wilimowskim wybitny polski trener Kazimierz Górski.
Wilimowski urodził się 23 czerwca 1916 r. w Katowicach jako Ernst Otto
Prandella. Później przyjął nazwisko ojczyma Willimowski, które w wieku
szkolnym zostało spolszczone na Wilimowski, podobnie jak imię – na
Ernest. W 1922 r., w wyniku trzech powstań śląskich i plebiscytu,
Katowice, choć w większości zamieszkane przez Niemców, zostały włączone
do Polski. Młody Ezi grał w piłkę nożną, hokeja, piłkę ręczną i jeździł
na nartach. Okazał się fenomenem. W polskiej lidze piłkarskiej
zadebiutował 8 kwietnia 1934 r. jako siedemnastolatek.
Rudowłosy napastnik zaczynał w drużynie mistrza Polski – Ruchu Wielkie
Hajduki (dziś Chorzów). Już po kilku tygodniach, jeszcze przed
osiemnastymi urodzinami, wystąpił w reprezentacji Polski, powołany przez
Józefa Kałużę. Kiedy pierwszy raz jechał na zgrupowanie kadry, miał na
koncie zaledwie pięć meczów w lidze (i już siedem bramek). Z białym
orłem na piersi wystąpił po raz pierwszy 21 maja 1934 r. w Kopenhadze
przeciwko Danii.
5 czerwca 1938 r. Wilimowski zagrał mecz, dzięki któremu przeszedł do
historii. Polska zadebiutowała w finałach piłkarskich mistrzostw świata
meczem z Brazylią na Stade de la Meinau w Strasburgu. Co prawda Polacy
przegrali 5:6, ale dopiero po dogrywce. Wilimowski strzelił cztery gole,
a piąty dla biało-czerwonych padł z rzutu karnego podyktowanego za faul
na snajperze ze Śląska!
Krótko po mistrzostwach Polska zagrała z Niemcami w Chemnitz. Na
stadionie Grosskampfbahn zasiadło 60 tys. widzów. W
naszych szeregach wybiegło aż siedmiu Ślązaków. Po latach Ezi wspominał:
„Gospodarze na początku byli zszokowani, że wymieniamy uwagi po
niemiecku". 27 sierpnia 1939 r. zagrał po raz ostatni w biało-czerwonych
barwach. Na stadion Legii w Warszawie przyjechali wicemistrzowie świata
z 1938 r. – Węgrzy. Bohdan Tomaszewski, wówczas kilkunastoletni
młodzieniec, dobrze zapowiadający się tenisista, znalazł się na
trybunach przy Łazienkowskiej. „Już czuło się wojnę w powietrzu, pełno
było kibiców w wojskowych mundurach – wspominał po latach. – Mecz
był
niesamowity, wygraliśmy 4:2. A Wilimowski przeszedł samego siebie...
Ślązak strzelił trzy bramki, a czwarta padła z rzutu karnego
podyktowanego za faul na nim!”. Słynny radiowiec Wojciech Trojanowski po
latach zauważył: „To była ostatnia spokojna niedziela w stolicy”. W
życiu Wilimowskiego też nastała zawierucha. Wrócił na Górny Śląsk, a 4
września oddziały Wehrmachtu zajęły jego rodzinne Katowice. Początkowo
nie było oczywiste, że podpisze folkslistę. Georg Joschke, kreisleiter
NSDPA, nie mógł zapomnieć piłkarzowi, że w 1934 r. opuścił 1. FC
Kattowitz i przyjął propozycję Ruchu, który był symbolem polskości na
Górnym Śląsku.
Wilimowski spełniał wszystkie warunki konieczne do
otrzymania
niemieckiego obywatelstwa. Wuj załatwił mu etat policyjny w Saksonii – w
Chemnitz, a także występy w miejscowym klubie. Później przeszedł do TSV
1860 Monachium i z tym zespołem 15 listopada 1942 r. zdobył puchar
Niemiec, wygrywając 2:0 z faworyzowanym FC Schalke 04 Gelsenkirchen. Na
Stadionie Olimpijskim w Berlinie zasiadło 80 tys. widzów. Wilimowski był
w swoim żywiole, strzelając gola na 1:0 po kapitalnym dryblingu. W
zespole Schalke zagrali świetni napastnicy Fritz Szepan i Ernst Kuzorra,
obaj mający polskie korzenie – pochodzili z Mazur. Niestety, Szepan w
czasach hitlerowskich zachował się niegodnie, przejmując dom towarowy
należący do Żydów – w ramach tak zwanego procesu aryzacji. Dlatego dziś
przy stadionie Auf Schalke w Gelsenkirchen jest ulica Kuzorry, ale nie
ma Szepana.
Sepp Herberger, ówczesny selekcjoner reprezentacji Niemiec, był
egocentrykiem i oportunistą. Do NSDAP zapisał się już kilka miesięcy po
dojściu do władzy Hitlera – 1 maja 1933 r. Zarazem był wybitnym
trenerem. Z każdym piłkarzem utrzymywał listowny kontakt – także z
Wilimowskim, którego do reprezentacji Grossdeutschland (Wielkich
Niemiec) po raz pierwszy powołał wiosną 1941 r. Ślązak zadebiutował 1
czerwca 1941 r. w Bukareszcie przeciwko Rumunii. Niemcy wygrali 4:1, a
Ezi, występując na pozycji lewego łącznika, strzelił dwa gole.
Siedem lat wcześniej, 9 września 1934 r., strzelił bramkę Niemcom w
swoim czwartym występie w biało-czerwonych barwach na stadionie Legii w
Warszawie. Wilimowski wyrównał na 1:1, ale ostatecznie Niemcy wygrali
5:2. Potem, już z czarnym orłem ze swastyką na piersi, wygrywał
wielokrotnie. Na przykład 18 października 1942 r. strzelił cztery bramki
Szwajcarii. Na trybunach stadionu Wankdorf w Bernie zasiadł komplet
publiczności – 35 tys. widzów. Ezi tego dnia ośmieszał raz za razem
słynnego obrońcę Helwetów, uczestnika mistrzostw świata ’34 i ’38
Severino Minellego, który po meczu przy szklaneczce wina miał wyznać:
„Dotychczas, grając przeciwko mnie, jeszcze żaden zawodnik nie strzelił
czterech goli". Niemcy zwyciężyli 5:3.
22 listopada 1942 r. w
Bratysławie Niemcy zagrali przeciwko Słowacji,
potem już nie wystąpili w meczu międzypaństwowym przez następne 7 lat. To
było ich setne zwycięstwo w 198. meczu międzypaństwowym. Rosjanie
właśnie zaczęli kontrofensywę pod Stalingradem. 2 lutego 1943 r.
ostatnie oddziały 6. armii hitlerowskiej skapitulowały. III Rzesza
najpierw ogłosiła trzydniową żałobę, a 18 lutego w Pałacu Sportu w
Berlinie „wojnę totalną". Zawieszono rozgrywki międzynarodowe
–
reprezentacja prowadzona przez Herbergera spotykała się coraz rzadziej,
już tylko na konsultacjach.
Wilimowskiemu zdarzało się później grywać – jak piszą jego niemieccy
biografowie Karl-Heinz Haarke i Georg Kachel w „Die Lebensgeschichte des
Fusball-Altnationalspielers Ernst Willimowski” – w słynnej wojennej
drużynie Rote Jäger (Czerwoni myśliwi), którą powołał do życia pilot
Luftwaffe Hermann Graf. I właśnie z Grafem związane jest jedno z
ważniejszych wydarzeń w życiu Wilimowskiego. Lotnik był legendą –
zestrzelił 212 maszyn aliantów (zapewne więcej, ale pod koniec wojny –
po tym jak został ciężko ranny – latał nieoficjalnie, bez zgody Hermanna
Göringa). Gościł na pierwszych stronach hitlerowskich gazet i mógł wiele
załatwić. Przydał się piłkarzowi z Katowic, gdy jego matka jako
więźniarka (choć Wilimowski był wówczas gwiazdą niemieckiego futbolu)
znalazła się w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Przypuszcza
się, że trafiła tam w wyniku donosu. Jak podaje Maciej Petruczenko,
wdała się w romans z rosyjskim Żydem, co wedle hitlerowskiego prawa było
Rassenschande (pohańbieniem rasy). Ostatecznie uratowana została przez
Grafa.
Po wojnie Wilimowski grał do 39. roku życia. W 1951 r. poznał Klarę
Mehne, którą poślubił, i z którą wychował czwórkę dzieci – syna Rainera
i trzy córki: Sylvię, Sigrid i Ullę. Najpierw prowadzili wspólnie lokal
gastronomiczny, później on pracował w zakładach Pfaffa, by w 1978 r.
przejść na emeryturę. Zmarł w 1997 r. Jedna z jego córek przyznała, że
pasjonował się zakładami bukmacherskimi.
W PRL na nazwisko Wilimowski był zapis cenzury. W latach 70. w jednym z
hoteli w Niemczech Kazimierz Górski przypadkowo spotkał swego idola
sprzed lat. Pisarzowi Janowi Grzegorczykowi
zrelacjonował, że przyjął go chłodno. „Nie żałuje pan, że go wtedy
odepchnął? – dopytywał Grzegorczyk. Legendarny szkoleniowiec przyznał:
„Wie pan, zawsze za granicę jechaliśmy w obstawie. Był z nami delegat z
bezpieki. Nie dało się porozmawiać". W jednej z książek – wydanej
już w
wolnej Polsce – Górski przytacza krótki dialog z Wilimowskim przy
hotelowej recepcji. Miał mu powiedzieć: „Panie Wilimowski, jeśli pan nic
złego nie zrobił, jak pan mówi, dlaczego nie wrócił pan do kraju, może
nie od razu, na fali emocji, i nie spróbował się wytłumaczyć, oczyścić z
zarzutów? Bałem się – odparł Wilimowski”.
W Polsce
niezwykle ciekawe teksty o Wilimowskim napisali Paweł Czado i
Andrzej Gowarzewski. Ten ostatni swego czasu odwiedzał legendarnego
piłkarza w Karlsruhe, gdzie osiedlił się po wielu wędrówkach.
Gowarzewski zawarł fascynujący opis meczu Polska – Brazylia na
mistrzostwach świata w 1938 r. w ?tomie 2. Encyklopedii piłkarskiej FUJI
„Biało-czerwoni, dzieje reprezentacji Polski". Można tam znaleźć
mnóstwo
bezcennych cytatów Eziego. Jednak z biografią Gowarzewski ciągle zwleka…
Oni zmieniali reprezentacje
Ślązak Ernest
„Ezi" Wilimowski (urodzony
23 czerwca 1916 r. w Katowicach, zmarł 30 sierpnia 1997 r. ) – w latach
1934- -1939 w 22 meczach reprezentował Polskę, strzelając 21 bramek; w
latach 1941-1942 wystąpił w 8 spotkaniach reprezentacji Niemiec,
zdobywając 13 goli.
Argentyńczyk z włoskiej rodziny emigrantów
Luis Monti (urodzony
15 maja 1901 r. w Buenos Aires, zmarł 9 września 1983 r.) – jedyny
piłkarz w historii, który zagrał w finale
mistrzostw świata w dwóch różnych reprezentacjach – w 1930 r. dla
Argentyny, w 1934 r. dla Włoch; w reprezentacji Argentyny wystąpił w 16
meczach, w drużynie narodowej Italii zagrał 18 spotkań.
Austriak Jozef „Pepi" Bican
(urodzony
25 września 1913 ?r. w Wiedniu, zmarł 12 grudnia 2001 r.) – zagrał w 19
meczach dla Austrii (14 bramek) w latach 1933-1936; w 1938 r. i w latach
1946-1949 grał dla Czechosłowacji, zdobywając 12 goli; w 1939 r. raz
wystąpił w reprezentacji Protektoratu Czech i Moraw (przez krótki czas
był taki członek FIFA) w meczu z Niemcami, strzelając 3 gole.
Austriak Franz „Bimbo"
Binder (urodzony
1 grudnia 1911 ?r. w St. Poelten, zmarł 24 kwietnia 1989 r.) – grał w
reprezentacji Austrii przed Anschlussem i po II wojnie światowej –
łącznie w 19 meczach, strzelając 16 bramek (najpierw w latach 1933-1937,
a następnie w latach 1945-1947); w reprezentacji Niemiec rozegrał 9
meczów, zdobywając 10 bramek (1939-1941).
Węgier o słowacko-polskich korzeniach Ladislao Kubala
Stecz (urodzony
10 czerwca 1927 r. w Budapeszcie, zmarł 17 maja 2002 r.). – grał w
trzech reprezentacjach w oficjalnych meczach międzypaństwowych; w
latach 1946-1947 zaliczył 6 spotkań w drużynie Czechosłowacji (4
bramki); w 1948 r. wystąpił w 3 spotkaniach Węgier (bez gola); w latach
1953-1961 zagrał w 19 meczach dla Hiszpanii (strzelając 11 bramek).
Argentyńczyk Alfredo Di Stéfano
(urodzony
4 lipca 1926 r. w Barracos w prowincji Buenos Aires) – w 1947 r. zagrał
6 spotkań w reprezentacji Argentyny (6 bramek – wszystkie w czasie
zwycięskiego Copa America w Ekwadorze); w 1949 r. wystąpił w 4 meczach
Kolumbii, ale nieofi
cjalnych, bo wówczas federacja tego kraju była wykluczona przez FIFA; w
latach 1957-1961 w 31 spotkaniach reprezentował barwy Hiszpanii
(zdobywając 23 gole).
Aktualne
przepisy FIFA dotyczące możliwości zmiany reprezentacji
Przez lata FIFA (Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej) dopuszczała
zmianę reprezentacji, ale na początku lat 60. zakazała tego procederu.
Nawet jeden mecz w reprezentacji juniorów jednego kraju uniemożliwiał
grę dla pierwszej reprezentacji drugiego państwa. Obecne przepisy
obowiązują od 2004 r. Kwestię precyzuje artykuł 15 statutu FIFA:
zawodnik może grać tylko dla jednej reprezentacji A. Jednak do
ukończenia 21. roku życia możliwa jest zmiana kraju, o ile dany piłkarz
grał dla innego, ale tylko w reprezentacjach juniorów lub młodzieżówce. Roman
Kołtoń
Publicysta, komentator Polsat Sport
"Człowiek pogranicza", bo tak należy o nim mówić, urodzony na Górnym Śląsku, w "tyglu" polsko- niemieckim.
Wirtuoz futbolu, człowiek o niepospolitym talencie dryblerskim, umiejetnościach znalezienia się w polu karnym we właściwym czasie, wspaniały snajper.
Życie nie ułożyło się dlań pomyślnie, zmuszony był dokonać bardzo trudnego wyboru- wyboru, który zaważył na jego losach i dalszej karierze. Któż wie, jak potoczyłyby się jego losy gdyby nie wybuch drugiej wojny światowej?? Prawdopodobnie byłby jednym z najlepszych piłkarzy świata. Niesety los chciał inaczej i Wilimowski nie zaistniał tak naprawdę na firmamencie światowym, choć gdziekolwiek nie był, podziwiał jego popisy, zawsze komplet publiczności. Ludzie, którzy o nim wcześniej słyszeli szli na mecz by móc go zobaczeć. Tak było m.in. z Gerardem Cieślikiem owego czerwcowego dnia 1941 roku podczas meczu Trzeciej Rzeszy z Wilimowskim w składzie przeciwko Rumunii w Bytomiu. Na ten mecz przybyło wówczas 50 tysięcy ludzi!!!rozwiń komentarz