Newsletter | Prenumerata | E-wydania | Mobile | RSS
Dołącz do nas:
    
Tutaj jesteś: Strona główna | Tygodnik  Archiwum  Dwie ojczyzny Wilimowskiego

Dwie ojczyzny Wilimowskiego

Do dziś pozostaje jedynym piłkarzem w historii, który strzelił bramkę Niemcom w meczu międzypaństwowym, a potem… zdobywał bramki dla Niemiec. 70 lat temu polski futbol stracił najlepszego piłkarza II Rzeczypospolitej. Ernest Wilimowski został gwiazdą III Rzeszy.

Wilimowski spełniał wszystkie warunki konieczne do otrzymania niemieckiego obywatelstwa. Wuj załatwił mu etat policyjny w Saksonii – w Chemnitz, a także występy w miejscowym klubie. Później przeszedł do TSV 1860 Monachium i z tym zespołem 15 listopada 1942 r. zdobył puchar Niemiec, wygrywając 2:0 z faworyzowanym FC Schalke 04 Gelsenkirchen. Na Stadionie Olimpijskim w Berlinie zasiadło 80 tys. widzów. Wilimowski był w swoim żywiole, strzelając gola na 1:0 po kapitalnym dryblingu. W zespole Schalke zagrali świetni napastnicy Fritz Szepan i Ernst Kuzorra, obaj mający polskie korzenie – pochodzili z Mazur. Niestety, Szepan w czasach hitlerowskich zachował się niegodnie, przejmując dom towarowy należący do Żydów – w ramach tak zwanego procesu aryzacji. Dlatego dziś przy stadionie Auf Schalke w Gelsenkirchen jest ulica Kuzorry, ale nie ma Szepana. Sepp Herberger, ówczesny selekcjoner reprezentacji Niemiec, był egocentrykiem i oportunistą. Do NSDAP zapisał się już kilka miesięcy po dojściu do władzy Hitlera – 1 maja 1933 r. Zarazem był wybitnym trenerem. Z każdym piłkarzem utrzymywał listowny kontakt – także z Wilimowskim, którego do reprezentacji Grossdeutschland (Wielkich Niemiec) po raz pierwszy powołał wiosną 1941 r. Ślązak zadebiutował 1 czerwca 1941 r. w Bukareszcie przeciwko Rumunii. Niemcy wygrali 4:1, a Ezi, występując na pozycji lewego łącznika, strzelił dwa gole.

Skocz do tekstu
REKLAMA

Siedem lat wcześniej, 9 września 1934 r., strzelił bramkę Niemcom w swoim czwartym występie w biało-czerwonych barwach na stadionie Legii w Warszawie. Wilimowski wyrównał na 1:1, ale ostatecznie Niemcy wygrali 5:2. Potem, już z czarnym orłem ze swastyką na piersi, wygrywał wielokrotnie. Na przykład 18 października 1942 r. strzelił cztery bramki Szwajcarii. Na trybunach stadionu Wankdorf w Bernie zasiadł komplet publiczności – 35 tys. widzów. Ezi tego dnia ośmieszał raz za razem słynnego obrońcę Helwetów, uczestnika mistrzostw świata ’34 i ’38 Severino Minellego, który po meczu przy szklaneczce wina miał wyznać: „Dotychczas, grając przeciwko mnie, jeszcze żaden zawodnik nie strzelił czterech goli". Niemcy zwyciężyli 5:3.

22 listopada 1942 r. w Bratysławie Niemcy zagrali przeciwko Słowacji, potem już nie wystąpili w meczu międzypaństwowym przez następne 7 lat. To było ich setne zwycięstwo w 198. meczu międzypaństwowym. Rosjanie właśnie zaczęli kontrofensywę pod Stalingradem. 2 lutego 1943 r. ostatnie oddziały 6. armii hitlerowskiej skapitulowały. III Rzesza najpierw ogłosiła trzydniową żałobę, a 18 lutego w Pałacu Sportu w Berlinie „wojnę totalną". Zawieszono rozgrywki międzynarodowe – reprezentacja prowadzona przez Herbergera spotykała się coraz rzadziej, już tylko na konsultacjach. Wilimowskiemu zdarzało się później grywać – jak piszą jego niemieccy biografowie Karl-Heinz Haarke i Georg Kachel w „Die Lebensgeschichte des Fusball-Altnationalspielers Ernst Willimowski” – w słynnej wojennej drużynie Rote Jäger (Czerwoni myśliwi), którą powołał do życia pilot Luftwaffe Hermann Graf. I właśnie z Grafem związane jest jedno z ważniejszych wydarzeń w życiu Wilimowskiego. Lotnik był legendą – zestrzelił 212 maszyn aliantów (zapewne więcej, ale pod koniec wojny – po tym jak został ciężko ranny – latał nieoficjalnie, bez zgody Hermanna Göringa). Gościł na pierwszych stronach hitlerowskich gazet i mógł wiele załatwić. Przydał się piłkarzowi z Katowic, gdy jego matka jako więźniarka (choć Wilimowski był wówczas gwiazdą niemieckiego futbolu) znalazła się w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Przypuszcza się, że trafiła tam w wyniku donosu. Jak podaje Maciej Petruczenko, wdała się w romans z rosyjskim Żydem, co wedle hitlerowskiego prawa było Rassenschande (pohańbieniem rasy). Ostatecznie uratowana została przez Grafa. Po wojnie Wilimowski grał do 39. roku życia. W 1951 r. poznał Klarę Mehne, którą poślubił, i z którą wychował czwórkę dzieci – syna Rainera i trzy córki: Sylvię, Sigrid i Ullę. Najpierw prowadzili wspólnie lokal gastronomiczny, później on pracował w zakładach Pfaffa, by w 1978 r. przejść na emeryturę. Zmarł w 1997 r. Jedna z jego córek przyznała, że pasjonował się zakładami bukmacherskimi.

W PRL na nazwisko Wilimowski był zapis cenzury. W latach 70. w jednym z hoteli w Niemczech Kazimierz Górski przypadkowo spotkał swego idola sprzed lat. Pisarzowi Janowi Grzegorczykowi zrelacjonował, że przyjął go chłodno. „Nie żałuje pan, że go wtedy odepchnął? – dopytywał Grzegorczyk. Legendarny szkoleniowiec przyznał: „Wie pan, zawsze za granicę jechaliśmy w obstawie. Był z nami delegat z bezpieki. Nie dało się porozmawiać". W jednej z książek – wydanej już w wolnej Polsce – Górski przytacza krótki dialog z Wilimowskim przy hotelowej recepcji. Miał mu powiedzieć: „Panie Wilimowski, jeśli pan nic złego nie zrobił, jak pan mówi, dlaczego nie wrócił pan do kraju, może nie od razu, na fali emocji, i nie spróbował się wytłumaczyć, oczyścić z zarzutów? Bałem się – odparł Wilimowski”.

Podziel się













z dnia: 2014-04-23

Polecamy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Akcja
Ankieta Wprost
Dodatek
Petelicki. Ostatni strzał
Polecamy
Prenumerata już od 59 zł !
Polecamy

Dodatkowe opcje wyszukiwania:
Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. zamknij
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności