Największą miłością Baracka Obamy nie jest jego żona Michelle ani
córeczki Malia i Sasha. Jest nią smartfon BlackBerry 8700c. Tak
przynajmniej można by wywnioskować, obserwując debatę, która przetoczyła
się w amerykańskich mediach. Prezydent elekt kategorycznie oświadczył
bowiem, że nie da sobie odebrać swojego smartfona. Agenci Secret Service
uznali, że ukochane urządzenie prezydenta jest zbyt słabo zabezpieczone
przed próbami przejęcia korespondencji przez hakerów, żeby mogła go
używać najważniejsza osoba na świecie. Podczas kampanii wyborczej Obama
wręcz nie wypuszczał BlackBerry z ręki.
REKLAMA
Urządzenie szybko stało się obiektem kultu: artyści projektowali do
niego obudowy z wizerunkiem Obamy, a „The Economist" stałą rubrykę z
felietonami o kampanii wyborczej zatytułował „BlackBerry Baracka Obamy”.
Prezydentowi i Secret Service udało się osiągnąć kompromis: Obama
zgodził się na razie korzystać z urządzenia Sectéra Edge, bardzo
podobnego do BlackBerry, stworzonego dla Agencji Bezpieczeństwa
Narodowego. Wkrótce dostanie jednak specjalnie zabezpieczony model
BlackBerry 8830.
W Polsce podobnym uczuciem co Obama obdarza swój ulubiony telefon Lech
Kaczyński. Prezydent nie rozstaje się z wiekową nokią 6310, co było
zresztą powodem wielu wpadek. – Podczas oficjalnych spotkań w
prezydenckiej kieszeni często rozbrzmiewał charakterystyczny dźwięk
dzwonka „Nokia tune". Zwykle z opresji ratowała prezydenta żona lub
jeden z jego ministrów – opowiada współpracownik głowy państwa. Telefon
Lecha Kaczyńskiego zyskał największy rozgłos w listopadzie 2008 r., po
ostrzale przez osetyjskie wojska prezydenckiego konwoju w Gruzji. Świat
obiegły wówczas zdjęcia zdenerwowanego prezydenta ściskającego w ręku
archaiczny telefon. Było to o tyle zaskakujące, że kilka tygodni
wcześniej media informowały, iż prezydent wkrótce dostanie specjalny
telefon komórkowy do prowadzenia zaszyfrowanych rozmów. W Gruzji
prezydencka nokia o mało nie doprowadziła do tragedii. Prezydent
przyznał, że komórka odmówiła posłuszeństwa i nie mógł się skontaktować
z ochroną BOR. To jednak rzadki przypadek, bo ten model telefonu jest
przez wielu fachowców uważany za najlepszą komórkę, jaką kiedykolwiek
wyprodukowano. Chociaż pojawiła się na rynku siedem lat temu, to cena za
nieużywane telefony przekracza na internetowych aukcjach nawet 1,5 tys.
zł. Nie ma aparatu fotograficznego, kolorowego wyświetlacza ani
MP3. Jest za to – na ogół – niezawodna.
Co dzwoni politykowi
Największą miłością Baracka Obamy nie jest jego żona
Michelle ani
córeczki Malia i Sasha. Jest nią smartfon BlackBerry 8700c. Tak
przynajmniej można by wywnioskować, obserwując debatę, która przetoczyła
się w amerykańskich mediach. Prezydent elekt kategorycznie oświadczył
bowiem, że nie da sobie odebrać swojego smartfona. Agenci Secret Service
uznali, że ukochane urządzenie prezydenta jest zbyt słabo zabezpieczone
przed próbami przejęcia korespondencji przez hakerów, żeby mogła go
używać najważniejsza osoba na świecie. Podczas kampanii wyborczej Obama
wręcz nie wypuszczał BlackBerry z ręki.
Urządzenie szybko stało się obiektem kultu: artyści
projektowali do
niego obudowy z wizerunkiem Obamy, a „The Economist" stałą rubrykę
z
felietonami o kampanii wyborczej zatytułował „BlackBerry Baracka
Obamy”.
Prezydentowi i Secret Service udało się osiągnąć kompromis: Obama
zgodził się na razie korzystać z urządzenia Sectéra Edge, bardzo
podobnego do BlackBerry, stworzonego dla Agencji Bezpieczeństwa
Narodowego. Wkrótce dostanie jednak specjalnie zabezpieczony model
BlackBerry 8830.
W Polsce podobnym uczuciem co Obama obdarza swój ulubiony telefon Lech
Kaczyński. Prezydent nie rozstaje się z wiekową nokią 6310, co było
zresztą powodem wielu wpadek. – Podczas oficjalnych spotkań w
prezydenckiej kieszeni często rozbrzmiewał charakterystyczny dźwięk
dzwonka „Nokia tune". Zwykle z opresji ratowała prezydenta żona lub
jeden z jego ministrów – opowiada współpracownik głowy państwa. Telefon
Lecha Kaczyńskiego zyskał największy rozgłos w listopadzie 2008 r., po
ostrzale przez osetyjskie wojska prezydenckiego konwoju w Gruzji. Świat
obiegły wówczas zdjęcia zdenerwowanego prezydenta ściskającego w ręku
archaiczny telefon. Było to o tyle zaskakujące, że kilka tygodni
wcześniej media informowały, iż prezydent wkrótce dostanie specjalny
telefon komórkowy do prowadzenia zaszyfrowanych rozmów. W Gruzji
prezydencka nokia o mało nie doprowadziła do tragedii. Prezydent
przyznał, że komórka odmówiła posłuszeństwa i nie mógł się skontaktować
z ochroną BOR. To jednak rzadki przypadek, bo ten model telefonu jest
przez wielu fachowców uważany za najlepszą komórkę, jaką kiedykolwiek
wyprodukowano. Chociaż pojawiła się na rynku siedem lat temu, to cena za
nieużywane telefony przekracza na internetowych aukcjach nawet 1,5 tys.
zł. Nie ma aparatu fotograficznego, kolorowego wyświetlacza ani
MP3. Jest za to – na ogół – niezawodna.
Podobnie jak prezydent za nowinkami technologicznymi nie przepada
premier Donald Tusk. Wciąż używa tej samej nokii, którą kupił po
kampanii prezydenckiej w 2005 r. To jednak i tak postęp, bo kilka lat
wcześniej, będąc wicemarszałkiem Senatu, mówił, że naprawdę ważne osoby
nie korzystają z komórki. –
Przecież 99 proc. informacji przekazywanych za jej pośrednictwem ma
niewielkie znaczenie – uzasadniał. Dziś jego telefon zazwyczaj nosi
jeden z asystentów. Sam premier najchętniej wysyła SMS-y, a dzwoni w
jego imieniu Grzegorz Schetyna. Premier korzysta też z własnego laptopa,
za pomocą którego sprawdza prywatne konto pocztowe.
Największe postępy w korzystaniu z nowoczesnych technologii zrobił
Jarosław Kaczyński. Dwa lata temu w rozmowie z „Wprost" przyznał,
że nie
ma konta bankowego. Rok później powiedział także, że nie ma komórki, a
wśród internautów dostrzegł przede wszystkim miłośników pornografii.
Dziś Kaczyński ma już konto – i to w banku internetowym. Chętniej
korzysta z komórki, którą wcześniej zwykle nosili jego współpracownicy.
Pochwalił się także, że w księgarni internetowej kupił już dwie książki
i płytę. – To nie był jednorazowy przypadek. Wielokrotnie słyszałem, że
prezes korzysta z Internetu, szukając informacji czy robiąc zakupy –
zapewnia Mariusz Błaszczak, rzecznik klubu PiS. Jarosław Kaczyński pod
tym względem bardzo się różni od swojego brata. Prezydent podobno sam
nie potrafiłby nawet włączyć komputera. Czasami prosi jedynie
współpracowników o wydrukowanie interesujących go artykułów. W rządzie
największym specem od nowych technologii jest wicepremier Waldemar
Pawlak. Już 15 lat temu, będąc premierem, uczył obsługi komputera swoich
urzędników, a kilka lat temu interesował się czymś tak niezrozumiałym
dla przeciętnego człowieka jak sieci neuronowe. W 2007 r. Pawlak
próbował wprowadzić do Sejmu Łukasza Foltyna, twórcę komunikatora
internetowego Gadu-Gadu. Pod względem zamiłowania do technologicznych
gadżetów Obamę najbardziej przypomina jednak Radosław Sikorski. Też jest
wielkim fanem BlackBerry. Kiedy w 2005 r. trafił do Ministerstwa Obrony,
wielu pracowników resortu nie korzystało nawet z komputerów, a dokumenty
pisano na maszynie. Sikorski zarządził wielką in- formatyzację MON, a
pierwszym zakupem było 200 smartfonów BlackBerry. Podobnej rewolucji
dokonuje teraz w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Do urzędników
resortu trafi w sumie 2 tys. aparatów. Zamiłowaniu Sikorskiego do
BlackBerry nie dziwi się Maks Kraczkowski, poseł PiS: – Sam używam
modelu 8900 i dzięki niemu zawsze jestem świetnie poinformowany. E-
-maile odbieram natychmiast, tak jak inni SMS-y – zachwala. BlackBerry
dużo lepiej sprawdza się w pracy niż iPhone. Potwierdza to szef gabinetu
premiera Sławomir Nowak, właściciel obu urządzeń. – iPhone’a
używam
przede wszystkim do słuchania muzyki, sprawdzania pogody, kursów walut,
indeksów giełdowych i oglądania na YouTube śmiesznych filmików
o politykach PiS – opowiada. Ale pierwszym posiadaczem iPhone’a w
Sejmie, kiedy w Polsce urządzenie nie było jeszcze dostępne, był Adam
Hofman z PiS. – Robił wrażenie i budził zazdrość – przyznają jego
koledzy.
Dziś iPhone’a używają m.in. Mariusz Kamiński z PiS, Sławomir Nitras z PO
czy jego partyjny kolega Jarosław Wałęsa, który – jak sam przyznaje
–
zwędził go ojcu.
Jarosław Wałęsa jest jednak przede wszystkim fanem smartfona Nokia
Communicator. Kiedy urządzenie było jeszcze niedostępne w Polsce,
sprowadził je z Hongkongu. Dziś bez smartfona nie wyobraża sobie życia.
– Nie zdarza się, żebym był nieprzygotowany do pracy. Kiedy brakuje mi
jakiegoś dokumentu, natychmiast ściągam go z sieci – opowiada. Oprócz
smartfona zawsze ma przy sobie netbooka (mniejsza wersja notebooka), na
którym pracuje się dużo wygodniej.
W 2001 r. do historii przeszedł sposób, w jaki premier Leszek Miller
redagował swoje exposé bez pomocy komputera. Zastosował wówczas metodę
kopiuj-wklej: przemówienie pociął nożyczkami na fragmenty, a potem
układał je w odpowiedniej kolejności i przyklejał.
Wkrótce Miller oswoił się z komputerem, ale wielu innych polityków wciąż
nie zauważyło postępu technologicznego. – Zaproponowaliśmy ostatnio,
żeby ograniczyć zużycie papieru w Sejmie i możliwie wiele dokumentów,
np. druki sejmowe czy powiadomienia o posiedzeniach komisji, przesyłać
drogą elektroniczną. Wielu posłów zaprotestowało, bo nie wszyscy używają
komputerów – narzeka Jarosław Wałęsa. Nawet szef Klubu Poselskiego PSL
Stanisław Żelichowski pisze zazwyczaj ręcznie, po czym oddaje dokumenty
sekretarkom do przepisania na komputerze.
Podczas gdy w niewielkiej Estonii już dziewięć lat temu uznano dostęp do
Internetu za jedno z podstawowych praw człowieka, w Polsce przełomem
jest wprowadzona w tym roku możliwość rozliczania PIT przez Internet.
Nic więc dziwnego, że w rankingu Connectivity Scorecard, który ocenia,
jak w gospodarce i jej otoczeniu wykorzystywane są technologie
informatyczne, Polska zajęła ostatnie miejsce. I niewiele wskazuje na
to, byśmy mieli szybko awansować. Także dlatego że wciąż wielu polityków
boi się nowych technologii.
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|